II.

Feliks zdążył jedynie zasyczeć, nim wystrzelona kulka trafiła go w prawe ramię, tuż powyżej łokcia. Jako, że był martwy, nie odczuwał żadnego bólu. Pulsowała w nim tylko wściekłość i żądza mordu.

– Ha! – zawołał triumfalnie. – Prusy już próbował mnie zastrzelić, ale…

W tym momencie usłyszał coś, co brzmiało jak syk rozpalonego metalu wrzuconego do wody i poczuł, jak skóra cierpnie mu na ręku.

Miejsce, w które trafił pocisk, zaczęło dymić. Zeschnięty naskórek z okolicy łokcia w błyskawicznym tempie zwinął się niczym kawałek pergaminu, a z dziury ciurkiem wypłynął czarny płyn. Nagły skurcz mięśni wywołał ból tak silny, że Feliks zawył.

Iwan przyglądał się temu z nieopisaną radością.

– Jak się wam podoba taka sytuacja? Kiedy tylko dostałem list, musiałem się przygotować na wasze przybycie. Dlatego zabrałem się do złotnika, żeby mi przygotował kilka srebrnych kul. A jak wiadomo, srebro dość nieprzychylnie działa na wszelkie magiczne istoty…

Polska słuchał go jak przez szybę, walcząc z bólem. Nigdy nie przeżył takiego cierpienia za życia, a po śmierci, kiedy jego członki przestały odczuwać cokolwiek, okazał się zupełnie nieprzygotowany. Fala gorąca rozpierzchła się po jego ciele z niesamowitą prędkością, zupełnie jakby palił go od środka żywy ogień. Ręka w jednej chwili stała się sztywna niczym kłoda, niezdolna do zgięcia, a para, jak z niej się wydobywała, gęstniała coraz bardziej.

Gdzieś na końcu świata Iwan śmiał się, zagłuszając grzmoty i syczenie palonego ciała.

Ogłupiony bólem Feliks starał się odzyskać władze nad sobą. Do wszystkich tych odgłosów doszedł głuchy szum w jego głowie. Miał wrażenie, że zaraz zemdleje, a kiedy tak się stanie, to albo spali się na popiół, albo Rosja dokończy to, co zaczął...

"Nie!" – zawołał głos w jego umyśle.

Brzmiał jak Litwa. Wspomniawszy o nim, Polska poczuł, jakby ktoś go uderzył obuchem w głowę. Zniknęło oszołomienie, zniknął szum. Odzyskawszy trzeźwość myślenia, Feliks spojrzał na Iwana. Ten obrzucił go wyzywającym spojrzeniem, blady i rozgrzany od śmiechu, trzymając w spuszczonej dłoni pistolet. Patrząc na niego, Polska widział biczowanego, głodzonego Torisa. Gniew na powrót w nim zapanował, zagłuszając ból.

Z krzykiem oderwał się od ziemi, niczym rozpędzona kula. Cios miał wymierzony prosto między oczy...

"Wiele lat temu, dłużej, niż jakikolwiek człowiek zdołałby przeżyć, wielka Rzeczpospolita Obojga Narodów przeżywała problemy..."

Iwan nie dał się zaskoczyć. Uchylił się od ataku, tak że Feliks przeleciał nad nim, odbiwszy się od ściany. Kątem oka dojrzał wycelowaną lufę pistoletu. Odskoczył, słysząc za plecami huk wystrzału. Uderzył nogami o ścianę, żeby przekoziołkować w powietrzu – wtedy usłyszał drugi strzał.

Opadł ciężko tuż przed Iwanem. Ten, z rozstawionymi nogami i rozwianą czupryną, trzymał obydwoma rękami pistolet. Mierzył w Polskę długi czas, ale nie zacisnął za spust, jakby chciał tylko wystraszyć przeciwnika.

– Co, totalnie ci się magiczne naboje skończyły? – zakpił Feliks.

– Bynajmniej, Polsko – oznajmił Rosja z niezmąconym optymizmem, godnym tylko jego. – Zostały mi tylko trzy kule. Wolę je wykorzystać w pewnej sytuacji. Poza tym, wasza rana niedługo wykona za mnie całą pracę.

W zdrętwiałej ręce kompletnie zniknęło czucie. Rękaw i skóra wypaliły się, ukazując pod sobą zmurszałe mięśnie, które również ulegały powolnego zwęgleniu, kierując się w stronę ramienia. Ramię stało się postrzępione, bezkształtne, jak kruszący się kamień. Myśl o Litwie zadziałało na Feliksa niczym morfina – i tak jak morfina, jej działanie również musiało kiedyś minąć. Magiczne srebro wypełniło na powrót żyły płynnym ogniem.

