4. Tak samo jak twoja matka.

16 lat później.

-Tym razem nie dam się Zuzannie!- powiedziała młoda dziewczyna, wchodząc do jednego z przedziałów.
Kolejny rok szkolny w Hogwarcie dobiegł końca. Uczniowie wracali do domu na dwumiesięczne, dla niektórych bardziej a dla niektórych mniej, zasłużone wakacje.
-Jasne, jasne!- zakpiła Ann- zobaczysz tak Cię spasie, że nawet szaty Chrappa na Ciebie nie wejdą.
-Oj, zamknij się…
Wiele osób mówiło Catherine że ma trudny charakter. Że dobrze jest tylko wtedy, gdy jej jest dobrze. Była pewna siebie i świadoma swych zalet. Bardzo ładna, bystra, no i popularna, ze względu na nazwisko. Tak... Catherine Potter.
Choć właśnie to nazwisko, już nie raz, przysparzało jej wielu trudnych sytuacji. Na lekcji OPCM zawsze musiała błyskać wiedzą... dlaczego? Bo jej ojciec pokonał Voldemorta? Nie, nie wypowiadała tego imienia z przestrachem. W ogóle nie zdawała sobie sprawy kim on tak naprawdę był. Działo się tak być może dlatego, że urodziła się już po wojnie, o której nie za wiele wiedziała.
-Tu wolne?
Z zamyśleń wyrwał ją głos przystojnego blondyna.
-Dla Ciebie zawsze znajdzie się trochę miejsca- zatrzepotała rzęsami Ann.
Chłopak wsunął się do przedziału, a za nim weszło się jeszcze czworo kumpli.
-Hej Cath- powiedział jeden z nich, siadając naprzeciw niej.
-Hej Kevin- odparła obojętnie, pogrążając się w lekturze 'Nastoletnia Czarownica'.
Kevin był zwykłym znajomym z dzieciństwa. Zawsze widywała go w wakacje i Święta. Jego matka była jej matka chrzestną. Cath nie wiedziała dlaczego, ale nigdy nie przepadała za tą kobietą. Co innego wujek Ron... Nigdy nie zwracała się do niego 'wujku' bo przecież rodziną nie byli. Ale zawsze, gdy o nim myślała, taki właśnie rzeczownik wskakiwał przed jego imię.
-Harry po Ciebie wyjedzie?- zapytał chłopak spokojnie.
Kevin mówił do jej ojca po imieniu, co Harry'emu absolutnie nie przeszkadzało. Cath natomiast zmuszana była mówić do Ginny 'ciociu'. -No raczej- odparła, patrząc na niego z powątpiewaniem.
Bardzo się zmienił w tym roku. Najbardziej podobało jej się to, że w ogóle nie był podobny do swojej matki. Znała go już tyle... Jednak nigdy nie przyszło jej do głowy, żeby zainteresować się nim bardziej niż tylko na stopie przyjacielskiej.
-Chyba zabiorę się z Wami- stwierdził.
-Niby czemu?
-Nie wiem. Matka napisała mi, że mam zabrać się z Wami.
-Aha.
-A co... przeszkadza Ci to?- ciągnął dalej rozmowę.
-Nie!- zaprzeczyła gwałtownie. Może zbyt gwałtownie- Skądże. -Będę pisała często- zapewniła Ann, całując ją w policzek.
-Mam nadzieje- uśmiechnęła się Cath, obejmując przyjaciółkę.
-Tak, tak, dajcie sobie jeszcze po jednym buziaku i idziemy- upomniał ją Kevin.
Dziewczyny zaśmiały się.
-Będziesz miała w zasięgu ręki świetne ciacho... nie bądź głupia i nie zmarnuj tego- szepnęła jej na ucho Ann, po czym pobiegła w stronę rodziców.
-No to idziemy- powiedziała Cath do Kevina.
Chłopak uśmiechnął się i ruszyli przed siebie w poszukiwaniu Harry'ego.
Nie uszli daleko, gdy usłyszeli za sobą wołanie.
-Tata?- odwróciła się Cath.
Stał przed nią Harry Potter, jej tatuś. Nie zmienił się prawie w ogóle przez ten rok.
-Tato!- z krzykiem rzuciła mu się na szyję.
-Witaj córeczko- powiedział powoli, patrząc na nią jakby z przerażeniem.
-Coś nie tak?- zapytała, marszcząc brwi.
-Nie... skądże...- odparł pośpiesznie- Bardzo urosłaś... zmieniłaś się…
-To chyba dobrze- podsumował Kevin, z kpiącym uśmiechem- nareszcie urosły jej cycki!
-KEVIN!- wrzasnęła, uderzając go w głowę.
Od kiedy interesowały go jej cycki?! I czyżby jeszcze rok temu prawie ich nie było?! Nie może być! Nie dość, że bezczelny to jeszcze ślepy! I zboczony!
Harry zaśmiał się z komentarza chrześniaka, na co jego córeczka zmroziła go spojrzeniem.
-Pojedziemy teraz na obiad, do Płaczących Wierzb- oznajmił Harry, zabierając od córki bagaże.
-Świetnie- odparła Cath z ironią- zwłaszcza, że się odchudzam.
-Jesteś chuda jak patyk!- wytrzeszczył oczy Harry- niech no Zuzanna Cię zobaczy!
-Tego się najbardziej obawiam...
-Kevin...- zaczęła, gdy szli już w stronę samochodu a Harry był nieco przed nimi- czy ja jestem gruba?
Spojrzał na idealnie proporcjonalną figurę dziewczyny, bez grama tłuszczu.
-Jeżeli myślisz, że jesteś gruba, to pewnie tak jest. Więc po co się mnie pytasz?
Catherine momentalnie zrobiła się czerwona ze złości.
-Będziesz musiał dzisiaj wyjątkowo pilnować swojego talerza…. bo Ci tam dosypie cykuty!
Kevin zaśmiał się, po czym podbiegli do Harry'ego, wskoczyli do magicznego auta i opuścili Kings Cross.

