Od tłumacza: Nie wiem czy da się przeprosić za ponad 3 miesięczny poślizg z nowym rozdziałem, ale jeśli tak to cóż...PRZEPRASZAM. Mogłabym długo mówić czemu nie wstawiałam nowego rozdziału, bo jest ich kilka, ale nie wiem czy warto się tłumaczyć. Jedyne co powiem na swoją obronę to to, że miałam problemy z komputerem oraz internetem i kilkukrotnie usuwało mi plik z tłumaczeniem. Jak się okazało po dłuższym czasie, miałam w folderze z tłumaczeniem ukrytego wirusa ):

Mogę obiecać, że nie porzucę tłumaczenia tego opowiadania, ale tego, że będę wstawiać rozdziały regularnie nie obiecuję. Jestem w klasie maturalnej i mam bardzo dużo nauki. Będę się starać, żeby nowe rozdziały były co 2-3 tygodnie, albo częściej jak się da, ale może być różnie. Choć żywię szczerą nadzieję, że rozdziały będą jednak częściej niż kilka miesięcy (:

Ah, zapomniałabym. Dziękuję za wszystkie komentarze, mam nadzieję, że dzisiejszy rozdział też na jakieś zasłużył. A teraz nie przeszkadzam już i zapraszam do czytania.


Rozdział 4

Następne półtora tygodnia minęło płynnie, Harry i grupa jego znajomych, która rozwinęła się między innymi o Puchonów, poszedł i odezwał się do Krukonów. Podczas gdy sami Ślizgoni nie mogli przekonać Krukonów, że naprawdę mają na myśli to co mówią, Puchoni pomogli im ich przekonać i grupa powiększyła się jeszcze bardziej. Wszyscy zgodzili się, że Gryfonów najtrudniej będzie przekonać, więc zostawili ich by stworzyli swoją grupę.

Krukoni będący w grupie pomagali innym z ich pracami domowymi. Kilkoro uczniów miało łatwiejszy czas z każdym przedmiotem, więc pomogli innym z zaklęciami. Pomiędzy nimi, cała ich grupa radziła sobie bardzo dobrze i zawsze miała zaoszczędzony wolny czas.

Draco i jego znajomi nie niepokoili Harry'ego i jego przyjaciół, więc nie było kłopotów w dormitoriach Ślizgonów. Głównym problemem grupy był Ronald Weasley i jego kumple, którzy obejmowali cały pierwszy rok Gryffindoru, chociaż rzucało się w oczy, że kilku tych pierwszorocznych nie lubiło bycia w tej grupie. Gryfoni atakowali ich grupę, kiedy tylko mogli. Używali zarówno słów i gestów, by w odwecie zdenerwować lub zezłościć ich grupę i wciągnąć ich w tarapaty. Grupa mściła się za powiedzenie ich opiekunowi za każdym razem, kiedy coś się stało, więc mieli dowody.

Był drugi czwartek roku, a pierwszoroczni Ślizgoni z Gryfonami mieli pierwszą lekcję latania. Draco spytał Harry'ego czy jeśli on i jego Ślizgońscy znajomi zechcą odłożyć raz na bok różnice, żeby podczas ich lekcji z Gryfonami grupa mogła wyglądać na zjednoczoną, tak jak na Eliksirach. Harry zgodził się i cała dziesiątka poszła na lekcje razem.

Kiedy tam dotarli, zobaczyli 20 mioteł przed nimi. Gryfonów jeszcze nie było, więc Ślizgoni zbili się w grupę i wszyscy rozmawiali o tym jak straszne wydają się być miotły tu, w Hogwarcie. Draco i Harry'emu udało się nawet utrzymać grzeczną rozmowę o tym, co ich zdaniem zrobią Gryfoni. Obaj zgodzili się, że Neville Longbottom może mieć pewne kłopoty, podczas gdy Ron Weasley może być dobry, ale nie najlepszy, chociaż chwalił się swoimi umiejętnościami. Harry nie wspomniał o tym, że Draco robił to samo przez kilka ostatnich dni.