"Złe zarządzanie, korupcja, wojny osłabiały państwo do tego stopnia, że przypominało konającą zwierzynę, wystawioną na cel dla sępów..."

"Muszę pozbyć się kuli" – pomyślał półprzytomnie Feliks. Oko zaszło mu mgłą i tylko cudem zdołał zareagować, kiedy Iwan wycelował w niego. Strzał nie padł, Rosja nie pozwolił, by kolejna kula się zmarnowała. Polska wybił się z miejsca i zaatakował lewą ręką. Był jednak za słaby i Iwan po prostu złapał go za nadgarstek, przerzucając na drugi koniec pokoju bez większych trudności.

"Na pewien czas reformy przywróciły trupa do życia. Kraj podniósł się z kolan i znów odzyskał dawną świetność, mogąc przez ulotną chwilę posmakować prawdziwego, światowego życia. Jednak, jeśli próbuje się obalić prawa natury, reaguje ona mściwie z dużo większą siłą..."

Feliks przetoczył się po podłodze z bezwładnością szmacianej lalki. Teraz jego ręka całkiem straciła swój kształt. Resztki mięśni rozrzuconych po podłodze deptał Iwan, kierując się w jego stronę. W dłoni trzymał nóż.

"Dwa mocarstwa wymyśliły plan, jak podbić Rzeczpospolitą bez zbędnego oczekiwania. Plan był okrutny i ociekający krwią, a co najgorsze, dość ryzykowny. Gdyby wyszedł na jaw, inne kraje nie miałyby litości przy wymierzaniu kary..."

Polska w porę odskoczyłby od przeciwnika, jednak Rosja szybko podbiegł do niego i butem przygwoździł jego prawą dłoń. Feliks zacisnął zęby, czując opór przy próbie skoku. Choć nic nie odczuł, odgłos łamanych chrząstek uświadomił mu, że obcas Iwana całkiem zmiażdżył mu dłoń. Spojrzał w górę – dojrzał parę świecących oczu, których tak nienawidził. A obok świeciło ostrze noża.

– Skoro już jedna ręka jest niezdatna do użycia – oznajmił Rosja – to pora pozbyć się drugiej. Srebrnym nożem.

"Prusy i Rosja, aby zachować pozory, potrzebowali kogoś jeszcze. Trzecią osobę, która miała dość nieskalaną opinię, by odrzucić wszelkie podejrzenia o morderstwo. Tego, co zainicjuje, zakończy i zachowa wszystko dla siebie. Potrzebowali kozła ofiarnego..."

– Nie! Nie! Nie! – wrzeszczał bez opamiętania Feliks, gdy Iwan chwycił go za zdrową rękę. – Nie, ty ruski psie!

Wierzgał niczym pochwycona świnia, ale ciężkie kolano przygniotło mu nogi, skutecznie obezwładniając. Rosja prawie leżał na nim, przytrzymując go za ramię lewą ręką, a prawą przykładając ostrze do obojczyka. Polska miał przerażające uczucie, że uczestniczy w jakimś chorym, sadystycznym gwałcie.

Rosja przez moment oglądał wysiłki przeciwnika. Drażnił go swoim bezustannym uśmiechem, napawając się jego wściekłością jak opium. Prawie w ogóle nie słuchał tego, co Feliks mówi, jedynie smakował się w tych wysokich tonach, przypominając miłośnika muzyki podczas koncertu. W głowie buzowała mu krew, czuł narastający przypływ adrenaliny w żyłach. Pomimo chłodu było mu gorąco. Austria nie żyje... Prusy nie żyje... Ci głupcy zginęli od własnej ofiary, jak ostatni naiwni. Wtenczas zupełnie nie uświadamiali sobie, że istnieją na ziemi rzeczy, "które nie śniły się naszym filozofom", jak to pięknie ujął Szekspir. Rosja nigdy im nie zaprzeczał – ludzie się z niego naśmiewali, nazywali wiejskim chłopkiem bez wykształcenia. Ale to ciała Gilberta i Rodericha teraz gniją gdzieś daleko, zaś Iwan przetrwał dzięki własnej wierze i rozsądkowi. Na myśl o tym euforia wybuchła mu w piersi. Był lepszy, silniejszy, inteligentniejszy od pozostałych. I dzięki temu zdołał obezwładnić nieumarłego Polskę, by teraz podziwiać jego nędzne wysiłki uwolnienia się. Przyłożył nóż do jego szyi, wiedząc, że już sama bliskość srebra wywołuje ból. Feliks wierzgał, krzyczał coś niezrozumiale. Rosja mógłby po prostu potraktować go kulką prosto w mózg lub serce, żeby spalił się w kilka minut. Jednak nie potrafił oprzeć się pokusie wyrządzenia mu tyle szkody, ile się da przed śmiercią. I czerpania z tego ogromnej satysfakcji.

