W związku z rozpoczęciem roku szkolnego, które nastąpi już za tydzień (o nie!), rozdziały będą dodawane rzadziej, myślę, że mniej więcej co 2-3 tygodnie, w porywach do miesiąca.
Zachęcam do wyrażania opinii, gdyż bardzo motywuje mnie to do pisania.
Episode 4
Hermiona po raz drugi z rzędu obudziła się, nie wiedząc, gdzie jest. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z miejsca swojego pobytu. Była w sypialni Dracona Malfoya, która od niedawna była także jej sypialnią.
- Raczyłaś się nareszcie obudzić - z zamyślenia wyrwał ją irytujący głos współlokatora.
Hermiona nie miała ochoty na utarczki z Draconem.
- Odwal się, Malfoy - warknęła, gwałtownie podnosząc się z łóżka.
- I pomyśleć, że jeszcze wczoraj się do mnie tuliłaś - chłopak nie mógł powstrzymać się od kąśliwej uwagi.
Hermiona zarumieniła się nieznacznie, co nie umknęło jednak uwadze Dracona, który uśmiechnął się triumfalnie, patrząc przy tym bezczelnie w oczy Gryfonki. Dziewczyna zaczerwieniła się jeszcze bardziej, jednocześnie spuszczając wzrok. Malfoy zadowolony z siebie wyszedł z sypialni i udał się do Wielkiej Sali. Dziewczyna została sama.
Po raz kolejny przeklęła w myślach swoją niezdolność ukrywania uczuć. Po prostu nie potrafiła przybrać obojętnego wyrazu twarzy, zwłaszcza gdy targały nią emocje.
Gryfonka przymknęła oczy. Wydarzenia z wczorajszego dnia zaczęły przemykać jej przed oczami - wiadomość o małżeństwie, kara, reakcja Rona i Harry'ego, Luna i Ginny nie pozwalające jej wpaść w depresję, utarczka ze Snapem, wybuch jej matki, kot gardzący Malfoyem i w końcu przytulanki w łóżku.
Policzki dziewczyny po raz trzeci w ciągu dziesięciu minut zaróżowiły się.
XXX
Draco z niesamowicie dobrym humorem podążał do Wielkiej Sali, aby po raz pierwszy od dłuższego czasu zjeść śniadanie bez nieustannego trajkotania Pansy. Ślizgonka bowiem, gdy dowiedziała się, że chłopak jest po ślubie, postanowiła dać sobie spokój.
- Widzę, że masz dobry humor - Blaise pojawił się nagle tuż obok swojego przyjaciela.
- Bardzo - powiedział z uśmiechem Draco.
- Co jest powodem tak nagłej zmiany nastroju?- Zabini wyraźnie się zaciekawił.
- Pansy się odczepiła - powiedział Malfoy z jeszcze szerszym uśmiechem na ustach. - Rozumiesz, Blaise? Nie będę co chwila słyszał: "Dracuś! Chodź do mnie słoneczko!"! Już nie będzie mnie męczyć!
- To rzeczywiście powód do radości - mruknął Blaise bez przekonania.
Brunet miał podejrzenia, że nie tylko Pansy jest przyczyną dobrego humoru kolegi.
Wkroczyli do Wielkiej Sali. Wszystkie oczy momentalnie zwróciły się na Malfoya.
Widocznie jego małżenstwo z Grangerówną nadal było sporą atrakcją dla uczniów Hogwartu.
Draco podszedł do stołu Slytherinu, nie zwracając najmniejszej uwagi na zaciekawione spojrzenia jego rówieśników. Wziął do ręki tosta, posmarował go dżemem i zabrał się za jedzenie tak, jak miał w zwyczaju.
Po chwili do sali weszła Hermiona. Podeszła do Harry'ego i Rona i zamarła. Oni nadal byli na nią wściekli. Zmierzyli ją tylko nienawistnymi spojrzeniami i powrócili do przerwanej rozmowy.
Draco kątem oka obserwował całą sytuację i gdyby nie groziło to stratą punktów, zostawiłby na talerzu swojego pysznego tosta i uderzył Pottera i Weasleya. Przecież byli Gryfonami, jak mogli odwrócić się od przyjaciółki? Nawet mieszkańcy Slytherinu byli bardziej lojalni niż oni!
W przeciągu paru sekund wszystkie spojrzenia skierowały się na Hermionę, która nadal stała jak oniemiała przed stołem Gryffindoru. Gdyby nie Fred i George, którzy wzięli ją za ręce i zaprowadzili do wolnego miejsca na ławce, dalej by tak stała.
