Shawn długo czekał na ten dzień. Lassie niekoniecznie. Byli sami, związani i skazani na swoje towarzystwo. Oczywiście wina za tę sytuację leżała tylko po jednej stronie. To Shawn upierał się, by jechać do domu podejrzanego. To Shawn upierał się, by nie czekać na wsparcie. To Shawn upierał się, by rozdzielić się w środku. A Lassiter był na tyle głupi, by się na to zgodzić. Teraz musiał cierpieć. Od dwóch tygodni unikał medium, jak tylko mógł. Na miejscu zbrodni trzymał się z dala, a na posterunku zamykał się w jednym z pokoi przesłuchań i siedział tak długo, aż Spencer sobie pójdzie i da mu spokój.
Musiał go unikać, bo im dłużej z nim przybywał, tym bardziej chciał, by ich czas razem trwał i trwał. Lassie już nawet nie oszukiwał samego siebie. Zakochał się i nie mógł tego znieść. Nie przerażał go fakt, że Spencer to mężczyzna, od dawna miał podejrzenia co do swoich biseksualnych skłonności. Nie, przerażało go to, że to był Spencer. Czemu nie mógł to być ktoś inny? Ktoś mniej dziecinny, ktoś bardziej dojrzały i odpowiedzialny. Nawet Gus – Boże uchowaj – byłby lepszy niż Spencer. Do diabła, nawet Buzz byłby sto razy lepszy. Ale nie, to musiał być Spencer, którego jedno zdanie wystarczyło, by zawrócić Lassiemu w głowie, choć domyślał się, że już wcześniej musiał się zadurzyć, a te słowa były tylko katalizatorem.
Naprawdę lubię patrzeć w twoje oczy, Lassie.
Jeszcze nikt nigdy tak do niego powiedział, nawet Victoria. Ona zawsze mówiła, że kocha jego sylwetkę, na oczy nie zwracała uwagi. Spencer nie mógł od nich oderwać wzroku. Nawet teraz, w ciemnej piwnicy, patrzył mu w oczy, co Lassiterowi niezbyt się podobało. Nie wierzył w bzdury o tym, że Spencer to medium, ale bał się, że nawet bez specjalnych mocy odczyta jego uczucia, wyśmieje go, a Lassiemu nie postanie nic innego, niż tylko wyjazd do innego miasta.
- Przestań się na mnie gapić. – warknął na niego.
Shawn nawet nie mrugnął.
- Nie mogę.
Lassiter spoglądał na niego z irytacją przez jakieś dwie minuty. W tym czasie, Spencer ani razu nie zamrugał oczami.
- Przestań. – powtórzył. Nie lubił tego spojrzenia, było zbyt nachalne, jakby Spencer chciał mu zajrzeć do samej duszy. Lassie nawet nie wiedział, jak się myli i że to on to właśnie robi, a nie medium.
- Lassie, możemy zginąć, daj mi się nacieszyć tym widokiem. – poprosił Shawn, w końcu mrugając. Zrobił to tylko po to, by zatrzepotać rzęsami, które były na to zdecydowanie za krótkie.
- Nie zginiemy, Spencer. – Przynajmniej mam taką nadzieję. – A nawet jeśli, to będzie to tylko i wyłącznie twoja wina.
- Hej, czemu zwalasz wszystko na mnie, też tam byłeś.
- To ty dałeś się złapać.
- Ty nalegałeś, by wejść tu bez wsparcia.
- To też byłeś ty.
- Ty nas tu przywiozłeś.
- Bo nie dawałeś mi spokoju!
- Widzisz, to twoja wina! Mogłeś mieć silniejszą wolę!
Gdyby nie krepujące go liny, Lassiter bez wahania zastrzeliłby Shawna. No, może tylko postrzelił. Mimo wszystko był w nim zakochany, nie mógłby mu zrobić permanentnej krzywdy. A bardzo by chciał.
- Mogę cię o coś spytać?
- O co?
- Czemu mnie unikasz?
Lassie był gotowy się wydrzeć i wykrzyczeć wszystko, co denerwowało go przez ostatni miesiąc. Łącznie z tym, że musi się użerać z tym głupim zakochaniem i nie wie już, co ma robić, jak się zachowywać i interpretować zachowanie Spencera wobec niego. Był zagubiony, całkowicie zagubiony.
- Bo mnie irytujesz. – odparł, po części była to prawda. Shawn wciąż go irytował, nawet jeśli chciał z nim przebywać. – Gdziekolwiek się nie pojawiasz, przynosisz kłopoty.
- Wcale nie.
- Zobacz, w co nas wpakowałeś teraz.
- Jules nas znajdzie i wydostanie.
- Tak, a wtedy skręcę ci kark.
Normalnie, Lassiter nie przejąłby się, widząc ból na twarzy Shawna, w ogóle by go nie zauważył. Ale to nie była normalna sytuacja, a on już od dawna nie czuł się normalnie. Spencer zawsze był daleki od normalności, ale jeszcze nigdy nie zabolało go nic, co Lassie do niego powiedział.
- Przepraszam, że cię śledziłem, Lassie, ale miałem powód. – odezwał się cicho Shawn. Po raz pierwszy odkąd się tu znaleźli, nie patrzył na detektywa.
- Jaki? – Lassiter czuł narastającą irytację. – I nie mów, że chodzi o moje oczy, bo ci w to nie uwierzę.
- Nie chodzi o oczy. Nie tylko.
- Nie tylko?
- Chciałem ci to powiedzieć już wcześniej, ale Gus mówił, że się wkurzysz.
- I pewnie miał racje. Zapomnij, że pytałem.
- Nie mogę. Nie pozwalasz mi. Jesteś zbyt idealny. I te oczy...
- O czym ty mówisz? – twarz Lassitera zrobiła się cała czerwona z zażenowania. Doskonale wiedział, do czego Spencer zmierzał i bał się tego. Co jeśli odkrył jego uczucia i to tylko żart? Czy Spencer był aż tak okrutny?
- Przepraszam, Lassie, naprawdę, ale nie mogłem tego powstrzymać.
- Czego? Powiedz to wreszcie. – powiedział ostatkiem sił. Gdyby teraz miał się znów odezwać, nie mógłby. Po prostu by nie mógł.
- Kocham cię, Lassie.
Lassiter poczuł się, jakby dostał obuchem w głowę. I to całkiem mocno. Spodziewał się takiej odpowiedzi, był na nią przygotowany, a mimo to nie mógł racjonalnie myśleć, gdy już ją usłyszał. Spencer... Shawn. To musiał być żart, musiał.
- Spencer, ja...
- Cartlon?! Shawn?!
To był głos Juliet. Znaleźli ich. Nareszcie.
Shawn popatrzył na Lassitera zawiedziony, jakby oczekując jeszcze jakiejś reakcji na jego wyznanie. Lassie nie mógł mu jej dać. Jeszcze nie teraz.
- Oh, dobrze, że jesteście cali. – Juliet zbiegła po schodach i by rozplątać obu mężczyzn. Zaczęła od Lassitera, który gdy tylko był wolny, szybko wybiegł z pomieszczenia, czując na sobie wzrok Shawna.
Wieczorem, gdy był już w domu wciąż czuł to spojrzenie. Sprawdził nawet, czy Spencer za nim nie przyszedł, ale nie. Przynajmniej nie od razu, bo tuż przed północą zapukał do drzwi detektywa.
- Mogę wejść? – zapytał tak błagalnym tonem, że Lassie nie miał serca, by odmówić. Odsunął się i pozwolił mu wejść, czując, że ta noc zmieni ich życie.
