Przepraszam, przepraszam najmocniej za długą przerwę. Wypadłam ostatnio z fandomu HP, ale teraz postaram się trzymać dwutygodniowego czasu publikacji. Jeśli ktoś z Was pragnie pomóc z betowaniem, będę wdzięczna. Szczególnie dziękuję Minimoti, która napisała bardzo uprzejmą wiadomość, która mnie zmobilizowała.
FrejaAleeera1: Zgadzam się, że Hermiona przesadza. Ale może próbuje zaadoptować do jedynego miejsca, w którym została zaakceptowana? Pomysły które zgłaszasz są świetne, lecz niestety ja jestem związana tutaj fabułą Autorki. Ale od czego moje pomysły?
Koko: Dziękuję i zapraszam na inne historie mojego autorstwa.
- Kogo trafiło tym razem? – Theo spojrzał na Millie wyraźnie zaskoczony, podając Draco sok dyniowy.
- Ofiara to Colin Creevey – odparła dziewczyna – to ten mały Gryfon, który wszędzie łaził za Potterem ze swoim aparatem, próbując zrobić każdemu zdjęcie.
- Nie mamy czasu by śledzić kim są członkowie fanklubu Pottera – odparł Draco suchym tonem, widząc jak Theo przelotnie patrzy na dziewczynę.
- Szedł do Skrzydła Szpitalnego by odwiedzać Pottera – wyjaśniła – wiecie, Potter trafił tam by mu odrosły kości po tym jak Lockhart go wydrylował. Ten typ uważał, że usunięcie kości pomaga przy złamanym ramieniu. I dzieciak został spetryfikowany, całkiem jak stara kocica.
-Dzieciak jak okropne wkurzający – powiedziała Pansy – nie będę kłamać i nie jest mi przykro, że znowu przez przypadek nie wpadnę na tego głupka z aparatem.
- Jest bardzo nieuprzejmy – Hermiona wzruszyła ramionami – chyba do niego nie docierało, że ludzie nie mają ochoty by im ciągle robił zdjęcia i strzelał w twarz lampą ilekroć szli korytarzem.
- Nie wiedziałem, że się przejmujesz – powiedział Draco z niebezpiecznym wyrazem twarzy. Hermiona kopnęła go pod stołem w odpowiedzi.
- Umiem o siebie zadbać Draco – zapewniła – nie musisz od razu wpadać w tryb obrońcy bezbronnych dziewic.
W tym czasie Blaise zaczął się podejrzenie dławić, wydając z siebie wielce dziwaczne odgłosy. W odpowiedzi Hermiona zamilkła i spojrzała na niego uważnie, lecz on tylko pomachał by nic nie robiła.
- On nikogo nie pytał o zgodę, kiedy postanowił zrobić zdjęcia wszystkim Mugolakom w Hogwarcie. Nie, dziękuję. Nie, nie jestem zainteresowania. Nic nie działało, także spadaj – wzruszyła ramiona – wiecie co do niego dotarło? Jak mu powiedziałam, że jak raz jeszcze zbliży się do mojej twarzy z aparatem, uszkodzę go tak, że nie da się naprawić za pomocą Reparo.
- I co na to opowiedział? – zapytał Draco, lecz widząc jej wyraźne zdenerwowanie spojrzał na nią i poprosił – powiedz mi.
- Coś co brzmiało jak zarozumiała Ślizgonka – warknęła – to było nieuprzejme.
- Słyszałem co powiedział – zaczął Vincent wciąż przeżuwając rożek – powiedział że jesteś nadętą, zarozumiałą dziwką ze Slytherina, która uważa się za lepszą od innych.
Hermiona zacisnęła wargi, po czym powiedziała powoli:
- Może i jestem dziwką, ale przynajmniej nie zaczepiam i nie robię zdjęć ludziom, którzy tego nie chcą.
- Ale po co zbierać zdjęcia wszystkim sz.. Mugolaków? – zapytała Pansy – zresztą i tak do nich nie pasujesz.
-Dokładnie – odparła Hermiona, posyłając koleżance uśmiech – gdyby chciał zrobić zdjęcia wszystkim Ślizgonom z naszego roku, wtedy byłabym ewentualnie zainteresowana.
- A jak jesteśmy przy Mugolach – zaczęła Daphne, posyłając Hermionie porozumiewawcze spojrzenie.
- Poproszę mamę by przysłała ich więcej.
- Więcej Mugoli? – zapytał zaskoczony Theo, na co wszystkie dziewczęta zaczęły chichotać, tylko Pansy zdołał mu wymruczeć – nie masz powodów do obaw Theo.
. . . . . . . . . .
Po kilku dniach wieści o spetryfikowaniu Colina Creevey'a rozniosły się po całej szkole i do uczniów zaczęło docierać co to wszystko może znaczyć. „Komnata Tajemnic została otwarta" – szeptano –„Wszystkie Mugolaki są w niebezpieczeństwie".
- Niech ktoś jej cały czas towarzyszy – nalegał Draco – niech inne Domy zajmą się swoimi ludźmi, my zaś zajmijmy swoimi.
. . . . . . . . . .
Draco zapisał się na listę uczniów zostających w Hogwarcie na święta, jak tylko usłyszał, że Hermiona tak uczyniła.
- Trudna sprawa – wyznał – jeśli nie zaproszę cię chociaż na jeden obiad, mama będzie niezadowolona.
- To chyba nie jest takie straszne – zauważyła, na co Draco tylko parsknął jakby skrywając niepokojący sekret.
. . . . . . . . . .
Pomysł Klubu Pojedynków wydawał się z pozoru idealny. To był pierwszy raz od początku szkoły, kiedy to Hermiona wyraziła zainteresowanie zajęciami niezwiązanymi z lekcjami. Jak dla niej lekcje i teoria czarowania były oczywiście ciekawe, ale możliwość użycia zaklęć w praktyce znacznie lepsza.
Theo i Blaise jęknęli, kiedy zobaczyli kto ma oficjalnie prowadzić klub. Hermiona rzuciła im mordercze spojrzenie, godne niejednego mitycznego potwora. W dzień inauguracji, Lockhart już na nich czekał w swoich nienagannych szatach. Wyglądał wspaniale, na co Hermiona z trudem opanowała radosny uśmiech na jego widok. Blaise to zauważył oczywiście, i uśmiechnął złowieszczo niewątpliwie coś knując.