– Bądźcie cicho, Polsko – wysyczał, a jego głos ginął wśród wrzasku. Nie starał się mówić głośniej. – I tak was nie słucham.

Ich spojrzenia się spotkały. Oko Feliksa płonęło. Ogarnięty wściekłością, strachem i bólem przywodził na myśl skatowanego psa, który dla ocalenia życia jest gotowy zabić. Zamilkł, zamarł, jakby świadomy bezsensu swoich czynów. Jedynie odsuwał głowę od emanującego magią noża. Iwan z czystej przekory podsunął ostrze bliżej.

– Aj! – wymsknęło się Polsce.

– Tylko tyle? – zakpił Rosja, pochylając się lekko nad umarłym. – Sądziłem, że zdobędziecie się na coś więcej.

– No dalej – powiedział Feliks – zakończ to.

Iwan zachichotał radośnie.

– Po co ten pośpiech? Tak się wam śpieszyło na ten świat, a teraz znów chcecie wrócić? Już wam nie szkoda Litwy?

Na dźwięk tego imienia Polska drgnął. Rosja pochylił się nad nim jeszcze bardziej, czując potęgujący się zapach rozkładu i swąd palonej skóry.

– Litwa na pewno będzie bardzo załamany. Tyle ryzykował, żeby was odzyskać. Tyle przeszedł, począwszy od bicia, skończywszy na głodówkach. A tu drogi Polska tak łatwo daje się pokonać swemu dawnemu zaborcy. Ileż w was nadziei pokładano!

– Zamilcz... – wysyczał Feliks pełen gniewu.

– Nieładnie, Polsko. – Iwan mówił coraz słodszym głosem, zbliżając się ku Polsce jakby pragnąc go pocałować. – Wasza druga śmierć pójdzie na marne. Nie chodziło wam o zamordowanie mnie, Austrii i Prus, żeby się zemścić za swoją śmierć. Chodziło wyłącznie o biednego Litwę, który czekał na was pełen nadziei. Jak kochanka, nie zauważyliście? Biedna, samotna kochanka, rozłączona z ukochanym przez śmierć. Ale kochanek powrócił, żeby uratować swą damę i na powrót się z nią połączyć w miłosnym uścisku. Jakże to romantyczne!

Mięśnie lewej ręki Feliksa napięły się pod dłonią Iwana. Iwan poczuł to i jeszcze bardziej się ucieszył. Jego słowa miały moc. Był w stanie rozjuszyć przeciwnika, który nie mógł mu nic zrobić. "Tak, wpadajcie w amok, Polsko" – pomyślał – "Nic wam już nie pomoże. Byłem i zawsze będę nad wami górą". Porównanie Torisa do kochanki zdało swój egzamin.

– Ale wszystko na próżno – dokończył, pochylając się jeszcze niżej. – Kochanek umrze po raz drugi, a kochanka zostanie skazana na wieczną samotność. Przykro mi. Kiedy już was nie będzie, w spokoju zajmę się jej karą. W końcu narobiła niezłego zamieszania z tym swoim planem. Postaram się, żeby wasza kochana kurwa odczuła na własnej skórze, co znaczy sprzeciwić się sile wyższej. Przetrząsnę ją na wskroś wolno, dokładnie i z dziką satysfakcją. A potem ogniem sprawię, że odechce jej się podobnych zaba...

W jednej chwili Iwan kompletnie nie wiedział, co się dzieje. Zupełnie, jakby jego umysł znalazł się w czarnej dziurze. Dokładnie pół sekundy później jego twarz zalała gorąca fala bólu, nagła jak cios w policzek. Rosja wrzasnął przeraźliwie, przechylił się do tyłu, zamachnąwszy rękami. Miał wrażenie, jakby olbrzymie kolce zacisnęły się na jego nosie. Złapał się za źródło bólu – i wtedy uczucie kolców zniknęło, pozostawiając po sobie tylko okropne pulsowanie i gęstą krew. I nieprzyjemny zapach torfu.