- Nie ma się co martwić, Hermiono - powiedział Fred.
- To tylko nasz głupi brat i jego równie głupi przyjaciel - dokończył George.
Hermiona uśmiechnęła się blado. Bliźniacy zawsze potrafili poprawić jej humor.
- Na twoim miejscu... - zaczął Fred.
- … nie przejmowałbym się nimi wcale - George uśmiechnął się.
- A jeśli zaczną ci dokuczać... - Fred trochę spoważniał.
- … powiedz to nam - oznajmił George.
- A my już przemówimy im do rozumu - bliźniacy ostatnie zdanie wypowiedzieli razem, co dodało mocy tym słowom.
Hermiona spojrzała na nich z wdzięcznością. Szybko zabrała się za jedzenie śniadania, miała tylko parę minut do rozpoczęcia transmutacji, którą Gryfoni mieli razem ze Ślizgonami.
XXX
- Draco - powiedział Blaise.
- Co? - spytał Malfoy.
- Od paru dobrych minut wpatrujesz się w swoją żonkę - wyjaśnił z uśmiechem Zabini. - A twój tost...
- Co z nim? - spytał Draco, szybko spoglądając na tosta, który był zaledwie nadgryziony.
Dalszą konwersację przerwał im sygnał zwiastujący rozpoczęcie się pierwszej lekcji. Draco błyskawicznie pochwycił swojego tosta, nawet jeśli oznaczało to jedzenie go na zajęciach. Blaise spojrzał na niego zaskoczony, a Malfoy z wielkim zadowoleniem skierował się do klasy transmutacji.
Dwójka Ślizgonów dotarła do niej ostatnia, wszyscy byli już na swoich miejscach.
- Spóźniliście się. Slytherin traci dziesięć punktów - oznajmiła im na wstępie profesor McGonagall. - Widzę, że pan Malfoy je na lekcji! Jestem zmuszona odebrać kolejne dziesięć punktów!
Blaise wolał się nie kłócić, więc grzecznie przeprosił i usiadł na miejscu. Draco natomiast miał inne plany.
- Już kończę, pani profesor! - powiedział, przyglądając się tostowi.
W tym momencie McGonagall postanowiła wykorzystać sytuację i ukarać Dracona za taką zniewagę.
- I nie podzieliłeś się z Hermioną? - spytała zdziwiona nauczycielka.
Dziewczyna gwałtownie pobladła.
- Niby czemu miałbym się z nią dzielić? - zdziwił się chłopak, unosząc brew. - Przecież to mój tost! - dodał z oburzeniem.
- Ponieważ to twoja ŻONA! - powiedziała McGonagall z poważną miną. - Musisz się z nią podzielić!
Na dzielenie się tostem było już za późno. Draco zjadł całego, nie przejmując się złowrogim spojrzeniem profesorki.
- Teraz - warknęła McGonagall - przeprosisz Hermionę. Pocałuj ją w policzek.
Draco wzruszył ramionami. Podszedł do dziewczyny i cmoknął ją w policzek. Gryfonka zaczerwieniła się.
- Nie rumień się tak, Granger - powiedział Draco z szyderczym uśmiechem na ustach. - Jeśli chcesz więcej, wystarczy poprosić - oznajmił tak, jakby to było oczywiste, po czym osunął się na krzesło tuż obok niej.
Hermiona zarumieniła się jeszcze bardziej, ale nic nie powiedziała. Spojrzała na profesor McGonagall. Chociaż mina nauczycielki była bez wyrazu, w jej oczach było widać rozbawienie.
Dziewczyna miała już dosyć Snape'a i McGonagall, którzy cieszyli się z każdego upokorzenia, jakie ją spotkało. Miała dosyć Harry'ego i Rona, którzy obgadywali ją za plecami. Miała dosyć rzucanych jej ukradkiem spojrzeń i cichych szeptów. Miała tego wszystkiego dosyć, nawet jeśli to był dopiero początek.
To była pierwsza lekcja transmutacji, na której wcale nie zajmowała się tematem zajęć. Myślała tylko jak się zemścić na nich wszystkich, jednocześnie pokazując, że jest silna.
- Granger, mówię coś do ciebie - Hermiona usłyszała głos nauczycielki nad swoją głową.
Już chciała odpowiedzieć, ale przerwał jej dzwonek zwiastujący koniec lekcji. Bez słowa wzięła swoje rzeczy i wyszła z klasy. Nie zauważyła, że ktoś podąża za nią.