W tym czasie Snape stał pod ścianą, otoczony przez Ślizgonów. Cała grupka obserwowała jak drugi z nauczycieli wyjaśnia zasady działania klubu. Na twarz Severusa wszedł protekcjonalny grymas, co nie mogło oznaczać niczego dobrego. Niedługo zaczął się ichpojedynek, który wywołał wielkie emocje u obserwujących ich uczniów. Snape był jak zwykle pewny siebie nie tracąc nic ze swej gracji. W tym samym czasie Lockhart zaczynał wykonywać dziwne, skomplikowane ruchy różdżką. Hermiona jak z nerwów aż dostaje tiku, co było wielce irytujące. Nie podobało się jej zachowanie nauczyciela Obrony, bowiem zdaniem dziewczyny pojedynek czarodziejów nie był miejscem na popisywanie. Kiedy zaś Snape wykrzyczał "Expelliarmus!", promień czerwonego światła uderzył w Lockharta, który upadł na plecy. Hermiona zerknęła na profesora Eliksirów oceniającym spojrzeniem, kiedy pozostali Ślizgoni radośnie oklaskiwali Opiekuna swego Domu.
W tym czasie Lockhart mruczał coś na temat użyteczności prostych zaklęć w walce i udanego pomysłu nauczyciela Eliksirów na pokazanie owej prawdy uczniom. Snape najwyraźniej nie podzielał owej opinii, Hermiona była pewna, że próbował po prostu rozbroić przeciwnika i ośmieszyć. Była ciekawa ile osób to dostrzeże, wszak co stanowi lepszą obelgę: coś widowiskowego czy prostego, ale umiejętnie wykorzystanego? Nie miała pojęcia.
- Jak widzę czyjeś zakochanie przeszło w fazę .. odkochania – szepnął Blaise, patrząc jak Draco z wyraźnym zadowoleniem widzi zniesmaczenie Hermiony.
- Pojedynek był wielce pouczający – nie powiedziała nic więcej.
Niedługo potem studenci zostali dobrani w pary. Ku niemałemu zdumieniu Hermiony, Snape wybrał Pottera na partnera Draco, zaś jej partnerką została jakaś dziewczyna z Gryffindoru. Spojrzała z wyrzutem na Snape'a, który wyszeptał do niej dyskretnie: „Będą niezmiernie niezadowolony, b musząc odprowadzić jakiegoś durnia do Skrzydła Szpitalnego. Subtelność to klucz, panno Granger".
- Nie wiedziałam, że Mugole mogą zostać przydzieleni do Slytherina – opowiedziała dziewczyna patrząc z góry, gdy Hermiona skinęła uprzejmie głową.
- Mugole nie, ale czarownice tak – zgodziła się Hermiona.
- A teraz – wyjaśniał zasady Lockhart – kiedy policzę do trzech, rzucicie zaklęcia, ale tylko zaklęcie rozbrajające. Raz, dwa, trzy!
Ledwie Snape skończył odliczanie, Hermiona już trzymała w dłoni różdżkę swej partnerki. Po wygraniu swojej części, zaczęła sprawdzać jak przyjaciela sobie radzą. Potter przeklął Draco Rictusemprą, na co dziewczyna zacisnęła pięści. To na tyle w kwestii ograniczenia zaklęć, do zaklęcia rozbrajającego. Draco upadł, chichocząc po trafieniu zaklęciem łaskotek. Na szczęście nie oberwał zaklęciem zmuszającym do tańca, lub czegoś gorszego… Potter mruczał kolejną klątwę pod nosem.
- Dość – krzyknął Snape, kończąc działanie zaklęć.
Hermiona wyciągnęła różdżkę, po czym ruszyła w kierunku Draco. Theo jednak ją odciągnął.
- Nie możesz mu pomóc, to jego walka – syknął Theo.
- Ale Potter…
- Potter nie przestrzega zasad, czy to cię dziwi? – odpowiedział złośliwie.
W odpowiedzi tylko skrzyżowała ramiona, ale pozwoliła się zatrzymać Theo.
- Jeszcze jedna próba, ale teraz tylko jedna para będzie walczył – tłumaczył Lockhart – pokażcie chłopcy jak blokować zaklęcia nieprzyjaciół.
Lockhart wziął Harry'ego na stronę, tłumacząc mu jakieś złożone zaklęcie, wymagające wykonania wielu ruchów różdżką. Hermiona obserwowała scenę wyraźnie zaniepokojona. W międzyczasu Snape pouczał Draco, co powinien zrobić.
Draco rozpoczął walkę zaklęciem Serpensortia. Ku niemałemu zaskoczeniu Hermiony, z końcówki różdżki chłopaka wyskoczył duży, czarny wąż. Zwierzę zaczęło powoli pełzać w kierunku zastygłego ze strachu Pottera.
- Skoro się boisz Potter, ja się pozbędę węża – zaproponował Snape, przeciągając teatralne samogłoski.
- Pozwólcie mi działać! – powiedział Lockhart, po czym wykonując dramatyczny ruch różdżką uniósł węża w powietrze.
Kiedy zwierzę z powrotem wylądowało na ziemi, znajdował się dokładnie naprzeciw jakiegoś chłopaka. Hermiona nie miała pojęcia, ale wąż gotował się do ataku.
Niedługo potem Potter wysyczał jakieś niezrozumiałe dźwięki, na co wąż się wycofał. Hermiona spojrzała na Blaise'a pytającym wzrokiem. Chłopak jednak jej nie dostrzegł, bowiem obserwował Pottera oceniająco. Zwróciła swój wzrok z powrotem w kierunku węża, oraz dramatu który właśnie miał miejsce. Prawie wszyscy zaczęli się odsuwać od Pottera, który sprawiał wrażenie zupełnie zaskoczonego cały zajściem.
- Zatem jest wężousty – wyszeptał Theo prosto do jej ucha. Wtedy wszystko stało się jasne.
Spojrzała w kierunku Draco, chcąc nabrać pewności, że wszystko u niego w porządku. Uśmiechnął się odwzajemniając spojrzenie. Następnie spojrzała pytająco na Snape'a. Nauczyciel zerknął ku niej z nieodgadnionym wyrazem twarzy, po czym sprawił, że wąż znikł w tumanach czarnego dymu.
. . . . . . . . . .
- Zatem wiemy, że Potter jest wężousty- zaczął rozmowę Draco – może porozmawiamy o tym, czy on jest Dziedzicem?
- Wpierw musielibyśmy usłyszeć jak się tym przechwala – zauważyła Hermiona, po czym kontynuowała niepewnie – albo, zapytać go.. ale to będzie wymagało złamania wielu punktów szkolnego regulaminu oraz wślizgnięcia się do Pokoju Wspólnego Gryfonów i ..
