Red: Dziękuję za pierwsze komentarze, zawsze miło wiedzieć, że ktoś czyta i, co ważniejsze, że historia go zainteresowała. : ) Dlatego już dzisiaj wklejam kolejny rozdział, bo zaczęłam żyć tą historią i nie mogę przestać o niej rozmyślać. .

Jak Wam się podoba zachowanie Harry'ego? Czy jego nieostrożność to objaw nieopisanej głupoty, czy próba oderwania się od dobijającej rzeczywistości? :)

Rozdział 3 – Przebudzenie

Nie był pewien, czy obudził się w dzień, czy w nocy, gdyż w pomieszczeniu było zupełnie ciemno. Przez chwilę miał wrażenie, że po prostu śnił. Nigdy nie opuścił Dursleyów i komórki pod schodami. Niestety poprzednia noc powróciła do niego, niczym uderzenie tłuczkiem. Tajemniczy mężczyzna, zabawa w Babilonie, Krew Merlina… Próbował wstać, jednak każdy mięsień jego ciała zaczął mocno protestować. Jęknął głośno i położył się z powrotem, krzywiąc się na dźwięk skrzypiących pod nim sprężyn. Sięgnął po różdżkę i oświetlił pokój prostym zaklęciem. Odetchnął z ulgą, gdy odkrył, że znajduje się w Dziurawym Kotle. A więc nie było aż tak źle, jak się obawiał. Może jednak nic takiego się nie wydarzyło, nie było powodu do panikowania. Na stoliku obok stała butelka wody i chwycił za nią z wdzięcznością.

Jego uwagę zwróciło stukanie w szybę. Przekonał się w końcu do wyjścia z łóżka i powoli podszedł do okna, odsłaniając firankę. Osłaniając dłonią oczy, chcąc uchronić się przed ostrym światłem słońca, wpuścił do pokoju sowę. Ta spojrzała na niego i trochę niepewnie podleciała bliżej. Harry ostrożnie odwiązał od jej nóżki wiadomość. Ptak nie ruszył się z miejsca, najwyraźniej czekając na natychmiastową odpowiedź.

Gryfon od razu rozpoznał pismo i przełknął ślinę. A więc Dumbledore już się dowiedział o jego zniknięciu. Otworzył kopertę i zaczął czytać:

Harry

Dziś w nocy otrzymałem od Pani Figg niepokojącą informację. Twoja rodzina wyjechała z miasta i, z tego, co zauważono, pozostałeś bez opieki. Biorąc pod uwagę fakt, że niedawno uzyskałeś pełnoletność, byliśmy tym faktem bardzo podenerwowani. Chcąc sprawdzić, czy wszystko u Ciebie w porządku, odkryliśmy, że nie znajdujesz się już na Privet Drive.

Harry, rozumiemy, że ostatnio miałeś sporo przykrych doświadczeń, aczkolwiek nie jest to powód by odwracać się od ludzi, którzy chcą Ci pomóc. Cokolwiek miałeś w planach, proszę odezwij się i daj nam zapewnić Ci należyte wsparcie i opiekę. Powiedz, gdzie w danej chwili przebywasz, a jeden z profesorów przyjdzie Cię odebrać i zabrać do Hogwartu, gdzie najprawdopodobniej spędzisz resztę wakacji.

Prof. Dumbledore

Chwilę po przeczytaniu list zniknął w niebieskich płomieniach. Harry przyglądał się przez moment swoim dłoniom, w których jeszcze przed sekundą znajdowała się wiadomość od dyrektora. Zastanawiał się, co powinien zrobić. Nie może przecież uciekać od osób, które, teoretycznie, trzymają go przy życiu. Tak czy inaczej we wrześniu będzie musiał stawić im czoło, a nie był pewien ile czasu minie zanim Voldemort dowie się o jego zniknięciu. Westchnął cicho i wyjął z szuflady kawałek pergaminu.

Profesorze Dumbledore

Wszystko w porządku, od kilku nocy przebywam w Dziurawym Kotle. Nie chcę od Was uciekać, potrzebowałem po prostu chwili dla siebie. Zaczynam się pakować.

Harry

Zwinął list i przywiązał do nogi sowy. Zwierzę zahuczało cicho i odleciało wysoko w chmury. Uczucie paniki nie ustawało, jednak zgodnie z tym, co napisał, zaczął zbierać swoje ciuchy i wkładać do kufra. Wolał nie myśleć o kazaniu, które zapewne przywita go, gdy tylko pojawi się w Hogwarcie. To był koniec jego wolności, szansy na trochę normalności i zabawy. Chociaż nie był pewien, czy poprzedni wieczór można było tak właśnie określić. Uznał, że lepiej nie pamiętać. Udawać, że wrócił do domu i położył się spać. Lecz nie mógł się pozbyć wrażenia, że nie dotarł tu o własnych siłach. Myśl ta prowokowała kolejne niechciane pytania i więcej problemów. Przybył by się zrelaksować, a wraca, niosąc na barkach dodatkowe zmartwienia i nieciekawe przygody. Tak właśnie wyglądało życie Harry'ego Pottera. Jeśli mogło być gorzej to było gorzej.

