Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Twisted Vixen. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.


Od autorki: Naruto nie jest moją własnością, ale chciałabym, aby należał do mnie Itachi. Aya jest moja. Mój wymysł.


Od tłumaczki: Chciałabym tylko podziękować czytelniczkom Yosss i Ciekawska za tak budujące i szczere komentarze :) Zapraszam na kolejny rozdział!


Ukryci Za Maskami

Rozdział 2: Wspomnienia i Przypomnienia


Myśli: „bla bla"

Dialogi: „bla bla"

Mężczyzna, znany małej wiosce jako „Ruka", siedział na krześle i obserwował płomienie, a jego myśli pogrążone były w chaosie. Nigdy nie przeszło mu przez myśl, że ponownie ujrzy swojego rywala, a co dopiero tutaj, w Kraju Ptaków – wiosce bez ninja. Owszem, przez lata wywrzaskiwał obietnice o sprowadzeniu chłopaka z powrotem do Konohy, ale porzucił nadzieje po ostatnim razie krótkiego widzenia się z jego byłym najlepszym przyjacielem… i oczywiście Konoha była teraz tylko zapiskiem na jego kartce życia.

Wrócił myślami do ostatnich pełnych wrażeń godzin. Wyleczył większość powierzchniowych ran Sasuke, zszył rozcięcie w jego boku i zabandażował tors. Ponadto obejrzał Ayę i Takashi'ego i przed wysłaniem ich do domów zajął się obrażeniami i nakarmił. Aya - póki jej nie powiedział, że może wrócić rano - awanturowała się jak nigdy, chcąc zostać ze swoim „wybawicielem". W końcu się zgodziła i opuściła ich z uśmiechem i machaniem ręki. Najwyraźniej i poza Konohą Sasuke miał zdolność przyciągania fanek.

Dwoje młodych nastolatków miało szczęście, że ex-ninja z Konohy przybył w odpowiednim dla nich momencie. Ale teraz, kiedy Naruto był sam na sam ze swoimi myślami, przez jego głowę przelatywało mnóstwo pytań. Co robił na tym obszarze kruczowłosy? Dlaczego im pomógł? Gdzie byli jego towarzysze z drużyny? Czy jeżeli znajdował się tutaj, to oznaczało to, że w okolicy znajdował się również Itachi i Akatsuki? Nie widział żadnej innej przyczyny pojawienia się Sasuke w takim miejscu jak to. Tyle pytań… Gdyby chociaż teme był przytomny, mógłby otrzymać część odpowiedzi.

Z ciężkim westchnięciem zamknął oczy i zacisnął dłoń wokół niebieskiego kamienia ulokowanego na jego klatce piersiowej. Samo ujrzenie ex-przyjaciela z drużyny przyniosło mu tyle wspomnień. Tęsknił za Konohą. Tęsknił za swoimi przyjaciółmi i prowizoryczną rodziną złożoną z Iruki, Kakashi'ego, Tsunade oraz Sakury. Kiedy po raz pierwszy ulokował się w tej malutkiej wiosce położonej w szczerym polu, wysłał przez Gamakichi'ego listy do Tsunade. Nigdy nie wyjawił im swojej aktualnej lokalizacji. Pisał tylko, że wszystko jest w porządku – ot, taka rozmowa „o wszystkim i o niczym". Ropucha wracała ze stosem listów od jego wszystkich przyjaciół, jego cennych ludzi. Wszystkie zapiski były dla niego skarbem. Był to dowód, że nikt z nich go nie porzucił. Tsunade spełniła jego prośbę przed odejściem i wszystko im wyjawiła – nie tylko banicję, ale zdradziła sekret o Kyuubi'm. Wszyscy zaakceptowali go takim, jakim był. Prawdę mówiąc przyjaciele wściekli się na radę. W swoich listach przyrzekli, że zrobią wszystko, co w ich mocy, by go ściągnąć… mimo że wiedział, że nic nie mogli uczynić.

Dobrze było od czasu do czasu coś od nich usłyszeć. Zawsze dostawał najnowsze wieści i czasem nawet konkretne rzeczy. Otrzymywał maści od Hinaty, medyczne artykuły od Sakury (nawet z jego o wiele mniejszą, niż u prawdziwego medyka wiedzą, w jakiś sposób skończył jako nieoficjalny wioskowy uzdrowiciel), zwoje z łatwymi medycznymi jutsu od Tsunade, chipsy od Chouji'ego, zdjęcia od Iruki, nawet zestaw do shogi od Shikamaru (póki co nie odnalazł żadnego towarzysza gier). Kakashi miał nawet czelność przysyłać książki… te rzeczy o tematyce hentai okazały się świetną rozpałką do kominka.