- Jak niby mamy tego dokonać? – spytał Draco mrużąc oczy.
- Znam sposób, ale to niebezpieczne i … - zaczęła.
- Wyduś to z siebie – Theo wywrócił oczami.
- Eliksir Wielosokowy- wypaliła – Profesor Snape wspominał o nim niedawno. Jest trudny do uważania, lecz pozwala czasowo przybrać postać innej osoby. Możemy zamienić się w Weasleya i tę jego młodszą siostrę, robiącą ciągle maślane oczy do Pottera … nikt nie będzie wiedział, że to my! Potter powie nam wszystko, biorąc nas za członków swojego fanklubu.
- Trzeba będzie działać szybko, bo o ile pamiętam, eliksir działa tylko przez godzinę – skinął głową Theo.
- Gdzie zdobędziemy recepturę? Bo raczej nie w podręczniku! – zapytał Draco.
- W Dziale Ksiąg Zakazanych – wyjaśniła Hermiona – Postaram się zdobyć pozwolenie do Snape'a, tłumacząc się chęcią poszerzania wiedzy o eliksirach. Mam nadzieję, że to kupi.
- On cię faworyzuje – zauważył Draco.
- Moja wina, że jestem dobrą uczennicą – wyjaśniła poprawiając włosy za pomocą różdżki.
- Na Merlina, uważaj bo jeszcze trafisz kogoś tym w oko – narzekał Theo.
. . . . . . . .
-Najsilniejsze Eliksiry? – zapytał Snape, obdarzając Hermionę pełnym podejrzliwości spojrzeniem. Dziewczyna, a także Draco i Theo stali przed jego biurkiem, próbując przybrać możliwie najbardziej niewinne miny – skoro naprawdę planuje pani, panno Granger spróbować swoich sił przy zaawansowanym projekcie, mam szczerą nadzieję, że nie zamierza pani kraść składników z moich zapasów, by ważyć eliksir na podłodze w obskurnej łazience.
- Ja.. –nie wiedziała co powiedzieć, kiedy podpisał zezwolenie.
- Zapewnię pani jedną godzinę spokojnej pracy tygodniowo w mojej prywatnej pracowni – powiedział – niestety nie mogę zapewnić pani zajęć na poziomie odpowiadającym pani akademickim zainteresowaniom. Boleję nad tym, lecz nie ma zbyt wielu uczniów dość zdolnych i chętnych do ciężkiej pracy. To by było coś więcej niż prywatne nauczanie.
Hermiona drżącymi rękami obracała pozwolenie, na co Snape machnął ręką zirytowany.
- Niech już pani idzie panno Granger i zabierze ze sobą swoich czystokrwistych młodzieńców. Nie mam czasu pomagać pani w wybranym projekcie, jakikolwiek by on nie był. Postarajcie się nie zabić się po drodze – po czym na chwilę zamilkł – albo co gorsza zrobić bałagan w mojej pracowni, byłbym wielce niezadowolony znajdując pracownię w gorszym stanie niż ją opuszczałem.
- No cóż – stwierdził Theo gdy wyszli – teraz już wiemy co go bardziej zezłości: nasza śmierć oczy bałagan w pracowni.
- Nie byłabym taka pewna – powiedziała patrząc z na drzwi do klasy – nasza śmierć w jego pracowni, na pewno oznaczała by dla niego wiele znienawidzonej, papierkowej roboty.
. . . . . . . . . .
Hermiona bez trudu przechodziła kolejne etapy ważenia eliksiru, pozostawiając napar by dojrzał do kolejnych etapów. Zaczynała naprawdę tęsknić za dobrze zaopatrzoną oraz nieskazitelnie czystą pracownią. Po wyjściu, napotkała Theo, który miał za zadanie ją eskortować tego dnia do Pokoju Wspólnego.
- Naprawdę, wszystko u mnie w porządku – wymamrotała – nie potrzebuję czystokrwistej eskorty, by mnie za każdym razem broniła przed Potterem.
- Został przyłapany stojąc obok ciała spetryfikowanego Mugolaka, kiedy ty pracowałaś nad eliksirem – wyjaśnił Theo patrząc na nią uważnie –dlatego nie zamierzam zostawić cię samej.
- Co?! – spojrzała na niego zaszokowana – jakim cudem on jest wciąż w szkole? Został znaleziony nad ciałem ofiary i wciąż jest pod ochroną. Jak to w ogóle …
- .. Wybraniec – wtrącił Theo – pozbył się Czarnego Pana i ..
- .. ale nie znaleziono ciała – powiedziała.
- Co?! – krzyknął Theo.
- Nie znaleziono ciała Voldemorta – wyjaśniła cierpliwie – nigdy nie znaleziono ciała, zatem nie jest „zmarły", ale „zaginiony".
. . . . . . . . . ..
Przerwa świąteczna była wspaniałym okresem, chociaż w zamku został Potter i wszyscy Weasleyowie. Draco, Theo i Greg także nie pojechali do domu. Hermiona regularnie sprawdzała stan eliksiru, dodając kolejne niezbędne składniki. Snape obserwował jak wchodzi i wychodzi z pracowni, lecz nic nie mówił. Jeśli zaś chodzi o same Boże Narodzenie, cała czwórka dostała zaproszenie na uroczysty obiad do Malfoyów, zaś ich obecność nie podlegała dyskusji.
- Po prosu bądź, bądź uprzejma – powiedział Draco wyraźnie zdenerwowany – ojciec już cię polubił, ale jeśli mama zdecyduje inaczej.. po prostu bądź uprzejma.
- Zawsze jestem uprzejma dla dorosłych – prychnęła.
- Jest – zgodził się Greg – ile razy nas obsztorcowała, ale dla nauczycieli jest nienagannie uprzejma. Nawet Snape ją lubi.
- McGonagall mnie nie lubi – zaprotestowała.
- Oczywiście, bo przecież jesteś paskudną Ślizgonką – wyjaśnił Greg.
Bycie paskudną Ślizgonką stanowiło niewątpliwie pożądaną cechę w domostwie Malfoyów. Pani Malfoy poświęciła sporo czasu Theo i Gregowi, zwracając uwagę jak urośli. Widać było wyraźnie, że znali się dobrze. Po chwili jednak skierowała swą uwagę ku Hermionie. Czarodziejka przywitała ją uprzejmie, powtarzając starannie przygotowaną przemowę:
- Witaj moja droga. Jestem ci bardzo wdzięczna za opiekę nad moim synem, niekiedy działa dość impulsywnie, przez co wpadała w rozmaite kłopoty.
