Bardzo przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam. Spowodowane było tu uczelnią i przede wszystkim

całkowitym brakiem weny:( Otwierałam plik wielokrotnie i próbowałam napisać chociaż zdanie i... nic. Całkowita pustka...

Jednak mam dla was z tego powodu mały PREZENT. Tak na przeprosiny. W the sims 4 stworzyłam domek. Miał on jak najbardziej jak na warunki simsów przypominać ten opisany przeze mnie. Ciężko mi powiedzieć jak się udało... Miał wyjść mały i drobny ale tam wszystko wychodzi nieco większe. Jest tam kilka (lub jedno...) pomieszczenie puste, bo mam na nie pomysł, ale nie ma go jeszcze opisanego w opowiadanie. Znajdziecie go pod nazwą domu "Rekompensata" W dodatkowych opcjach trzeba dodać by pokazywało również z zawartością zmodyfikowaną (nie ma tam takiej wiec nie wiem czemu tak pokazuje. Jeszcze to sprawdze).

Mam nadzieję, że Wam się spodoba i czekam na wszelakie komentarze i sugestia. Dziękuje wytrwałym za cierpliwość i zapraszam do czytania! :)


Rozdział 4

Obudziło go zimno. Drżąc uchylił oczy i spojrzał na zegarek. Szósta. Znając Pottera powinien się pospieszyć by zdążyć ze zrobieniem śniadania, aż ten skończy zajmować się zwierzętami. Cały owinięty kadrą zwlekł się z łóżka i cieszył się, że przegrał walkę z Potterem o założenie dziwacznych włochatych skarpetek. Z lekkim trudem przepchnął się w drzwiach łazienki. Dopiero, gdy z niej wychodził dostrzegł leżącą na ziemi kartkę. Kołdra krepowała jego ruchy, mimo to udało mu się dotrzeć do krótkiej notatki. Nakaz długiej gorącej kąpieli, prośba o zrobienie śniadania i informacja o porozkładanych instrukcjach obsługi dziwacznych mugolskich sprzętów, gdyby znalazł na to czas. Doprawdy, Potter nie wie nic o byciu panem niewolników. No, w każdym razie jednego. Z żalem wypuścił z lekko drżących rąk kołdrę i ubrał się w cieplejsze ciuchy. Zszedł do kuchni przeklinając każdy bolący mięsień. Głupia duma. Mógł ją przełknąć i grzecznie posłuchać Pottera, kiedy ten kazał mu przestać pomagać. Przewieźli wszystkie śliwki i jabłka od pani Barbary do piwnicy gdzie potem je myli. W jak najszybszym tempie starał się śmiesznym okrągłym nożem wycinać z jabłek gniazda nasienne i wrzucać owoce do maszyny, która przerabiała go na sok, który spływał do sporych kanistrów. Potter zaś w tym czasie pozbawiał pestek śliwki i wrzucał do dwudziesto litrowego gara w zastraszającym tempie. Okazało się, że dawny szkolny rywal jednak pamięta o magii. Rzucił zaklęcie na łyżkę by, co jakiś czas przemieszała śliwki.

Zabrał się powoli za robienie śniadania, ciągle zerkając na instrukcje, sprawdzając dokładnie każdy punkt. W końcu kanapki i gorąca herbata stały na barze w kuchni. Zadowolony zarzucił kurkę wyruszył na poszukiwania Harry'ego.

W stajni nie było tak ciepło jak zwykle. Drzwi boksów prowadzące na padok były pootwierane. Słońce było na niebie niezasłonięte żadną chmurą i nie wiało, dzięki czemu był to jeden z cieplejszych dni. Nie była to jednak aż taka zmiana by przestało mu być zimno.

-Śniadanie już gotowe.- Poinformował Pottera, gdy tylko dostrzegł go rozkładającego po jednym z padoków jabłka.

-Już idę! To ostatni!- Odpowiedział Harry i otworzył ostatnie drzwi, wypuszczając parę hipogryfów. W końcu usiedli razem przy stole. Czuł na sobie czujne szmaragdowe spojrzenie.