Droga do domu minęła Cath chyba pierwszy raz tak szybko. Cały czas śmiała się z dowcipów które opowiadał jej Kevin. Zastanawiała się, dlaczego tak mało rozmawiali w Hogwarcie. Gdy wysiedli przed Płaczącymi Wierzbami, Cath zamknęła z zachwytu oczy.
-Tu jest... tak wielkie pole dla wyobraźni.. to mój ukochany dom...!
Harry zbladł i złapał się samochodu.
-Tato!- podbiegła do niego szybko- Czy dobrze się czujesz? Już drugi raz dziś bledniesz!
-Nie... po prostu ktoś kiedyś już tak mówił…- odparł powoli, znów nabierając kolorów na twarzy.
Catherine spojrzała na niego z pytaniem w oczach.
-No nieważne!- uciął, starając się uśmiechnąć- Chodźmy do domu, wszyscy już czekają.
-Co znaczy wszyscy?- zapytał Kevin, biorąc swój kufer.
-Zobaczycie- odparł wymijająco Harry.
Weszli do domu i pierwsze co poczuli, to kuszące zapachy dochodzące z kuchni. Po chwili wyskoczyła Zuzanna, rzucając się Cath na szyję.
-Mój aniołek!- ucieszyła się i zaczęła obsypywać ją pocałunkami- Jak urosłaś! Boże dziewczyno...- spojrzała na nią, taksującym wzrokiem- Przecież Ty wyglądasz zupełnie jak.. jak...
-Jak duża dziewczynka!- wtrącił się pośpiesznie Harry.
-Witajcie!
Cath odwróciła się na dźwięk znajomego głosu.
-Ciocia.- wydukała.
-Cath.. to.. to Ty?
Ginny wyglądała również na bardzo zaskoczoną.
-Okey, ja rozumiem, że ludzie się zmieniają, ale o co Wam u diabła chodzi?! Mam coś na twarzy?! Wyglądam jak sklątka tylnowybuchowa?! Czy co innego?!
-Aniołku, nie denerwuj się, wszystko jest w porządku- uspokajała ją Zuzanna, głaszcząc po włosach.
-Chodźmy już do stołu- przerwał Harry, nerwowo przechodząc do jadalni.
-A tak! Zrobiłam pieczeń!
-Wspaniale!- ucieszył się Kevin i pobiegł do stołu, zupełnie jakby obiad miał się odbyć na zasadzie 'kto pierwszy ten lepszy'.