- To raczej Draco się mną opiekuje proszę pani – uścisnęła dłoń kobiety i zaśmiała dość nerwowo – zaczął opiekę odkąd została przydzielona do Slytherinu, a ostatnio prawie nie spuszcza mnie z oka.
- Niech pani jej nie słucha – wtrącił Theo – groziła Weasleyowi przykrym użyciem różdżki przynajmniej raz, odkąd zagroził Draco. Sam musiałem odciągać ją od Pottera, bo chciała go przekląć za oszukiwanie podczas Klubu Pojedynków.
- Theo przedstawia sytuację bardziej dramatyczną niż jest naprawdę – Hermiona poczuła czerwień wpływającą na policzki.
Narcyzie Malfoy nie przeszkadzał brak nienagannych manier u Hermiony. Zapytała dziewczynę co sądzi na temat domu Slytherina, zanim poprowadziła młodych gości w kierunku bawialni oraz rozstawionego w niej pączu.
- Mam mieszane uczucia – przyznała Hermiona nieco mniej nerwowo – ale nie wyobrażam sobie bycia częścią innego Domu.
- Miałam podobne odczucia, chociaż będąc z domu Black nie miałam wątpliwości co do przydziału – wyjaśniła pani Malfoy.
Hermiona spojrzała na Draco pełnym zaskoczenia oraz zmieszania spojrzeniem. On zrozumiał w czym rzecz i jak zawsze pośpieszył z wyjaśnieniem.
- Członkowie niektórych rodzin zwykle trafiają do określonego Domu: rodzina mamy, Blackowie, a także Malfoyowie oraz Nottowie zwykle zostają przydzieleni do domu Slytherina.
- A także Goylowie – dodał Greg.
- Weasleyowie z kolei, są od zawsze Gryfonami - zakończył Draco uroczyście.
- Osoba z mugolskiej rodziny rzadko trafia Domu Węża – kontynuowała Narcyza – szczerze mówiąc byłam zmartwiona, kiedy usłyszałam, że nowa koleżanka Draco to Mugolak. Bałam się, że możesz zostać źle przywitana przez innych, ale też przez Draco.
- O nie – Hermiona czuła silną potrzebę zaprzeczenia. Nie zauważyła uśmiechów jakie wymienili rodzince Draco – Draco był wspaniały od samego początku. Owszem osoby z innych Domów nie zawsze były dla mnie uprzejme, ale Ślizgoni..
- Był taki jeden chłopak – zaczął Greg, lecz Theo mu przerwał.
- Hermiona sobie poradziła, a potem inni także mu ręcznie wyjaśnili, że my, Ślizgoni dbamy o swoich.
- Zawsze dbaliśmy i zawsze będziemy – wtrącił Lucjusz miękko – Draco, zaprowadź swoich przyjaciół na balkon i pokaż im widoku na ogród. I tak musimy chwilę poczekać na obiad, zaś wy młodzi na pewno chętnie spędzicie nieco czasu z dala od dorosłych.
Ślizgoni od razu zrozumieli nakaz odejścia, toteż szybko poszli za Draco do innego pokoju. Widoki z balkonu istotnie oszałamiały, lecz zamiast podziwiania ogrodu, zaczęli dyskusję czy Potter jest czy nie jest Dziedzicem Slytherina. W tym samym czasie państwo Malfoy toczyli interesującą rozmowę.
- Miałaś rację – zauważyła Narcyza patrząc na męża.
- Byłem pewien, że się zgodzisz. Snape mi powiedział, że Hermiona sama, bez niczyjego nadzoru przygotowuje Eliksir Wielosokowy.
- Czy to jest zbyt ambitne zadanie jak na drugorocznego?
- Jest – zauważył Lucjusz – z tego co wiem, młodzi planują zmienić się w Weasleyów i dowiedzieć czy Potter jest czy nie jest Dziedzicem Slytherina.
- Nie zamierzasz im przeszkadzać, czyż nie? – zaśmiała się Narcyza, a jej śmiech dotarł aż do Draco, który skierował ku nim nerwowe spojrzenie.
- Ależ skądże, należy ich zachęcać do podobnych inicjatyw. Wedle Snape'a Eliksir jest podręcznikowi i nie stwarza żadnego ryzyka, zaś drobne przygody tylko zacieśnią ich więź.
- Naprawdę nie masz nic przeciwko Mugolaczce – zapytała Narcyza.
W odpowiedzi Lucjusz spojrzał na dzieci, po czym wyjaśnił spokojnie:
- Nie mam nic przeciw tej konkretnej. Każdy hodowca przyzna, że są przypadki kiedy dopływ świeżej krwi zapewnia niemałe wzmocnienie. Draco dał jej bransoletkę jako prezent na zeszłoroczną Gwiazdkę.
- Naprawdę? – Narcyza usiadła na krześle po czym dodała z uśmiechem – ty czekałeś aż skończyliśmy trzynaście lat. Czy Hermiona nosi bransoletkę?
- Nie publicznie, ale skoro Draco nie popadł w histerię, podarunek z pewnością został doceniony – wyjaśnił Lucjusz.
- Jej włosy wymagają dużo pracy – zaśmiała się Narcyza.
- Na pewno zadbasz o wszelkie niezbędne szczegóły kochana.
. . . . . . . . . .
W trakcie uroczystego obiadu, Narcyza zaczęła rozmowę na temat rodziców Hermiony. Jej powolne rozluźnianie więzów ze światem Mugoli nie zostało niezauważone. Gospodyni ostatecznie zapytała o mugoloznastwa.
- Zaraz się zacznie – jęknął Theo, na co Narcyza zareagowała taktownym ubawieniem.
- Uważam zajęcia za stratę – zauważyła Hermiona, zagryzając zęby. Opanowała jednak emocje, po czym kontynuowała – mam nadzieję, że pani nie jest w to zaangażowana.
- Nie – zapewniła Narcyza wymieniając spojrzenia z mężem – zainteresowało mnie dlaczego uważasz te lekcje za stratę czasu jak to określiłaś. Na pewno nie zamierzasz uczęszczać na zajęcia?
- W żadnym wypadku – wyjaśniła Hermiona – mugoznastwo należy do opcjonalnych kursów i nikt z nas nie zamierza na nie uczęszczać. Nikt nie porzuci świata magii by żyć wśród Mugoli, to tak nie działa.
- Dokładnie – zauważył Lucjusz.