Iwan otworzył załzawione oczy. Obraz przez chwilę był niewyraźny, a on sam nie miał pewności, co się dzieje. Masując obolałe miejsce, natknął się na obcy kształt, wetknięty za płatkiem nosa. Wyciągnąwszy go ostrożnie, dojrzał, obtoczony w krwi, ząb tak spróchniały, że zdawał się być zrobiony z wypalonego drewna. Kiedy szok minął, Rosja nie wierzył własnym oczom. "Ugryzł mnie w nos" – pomyślał rozsierdzony – "Ten bydlak ugryzł mnie w nos!"

Wciąż zakrywając twarz, Iwan rozejrzał się wokół. Łzy utrudniały mu widoczność – przypominało to oglądanie świata zza szyby w czasie ulewnego deszczu – ale udało mu się dojrzeć Polskę. Stał kilka kroków dalej, w prostokątnym polu światła bijącego z okna, z nożem Iwana w ręku, zadziwiająco wyraźny, a jednocześnie dziwnie nieproporcjonalny. Rosja niemal jednocześnie zwrócił uwagę na podłużną, obłą rzecz leżącą tuż pod nogami Feliksa, z której buchały opary dymu, a ciemniejąca powłoka ulegała zwęgleniu, jakby ktoś wrzucił ją do ogniska.

Iwana, spoglądającego na nieruchomą twarz Polski, niespodziewanie rozbawiła jego śmiertelna powaga. Zaśmiał się – z powodu zatkanego krwią nosa jego głos stał się nosowy.

– A więc ucięliście sobie rękę? I cóż wam to da? Jedną ręką to wy nawet sobie grobu nie wykopiecie!

Wcale nie czuł się zagrożony. Owszem, przez moment doznał pewnego skołowania, a prawie że serce mu stanęło, gdy stracił z oczu Feliksa. Ale teraz wyzwolił się od niepokoju, w tej dość nietypowej sytuacji mając przyjemną lekkość we wnętrznościach. On został ranny, zaś jego przeciwnik pozbawił się prawej ręki, żeby przeżyć. Szanse się wyrównały – może nawet powróciły do poprzedniego stanu, ponieważ Rosji dokuczał jedynie problem z oddychaniem. Polska jako mańkut na pewno stracił sporo ze swojej zwinności. Nawet teraz, stojąc, lekko przechylał się w lewo, jakby ocalała ręka stała się dla niego ciężarem. Groźną miną starał się zatuszować niegodności i udawać, że niepełnosprawność wcale mu nie ciąży. W rzeczywistości – jak się Rosji wydawało – czuł się niczym golibroda bez brzytwy, bezsilny i bez wartości.

Gdyby myśli Iwana były prawdą, to Feliks wyjątkowo umiejętnie ukrywał swój strach. Sprawiał wrażenie statuy, stworzonej przez niewprawnego artysty, na wpół oświetlony bladym światłem, które zbyt mocno ukazywało jego rozkład, na wpół zasłonięty kotarą cienia. Jego położenie między oknem, a środkiem zaciemnionego pokoju idealnie symbolizowało jego samego: potwora na skraju życia i śmierci, wytwór czyjeś silnej woli, a jednocześnie pomyłkę natury, ogarniętej żądzą zemsty bestii i jednocześnie wyruszającego na ratunek przyjaciela. Fakt, że z powodu braku prawej ręki większa jego część znajdowała się w cieniu, samoistnie nasunął się Iwanowi na myśl. Bynajmniej go nie przeraził – Wielki Rosja nigdy się nie boi – ale dał mu do zrozumienia, że dość już zwlekania.

"Niech wróci tam, skąd go te bałtyckie ścierwa wyciągnęły – pod ziemię."

To myśląc, sięgnął po pistolet.

Jego szok był nie do opisania, gdy odkrył, że broń zniknęła. Błyskawicznie wymacał wszystkie kieszenie, ale nigdzie nie poczuł znajomego kształtu. Moment tak zamarł, trzymając dłoń wetkniętą między poły płaszcza. Ogarnęła go dziwna, wszystko zasysająca pustka. Był prawie tak oniemiały, jakby w czasie nocnej wędrówki po lesie zdał sobie sprawę, że zapomniał wziąć lampy.

Jego wzrok błądził po całym pokoju. Już miał uznać, że pistolet zwyczajnie wyparował, kiedy wreszcie go znalazł. Leżał na podłodze – dosłownie cztery kroki od Iwana. I niemal tak samo daleko od Feliksa.

Obaj podnieśli wzrok w tym samym momencie, ale ich kontakt wzrokowy był szybki jak cięcie mieczem.

W nagłym zrywie Rosja omal nie wywrócił się na podłogę.