Szła w ciszy pustym korytarzem, gdy nagle usłyszała czyiś głos tuż za plecami.
- No, kogo my tu mamy. Nowa pani Malfoy, co?
Hermiona odwróciła się, błyskawicznie wyciągając różdżkę. Stała oko w oko z ciemnowłosą dziewczyną przypominająca mopsa.
"Parkinson. Jest zazdrosna!" - pomyślała ze strachem. Dobrze wiedziała do czego zdolna jest zazdrosna kobieta.
- A przeszkadza ci to? - warknęła zadziornie w odpowiedzi.
- Jakbyś nie wiedziała! - krzyknęła Ślizgonka.
W jej ręce znikąd pojawiła się różdżka.
- Furnuculu...! - Pansy próbowała rzucić zaklęcie, ale Hermiona była szybsza.
- Expelliarmus!
Po chwili różdżka Pansy znajdowała się w ręce rywalki.
- Densaugeo! - krzyknęła Hermiona w odwecie.
Zęby Parkinson zaczęły rosnąć z zatrważającą szybkością.
- Snape się o tym dowie! - krzyknęła Pansy, zasłaniając usta, po czym odbiegła w stronę lochów.
Hermiona odłożyła różdżkę Ślizgonki i pobiegła poszukać Dracona. Tylko on mógł zapanować nad Parkinson, która na pewno planowała już zemstę.
- Malfoy! - krzyknęła, gdy zauważyła na korytarzu blond czuprynę. - Malfoy, do cholery, zatrzymaj się! - wrzasnęła, gdy nie reagował.
Chłopak odwrócił się.
- Co jest, Granger? - spytał.
- Parkinson mnie zaatakowała! Jest zazdrosna! - powiedziała Hermiona.
- I?
- Zrób coś z tym! - warknęła zniecierpliwiona.
- To nie mój problem, Granger - blondyn uśmiechnął się złośliwie.
- Zrób coś z tym, albo powiem Parkinson, że ją kochasz i swoim małżeństwem chciałeś wzbudzić jej zazdrość - zagroziła dziewczyna.
Draco zmrużył oczy.
- Pomyślę nad tym - wycedził rozeźlony, po czym odszedł w stronę lochów.
Hermiona skierowała się na błonia z triumfalnym uœmiechem na ustach. Przechadzając się wzdłuż brzegu jeziora mogła w końcu uporządkować myśli.
Parkinson już wcale się nie przejmowała - była pewna, że Draco nie zignoruje jej żądania.
Fred i George rozwiązali jej problem z Harrym i Ronem, jednocześnie podnosząc ją na duchu.
Dręczyła ją tylko jedna myśl. Najgorsza. Snape i McGonagall cieszący się z każdego jej upokorzenia. Zaciekawione spojrzenia i ciche szepty, gdy przechodziła jakimś korytarzem. Tak, to zdecydowanie było największym problemem.
Dziewczyna była ciekawa, czy Draco czuje się tak samo jak ona. Miała nadzieję, że pod tą jego maską obojętności kryją się te same emocje, które odczuwała Hermiona.
Zażenowanie.
Smutek.
Gniew.
O tak, Granger była wściekła. Wściekła na tych wszystkich, którzy z niej drwili; na tych, którzy czerpali radość z jej kompromitacji.
Czuła gniew, który tylko wzmagał w niej pragnienie zemsty.
Powoli dochodziła do skraju Zakazanego Lasu, gdy wpadła na genialny pomysł i stwierdziła, że od razu musi powiadomić o tym swojego męża.
Nie minęła minuta, a już znajdowała się w zamku, biegnąc korytarzem do lochów. Nie zwracała uwagi na zaciekawione spojrzenia innych uczniów. Dotarła do Pokoju Wspólnego Slytherinu, który przemierzyła w parę kroków. Zdyszana wpadła do dormitorium Dracona.
Zaskoczony blondyn zerwał się z łóżka i posłał jej pytające spojrzenie.
Hermiona od razu postanowiła przejść do sedna.
- Nie denerwuje cię czasami Snape? - spytała wprost.
- Oczywiście, że tak, co to za pytanie? - warknął.
- A McGonagall? A ci wszyscy uczniowie, którzy szepczą za naszymi plecami?
- Tak, denerwują mnie! Możesz wreszcie powiedzieć, o co chodzi?
- Wiem, jak temu zaradzić - oznajmiła dziewczyna.
Draco uniósł brew.
- Zamieniam się w słuch - odparł spokojnie.
- Snape i McGonagall uważają, że się nienawidzimy, tak?