- To co ma miejsce – naciskała Hermiona – to osoby do mnie podobne, które to roku odkrywają świat magii.
- Nie sądzę – mruknęła Narcyza – nie sądzę by wiele osób tobie podobnych dołączało do nas aż tak często.
Hermiona spojrzała na starszą kobietę nie rozumiejącym wzrokiem. W tym czasie Draco zadławił się popijają wodą, co zwróciło uwagę Theo. Blondyn jednak zapewnił przyjaciela, że wszystko z nim w porządku.
- Chciałaś powiedzieć, że ..-Narcyza zwrócił uwagę ponownie ku Hermionie.
- Szkoła marnuje czas i środki ucząc czarodziei jak używać telefonu, zamiast nauczać Mugolaków zwyczajów czarodziei. Theo pomaga mi jak może, ale nie mogę znaleźć żadnej książki, która by mi pomogła zrozumieć co i jak. Cały czas się boję, że powiem coś nie tak, bo nie znam zwyczajów zaś z tego co zauważyłam jest ich naprawdę dużo – zakończyła dramatycznie, na co Narcyza poszerzyła swój uśmiech.
- Ależ takie książki istnieją – wyjaśniła, dając znak skrzatom by podały deser – przyślę ci je. Czytanie książek to nie to samo co nieskończone wykłady ciotki Walpurgi, ale to z pewnością o wiele bardziej znośna opcja.
- O ile oceniłem to dziecko poprawnie, pozna nawet najbardziej dziwaczne zwyczaje nim się znowu spotkamy – zauważył Lucjusz.
. . . . . . . . . .
Eliksir zaczął powoli dojrzewać. Cała trójka uważnie obserwowała parującą substancję z rodzajem niepokoju. Zanim tutaj przyszli, Hermiona zabrała z pralni szaty i ułożyła je nieco z boku. Ubrania w odcieniu złota oraz czerwieni nieomal krzyczały w laboratorium swą niestosownością.
- Czy macie włosy? – zapytała czarownica, na co Theo wyciągnął dwa włosy.
- Jeden zabrany frajerowi z naszego roku, a drugi od jego siostry - wyjaśnił Ślizgon.
- Czyj włos zamierzasz wykorzystać? – zapytała Hermiona.
- Ja – zaczął Theo z wyższością – ja będę waszą obstawą.
-Tchórz – mruknęła – czyżbyś nie wierzył w moje zdolności ważenia eliksirów?
-Nie, wy dwoje idziecie złapać świętego Pottera. Ja zaś zadbam by żadna łasica nie weszła wam w drogę – wyjaśnił Theo.
Po tych słowach, Draco wziął jeden z włosów i wrzucił do swojej fiolki. Napar zaczął parować, po czym szybko ściemniał kiedy tylko został dodany doń rudy włos. Z kolei Hermiona wzięła dłuższy z włosów, bo czym obserwowała jak eliksir nieomal zakrzepł nim przybrał barwę ciemnej czerwieni.
-A niech mnie, nigdy nie zgadłbym, że esencja Weasleyetki może być tak ciemna – zauważył Theo.
-Zatem do dna? – zapytał Draco, po czym razem z Hermioną wypili zawartość swego eliksiru.
Obaj Ślizgoni obserwowali jak ich przyjaciółka wyglądała jakby zaczęła się topić i ulegać dziwnym, przypominającym pączkowanie przemianom. Po chwili jednak stanęła przed nimi niewysoka, rudowłosa dziewczynka patrząca na nich uważnie.
- I jak? Eliksir zadziałał? – zapytała Hermiona, a zarówno Theo jak i Draco nieomal podskoczyli słysząc zmieniony głos.
- Zadziałał bez zarzutu – wyjaśnił Draco, po czym wypił duszkiem swoją porcję.
Ledwie tak uczynił, podobnie jak Hermiona zaczął się topić i zmieniać, aż w laboratorium stanął Ron Weasley. Theo podał Draco szatę w barwach Gryffindoru, na co do niedawna blondyn zaczął narzekać, że już od samej przemiany czuje się głupszy.
- Zbrzydłeś – zauważył złośliwie Theo.
-Ja z kolei nieomal współczuję tej dziewczynie – wtrąciła Hermiona, przebierając się w swoją szatę- to musi być straszne nosić coś takiego mając rude włosy! – skrzywiła się z niesmakiem.
- Spędzasz za dużo czasu czytając mugolskie czasopisma o modzie z Pansy – prychnął Theo – nie ma powodu byś się przejmowała okropnymi ciuchami Weasleyetki. Zamiast tego idź przepytać jej bohatera. Ja zaś zajmę się prawdziwymi łasicami i zostawię w wyjątkowo kompromitującej pozie – zapewnił, na co Draco i Hermiona wymienili spojrzenia – jeśli nie jesteście w stanie utrzymać rodziny, utrzymajcie czystość – wzruszył ramionami.
Draco prychnął ze śmiechu, lecz Hermiona skrzywiła się z obrzydzeniem na podobną sugestię.
- Jesteś zły do szpiku kości Theo, chcesz bym zwymiotowała?
Winowajca tylko uśmiechnął się z wyższością, po czym cała trójka wyszła z pomieszczenia.
. . . . . . . . . .
W międzyczasie Severus Snape obserwował przemianę dwójki swoich Węży. Mistrz Eliksirów zaczął się zastanawiać w jaki sposób Czarny Pan zareaguje, kiedy dowie się o rodzinie swych najważniejszych zwolenników przygarniającej Mugolaczkę.
. . . . . . . . .
Theo unieruchomił dwójkę Weasleyów. Pechowcy zostali znalezieni kilka godzin później, kiedy leżeli mocno przytuleni. Plotki na temat możliwych powodów, krążyły po szkole przez lata. W tym czasie Draco i Hermiona znaleźli Pottera w bibliotece.
- Tutaj jesteście – powiedział Potter do Draco – a po kiego ją ciągniesz ze sobą?
-Mama kazała mi jej pilnować – wyjaśnił Draco możliwie najbardziej znudzonym tonem – co zamierzasz w sprawie Komnaty?
- Dajcie sobie siana – powiedział Potter garbiąc się nieznacznie.
- Mowy nie ma – odparła Hermiona, patrząc uważnie na chłopaka.
- Wiesz Ron, lubię twoją mamę ale nie rozumiem czemu musisz robić za niańkę – powiedział Potter – przecież nic się jej nie stanie jak długo będzie trzymać się z dala od Malfoya.
- Jak to trzymać z dala od Malfoya? – zapytała Hermiona, usiłując zapanować nad swoim głosem.