-Nie wziąłeś kąpieli.- Bardziej stwierdził niż spytał. W jego głosie można było wyczuć nutkę wyrzutu.

-Aż tak to widać? Czy może czuć?- Żachnął się w odpowiedzi.

-Widać. Cały jesteś napięty i mięśnie ci drżą, gdy podnosisz kubek z herbatą.

-Wolałem najpierw zrobić śniadanie. Było już zbyt późno i już byłem spóźniony. Co mam dzisiaj robić?

-Wziąć długa gorącą kąpiel.

-A potem?

-Odpocząć.

-Doprawdy Potter. Co ty tu wyrabiasz!? Byłbyś świetnym przywódcą, ale panem jesteś marnym.- Warknął Draco zrywając się z krzesła i idąc w kierunku schodów.

-Wyjaśnij.- Rozkazał Harry ponurym, ale nieznoszącym sprzeciwu głosem. Draco stanął w miejscu.

-Prosisz o pomoc lub pytasz o zrobienie czegoś nie rozkazując. Dzięki temu inni wykonują twoje polecenia z wielką chęcią mając poczucie, że pomogli, zrobili dobry uczynek. Na dodatek jeszcze chwalisz subtelnie, jeśli ktoś wykonał polecenie tak jak chciałeś i zawsze dziękujesz za wysiłek, jeśli ktoś się postarał, nawet, jeśli mu nie wyszło. Może i sprawdza się to z przyjaciółmi i znajomymi jednak z ….Osobami związanymi z tobą zaklęciem nie działa to już tak dobrze. Tylko połowicznie.

-Dlaczego połowicznie?- Odpowiedziała mu cisza.- Draco!- Ponaglił. Blondyn drgnął.

- Mam wolną wolę. Zaklęcie jednak działa niczym sumienie. Słyszę szept z tyłu głowy, że… powinienem zadać o twój komfort. Mam ułatwiać i umilać twoje życie a nie tworzyć dodatkowe komplikacje.

-Co ci obecnie przeszkadza. Nie tworzysz żadnych komplikacji.

-Wstajesz wcześniej. Nazwijmy to sumieniem… powtarza mi, że nie powinienem spać, gdy ty pracujesz.

-Pasuje mi taki układ, że wstajesz nieco później i szykujesz nam obu śniadanie. Jestem z tego bardzo zadowolony, a zimą będę nawet jeszcze bardziej. Coś jeszcze ci nie daje spokoju?

-Zdaje sobie sprawę, że lista moich umiejętności, z którymi przyszedłem nie jest zbyt przydatna przy leczeniu zwierząt… Co nie znaczy, że moje umiejętności z tamtej listy nie mogą…umilić ci życia.- Wymamrotał. Harry z trudem zdołał utrzymać kamienną twarz.

-Co dokładniej masz na myśli? –Zapytał go Harry, starając się nie wyciągać pochopnych wniosków.

-Dobrze wiesz, o co mi chodzi. Czytałeś listę moich… zdolności kilka razy. - Burknął zdenerwowany.

*.*.*

Spokojnie obserwował czerwoną twarz Draco. Chłopak uparcie odmawiał spojrzeć w jego stronę.

-Wiem, o co ci chodzi.- Odparł, spokojnie pociągając łyk herbaty z kubka.- I nie masz się czym martwić. Zamierzam wykorzystać twoje umiejętności.- Na te słowa blondyn zaczął denerwować się jeszcze bardziej. Harry starał się utrzymać nerwy na wodzy. To, co zostało sugerowane nieco obraziło jego dumę. Oczywiście nie tak jak wtedy, gdy ta sama sugestia padła z ust, w tamtym momencie, jego przyjaciół.

-Idź do łazienki. Przygotuj sobie kąpiel z płynem, który stoi na brzegu wanny. Wezmę pewną maść i zaraz do ciebie dołączę.- Odparł poważnie i odwrócił się do szafki z lekami. Za plecami usłyszał tylko powolnie niepewne kroki oddalające się w kierunku schodów. Nie spiesząc się, odnalazł odpowiedni słoiczek i ruszył w tym samym kierunku. W połowie schodów minął Draco, który miał drobne kłopoty z pokonaniem schodów przez bolące mięśnie i zajął się napełnianiem wanny.