Jego wzrok skupił się na łóżku. Pościel była wygnieciona tylko po stronie, po której spał. Był pewien, że wychodząc z pokoju wszystko było w nieładzie, a sprzątanie miało odbyć się dopiero dzisiaj po dwunastej…

Było zdecydowanie gorzej.

XXXXXXXXX

Godzinę po odesłaniu listu ktoś zapukał do jego drzwi. Biorąc głęboki wdech, powiedział głośno „proszę". Klamka poruszyła się i do pokoju wszedł Severus Snape. Tradycyjnie odziany w czarną szatę i, bez względu na porę roku, otoczony peleryną, również w kolorze smoły. Mężczyzna wyglądał na poirytowanego, jak niemal zawsze, gdy miał coś zrobić dla Harry'ego Pieprzonego Pottera. Gryfon podejrzewał, że Mistrz Eliksirów nie przybył tu jako wolontariusz. Wręcz zastanawiał się, jak dyrektorowi udało się przekonać go do tego. Co prawda Dumbledore miał nad nim władzę, ale nie wyobrażał sobie, że Snape przyjął rozkaz bez większych protestów.

- Mam nadzieję, że możemy już ruszać, Panie Potter. Im szybciej dotrzemy na miejsce, tym krócej będę marnował na ciebie czas. – Oho, musiał wstać dzisiaj prawą nogą, gdyż pierwsze zdanie wypowiedziane w jego stronę nie zawierało żadnych obraźliwych uwag do jego osoby. Nie licząc tego, że stwierdził oczywistość, iż nie przepadali za spędzaniem ze sobą czasu.

- Oczywiście, profesorze – odparł, a jego głos ociekał sztuczną uprzejmością. Nie pozwoli wyprowadzić się z równowagi. Wziął kufer i podążył za profesorem na dół.

Widząc Toma, jego policzki zarumieniły się nieznacznie. Co barman widział tamtejszej nocy? Wie, co się z nim stało, gdy stracił nad sobą panowanie? Czy rozpoznał mężczyznę, z którym tańczył? Częściowo obwiniał Toma za to, że wskazał mu ten klub. Gdyby nie jego zaproszenie, nie musiałby teraz się tym przejmować. Niestety był również świadom tego, że sam prosił mężczyznę o radę, sam zakupił drinki i sam zdecydował, że nie wyjdzie z klubu, nawet gdy dowiedział się… Że jest on wyłącznie dla facetów. Z pewnością czeka go dużo bezsennych nocy, gdy wróci do szkoły.

- Czekasz może na zaproszenie? – usłyszał jadowity głos nauczyciela. Snape wyciągnął dłoń i, z wielkim obrzydzeniem wypisanym na twarzy, chwycił chłopaka za nadgarstek.

Zanim zniknęli, Harry poczuł na sobie wzrok Toma. Ciarki przeszły go po plecach i odwzajemnił spojrzenie. W oczach barmana dostrzegł lekkie rozbawienie i, przez moment pomyślał, że powinien się tym martwić.

XXXXXXXX

Aportowali się przed bramy zamku. Kufer miał na sobie zaklęcie, więc Harry nie miał zbyt wielkiego ciężaru do dźwigania. Wrota otworzyły się i Snape wepchnął go za nie, zyskując wściekłe spojrzenie swojego ucznia.

Szli w ciszy. Żaden z nich nie miał odwagi, ani tym bardziej ochoty, rozpoczynać jakiejkolwiek konwersacji, zwłaszcza, że jej koniec był niemal oczywisty. Niemal ponieważ ciężko stwierdzić, czy zakończyłby się tylko kłótnią, czy może jednak czarodziejskim pojedynkiem. Harry nienawidził takich sytuacji. Czuł się skrępowany i upokorzony. Po raz kolejny traktowano go jak zagubione dziecko. Prowadzono na dywanik do dyrektora, niczym nieznośnego gówniarza. Był dorosły, miał prawo zmienić miejsce zamieszkania i nie musiał o tym nikogo informować. Pogrążony w myślach nie zauważył, że przed nim stało drzewo i wszedł wprost na nie, przeklinając głośno, gdy jego nos zderzył się z twardą korą.

- I gdy już myślę, że nie możesz być większym idiotą… - zaczął Snape, ale prawdopodobnie uznał, że nie ma sensu kończyć zdania. Gryfon warknął i potarł obolały część ciała. Nie odpuści draniowi.

- Spokojnie, profesorze, do twojego nosa jeszcze mi daleko – odparł, mentalnie przybijając sobie piątkę. Mężczyzna obrzucił go nienawistnym spojrzeniem i ruszył dalej.

No tak, rok szkolny się jeszcze nie rozpoczął, więc cwaniak nie mógł ukarać go utratą punktów. Ta myśl uradowała go i gdy miał ochotę dodać kolejną złośliwą uwagę dotarł do niego niski głos:

- Masz szlaban.

Westchnął i powlókł się za profesorem, niczym więzień na skazanie.

Zawsze gorzej.