Właśnie wtedy przybyli Gryfoni, zatrzymali się przed miotłami i rzucili Ślizgonom piorunujące spojrzenia. Cóż, większość z nich rzuciła im wrogie spojrzenia. Hermiona Granger i Neville Longbottom patrzyli na nich beznadziejnie, zanim z powrotem spojrzeli na innych Gryfonów. Harry zauważył nawet spojrzenie Hermiony pozwalające mu myśleć, że z jakiegoś powodu błaga go o pomoc, ale nie mógł się domyślić dlaczego.

Następnie przyszła nauczycielka, pani Hooch, której żółte oczy błyskające na widok uczniów przypominały Harry'emu jastrzębia. Odsunęła kilka prostych, szarych włosów z oczu zanim lekko utkwiła wzrok we wszystkich swoich uczniach. Ostatecznie przeszła na przód dwóch linii mioteł i stanęła tam.

– Dobra, na co czekacie? – szczeknęła. – Stańcie wszyscy przy miotle. Pośpieszcie się.

Ślizgoni szybko zajęli jeden rząd mioteł, w środku byli Harry i Draco z grupami swoich przyjaciół po bokach. Jedno spojrzenie na jego miotłę powiedziało Harry'emu, że jest stara, jako że miała wystające pod dziwnymi kątami gałązki, a drewno było nieznacznie popękane i używane tak często, że połyskiwało w sposób, który zdecydowanie nie był od polerowania.

– Wysuńcie swoją prawą dłoń nad miotłą i powiedzcie "W górę!" – zawołała pani Hooch stając przed klasą, sprawiając, że każdy zwrócił na nią uwagę.

– W GÓRĘ! – krzyknęli wszyscy.

Miotła Harry'ego wskoczyła mu w dłoń bez wahania, ale patrząc dookoła zauważył, że był jednym z kilku, którym się to udało. Obok niego miotła Draco poszła w górę, chociaż patrząc na jego twarzy, Harry domyślił się, że lekko się zawahała. Miotła Theo podleciała do jego ręki po drugim wezwaniu jej. Reszcie przyjaciół Harry'ego udało się za czwartą lub piątą próbą, sprawiając, że byli z siebie zadowoleni. Znajomym Draco zajęło to znacznie więcej czasu, ostatecznie każdy załapał po jakichś dziesięciu próbach.

Patrząc na Gryfonów, Harry zauważył, że miotła Hermiony toczy się obok niej, podczas gdy miotła Neville'a jeszcze w ogóle się nie poruszyła. Miotła Ronalda ostatecznie uniosła się, ale zamiast trafić do jego dłoni uderzyła go w twarz, co sprawiło, że stojący obok Draco zaśmiał się. Obaj, Dean i Seamus dostali swoją reakcję po którymś razie, chociaż nie udało im się to przed znajomymi Harry'ego. Ostatecznie, Lavender i Parvati, jedynym innym Gryfońskim dziewczynom też się udało, a później także Hermionie, która powiedziała coś o tym, że potrzebowała na to wieków.

Kiedy Neville i Ronald ostatecznie sprawili, że ich miotły się uniosły, pani Hooch zaczęła pokazywać im jak mają usiąść na swoich miotłach. Harry szybko zrozumiał, co powiedziała i zauważył, że Draco nie podąża za instrukcjami. Chcąc powstrzymać wyśmianie jego domu przez Ronalda i jego przyjaciół Harry zwrócił uwagę Draco. Draco miał zamiar się odciąć, zanim zdał sobie sprawę, że faktycznie robi to źle i poprawił się. Podczas tego mamrotał, że robił tak przez lata, ale kiedy pani Hooch zeszła ze swojej zaznaczonej linii stał poprawnie.

– Teraz, kiedy dmuchnę w gwizdek, odepchnięcie się mocno od ziemi – powiedziała pani Hooch, kiedy wracała na przód. – Pewnie trzymajcie swoje miotły, unieście się na parę stóp, a następnie wróćcie na dół pochylając lekko przód miotły w dół. Na mój gwizdek...trzy, dwa...