Cała łazienka wypełniła się już delikatnym ziołowym aromatem, a woda już prawie cała wypełniła wannę, gdy Draco niepewnie wszedł do łazienki, zamykając za sobą drzwi. Drżącymi rękoma zaczął zdejmować ubrania. Harry, udawał, że tego nie widzi. Zakręcił wodę i czekał.

-Choć tutaj.- Poprosił, gdy dostrzegł, że póki czegoś nie powie to nie doczeka się żadnej reakcji. Malfoy podszedł do wanny. Zniecierpliwiony podniósł nagiego chłopaka i włożył go do wody wyrywając z niego zaskoczony krzyk. Niewerbalnie rzucił zaklęcie uniemożliwiające ześlizgniecie się pod wodę w śliskiej od płynu wannie i usiadł obok na płytkach. Malfoy milczał jak zaklęty i odruchowo próbował się nieco skulić by nieco się zasłonić, mimo pokrywającej wodę cienkiej pianki.

- Uspokój się. Nic ci nie zrobię.- Warknął już nie panując tak dobrze nad nerwami.-Masz rację, czytałem kilka razy listę twoich umiejętności. I jak już ci mówiłem już mi pomagasz, więc przestań się denerwować.

-Łatwo ci mówić…- wymamrotał Draco.

- Wiem, że nie jest ci łatwo, wiem, że mnie nie znasz i nie umiesz określić czy mam jakieś ukryte motywy. Jednak wiem, że obserwowałeś mnie przez lata w szkole. Powiedz mi. Ile razy dostrzegłeś bym kiedykolwiek działał podstępem i wykorzystywał ludzi wiarę we mnie?

-Nie jesteś stu procentowym gryfonem.

-Nie, nie jestem.

-Jeśli wykorzystywałeś ludzi i ich wiarę w ciebie to tak, że tego nie było widać. Chociaż to bardziej magiczna społeczność wykorzystała ciebie niż na odwrót.- Odpowiedział niechętnie Draco.

-Spróbujesz więc mi nieco zaufać? Jesteśmy na siebie skazani na raczej dłuższa chwilę, a nie chciałbym być skazany, przez twoją nieufność, na dwie kolejne osoby, związane również tym zaklęciem.

-Postaram się…- odpowiedział po dłuższej chwili chłopak, minimalnie się rozluźniając. Siedzieli jeszcze kilkanaście minut w całkowitej ciszy. W końcu wstał i sięgnął po słoik z maścią.

-Wyciągnij ręce. – Rozkazał siadając na brzegu wanny.- Chciałbym żebyś mi przepisał jedną tabelę z zeszłego roku i przygotował nową, pustą na rok obecny.- Zaczął wymieniać wcierając w obolałe mięśnie maść i rozmasowując je.- Ja w tym czasie musze zając się powidłami. Odrobina mugolskiej technologii i zaklęć i będę miał sok jabłkowy poprzelewany do butelek i zakapslowany, więc to akurat pójdzie szybko. Jednak potem będę wdzięczny za pomoc w naklejaniu etykiet. Wolę byś jednak nie nadwyrężał się i jak już coś robił to w cieple i na siedząco. Chyba dzisiaj dość boleśnie przekonałeś się jak bardzo osłabiony jesteś po przeziębieniu. Jeśli będziesz jednak umierał z nudów mogę podrzucić ci wszystkie moje papiery… Znasz się na rachunkowości?

-Tak. To podstawa w rodzinach czystokrwistych.

-Dobra. Jak będziesz się nudził możesz spróbować ogarnąć ten bałagan, co mam w dokumentach? Nie znam się na tym i nie do końca mam czas.

- Jaki masz normalnie rozkład dnia?