Jedli w milczeniu, które od czasu do czasu, Ginny i Harry przerywali okropnie nudnymi i oklepanymi pytaniami w stylu:
-Co tam w szkole?
Cath jadła niechętnie, rozwalając jedzenie po talerzu. Minę miała jakby obrażoną a wzrok utkwiony w talerzu.
-Nie smakuje ci?- zapytała Zuzanna zmartwiona.
-Smakuje, tylko nie jestem głodna...
-Ale musisz jeść- powiedziała Ginny twardo.
-Nie jestem głodna!- krzyknęła.
Zapanowała cisza
-Catherine...- Harry spojrzał na nią z wyrzutem.
-Przepraszam- burknęła, wstając od stołu.- Jestem zmęczona podróżą.
-Usiądź jeszcze na chwilę- powiedział Harry- Chcielibyśmy Wam coś oznajmić.
Zuzannie widelec z głośnym hukiem upadł na podłogę.
-Wybaczcie- powiedziała, energicznie wstając by go podnieść.
Harry przymknął na sekundę oczy.
-Jak wiecie... ja i Ginny bardzo się zawsze lubiliśmy...- zaczął, a Ginny obdarzyła ich nieco głupim uśmiechem- Nasza przyjaźń zaczęła się przeradzać w coś więcej, a teraz wiemy już, że się kochamy. Oboje jesteśmy samotni i mamy już prawie dorosłe dzieci... Zmierzając do sedna, Ginny mieszka tu już od kilku miesięcy i cóż, jesteśmy razem- zakończył, biorąc rudowłosą za rękę i patrząc na reakcje dzieci.
Zapanowała grobowa cisza. Zuzanna wyglądała, jakby zaraz miała wybuchnąć płaczem. Wiadome było, że ona już wcześniej wiedziała. Kevin jak i zarówno Cath patrzyli na rodziców z zaskoczeniem i w przypadku tej drugiej z oburzeniem.
-Kilku miesięcy?- zaczął w końcu Kevin.
-W sumie, tuż po świętach.- odparł nieśmiało Harry.
-Nie no, jak dla mnie lekki szok ale przecież nie mam nic przeciwko, spoko.
Ginny i Harry uśmiechnęli się z wielką ulgą.
-SPOKO?!- wrzasnęła Cath- powariowaliście?!
-Cath, po pierwsze nie tym tonem...
-Nie pomyślałeś o mnie, prawda?!
-Kochanie, Ty i tak jesteś cały rok w szkole...- odparł szybko Harry.
-W szkole? To znaczy, że nie interesuje mnie z kim jest mój ojciec?! A poza tym, to będzie mój ostatni rok w Hogwarcie, a potem co? Będę musiała ją tolerować!
Harry spojrzał na nią w nie małym szoku, a Ginny spuściła głowę ze łzami w oczach.
-A właściwie to nie...- powiedziała już spokojnie Cath, wstając od stołu- NIE BĘDĘ MUSIAŁA JEJ TOLEROWAĆ!
Po czym wybiegła z jadalni.
-Catherine wracaj!- Harry gwałtownie wstał- Powiedziałem wracaj!
Ale dziewczyna nie pojawiła się.

Wybiegła z domu i szybkim krokiem szła przed siebie. Sił zabrakło jej już na jakimś wrzosowisku. Usiadła na kamieniu i dyszała ciężko. Zaczęła płakać rzewnie. Nie wiedziała dlaczego, ale nie lubiła tej kobiety. A teraz jeszcze miała z nią mieszkać! Nie.. ona z pewnością tego nie zniesie... nie będzie potrafiła mieszkać z nią pod jednym dachem.. Teraz jeszcze dwa miesiące, a potem?!

Wiele godzin siedziała na wrzosowisku. Czuła się taka samotna. Brakowało jej kogoś. Kogoś bliskiego. Zawsze świetnie dawała sobie radę ale poczuła, że brakuje jej matki. A teraz jakaś głupia baba wpycha się na jej święte miejsce!
O swojej matce Cath nie wiedziała za wiele. Dopóki nie poszła do Hogwartu, zawsze czule opiekował się nią tata i Zuzanna. Była ich rozpieszczanym oczkiem w głowie. Często pytała gdzie jest mama, ale wtedy ojciec mówił, że mama odeszła, gdy ją urodziła. Mała dziewczynka, jaką wtedy była, płakała, że mamusia ją zostawiła. Ale tata tłumaczył cierpliwie, że mama jest zawsze przy niej, tylko nie może jej zobaczyć. Że mamusia jest jej dobrym duchem i... aniołem stróżem.
Jednak często nie chciała w to wierzyć. Buntowała się, że skoro inne dzieci mają, to ona też chce mamę! Potem pojechała do Hogwartu, a przecież tam nikt nie miał rodziców przy sobie, więc nie czuła się szczególnie pokrzywdzona, choć w głębi duszy czuła pustkę i niedosyt. Ojciec wykazał się na tyle dobrym refleksem, że załatwił jej ową mamuśkę, gdy Cath miała szesnaście lat! W momencie kiedy nie potrzebowała już kogoś, kto zastępowałby jej Hermionę. Potrzebowała tej prawdziwej Hermiony! Catherine była na tyle dorosła, że doskonale wiedziała czego chce. W jednej chwili poczuła, że obecność Ginny przy boku Harry'ego jest obrazą pamięci jej ukochanej mamy. Nie wiedziała czemu, ale postanowiła dowiedzieć się wszystkiego o swojej matce. Jaka była, co robiła tuż przed śmiercią…
Widząc, że dzień powoli dobiega końca, niechętnie podniosła się i ruszyła w stronę domu. Słońce już zachodziło i Płaczące Wierzby cudownie wyglądały na tle różowawego nieba. Okazały dom stojący wśród pól i wrzosowisk. Bajeczny wygląd dla obrazu jakiegoś wybitnego malarza. Gdzieś tam, w oddali, widać było maleńkie domki w Chambertown. Powoli wkradał się mrok, otulając Płaczące Wierzby i kładąc ich mieszkańców do snu.