Wszyscy patrzyli jak Neville przez nerwy odbija się zbyt wcześnie i kontynuuje unoszenie nawet, gdy pani Hooch powiedziała mu żeby wrócił. Harry mógł zobaczyć jego oczy patrzące na ziemie, która nieustannie się oddalała. Były pełne strachu. Harry sapnął, kiedy Neville stracił przyczepność i zsunął się bokiem z miotły spadając na ziemie z silnym uderzeniem. Był zwrócony twarzą do ziemi, a jego nadgarstek był wygięty pod dziwnym kątek, przez co wydał głośny trzask, którego Harry nie musiał słyszeć. Kiedy Harry oglądał Neville'a, ledwo zwrócił uwagę na to, że miotła dalej była w powietrzu i ruszyła w górę i w kierunku lasu.

Pani Hooch podbiegła do niego i mruknęła coś, czego Harry nie mógł usłyszeć, kiedy go podnosiła. Następnie odwróciła się do reszty klasy.

– Nikt z was ma się nie ruszać, podczas gdy ja zabiorę tego chłopca do Skrzydła Szpitalnego. Zostawcie te miotły tam gdzie są, albo opuścicie Hogwart szybciej niż powiecie "Quidditch" – następnie poprowadziła Neville'a w kierunku zamku.

Harry zobaczył, że Draco śmieje się z Neville'a i uderzył go mocno w ramie, potrząsając energicznie głową. Draco przez moment rzucał Harry'emu piorunujące spojrzenia, zanim nie odwrócił się i nie stanął twarzą w twarz z Gryfonami, którzy z zainteresowaniem oglądali ten epizod. Był o pierwszy raz, kiedy widzieli rozłam w Slytherinie poza Wielką Salą. Bo na Eliksirach Ślizgoni mieli rozejm. Harry uchwycił błysk światła w szkle akurat wtedy, kiedy Draco to sprawdzał i podniósł szklaną kulkę, którą Harry niewyraźnie widział u Neville'a podczas śniadania.

– Spójrzcie na to – powiedział Draco podnosząc szklaną kulkę, by mogła ją zobaczyć klasa. – To ta głupia rzecz, którą Longbottom dostał dziś rano od babci.

– Oddaj to Malfoy! – krzyknął Ronald, kiedy podchodził na przód by stanąć przed Draco. Odpychał Gryfonów z drogi, gdy musiał.

– Myślę, że zostawię to gdzieś, żeby Longbottom tego poszukał...na przykład...na drzewie? Na dachu? – Draco uśmiechał się paskudnie, gdy to mówił.

– Oddaj to Draco – powiedział spokojnie Harry. Wszyscy odwrócili się w jego stronę.

– Stoisz po stronie Gryfonów takich jak Weasley, Potter? – zaszydził Draco wskazując na Ronalda. – Nie myślałem, że aż tak się zniżysz.

– Aktualnie staram się sprawić, żebyś nie zrobił z siebie jeszcze większego idioty przed innym domem, ale... – Harry urwał, kiedy Draco rozejrzał się dookoła nich i zdał sobie sprawę, że każdy na nich patrzy. – Oddaj to tylko, Draco – Harry wyciągnął swoją lewą rękę, jako że w prawej dalej trzymał miotłę. Draco zastanowił się nad oddaniem mu tego, ale wtedy podszedł Ronald Weasley i to zrujnował to.

– Tak prawda, Potter! – warknął. – Oddaj to mi Malfoy. To oczywiste, że pracujecie razem. Daj to prawdziwej osobie, a nie wężowi.

Draco odwrócił się do Harry'ego na wystarczająco długo by spotkać jego wzrok. Harry tylko poprzez jego oczy mógł powiedzieć, że Draco chce się zemścić na Ronaldzie, ale potrzebuje jego pomocy, żeby nic nie stało się Przypominajce. Harry widząc, że to szansa by stworzyć nowe więzi, skinął wystarczająco by zauważył to Draco. Następnie Draco wskoczył na miotłę i wzniósł się ponad drzewa, stale podrzucając i łapiąc kulkę.

– Chodź i weź ją Weasley!