-czwarta trzydzieści pobudka i zajmowanie się zwierzyńcem. Idę do nich trzy do pięciu razy dziennie, czasem w nocy. Zależy na co bestyjki chorują. Czyszczę ich boksy i je. Jest połowa września, więc jest całą masa zbiorów. W wolnych chwilach eksperymentuje, czytam, warze eliksiry, zajmuje się produkowaniem żywności, bo w końcu nie wykorzystam całego mleka tylko jako mleko… Wszystko zależy od pory roku. Jesień to najwięcej przy zbiorach i gromadzenie zapasów. Brzmi to staromodnie, ale to dlatego, że mało kupuje, bo przeważnie produkuje dość dla siebie, a nawet zbyt dużo.

-Jakie plany na tydzień? Ale tak nieco dokładniej, bo niewiele mi to mówi.

- Jutro idę do pani Ani. Pomóc jej z owocami, których nie daje rady pozbierać. Jeśli będziesz jutro silniejszy to możesz pomóc przy zbiorach w naszym ogrodzie i na granicy lasu. Są do zebrania jagody, jeżyny, maliny, porzeczki, żurawina… nie zanudzisz się.

-Jak ty sobie z tym poradziłeś w zeszłym roku? Przecież byłeś sam…

- Kilka krzaczków porzeczek posadziłem w tym roku. Jak i krzak jeżyn i malin. I nie zapominaj, że na razie mówimy tylko o owocach, a nie zeszliśmy na temat warzyw i ziół…- przypomniał wyrywając cierpiętniczy jęk Draco. Śmiejąc się, odłożył maść i zaczął podwijać rękawy.

-Co ty chcesz zrobić?...- Zapytał podejrzliwie ślizgon.

-Koniec kąpieli.-Zarządził Harry. Szybkim ruchem wyłowił go z wanny i posadził na jej krawędzi.

-Poradził bym sobie! Nie jestem dzieckiem!- Krzyknął porywając najbliżej leżący ręcznik.

-Miałeś kłopot wejść po schodach, a wanna jest śliska.- Odpowiedział i wyszedł zanim padła jakakolwiek odpowiedź i wrócił do codziennych zajęć.

*.*.*

Jeszcze chwile siedział w szoku na krawędzi wannie, niezdarnie zasłaniając się nie do końca rozwiniętym ręcznikiem. W końcu zimno wyrwało go z otępienia. Szybko ubrał się, wypuścił wodę z wanny i wrócił do salonu. Tym razem zejście po schodach nie sprawiło mu problemu. Nie miał pojęcia, co było w płynie do kąpieli, jednak zadziałało doskonale. Z piwnicy dochodziły ciche dźwięki, stłumione przez drzwi, więc domyślił się, że Potter zaczął już pracę pełną parą. Na stoliku przed kominkiem dostrzegł miskę ciasteczek i wspomniane wcześniej tabelki. Bez marudzenia zabrał się do pracy. I tak nie miał co robić, a wyjść na dwór, chociażby na spacer, nie zamierzał za żadne skarby. Okropne pismo Pottera nieco spowalniało mu prace jednak szybko uporał się z powierzonym zadaniem. Teraz teoretycznie wiedział gdzie, kto mieszka i czym się zajmuje, a jeśli, tak jak pani Basia, jest na emeryturze to jakie ma zasoby. Nieco odprężony i z poczuciem spełnionego obowiązku ułożył się na kanapie z resztą ciastek i pogrążył się w myślach.

*.*.*

Obudziło go delikatne potrząsanie za ramie. Błyskawicznie spojrzał na zegarek. Film urwał mu się na dwie godziny!

-Musisz mi niestety pomóc. Nie mam już gdzie ich odkładać… Chyba będę musiał powiększyć piwnicę…- Powiedział pokazując karton wypełniony słoiczkami. Potter pokazał mu co to jest naklejka i jak działa i zabrał się do pracy. Całkowicie skupiony na swoim zadaniu ledwo zarejestrował stukanie garnków zza jego pleców.