Najlepszą osobą która mogłaby cokolwiek jej powiedzieć, był zapewne ojciec. Kto jak kto, ale on powinien najlepiej znać swą zmarłą żonę. Jednak honorowa Catherine nie mogła pozwolić sobie na rozmowę z ojcem, na jakikolwiek temat, nie mówiąc już o wspominaniu jej nie żyjącej mamy.
Harry, po niefortunnym przywitalnym obiedzie, rozpaczliwie próbował nawiązać jakiś kontakt z córką.
-Cath- powiedział raz, po śniadaniu- pozwól do mnie do gabinetu, musimy porozmawiać, przecież musimy jakoś się porozumieć. Nie jesteś już dzieckiem, umiemy się dogadać, prawda?
-Dobrze wiem, o czym chcesz ze mną rozmawiać- powiedziała Cath powoli.
Na twarzy Harry'ego zagościł cień nadziei. Córka odezwała się do niego po raz pierwszy, odkąd obwieścił, że kocha Ginny.
-Nie mogę zabronić Ci jej kochać. Ale obawiam się, że twoje serce nie pomieści jeszcze miłości do mnie.
-Kochanie!- obruszył się Harry, przytulając ją- przecież wiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza!
Cath wyrwała się powoli ale stanowczo z jego ramion.
-Nie lubię jej i nigdy nie polubię. Odliczam dni do powrotu do szkoły. Z każdym twoim słowem, którym próbujesz mnie do niej przekonać, jest mi coraz bardziej niedobrze… Tak więc daj sobie spokój.
Harry opadł bezsilnie na krzesło.
-Coś jeszcze ?- zapytała oschle.
Nie odpowiedział, więc ostentacyjnie odwróciła się i wyszła z pokoju.
-Zuzanno…- zaczęła niepewnie, siadając w kuchni przy stole.
Zuzanna szyła coś zawzięcie.
-Tak aniołku?
-Przeszkadzam Ci?
-Skądże! – uśmiechnęła się.
-Och Zuzanno, już tylko ty mi zostałaś!- jęknęła rozpaczliwie.
Zuzanna spojrzała na nią znad robótki. -Co ty mówisz aniołku?
-Ginny zabrała mi ojca... zabrała mi dom...
-Nie. To dalej jest Twój dom i Twój ojciec.
-Ale już nie ten sam- upierała się- I Ty mówisz to bez przekonania.
Zuzanna westchnęła ciężko. -Och drogie dziecko, cóż Ci mogę powiedzieć?
-Prawdę Zuzanno, prawdę! Kto lepiej od Ciebie zna ten dom? Kto lepiej od Ciebie wie co się w nim dzieje? Kto lepiej od Ciebie zna domowników?
-O co Ci właściwie…
-O to, czy ona tu zostanie- przerwała jej Cath.
Zuzanna westchnęła po raz kolejny. -Nie znane są nam wyroki...
-Powiedz mi, co o tym sądzisz? Przecież mieszkasz z nimi tu, już kilka miesięcy?
Zuzanna po długim wahaniu, przełamała się i odrzekła:
-Znam twojego ojca nie od wczoraj, nie od dziś. Wiem, że wróciło do niego życie gdy ona się tu wprowadziła. I wydaje mi się, że ją kocha. Ale cóż to? Płaczesz aniołku?
Catherine otarła łzy. -Nie, Zuzanno, nie płaczę- wychlipała- Powiedz mi tylko, czy on kochał moją mamę?
-O tak, kochanie! Kochał nad życie...
-Nie rozumiem więc, dlaczego…
-Pewnie dlatego, że minęło ponad szesnaście lat. Szesnaście lat intensywnej pracy tej zołzy…
-Co?
-Eee... chodzi mi oczywiście o czas... nieubłagana zołza- zaśmiała się nerwowo.
-Zuzanno- Cath zmierzyła ją spojrzeniem – czas to rodzaj męski… Ginny pracowała na to długo, by zdobyć mojego tatę, prawda?
-Oj nie patrz tak na mnie! Identycznie jak ona! Tak samo przebiegle! Nigdy nie umiałam się oprzeć...- pokręciła głową, jakby z rezygnacją.
-Tak samo jak kto?
Zuzanna przełknęła ślinę i powiedziała. -Tak samo jak twoja matka.