Chłopak skinął głową.
- W takim razie sprawmy, aby myśleli, że się kochamy!
Malfoy spojrzał na nią zaskoczony.
- Ugh, nie rozumiesz?
- Nie, nie rozumiem, możesz mi wyjaśnić? - zaperzył się Draco.
- Jeżeli będziemy udawać, że się kochamy, Snape i McGonagall nie będą mieli jak nam dokuczać i pozbędziemy się tych wszystkich zaciekawionych spojrzeń na korytarzach, bo ludzie przywykną...
- … do naszego związku - dokończył Draco z uśmiechem. - Genialne! Jak na to wpadłaś? - spytał szczerze zainteresowany.
- Żądza zemsty - mruknęła Hermiona.
- Wiesz co?
Dziewczyna posłała mu pytające spojrzenie.
- Widzę przebłyski ślizgońskiej natury pod szatą Gryfona - powiedział Draco z szerokim uśmiechem.
- Co? Ja nie mogłabym być w Slytherinie! - wykrzyknęła oburzona Hermiona.
- Ale tylko Ślizgon mógłby wpaść na coś takiego - odrzekł Draco głosem znawcy.
Chcąc, nie chcąc, dziewczyna musiała przyznać mu rację.
- To kiedy wcielamy nasz plan w życie? - spytał.
- Jak najszybciej - odpowiedziała Hermiona z cichym westchnieniem. - Tylko najpierw trzeba będzie trochę poćwiczyć. No wiesz, musimy przekonująco udawać zakochanych.
- Zacznijmy już teraz - mruknął blondyn.
Po tych słowach wpił się w usta Hermiony, gwałtownie przyciągając ją do siebie. Dziewczyna odepchnęła go.
- Co ty wyprawiasz? - spytała zaskoczona.
- A jak niby zamierzałaś ćwiczyć bycie zakochaną? - Draco odpowiedział pytaniem na pytanie.
Hermiona zarumieniła się i spuściła wzrok.
- Masz rację - powiedziała cicho.
- Czyli możemy kontynuować? - spytał Draco, zmuszając dziewczynę do spojrzenia mu w oczy.
Hermiona skinęła głową, oblewając się jeszcze większym rumieńcem.
Chłopak pochylił się nad nią, składając na jej ustach delikatny pocałunek. Tym razem dziewczyna się nie opierała. Oddała mu pocałunek, gdy Draco zmusił ją do rozchylenia warg. Mimowolnie wsunęła palce w jego blond włosy. Ich języki zaczęły tańczyć tango, gdy nagle drzwi otworzyły się z hukiem.
Hermiona natychmiast odskoczyła od Dracona, czerwieniąc się jak piwonia. W drzwiach stał oniemiały Zabini.
- Wy... Myślałem, że... Razem... - Blaise nie był w stanie powiedzieć nic więcej.
- Jak sprawa z Parkinson? - spytał Draco tak, jak gdyby nic się nie wydarzyło.
Zabini otrząsnąwszy się z szoku powiedział:
- Myślę, że już niedługo sprawa sama się rozwiąże - brunet uśmiechnął się rozbrajająco. - Pójdę już. Nie będę wam przeszkadzać...
Nie czekając na odpowiedź, wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi.
Draco spojrzał z zainteresowaniem na Hermionę.
- Granger, nie możesz się przez cały czas tak rumienić!
Dziewczyna spojrzała na niego z wyrzutem.
- To przecież musi wyglądać przekonująco!
Draco miał zamiar podejść do Hermiony i ponownie ją pocałować - w końcu sprawiało mu to niemałą przyjemność - ale jego plany zostały pokrzyżowane przez Snape'a, który wtargnął do dormitorium z bardzo niezadowoloną miną.
- Granger, możesz mi wyjaśnić, co twoja matka robi w moim gabinecie? - warknął nauczyciel.
- C-co? - zająknęła się Hermiona.
- Idź tam do niej, Granger, bo nie ręczę za siebie! - po głosie Mistrza Eliksirów można było wywnioskować, że lepiej mu się nie sprzeciwiać.
Dziewczyna szybko wyszła z pokoju, a za nią podążył Snape. W sypialni zostali tylko Draco oraz Krzywołap, który po cichu wślizgnął się przez uchylone drzwi.
Chłopak, gdy zauważył obecność kota, od razu uśmiechnął się szeroko. Nie było Hermiony, więc w spokoju będzie mógł przemówić temu sierściuchowi do rozumu.
Kot ułożył się na łóżku, wlepiając żółte ślepia w blondyna, który złapał zwierzę i zrzucił z łóżka.