- To przecież jasne, że Malfoy jest Dziedzicem. Znacie drugiego, podobnego do niego, czystokrwistego dupka?
Po tych słowach Draco rzucił Potterowi nienawistne spojrzenie. Opanował się jednak i powiedział możliwie najbardziej spokojnym głosem.
- No nie wiem kumplu, on przecież zadaje się z Granger. O niej zaś nie można powiedzieć, że jest czystej krwi.
- Racja, jak mogłem zapomnieć o tej kujonicy – zgodził się Potter po czym skrzywił – wyobrażasz sobie, że zaprosił ją do siebie na Boże Narodzenie? Jakże chciałbym zobaczyć owo rodzinne spotkanie, minę jego rodziców jak zobaczą z kim się zadaje ich syn. Na pewno się wściekną – dokończył wyraźnie zachwycony myślą – przy okazji, przeczytałam w Historii Hogwartu, że kiedy ostatnim razem Komnata została otwarta zginęła Mugolaczka. Ciekawe czy kiedy tym razem ktoś także zginie, to Dumbledore w końcu pozbędzie się Malfoya.
- Jesteś pewien, że to Malfoy? – zapytała Hermiona.
- A kto niby? – Potter zmarszczył brwi w odpowiedzi – chciałbym żeby Dumbledore mógł po prostu wywalić tego bydlaka. Mam dość tego, że wszyscy mają mnie za Dziedzica z powodu wężomowy. I jeszcze to głosy, zapytałem Parvati co o tym sądzi a ona poradziła bym spytał kart. Też mi coś, że niby kary pomogą mi z głosami – nadąsał – to takie niesprawiedliwe!
- No nie wiem – zaczęła Hermiona, przez co Potter rzucił jej mrożące spojrzenie – a kto w ogóle otworzył Komnatę ostatnim razem? – zapytała, przez co Potter się zirytował.
- Pojęcia nie mam, podobnie jak nie wiem co ty jeszcze tutaj robisz – burknął nieprzyjaźnie – nie masz nic do roboty Ginny, żadnych zajęć dla małych dziewczynek?
- Mam – odparła po czym pobiegła w kierunku korytarza.
Draco zachichotał i wymruczawszy przeprosiny, ruszył za nią. Powoli kończył im się czas.
- No cóż – powiedziała Hermiona, kiedy odeszli na bezpieczną odległość – wiemy, że to nie on. Ale w taki razie kto?
. . . . . . . . .
Kiedy wiedzieli już, że Potter nie jest Dziedzicem nie bawiło ich już tak głębokie przekonanie całej szkoły o winie Złotego Chłopca. „Chcę poznać prawdę" – Hermiona powtarzała raz po raz, kiedy czytała każdą książkę, która teoretycznie mogła pomóc w rozwikłaniu zagadki Komnaty Tajemnic. „Co petryfikuje żywe obiekty?" – zadawała pytania na głos, tak zaczytana w opasłych tomiszczach, że nawet Theo nie był w stanie jej oderwać od lektury.
Draco nie miał już sił pilnować Hermiony, kiedy siedziała w klasie otoczona książkami z biblioteki. Chyba nic już jej nie groziło, zresztą ostatni atak miał miejsce kilka miesięcy temu. Blondyn chciał wierzyć, że zarówno Dziedzic jak i jego potwór postanowili poczekać aż dodatkowe zabezpieczenia zostaną zdjęte ze szkoły.
- Panie Malfoy- głos Profesora Snape'a oderwał go od pracy nad esejem. Ślizgon musiał wydłużyć swoją pracę domową o dwa cale, zaś zajęty zadaniem nie zauważył kiedy Opiekun ich Domu wszedł do Pokoju Wspólnego – Proszę za mną – coś w jego tonie nie pozostawiało pola do dyskusji. Chłopak wziął torbę i posłusznie wstał – jak rozumiem pan i panna Granger jesteście.. przyjaciółmi – powiedział Severus, a jego usta skrzywiły się podejrzanie.
- Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi – wyjaśnił Draco ostrożnie – ale to nie oznacza, że ..
- Panie Nott, proszę za mną – na te słowa Theo aż podskoczył.
Obaj chłopcy spojrzeli na siebie uważnie. Ich przerażenie zaczęło rosnąć, kiedy Snape prowadził ich w kierunku Skrzydła Szpitalnego. Zanim otworzył drzwi spojrzał na nich uważnie i powiedział ostrożnie.
- To, co zaraz zobaczycie może was zaszokować. Panna Granger została zaatakowana, podobnie jak inne uczennica. Druga ofiara nie jest z naszego Domu.
Na te słowa Draco zamarł. Stał przez chwilę nieruchomo w drzwiach, niezdolny oderwać wzroku od Hermiony, leżącej nieruchomo na łóżku. Po chwili jednak podbiegł do nieprzytomnej, po czym padł na kolana przy łóżku.
- Hermiono – wyszeptał – Hermiono, to ja Draco jestem przy tobie? Słyszysz mnie?
- Czy któryś z was potrafi wyjaśnić czemu panna Granger trzymała w ręku to? – zapytała pani Pomfrey, wskazując na małe lusterko.
Draco potrząsnął głową. Pielęgniarka spojrzała na Theo, który tylko powtórzył gest przyjaciela, nim podsunął mu krzesło.
- To niesprawiedliwe Hermiono – powiedział powoli Theo – nie powinnaś zostać spetryfikowana. Jak mamy zdobyć dość punktów by pokonać Gryfiaków? – zapytał, a głos załamał mu się po ostatnim słowie.
Snape dał im kilka minut na przetrawienie wiadomości, lecz naszedł na nich czas.
- Odprowadzę was do lochów. Nowe wytyczne nakazuję by uczniowie pozostali w dormitoriach przez cały czas, poza posiłkami i lekcjami.
- Zostaję – zapowiedział Draco, nawet nie patrząc na nauczyciela.
- Panie Malfoy –powiedział Snape uśmiechając się kąśliwie – nie ma powodu by pan został, nie jesteście po słowie. Wróci pan do swego dormitorium – nakazał, po czym dodał łagodnie – może pan poinformować ojca o wypadku panny Granger i poczekać co na jego reakcję.
. . . . . . . . . .
Lucjusz Malfoy przybył do szkoły następnego dnia. Szedł korytarzem łopocąc szatami, aż dotarł na wyznaczone miejsce, do Wielkiej Sali.
- Dumbledore, żądam wyjaśnień – przeszedł sprawnie do sedna.