Ronald warknął i bez wahania poleciał w kierunku Malfoy'a stabilizując lot, kiedy był przed nim. Harry zaskakując wszystkich oprócz jego przyjaciół, którzy widzieli wymianę między nim a Draco, władował się na swoją miotłę uniósł się za Ronalda. Harry leciał szybciej i stabilniej niż każdy z Czystokrwistych, którzy wiedzieli już jak latać, sprawiając, że Draco musiał postarać się utrzymać swoją maskę na twarzy.

– Daj mi to Malfoy albo strącę cię z tej miotły! – krzyknął do niego Ronald, nawet nie zauważając wznoszącego się za nim Harry'ego.

– Oh tak? – zadrwił Draco. Nawet nie próbował oddać kulki, wiedząc, że jest lepszym lotnikiem niż Ronald i jakby z ulgą, że to nie Harry był przed nim.

Ronald spróbował wyprostować się na swojej miotle, by wystrzelić jak strzała na Draco, ale ten odsunął mu się z drogi i Ronald przestrzelił. Podczas gdy Ronald odwracał się by spojrzeć na Draco, Harry przemieścił się nad obydwu chłopców tak, że Ronald nie mógł zobaczyć go w powietrzu.

– To najlepsze co umiesz? – drażnił się Draco wymachując szklaną kulką w powietrzu. – Spójrz Weasley. Nie uda ci się mi tego zabrać.

Ronald warknął, kiedy zdał sobie sprawę, że to prawda i powoli zanurkował w kierunku ziemi. Następnie zaskoczył wszystkich i gwałtownie poleciał w kierunku Draco, który ledwo miał szanse wyrzucić szklaną kulkę w przeciwnym kierunku. Jak się okazało, w stronę szkoły.

Harry obserwował Profesora Snape'a, który był na przednich schodach szkoły i w ciszy przyglądał się trójce uczniów, kiedy dostrzegł szklaną kulkę rzuconą przez Draco. Obserwując to mógł zobaczyć ruchy w zwolnionym tempie, kiedy wygiął się w łuk i zaczął nurkować ku ziemi, w kierunku gdzie wiedział, ze skieruje się kulka. Zignorował wszystko prócz miotły, szklanej kulki i jego. Ledwo zauważył wiatr dmuchający mu za uszami, kiedy dotarł do Przypominajki i chwycił ją dwie stopy nad ziemią. Dało mu to wystarczająco dużo czasu by wyrwać miotłę z nurkowania tak, że zanim wylądował, zaszurał stopami po ziemi.

Pierwszą rzeczą, jaką zauważył, gdy wróciły mu zmysły, byli Ronald i Draco, lądujący i wpatrujący się w niego ze zgrozą. Pierwszą rzeczą, jaką usłyszał, byli spieszący ku niemu przyjaciele. Pierwszą rzeczą, którą wyczuł, była trwa dookoła niego. Pierwszą rzeczą, którą poczuł, było zimne szkło w jego dłoni i drewno między jego nogami. Pierwszą rzeczą, której się przestraszył, był widok Profesora Snape'a pędzącego ku niemu po ziemi.

– POTTER! – krzyknął, kiedy był wystarczająco blisko by mogli go zobaczyć inni uczniowie. – Chodź ze mną! – podszedł aż do Harry'ego i jego przyjaciół rzucając mu dziwne spojrzenie.

– Uh... Profesorze? – spytał odważnie Harry, w którym odezwała się jego gryfońska strona.

– Tak? Co jest Potter? – warknął Profesor Snape. – Myślałem, że powiedziałem byś za mną podążał.

– Zastanawiałem się czy mogę to dać Gryfonom, by oddali to Neville'owi. To jego Przypominajka – Harry wyciągnął ją by Profesor mógł zobaczyć, że nie kłamie.

– Śmiało, ale pośpiesz się. Nie mam całego dnia.

Harry szybko zsiadł z miotły i podbiegł w miejsce gdzie stali Gryfoni. Chłopcy odsunęli mu się z drogi, gdy pognał do miejsca, gdzie samotnie stała Hermiona. Trzymała miotłę luźno w dłoni jak gdyby wcale nie chciała jej trzymać. Harry wyciągnął w jej stronę szklaną kulkę, a ona chwyciła ją mocno w dłoń.