- Żaden kocur nie będzie leżał na moim łóżku! - warknął Draco.
Kot prychnął i położył się w butach Hermiony.
"Tak lepiej" - pomyślał zadowolony Malfoy, po czym wyszedł z pokoju, pozostawiając Krzywołapa samego.
Chłopak nie przewidział jednego - kot może (i potrafi) się zemścić. Pod nieobecność właściciela sypialni, Krzywołap wślizgnął się do szafy Dracona i uwiesił się na jednej z jego koszul, która już po chwili była w strzępach. Zadowolony ponownie ułożył się w butach.
XXX
Hermiona weszła do gabinetu mistrza eliksirów. Przy jego biurku siedziała zniecierpliwiona matka dziewczyny. Gdy zobaczyła swoją córkę wstała i oświadczyła:
- Hermiono, nie życzę sobie, abyś chodziła do szkoły z jakimkolwiek Malfoyem.
Grangerówna oniemiała.
- Słucham?
- Zabieram cię z Hogwartu - powiedziała Monica Granger grobowym głosem.
- Nie możesz! - krzyknęła. - Jestem pełnoletnia! Narcyza już ci chyba wszystko wyjaśniła, tak?
Pani Granger oburzyła się.
- Nie obchodzi mnie zdanie jakiejś Narcyzy - kobieta prychnęła z pogardą.
- Ale ona ma rację! - wykrzyknęła Hermiona.
- W takim razie niech tu przyjdzie i to udowodni! - powiedziała Monica z triumfalnym uśmiechem.
- Myślę, że Narcyza nie będzie miała nic przeciwko ponownej rozmowie z panią - do rozmowy wtrącił się Snape. - Oczywiście w towarzystwie jej męża.
Pani Granger gwałtownie pobladła.
- Kolejne spotkanie odbędzie się za miesiąc w moim gabinecie - powiedział spokojnie nauczyciel. - O godzinie spotkania poinformuję panią listownie. A teraz - żegnam.
Snape wskazał ręką na kominek, do którego powoli podeszła nadal blada jak ściana matka Hermiony. Po chwili zniknęła w zielonych płomieniach.
- Granger, możesz już iść - Snape zwrócił się do Hermiony, która wzruszyła ramionami i wyszła z gabinetu profesora po cichu zamykając drzwi.
Przeszła parę metrów, gdy nagle pojawił się przed nią Draco.
- I jak było? - spytał zaciekawiony.
- Kolejne spotkanie naszych rodziców - mruknęła cicho. - Za miesiąc w gabinecie Snape'a.
- Za miesiąc? - spytał zaskoczony.
- Snape tak zadecydował - wyjaśniła Hermiona.
- Czyli będzie też mój ojciec - powiedział Draco cicho.
Gryfonka stwierdziła, że to najwyższy czas, aby zakończyć temat następnego spotkania. Do dormitorium dotarli w milczeniu.
- Krzywołap! - wykrzyknęła uradowana Hermiona, gdy zobaczyła kota.
Wzięła go na ręce i zaczęła głaskać po głowie, co zostało nagrodzone cichym mruczeniem.
Draco przez chwilę przyglądał się kotu podejrzliwie, lecz jego uwagę przyciągnęły uchylone drzwiczki szafy. Szybkim krokiem podszedł do mebla, otworzył szeroko drzwi i jego oczom ukazała się podarta koszula.
Chłopak wziął wieszak z ubraniem i podetknął Hermionie pod nos, mówiąc:
- Patrz, co twój kocur zrobił z moją ulubioną koszulą!
- To nie jego wina! - oburzona dziewczyna pogłaskała kota po łebku.
- A kto inny mógłby rozszarpać moją koszulę, co? - warknął, patrząc z nienawiścią na kota.
- On jest taki słodki, nie mógłby czegoś takiego zrobić! - Gryfonka nadal trzymała stronę kota.
Draco zmrużył oczy i szybkim krokiem wyszedł z sypialni, mrucząc pod nosem "Jeszcze się policzymy, głupi sierściuchu!".
Hermiona zastanawiała się, czy dobrze zrobiła, broniąc swojego kota. Jeśli Malfoy był na nią zły, nici z ćwiczenia bycia zakochanymi, a jest to konieczne, jeśli chcą utrzeć nosa Snape'owi i McGonagall.
Gryfonce w głębi duszy bardzo podobały się pocałunki, ale za nic w świecie nie chciała się do tego przyznać. Na samą myśl robiła się cała czerwona!
