Rozdział 3
Rano powiedziała chłopcom, że musi udać się na Pokątna i zdobyć składniki do kilku eliksirów, które zamierza przetestować. Nie zwrócili na to większej uwagi. Byli zajęci czymś innym. Teleportowała się przy mieszkaniu nr 18.
Dzień wcześniej pożyczyła sobie klucze od Snape więc teraz mogła bez problemu wejść do domu. Od razu po przyjściu wzięła się do roboty. Wcześniej zrobiła zakupy i teraz robiła śniadanie. Porządne śniadanie.
Gdy skończyła, poszła na górę do sypialni, żeby sprawdzić, co robi Snape. Usiadła przy łóżku, patrząc na swojego byłego profesora, który leżał dokładnie w tej samej pozycji, w jakiej go zostawiła wieczór wcześniej. Wyglądał tak samo źle, a pachniał nawet gorzej. Czy to wymiociny koło łóżka? No cóż nikt nie mówił, że będzie łatwo.
Wpadła na pomysł, ściągnęła z niego powoli koc, odeszła od niego na tyle daleko ile się tylko dało.
-Aquamenti – szepnęła Hermiona
Wrzask, jaki się rozległ, mógłby obudzić umarłego. Snape zerwał się z łóżka, zaplatał w koc i padł na ziemie cały czas oblewany strugami zimnej wody z różdżki Hermiony.
-KTO?! Kto śmie budzić mnie w ten sposób? Kim jesteś! Pokaż się – wrzeszczał, próbując po omacku znaleźć różdżke. Mokre czarne włosy opadały mu na oczy i ramiona, szata zaczynała kleić do ciała, a na podłodze pomału robiła się kałuża. Hermiona uznała, że już chyba wystarczy.
-Dzień dobry profesorze Snape – powiedziała z naganą w głosie – Skoro kąpiel mamy za sobą to zapraszam na śniadanie. – nie oglądając się na niego, wyszła i zeszła na dół.

Severus Snape w całym swoim życiu został upokorzony wiele razy. Ale to. To było już za wiele. Pamiętał tylko tyle że wczoraj wieczorem wrócił z dziurawego kotła nieco weselszy. Przybyli Avery i Nott i koniecznie chcieli się z nim napić. Śmierciożercy od kilku tygodni nieustannie świętowali zabicie Dumbledora oraz Moody'iego. Powinien się aportować do Hogsmeade, ponieważ jako nowy dyrektor Hogwartu teraz to był jego dom, ale był taki zmęczony. Tak strasznie zmęczony. A tajna kwatera Dumbledora była tak blisko. Zaczynał czuc, że wszystkie uczucia, jakie ukrywał przez ostatnie tygodnie, zaczynają wypełzać na powierzchnie. Dumbledore, Moody, wszyscy niewinni, którzy zostali zabici w ostatnim czasie przez Voldemorta. Może to jego wina. Gdyby był lepszym szpiegiem…
Czuł, że oczy mu wilgotnieją. Jeśli teraz Czarny pan by go wezwał, nie potrafiłby postawić przed nim ściany w umyśle. Nie, Hogwart to zły pomysł. Dzisiaj musi się schować, ukryć do końca utopić żal a jutro będzie nowym człowiekiem.
Z tą nowa myślą udał się do mieszkania na Nokturnie. Za łóżkiem miał schowane kilka butelek ognistej. Nie wiedział, czemu je chowa. Dumbledore nie żył, a z obrazu i tak ich nie zobaczy. Ale cos głęboko mówiło mu, że to zawsze będzie mieszkanie Albusa. On jest tu tylko gościem. I to rzadkim. Teraz jako ulubienie Czarnego Pana nie mógł ot, tak siebie znikać. Musiał być stale na widoku. Zawsze pod ręką gotowy do wykonania najbardziej parszywych zadań.
Trochę wypił, reszty nie pamiętał. Nie miał pojęcia jak dostał się do łóżka. I ta pobudka. Czy ktoś tu naprawdę był, czy majaczył? Ale przecież był cały mokry. Ktoś musi być w mieszkaniu. Wróg czy przyjaciel? I Czy on aby przypadkiem nie usłyszał słowa śniadanie? Nie, musiał się przesłyszeć. Nikt nie robi śniadania dla zdrajcy.
Zszedł na dół i poczuł wspaniałe zapachy. To znaczy byłyby wspaniałe, gdyby nie to, że miał kaca i robiło mu się niedobrze.
-Niedobrze, niedobrze, bardzo niedobrze – mruczał pod nosem Snape
Po drodze wstąpił do łazienki. Szybko wziął prysznic, wyczyścił szaty różdżka i wszedł do kuchni.
Jego oczom ukazał się widok przedziwny. Nie był pewien czy to sen czy jawa. Niska postać z burzą brązowych włosów kręciła się po kuchni w fartuszku z godłem Gryffindoru. Przechylił głowę, zmrużył oczy, skupił wzrok…
- Na gacie Merlina, co tu robisz Granger? - wysapał

-Pana też miło widzieć-cierpko odparła Hermiona, po czym, jak gdyby nigdy nic wróciła to smażenia bekonu.
Snape znieruchomiał, jakby ktoś go trafił zaklęciem. Czy wczoraj, aby na pewno trafił do dobrego mieszkania? A może umarł i to jest jego piekło? On na kacu i Wiem – To - Wszystko zadręczająca go pytaniami do końca wszechświata.
Ostrożnie usiadł przy stole jakby ten miał zaraz wybuchnąć. Hermiona postawiła przed nim talerz pełen grzanek i bekonu. Popatrzył na niego niepewny. A co jeśli wyskoczy niego Potter i zacznie tańczyć kankana? Dzisiaj już chyba nic by go nie zdziwiło.