– Proszę, możesz to dać ode mnie Neville'owi? – Hermiona skinęła. – Oh i proszę niech wie, że podczas gdy ja mogłem ją złapać, Draco nie chciał być w powietrzu dopóki Ronald znów mu nie nagadał. Muszę iść!

Z tym Harry odbiegł, wciąż trzymając swoją miotłę i poszedł do miejsca gdzie czekał Profesor Snape. Podążając za Profesorem, Harry został poprowadzony do zamku, a następnie na piąte piętro do klasy, w której nigdy wcześniej nie był. Profesor Snape otworzył drzwi, a Harry zobaczył w sali Ślizgonów i Puchonów, zanim Profesor Snape zasłonił mu widok.

- Profesor Vector, potrzebuję Flinta na resztę lekcji – powiedział Profesor Snape swoim zwykłym głosem.

- Oczywiście. Idź panie Flint.

Z sali wyszedł ktoś, kto wyglądał podobnie do Crabbe'a i Goyle'a, a oni wyglądali jakby mieli w sobie krew trolla, jak mówili koledzy z klasy Harry'ego. Spojrzał dziwnie na Harry'ego, kiedy go tam zobaczył, ale obaj chłopcy w ciszy podążyli za Profesorem Snape'm, na dół do jego biura. Żaden nie chciałby ich opiekun domu był na nich zły. Obaj chłopcy usiedli tam gdzie im kazał, kiedy zatrzasnął drzwi i poszedł usiąść za swoim biurkiem.

- Flint – zaczął, odwracając się do chłopca i kompletnie ignorując Harry'ego. – Wiesz, co myślę o twoim tegorocznym szukającym – Flint przytaknął. – Weź jego i Pottera żeby polatali przeciwko sobie – Flint wyglądał jakby miał zaprotestować, ale Profesor Snape podniósł dłoń by go zatrzymać. – Wiem o zasadzie dotyczącej pierwszorocznych, ale porozmawiam o tym z Profesorem Dumbledorem. Zresztą, nawet, jeśli to nie wypali, powinieneś mieć lepszego szukającego na następny rok. To jest lepsze niż szukanie kogoś w przyszłym roku by zastąpił Higgs'a.

Flint skinął i wstał, pokazując Harry'emu, żeby zrobił to samo. Zaczął chodzić dookoła niego, przez chwilę mamrocząc do siebie, zanim spojrzał na Profesora Snape'a i skinął.

- Będzie dobry – powiedział. – To znaczy, będzie dobry o ile ma umiejętności.

- Choć tego nienawidzę, to muszę przyznać, że swego czasu jego ojciec był jednym z najlepszych graczy w Hogwarcie, chociaż był ścigającym, a nie szukającym – zadrwił Snape. – Ma umiejętności. Złapał Przypominajkę nurkując ze stu stóp podczas pierwszej lekcji latania w tym roku.

- To był twój pierwszy raz na miotle, Potter? – spytał go Flint, podczas gdy spojrzał na Harry'ego w nowym świetle. Harry skinął. – No cóż, to wszystko zmienia. Wypróbuję go, ale jeśli dostaniesz pozwolenie, mam przeczucie Potter, że będziesz potrzebował próby by być w zespole. Chociaż…jeśli ma być szukającym potrzebuje dopasowanej miotły… Nimbus wydaje się być najlepszą miotłą dla niego – Flint w większości mówił do siebie.

- Jestem pewny, że jeśli poinformujesz Pottera jak ma jedną zakupić, może kupić sobie miotłę. Chociaż na pewno poruszę z Dyrektorem ten temat i zobaczę czy nie możemy dostać jednej za darmo dla niego – powiedział Profesor Snape do Flinta, podczas gdy patrzył Harry'emu w oczy. – Możesz również zechcieć poinformować Pottera, czym jest Quidditch i jak się gra. Wydaje się być bardzo zagubiony w tym momencie, jako że chociaż powinien to nie dorastał w Czarodziejskim Świecie.