- Panie Malfoy – zaczął Dumbledore uprzejmym tonem, chociaż w oczach płonął gniew – czemu zawdzięczam pańską wizytę?
- Naprawdę chcesz to załatwić tutaj Dumbledore? – zapytał Lucjusz rozglądając się po Sali i patrząc na uczniów mniej, lub bardziej umiejętnie udających, że patrzą obok. Kiedy jednak Dyrektor nic nie odpowiedział, arystokrata zmrużył oczy – Niechaj będzie i tak. Rada Nadzorcza prosiła mnie bym przekazał informację, że zostałeś zawieszony – wyjaśnił wyciągając pergamin z kieszeni – znajdziesz tutaj dwanaście podpisów – zapewnił, podając dokument Dyrektorowi.
- Ile osób zaszantażowałeś Malfoy, by zdobyć podpisy? – warknęła McGonagall, podchodząc do dwójki mężczyzn.
- Nie musiałam się zniżać do szantażu – wycedził Lucjusz – Rozumiem Minerwo, że przywykłaś do znacznej autonomii lecz ludzie zaczęli wątpić w wasze kompetencje skoro uczniowie są atakowani przez potwora, którego nie umiecie znaleźć a tym bardziej powstrzymać. Naprawdę wierzyliście, że sprawie da się ukręcić łeb, skoro ofiarami są dzieci z rodzin Mugoli, zatem ich rodzice nie są w stanie działać? Czy to ma tłumaczyć waszą niekompetencję?
- Nigdy nie podejrzewałem cię Lucjuszu o podobną troskę okazywaną czarodziejom mugolskiego pochodzenia – odparł Dumbledore, nie tracąc nic ze swego spokoju.
- Przeceniasz moje przywiązania od idei czystości krwi, jak zwykle zresztą – odparował Lucjusz – nie myśl, że z powodu mojego otwarcia na Czarną Magię oraz przywiązanie do tradycji czarodziejskiego świata jesteśmy odmienni. Jestem o wiele bardziej otwarty niż ty Dumbledore, zaś najlepsza przyjaciółka mego syna pochodzi z rodziny Mugoli. To wspaniałe dziecko, które teraz leży spetryfikowane w Skrzydle Szpitalnym o czym nie mają pojęcia jej rodzice.
- Zatem wziąłeś pannę Granger pod swe skrzydła – zauważył Dumbledore, wymieniając spojrzenia z McGonagall.
- Zachowaj swoje sądy dla siebie – odparł Lucjusz patrząc na siwowłosego czarodzieja – powinieneś chyba się zbierać.
- Albusie, nie możesz odejść – protestowała McGonagall – obawiam się, że kiedy odejdziesz ataki będą gorsze.
- Minerwo dziękuję, lecz skoro Rada Nadzorcza mnie zawiesiła, muszę odejść – odparł Dumbledore spokojnie – lecz nigdy naprawdę nie zostawię Hogwartu.
- Cudowne przemowa – odparł Lucjusz Malfoy – lecz twoje zdolności krasomówcze nie interesują mnie na równi z dobrem dzieci leżących w Skrzydle Szpitalnym.
. . . . . . . . . . .
Draco próbował ukryć swój strach o Hermionę, przechwalając się przed każdym kto tylko chciał słuchać jak jego ojciec pozbył się Dumbledore'a. „To był najgorszy Dyrektor w historii Hogwartu" – tłumaczył – „niekompetentny, stary gnojek. Być może teraz dostaniemy kogoś o wiele bardziej kompetentnego".
Podczas Eliksirów nie spuszczał wzroku z pustego miejsca, które zwykle zajmowała Hermiona. Próbował nie patrzeć i pewnie dlatego spojrzał na Snape'a i powiedział uprzejmie.
- Może Pan będzie mógł zostać Dyrektorem?
- Dumbledore jest ledwie zawieszony – wyjaśnił Snape z zaciśniętymi ustami.
- Niemniej jednak – zaczął Draco – jestem pewien, że dostanie Pan głos mego ojca. Jestem zaskoczony, że zostawili szkołę otwartą. Kto wie, kto jeszcze zostanie zaatakowany – skończył, po czym spojrzał na Pottera z obrazą – może ty zostaniesz następną ofiarą i potwór wreszcie wykona swe zadanie.
. . . . . . . .
-Wszystko będzie dobrze – zapewnił Theo, kiedy cała grupa siedziała w Pokoju Wspólnym.
Pansy oraz Daphne siedziały zapatrzone w zdjęcia z czasopism o modzie. Przeglądały nieruchome zdjęcia Mugoli, lecz miały coś takiego w oczach, jakby nie dostrzegały zdjęć modelek.
- Dobra – mruknął Theo.
- Słyszeliśmy – zakpił Draco.
- Nie tylko ty się martwisz – zauważył Blaise.
. . . . . . . . . .
- To na pewno sprawka Draco Malfoya – powiedziała jakaś uczennica na korytarzu – wszyscy wiemy, że Malfoyowie są bardzo zaangażowani w sprawę Czarnego Pana, jak na Ślizgonów przystało.
- Nie sądzę – odparła druga – Malfoy by nie skrzywdził Hermiony Granger, odchodzi od zmysłów ze strachu odkąd została spetryfikowana.
. . . . . . . . . .
Draco zajął swoje miejsce przy łóżku Hermiony. Przychodził codziennie do Skrzydła Szpitalnego po lekcjach, by czytać jej fragmenty jej ulubionych książek. Co prawda, że pani Pomfrey zapewniała, że nieprzytomna niczego nie słyszy, lecz on nie zamierzał się poddawać. Nie mógł po prostu odejść i nic nie robić, musiał upewnić się, że jej stan nie uległ pogorszeniu.
- Hermiono, chciałbym byś była tutaj ze mną – powiedział, odkładając książkę by dotknąć jej dłoń - Nie wiem jak sobie poradzić bez twej pomocy. Ojciec wysłała sowę do twoich rodziców i powiedział, że jesteś chora. Zapewnił też, że lekarstwo jest w drodze. Czy wiesz, że Dumbledore nawet im niczego nie powiedział? – dotknął palcami jej sztywnej dłoni, po czym zaczął delikatnie dotykać.
Dopiero wtedy zrozumiał, że trzymała coś w dłoni. Wyciągnął kartkę papieru z zesztywniałej ręki.
- Bazyliszek – powiedział z trudem łapiąc oddech – bazyliszek, jesteś genialna!
Zaabsorbowany odkryciem, przebiegł korytarzami szukając Theo.