*.*.*

Dni mijały spokojnie i w stałym rytmie. Draco już czuł się lepiej i zaczął pomagać przy zbiorach owoców, jednak o wiele spokojniej niż w pierwszych dniach. Całe dni na dworze zaowocowały tym, że już nieco zaczął przyzwyczajać się do temperatury i już nie nosił dwudziestu swetrów na raz. Spiżarnia przy schodach w piwnicy zaczęła się zapełniać przetworami, reszta była rozdawana pomiędzy innych mieszkańców wioski. Mimo że Potter był tu tylko rok i zrobił taki handel tylko raz ludzie od razu to podłapali i spodziewali się go na dniach, gdy już usłyszeli od pani Basi i Ani, że u nich byli, w szczególności gdy wyczuli pewnego ranka zapach pieczonego ciasta.

Jechali przez wieś z tartami ze śliwkami, jabłecznikiem, sokiem jabłkowym i powidłami. Zatrzymywali się pod każdym domem i zostawiali różnej wielkości prezenty pod drzwiami domów, a Draco wszystko notował w zrobionej kilka dni temu tabelce. Każdy też miał coś dla nich. To worek owsa, marchwi lub mąki dla niego, a czasem nieco gorszej jakości warzyw dla zwierząt, jednak zawsze się coś znalazło. Coś co myślał, że będzie trwało tylko chwile, zważywszy na rozmiar wioski, zajęło im z pół dnia, bo do niektórych gospodarstw zostawał zapraszany i proszony o obejrzenie zwierząt. W takich wypadkach nieszczęśliwy Draco dreptał za Potterem, z jedną z jego toreb z lekami w ręku. Wciąż bał się zwierząt gospodarskich, jednak musiał iść, bo Potter przedstawiał go jako praktykanta. Na co dzień przy zwierzętach to wolał tylko pomagać przy przyrządzaniu karmy, a po tym uciekał szybko do domu tłumacząc się, że jeszcze nie uporządkował całej księgowości i jeszcze bardzo dużo czasu mu to zajmie.

W takim rytmie minęły dwa tygodnie. Jedli właśnie spokojnie śniadanie. Harry popijał herbatę i przeglądał mugolską gazetę, gdy przez okno wleciała sowa i wylądowała na jego ramieniu. Zaskoczony odstawił kubek i sięgnął po notatkę. Przeczytał i zamarł. Przeczytał jeszcze kilka razy zaskoczony treścią krótkiego listu. Miał złe przeczucia.

-Coś nie tak?- Spytał go Draco widząc jego reakcje.

-Twój ojciec przychodzi w odwiedziny późnym popołudniem….

-Przecież ma areszt domowy…

-Tak i może wyjść z domu, bo nie przychodzi z wizytą towarzyską.

-Ale w celach biznesowych tez nie może wychodzić. Wszyscy handlowcy i przedsiębiorcy przychodzą dlatego do dworu…

-To też nie cel biznesowy… tylko honorowy. Wychodzi na to, że twój ojciec może przyjść, by sprawdzić czy jestem zadowolony ze spłaty długu… Ma obowiązek sprawdzać przez trzy miesiące, czy wszystko w porządku i czy powinien zaoferować więcej. W razie kłopotów w późniejszym czasie, przed upływem roku, mogę upomnieć się o więcej, jednak po upływie trzech miesięcy ojciec nie może ingerować. A po upływie roku mogę upominać się o więcej jedynie w przypadku zwiększenia długu honorowego lub pojawienia się nowego…

-Będzie dzisiaj?- Spytał raz jeszcze Draco, do którego zaczęło docierać sedno problemu. Cała krew odpłynęła mu z twarzy.

-Z tego, co zrozumiałem to po obiedzie… Więc mamy trochę czasu by coś wymyślić… Twój ojciec musi być przekonany, że jestem całkowicie zadowolony.

-On stworzył listę moich talentów łóżkowych, inne uznał za mniej znaczące. Zdajesz sobie z tego sprawę?

-Coś wymyślimy…- starał się go uspokoić.

-COŚ WYMYŚLIMY?! JAK?! Będziemy do obiadu pieprzyć się jak króliki?!- Wrzasnął Draco podrywając się na nogi.

- Tak gryfońskiego zachowania się po tobie nie spodziewałem. Ponoć jesteś ślizgonem.- Zakpił dodatkowo podnosząc ciśnienie blondynowi.