- Słyszałeś kiedyś o Quidditchu, Potter? – warknął Flint.

- Słyszałem, ale nic o nim nie wiem – przyznał bez zakłopotania Harry. Jego przyjaciele pomogli mu zrozumieć, że odczuwanie zakłopotania tylko dlatego, że został zmuszony dorastać jako Mugol, po prostu nie ma sensu.

- Tak, cóż…kiedy w ten weekend dostaniemy boisko na próbę, spotkamy się pół godziny wcześniej i wyjaśnię ci, co będziesz robił. Jeśli dostaniemy zgodę i pokonasz Higgs'a, muszę jakoś wyjaśnić ci Qudditcha. Do tego czasu, czekaj na moją wiadomość o tym kiedy spotkamy się na boisku i nie mów nikomu spoza Slytherinu o swojej szansie. Jeśli usłyszę jak ktokolwiek, kto nie jest w Slytherinie mówi o tym, stracisz swoją szansę na bycie w drużynie. Zrozumiałeś mnie? – Harry skinął. – Dobrze. Sowa będzie miała wskazówki jak dotrzeć na boisko, w razie gdybyś tego nie wiedział.

Odwrócił się twarzą do Profesora Snape'a. – Wierzę, że moja praca z Potterem jest skończona. Dziękuję za zwrócenie mojej uwagi na niego, Profesorze. Miejmy nadzieję, że Profesor Dumbledore pozwoli mu na grę w drużynie i dalej będziemy mieć Puchar Quidditcha i Puchar Domów.

- Miejmy nadzieję – wycedził Profesor Snape. – Teraz chcę porozmawiać z Potterem sam – Flint skinął i opuścił pokój.

- Potter, starałeś się coś pokazać? – prawie krzyknął na niego Profesor Snape.

- Nie Profesorze – odpowiedział Harry. – Draco robił z siebie głupka przed Gryfonami, a ja starałem się go powstrzymać. Prawie mi się udało, ale Ronald Weasley zrujnował to przez powiedzenie, że pracujemy razem by dostać Przypominajkę. Draco pokazał mi wzrokiem, że chce się zemścić i potrzebuje mojej pomocy, ale nie chciał nikogo skrzywdzić. Można powiedzieć, że przez moją pomoc upewniał się, że Przypominajka nie spadnie i się nie rozbije. Zatrzymałem się trochę dalej i czekałem gotowy by pomóc, jeśli coś się stanie jednemu z chłopców albo kulce. Zauważyłem Pana na schodach oglądającego całe zdarzenie, tuż przed tym jak zauważyłem jak Draco rzuca Przypominajkę. Widział Pan resztę. Starałem się tylko powstrzymać zranienie lub połamanie czegoś.

Profesor Snape patrzył na Harry'ego przez chwilę zanim się odezwał. – Zdecydowanie przypominasz mi swoją matkę. Lily Evans zawsze starała się utrzymać pokój nawet tam gdzie nie mogła. Zrobiłeś dziś dobrą rzecz Potter, próbując pomóc nie tylko swoim kolegom ze Slytherinu, ale i Gryfonom. Twoja matka byłaby dumna. Teraz, gdy zobaczysz swoich przyjaciół możesz im powiedzieć, że zostałeś skrzyczany i masz ze mną szlaban każdego wieczoru w przyszłym tygodniu. Kiedy dotrzecie do Pokoju Wspólnego możesz im powiedzieć prawdę, ale tylko tam. Jeśli inne domy usłyszą, że puściłem cie łatwo, a tym bardziej, że staram się umieścić cie w drużynie Quidditcha, szkoła zwariuje. Wyraziłem się jasno?

- Tak Profesorze.

- Upewnij się, że będziesz w Pokoju Wspólnym przed szóstą trzydzieści cały następny tydzień. Jeśli będziesz książki z biblioteki, wyślij po nią przyjaciół.

- Tak Profesorze.

- A teraz zejdź mi z oczu!

Harry szybko opuścił pokój z wieloma różnymi myślami w głowie. Najważniejszą były słowa Profesora Snape'a o jego mamie, o której nie słyszał nigdy wcześniej.