Oparł głowę o tył krzesła i spojrzał na jedno z wielu zdjęć, które zdobiły otaczające go ściany. To konkretne było prostym atramentowym szkicem, ale uważał je za jedno z najcenniejszych rzeczy, które dotychczas otrzymał – i, ze wszystkich możliwych ludzi, dostał je od Saia. Nieważne, co to było - wydarzenie, święto, zmiany w wiosce – Sai uchwycał je w swoich dziełach i przysyłał, a blondyn był mu za to wdzięczny. Może i nie mieszkał już więcej w Konosze, ale nie oznaczało to, że nie mógł mieć jej ze sobą. Teraz wiedział, że Sakura i Lee byli zaręczeni, Hinata i Kiba chodzili ze sobą, Konohamaru z przyjaciółmi zyskali rangę chuunina, a Ino i Sai – co było wystarczająco dziwne – uchodzili za „coś". Miał nawet zdjęcie Gaary z jego rodzeństwem, zrobione ostatnim razem, kiedy odwiedzili wioskę. Lekko się uśmiechnął, gdy przypomniał sobie wizytę w Sunie po tym, jak opuścił Konohę. Skończyła się ona na przekonywaniu Gaary, by nie anulował traktatu z Liściem. Na wieść o tym, co się wydarzyło, twarz młodego Kazekage stała się tak wściekła, że blondynowi przypomniały się czasy Shukaku. Gaara był gotowy za pomocą piasku żywcem pogrzebać całą wioskę Liścia. Na szczęście od tego dnia sprawy między Konohą, a Suną zelżały. Mimo tego jego czerwonowłosy przyjaciel w dalszym ciągu nie kochał rady.

Jego uśmiech zniknął, kiedy kontynuował patrzenie się na migoczące pomarańczowe i czerwone płomienie. Leżący w drugim pokoju mężczyzna zachwiał nim. Ostatnio rzadko się w ten sposób czuł. Łatwiej było zapomnieć o wszystkim, kiedy wokół nie było żadnych przypomnień. Uczucia bladły. Życie szło do przodu.

Łatwo było zapomnieć o tym, jak bardzo był samotny… aż do teraz.


Zbudziło go stanowcze pukanie do drzwi. Otworzył oczy i zobaczył, jak bardzo było już jasno. Ziewnął, rozciągnął się, a następnie zszedł z kanapy i otworzył drzwi, by znaleźć za nimi brązowowłosą, brązowooką kulę energii w postaci podskakującej na nogach Ayi.

- Dzień dobry, Ruka. Śniadanie?

Naruto przewrócił oczami i szerzej otworzył drzwi (jako zaproszenie do środka), mimo że wiedział, że dziewczynka i tak nie przyszła tu do niego.

- Jest za wcześnie – wymamrotał pomiędzy kolejnymi ziewnięciami i przeczesał ręką jego niesforne (bardziej, niż zwykle) po spaniu włosy.

- Wcale nie tak wcześnie, Ruka – odparła radośnie Aya.

Naruto potrząsnął głową.

- Mogłem się domyślić, że przylecisz tutaj skoro świt. Jest zdecydowanie za wcześnie na bycie tak bardzo szczęśliwym – nastolatka obdarowała go oburzonym spojrzeniem.

- Powiedziałam, że nie jest już tak wcześnie.

- Mów sobie co chcesz, Aya.

Uśmiechnęła się, kiedy blondyn próbował ją wykurzyć, a ona zamiast tego przeszła obok niego, rzuciła mu swoją torbę, a następnie udała się do jego pokoju, by sprawdzić, co u jej nowego ulubionego pacjenta płci męskiej. Z rozespanym śmiechem otworzył torbę, po czym wyjął z niej i zjadł ciasto. Naruto spotkał Ayę niedługo po tym, jak trafił do Kraju Ptaków. Z jakiejś nieznanej mu przyczyny dziewczynka w mgnieniu oka przywiązała się do niego i zaczęła podążać za nim jak cień. Chodziła za nim dosłownie wszędzie. Niedługo później poznał jej historię. Jej ojciec, zanim zmarł, był ninją. Jej matka przyprowadziła ją tutaj, nie chcąc, by wychowywała się w wiosce ninja. Jednak mimo jej intencji nie mogła powstrzymać wrodzonej zdolności Ayi do przeświecania. Naruto wiedział, że znalazł się w tarapatach, kiedy dziewczynka za pierwszym razem podniosła zwój medycznego ninjutsu. Jej ciekawość została wzbudzona. Nawet nie wiedział kiedy to się stało, kiedy już nie mógł jej się pozbyć. Z jej pełną życia osobowością i pragnieniem wiedzy, szybko stała się prawą ręką blondyna. Po wielu błaganiach zaczął ją trenować w używaniu i kontroli chakry. Z czasem mógł przyznać, że sprawiła, że jego nowe życie stało się całkiem interesujące. Nagle usłyszał, jak w pokoju przesuwa rzeczy. Lepiej tam pójdę, zanim znajdzie jakiś sposób na zabicie teme. Wyrzucił pustą torbę do kosza i udał się do swojej sypialni, gdzie znalazł siedzącą na krześle dziewczynę z inną torbą w ręku.