- Hermiona odkryła czym jest potwór z Komnaty – wysapał Draco – to bazyliszek.
- Wcale nie jestem zaskoczony – zauważył Draco – Na Merlina Draco, powinniśmy byli wpaść na to wcześniej.
Ani Theo ani Draco nie zauważyli Harry'ego Pottera, który wyszedł z cienia jak tylko zobaczył Draco
. . . . . . . . . .
- Czy nie powinniśmy sprawdzić tego tropu? – zapytał Blaise, biorąc do ręki karteczkę zabraną z dłoni nieprzytomnej Hermiony.
- Oszalałeś? – Draco wywrócił oczami na podobny pomysł – na serio myślisz, że powinniśmy zejść na dół by stawić czoło mitycznemu potworowi w legendarnej komnacie? Równie dobrze możemy skoczyć z Wieży Astronomicznej! Mam lepszy pomysł, napiszę do ojca a on sprowadzi kompetentnych ludzi.
- Dupek – mruknął Blaise, lecz jego postawa wyrażała ulgę.
. . . . . . . . . .
Nim Lucjusz Malfoy dotarł do szkoły, w Hogwarcie zapanowało istne pandemonium. Arystokrata nie tracił czasu, a jedynie szybko ruszył w kierunku dyrektorskiego gabinetu.
- Co się tutaj wyprawia? – zapytał władczo –żądam odpowiedzi Minerwo oo .. Albus – zakończył widząc Dumbledore'a siedzącego spokojnie w swoim miejscu, pomimo niedawnego wydalenia.
- Witaj Lucjuszu – odparł Albus uprzejmie – zostałem wezwany z powrotem, jak tylko doszło do kolejnego ataku. Rada Nadzorcza nie znalazła nikogo kto by mógł mnie zastąpić, zaś Profesor McGonagall odmówiła przyjęcia stanowiska dyrektora na stałe.
- Co za niezwykły pokaz lojalności – prychnął Lucjusz – zatem dobrze niechaj będzie i tak, zaś moja wiadomość dotrze do ciebie Albusie nie do niej. Mój syn poinformował mnie, że jego przyjaciółka Panna Granger, zdołała ustalić, że potworem stojącym za atakami był bazyliszek. Jestem pewny Albusie, że w tej sytuacji..
- Oczywiście Lucjuszu, mam świadomość czym był potwór – powiedział Dumbledore spokojnym głosem.
- Przepraszam, ale skoro wiedziałeś Albusie o bazyliszku to dlaczego nic nie robiłeś?
- Wręcz przeciwnie, potwór został zabity.
- I możesz jeszcze powiesz, że znasz tożsamość osoby, która otworzyła Komnatę Tajemnic? – zapytał Lucjusz przeciągając pretensjonalnie sylaby.
- Zaiste wiem – odparł Albus Dumbledore, patrząc uważnie na swego rozmówcę – winnym jest ta sama osoba co pięćdziesiąt lat temu. Tym razem jednak Lord Voldemort posłużył się rękami niewinnej dziewczynki, która padła ofiarą przeklętego pamiętnika.
- Zgrabna historyjka – prychnął Lucjusz – zatem naprawię twierdzisz Albusie, że uczennica otworzyła Komnatę będąc opętaną przez dziennik napisany przez zaginionego od lat człowieka?
- Tak właśnie uważam – powiedział Albus, uśmiechając znad swoich okularów.
- Dobrze zatem, a co z ową niewinną dziewczynką, która otworzyła Komnatę? Uwolniła potwora i nasłała bestię na uczniów. Jak zakładam, nie zamierzasz jej w ogóle ukarać! – syknął Lucjusz drżąc ze wściekłości.
- Lucjuszu, bycie opętanym przez Lorda Voldemorta to wystarczająca kara.
- Niech zgadnę, zapewne też owa niewinna dziewczynka to jedno z twoich cennych Gryfiątek, czyż nie Albusie? To może nawet dziecko kogoś z Zakonu?
- Ależ Lucjuszu, wiesz równie dobrze jak ja o kim mówimy – Dumbledore wychylił się nieco do przodu na swoim krześle – na szczęście owa dziewczynka została uratowana przez swego brata i jego kolegę i na szczęście dziennik został zniszczony. Jakiż skandal by wybuchł, gdyby córka znanej rodziny czystej krwi zaczęła zabijać uczniów mugolskiego pochodzenia! To by zniszczyło jej ojca pracującego nad Dekretem o Ochronie Mugoli, zwłaszcza jeśli morderstw dokonano z pomocą czarnomagicznego artefaktu. Ten czarodziej zaś ciężko pracuje tropiąc podobne przedmioty! – po tych słowach zapadła chwila ciszy.
Lucjusz Malfoy zmrużył oczy, patrząc na starszego czarodzieja nienawistnie. „To jeszcze nie koniec"- wysyczał wychodząc z gabinetu.
- Lucjuszu, jeśli któreś ze starych rzeczy Toma Riddle trafi w ręce niewinnych dzieci, będą wiedział gdzie szukać źródła. Idź teraz do Skrzydła Szpitalnego by zobaczyć przyjaciółkę swego syna. Panna Granger z pewnością radośnie spotka sprawę całego zamieszania.
. . . . . . . .
- Tak mi przykro dziecko – powiedział Lucjusz, zbierając kosmyki włosów z twarzy dziewczynki.
Hermiona zamrugała wyraźnie zaskoczona. Draco stał za ojcem, tak samo zdenerwowany jak on.
- Jesteśmy w stanie wojny, a chociaż mogę uchodzić za zimnego to jednak nie chciałem byś została przedmiotem potyczki.
- Ja.. – Hermiona przełknęła głośno ślinę, usiłując zebrać myśli – nie ma potrzeby by pan mnie przepraszał, panie Malfoy.
- Niemniej jednak nalegam, by moje przeprosiny zostały przyjęte.
- Oczywiście proszę pana – powiedziała po chwili, patrząc na Draco.
- Pragnę także cię zaprosić do nas latem, na kilka tygodnie – dodał Lucjusz zgrabnie – Daphne i Theo także przybędą z wizytą, zatem nie zajdzie podejrzenie niewłaściwości.
- Już czekam na nadchodzę tygodnie.
Lucjusz wyszedł ze szkoły w towarzystwie dwójki dzieci, trzymając dłoń na ramieniu Hermionie. Malfoy rzucił wyzywające spojrzenie dyrektorowi, po czym cała trójka opuściła błonie oczekując na nadchodzące wakacje.