-Nie obrażaj mnie! To nie czas na dogryzki rodem jedenastolatka!

- Zawsze mogłem dodać „Oj, Draco! CO by Severus na takie zachowanie powiedział!"-Zakpił Harry. Momentalnie krwistoczerwone rumieńce zniknęły z twarzy Draco. Nie sądził, że to nawet możliwe by z takiego odcienia czerwieni w ułamek sekundy przejść do całkowitej bieli.

-Słuchaj, to miło wiedzieć, że wizja seksu ze mną tak cię przeraża, ale myślałem o czym innym.- Powiedział ironicznie, zaczynając sprzątać po śniadaniu. Młody Malfoy stoi bez słowa.- Musimy przekonać ojca, ale nie oznacza to, że musimy spać razem.

-Co proponujesz?

- Cóż… Nie podał konkretnej godziny. Mógłby nas np. zastać na kanapie. Tak, żeby myślał, że z godzinkę temu coś się działo. Kilka malinek mogłoby się przydać.

-Jak chcesz symulować akcje, bez akcji? Nie wiem co ci się plącze po głowie, ale nie podoba mi się to!

-Wolisz, jak to nazwałeś? Akcje? – Nie dostał na to odpowiedzi. Wziął blondyna pod pachę i zaprowadził go na kanapę.

-Pomyśl chwilę. Wątpię by mógł się aportować. Sądzę, ze na tę okazję dostał z ministerstwa hasło do sieci Fiuu, a od Snape'a ma adres. Wystarczy, że będziesz leżał na mnie na kanapie. Nago, ale kulturalnie przykryty kocem. Spróbujemy zachować pozory przyzwoitości. Powiedzmy, że twój ojciec wchodzi, jesteś przykryty do połowy kocem. Na jego widok jestem zaskoczony i szybko przykrywam cię do końca, jednak nie na tyle szybko by nie zauważył malinki na ramieniu. Jak ci się podoba ten plan?

-Wiele może się nie udać.

-Masz udawać, ze śpisz zmęczony po czymś co się działo. Musi to wyglądać jakbyśmy spali od jakiegoś czasu. Rozbieraj się.

-Słucham?!

-Masz lepszy plan?

-Ale ojciec będzie dopiero za minimum sześć godzin lub więcej!

-Ale nie możesz być spięty z powodu malinek tuż przed jego przyjściem i nie mogą być widocznie świeże. – Odpowiedział stanowczo.- Rozbieraj się.- Rozkazał. Draco wstał i zaczął ściągać ciuchy. Można by uznać to za złość, jednak Harry widział, że tak maskuje wstyd. Gdy prawie dwa tygodnie temu chłopak rozbierał się w łazience udawał, że nie patrzy. Teraz jednak otwarcie przyglądał się jego ciału z satysfakcją oglądając z sekundy na sekundę pogłębiające się rumieńce. Gdy już zostały do ściągnięcia jedynie bokserki, złapał go za rękę i wciągnął sobie na kolana.

-Dobrze się bawisz!?- Warknął.

-Prawdę mówiąc, tak. Niesamowicie się rumienisz. Nie tylko na twarzy, ale im bardziej jesteś zdenerwowany lub zażenowany, zaczyna ci się rumienić całe ciało. Sam zobacz.- Powiedziawszy to przejechał ręką delikatnie po mostku. Draco wyrwał się i uderzył go pięścią w ramię.

-To nie jest zabawne!

-Nie powiedziałem, że zabawne! Określenie było bliższe do fascynujące, więc nie bocz się. Musimy zrobić kilka malinek w dość prawdopodobnych miejscach. Byłoby dziwne gdybyś miał jedną tam gdzie masz olbrzymie łaskotki lub nie tam gdzie bym sięgnął w czasie seksu...

-Jakim cudem mówisz o tym tak spokojnie!

-Jesteś zdenerwowany za nas dwóch. Ja już nie muszę!- Stwierdził szczerząc się jak szaleniec.- Och przestań. Im szybciej zaczniemy tym szybciej skończymy!

-Co mam zrobić….