- Jak on? – wyszeptała.

- Będzie dobrze. Teraz odpoczywa.

Szelest prześcieradła z powrotem przykuł ich uwagę do ciemnowłosego pacjenta.

- Sasuke? – kolejny pomruk. Mężczyzna powoli otworzył oczy, po czym mrugnął parę razy, by je przystosować do światła. Spojrzał w bok, by ujrzeć dwa prawie że identyczne szerokie uśmiechy.

- Czy obydwoje możecie już z tym skończyć? Oślepicie mnie – wymamrotał i przewrócił się na drugi bok. Chwilę później powrócił do poprzedniej pozycji – zbyt szybko jak na jego uszkodzone kończyny. Przez jego bok przeszła fala przeszywającego bólu, na co zajęczał. Po chwili jednak zignorował go na rzecz zwrócenia się do kogoś tak bardzo mu znajomego. – Naruto?

- Uchh… tak? – naprawdę, bardzo inteligentne… - Naruto uniósł jedną rękę i podrapał się z tyłu głowy.

Na szczęście jego wypowiedź została przerwana przez mającą o wiele więcej do powiedzenia Ayę.

- Jak się czujesz? Chociaż trochę lepiej? Nie wiem, jak ci podziękować za uratowanie nas… - kontynuowała, kompletnie nieświadoma narastającego napięcia między dwoma mężczyznami. Zaczął się improwizowany konkurs patrzenia sobie w oczy i żaden z nich nie miał najmniejszego zamiaru odpuścić. Nagle Uchiha parsknął i wtargnął na terytorium, które tak dobrze było mu i Naruto znane. Kłócenie się.

- Dobe.

- Teme – odwarknął ze znaczącym spojrzeniem blondyn. – Nie nazywaj mnie tak. Poza tym powinieneś okazywać trochę wdzięczności względem kolesia, który uratował twoje życie.

Sasuke przewrócił oczami.

- Taaa, pewnie. Świetnie bym sobie bez ciebie poradził. Nie potrzebowałem żadnej pomocy.

- Pewnie, że nie potrzebowałeś, teme. Tak samo mogłeś bez problemu chodzić, bez praktycznego wleczenia przez dwóch zranionych trzynastolatków na ich koniu.

- Hn… usuratonkachi – to było niesamowite, jak szybko obydwaj powrócili do starych zwyczajów. Nikt inny nie potrafił tak bardzo im wleźć za skórę, jak tylko oni potrafili, nawet po tak długim czasie rozłąki. Aya do tej pory zdołała rozpakować dla niego śniadanie w postaci jakiejś zupy. Sasuke obdarował dziewczynkę swoim najlepszym piorunującym Uchiha-spojrzeniem, ale tak samo jak dla siedzącego obok niej dobe, nic to dla niej nie znaczyło. Po prostu odwzajemniła się uśmiechem i podstawiła pod jego usta pełną łyżkę zupy. Kruczowłosy przewrócił oczami i uparcie potrząsnął w geście odmowy głową.

- Wiesz, sam siebie potrafię nakarmić – tym razem to Naruto parsknął śmiechem.

- Oczywiście, że możesz, teme. Którą ręką?

Sasuke spojrzał w dół i - po raz pierwszy – zauważył, że obydwie jego ręce były sowicie zabandażowane. Spojrzał na Naruto z oczekiwaniem na wyjaśnienie. Blondyn wzruszył ramionami.

- Zostałeś dźgnięty w lewą rękę i masz trochę poparzeń na prawej. Zbyt dużo używania Chidori, prawda?

Sasuke, z jakiegoś powodu, poczuł nagłą chęć zrobienia nadąsanej miny. Oczywiście – jako Uchiha – nawet nie spróbował. Zamiast tego wydał z siebie długie cierpiętnicze westchnienie i przetrwał upokorzenie w postaci bycia karmionym, w dodatku przez małą dziewczynkę. Więc, przynajmniej dobe mnie nie karmi. To byłoby jeszcze bardziej upokarzające. Kiedy skończył zupę i dobe sprawdził jego rany, enigmatyczna dziewczyna postanowiła wyjść. Dzięki bogu. Denerwowała go z tym jej ciągłym nadskakiwaniem. Kiedy tylko zniknęła, jego ciemne spojrzenie powoli przesunęło się na niebieskie i zatrzymało.

- Więc, dobe, co ty tu robisz?