Spojrzał na talerz, a potem na Hermione i znów na talerz, i znów na Hermione, i gdy trzeci raz spojrzał na talerz, nie biorąc ani kęsa, ta wrzasnęła:
- Liczysz na to, że cię nakarmię?
-Chciałabyś – mruknął Snape pod nosem i wziął ostrożnie grzankę. Żuł ją powoli nie bardzo wiedząc, co ma powiedzieć. A ona wcale nie pomagała. Mała irytująca Granger usiadła naprzeciwko niego i tylko patrzyła jak je.
- Wiem, że musiałeś go zabić. Dumbledore mi wczoraj powiedział. Już wiem wszystko – powiedziała wreszcie, przerywając tę niezręczną cisze.
-Co wcale nie oznacza, że nagle jestem jakimś cholernym aniołkiem. Jestem śmierciożercom. A ciebie nie powinno tu być.
- Wiem, ale dostałam ten adres on niego
-Od kogo? – zapytał, nie bardzo rozumiejąc
-Od Dumbledore, powiedział mi wczoraj, że chce, żebym była łącznikiem pomiędzy panem a Harrym. Musimy odnaleźć resztę Horkruksów. Nie damy rady sami. Nie wiemy gdzie zacząć. Jeśli rzeczywiście jest pan z nami, liczę na to, że pan pomoże – powiedziała znużonym głosem.
-Chcesz mi powiedzieć, że ten stary głupiec zaplanował swoja śmierć, w każdym calu, a zapomniał powiedzieć wam gdzie macie szukać? – Snape patrzył na nią z niedowierzaniem, po czym wybuchnął śmiechem. – To niewiarygodne. Cały czarodziejski świat zależy od trojki nastolatków, którzy nie mają pojęcia co robić – przestał się śmieć i skrzywił straszliwie.
- Nie wiem jak mam wam pomóc – odrzekł – Ja sam jestem „koszyczkiem, który dynda na ramieniu Czarnego Pana" czy cos w ten deseń- sarknął – Wiem tyle, co i wy, no może trochę więcej. – zamyślił się Snape.
Hermiona oparła głowę na rękach. Nie wierzyła w żadne jego słowo. Jeśli Dumbledore mówi, że Snape ma im pomóc to znaczy, że musi cos wiedzieć. A ona wyciągnie z niego co.
Snape zjadł do końca, czując się trochę lepiej. Popatrzył na nią. Zmieniła się, odkąd ja widział ostatni raz, kilka miesięcy temu. Wychudła, zmizerniała i wydawała się zrozpaczona. Ale gdy teraz patrzyła na niego, miała jakąś nadzieje w oczach, determinacje. Widział już to spojrzenie w taki wielu młodych oczach. Oczach, których właściciele szybko ginęli z ręki Voldemorta. Byłoby szkoda, gdyby ona – pomyślał i szybko się zganił – To tylko dziecko – mruknął pod nosem.
-Dobrze. Pomogę wam. Postaram się pomóc. Ale niech pani pamięta panno Granger. Oficjalnie jestem śmierciożercą. To miejsce oficjalnie nie istnieje, a ja pani nigdy nie widziałem. Każda nasza rozmowa jest tajna. Nawet Potter nie może o niej wiedzieć. A może szczególnie Potter. Straciłby do pani zaufanie. – mówił, ważąc każde słowo. Spojrzał na nią jeszcze raz. Jej obliczę zaczęło się rozjaśniać i po chwili uśmiechała się o niego radośnie.
-Idiotka – skwitował w myślach Snape – To tylko banda dzieciaków, ale cóż i tak nie oczekiwałem późnej starości.
- To jest wojna, niech pani o tym nie zapomina – zganił ją. Uśmiech Hermiony zgasł. Rozumiała co próbował powiedzieć.
-Jest jeszcze kilka spraw panno Granger, zakon a szczególnie wy będziecie potrzebowali eliksirów oraz innych rzeczy. Dam pani zapasowy klucz i umówmy się, że może pani korzystać z pracowni na dole, gdy będzie pani w potrzebie. Oczywiście liczę na to, że nie wysadzi jej pani jak jakiś bezmózgi bałwan – uśmiechnął się złośliwie widząc jak Hermiona się rumieni – oczekują utrzymywania w niej porządku. Umówmy się, że co jakiś czas będziemy się spotykali. Nie chce, żeby pani zdawała mi szczegółowy raport, wręcz przeciwnie wolałbym nie wiedzieć, gdzie przebywacie. Chce tylko wiedzieć, mniej więcej, czego się dowiedzieliście i czego potrzebujecie. W zamian ja postaram się zdobywać dla was informacje.
Hermiona kiwnęła głową. Po chwili przypomniała obie coś. Sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła monetę. To były te samo monety, których używali jako Gwardia Dumbledora do ustalania spotkań. Hermiona miała ich jeszcze kilka w zapasie. Miały dla niej wartość sentymentalna wiec zawsze miała kilka w kieszeni na szczęście. Dała jedną z nich Severusowi i wytłumaczyła jak używać, gdy będzie chciał się z nią spotkać lub gdy ona będzie potrzebowała pomocy.
-Dziękuje panie profesorze – powiedziała – Będę musiała już iść, żeby chłopcy nic nie podejrzewali. Bardzo doceniam pańską pomoc i oni też, nawet jeśli nie wiedzą, ile już pan dla nich zrobił. Niech pan pamięta, że ja znam prawdę i gdy wojna się skończy opowiem wszystkim jak było - wstała, rzuciła mu długie spojrzenie, pod którego ciężarem Snape zadrżał i wyszła.
- Nie panno Granger, nie sadze, żebym przeżył tę wojnę – szepnął cicho do zamykających się drzwi. Został całkiem sam.