-Usiądź mi okrakiem na kolanach i obejmij mnie za szyję.- Polecił. Nie otrzymał żadnego komentarza, tylko zabójcze spojrzenie, jednak zrobił tak jak mu kazano.-Przytul się. Zobacz, na którym ramieniu ci wygodniej.- Nakierowywał go dalej. W czasie, gdy blondyn się na nim mościł, sięgnął po koc i okrył nieco biodra.

-wole to ramię.- Usłyszał w końcu głos Draco przy swoim prawym uchu.

-Dobrze, spróbuj się rozluźnić. Zimno ci?

-Odrobinę. Po co to całe uspokajanie?- Zapytał czując ręce Harry'ego głaszczące go po plecach. Siedzieli tak chwilę, po czym zaczął delikatnie całować go po szyi.

-Czy TO naprawdę konieczne?

-Jak inaczej znajdę odpowiednie miejsce?- Zapytał spokojnie zsuwając usta po szyi aż do punktu gdzie szyja łączy się z ramieniem i zaczął lekko ssać. Poczuł dłonie Draco zaciskające się na nim. Odsunął go od siebie i ściągnął koszulkę.

-Ugryź mnie w ramię.

-Oszalałeś?! To będzie bolało! Przesadzasz.

-Nie będzie bolało tak bardzo.- Odparł beztrosko przysuwając go do siebie. –Dalej, zagryź na mnie zęby.- Pogonił i wrócił do ssania punktu na szyi. Gdy tylko poczuł zęby na swojej skórze, wsunął palce w blond włosy i przytrzymał go tam. W końcu chwycił chłopaka za biodra i wstał z nim z kanapy. Po czym położył go na plecach.

-Zgadzam się na to tylko dla tego, że nie chce obserwować jak ojciec się do ciebie łasi i jak go pieprzysz!- Zawołał Draco obserwując jak Potter klęka między jego udami.

-Wiesz jak popsuć atmosferę. Do tego nie dojdzie.- Odparł krzywiąc się na sama myśl.

-Coraz mniej podobają mi się twoje pomysły… Mam wrażenie, że się, ze mną bawisz…

-Eh… połóż mi nogę na ramieniu.

-Którą?

-Możesz obie, każdą na jednym, obojętnie. – Gdy tylko Malfoy spełnił żądanie, zrobił malinkę nad jego prawą kostką. – Jeszcze tylko jedna i będzie cacy.

-Gdzie?-Zapytał Draco. Nim Otrzymał odpowiedź został przewrócony na bok i Harry ssał fragment skóry tuż przy kości biodrowej. Gdy skończył zadowolony cmoknął obrażonego chłopaka we włosy i przykrył kocem.

-Muszę iść sprawdzić tamtą ciężarną sarnę. Niedługo wrócę.- Powiedział Potter z zadowolonym uśmieszkiem. Zabrał koszulkę i wyszedł.

*.*.*

Leżał jeszcze chwilkę na kanapie. Był wkurzony. Wiedział, że Pottera bawi zawstydzanie go. Sam to nawet przyznał! Czuł, że każdy znak na jego ciele daje mu satysfakcje. Jego złość potęgowała jego zdradliwa reakcja ciało. Jednak miał wytłumaczenie! Przez stres i wojnę nie miał czasu dla siebie! Potem proces jego i jego rodziny. Przecież nie będzie zajmował się własnymi potrzebami, gdy jest pod obserwacją lub w areszcie. A teraz? Teraz stres opadł, Czarny Pan nie żyje, rodzina jest bezpieczna. To chyba jasne, że ciało zaczęło się upominać, by zadbał o jego potrzeby! Jednak stwierdził, ze musi się jakoś odegrać. Nie był jedyny w tej sytuacji. W sensie wojna i te sprawy. Wstał i ubrał się. Musi wymyślić jak się odegrać. Na dodatek musi odegrać się przed przyjazdem ojca. Miał na to jeszcze kilka godzin. Musi zacząć planować. Ubrał się ciepło i wyszedł. Zbierając jeżyny i inne owoce zaczął myśleć nad planem.

Kilka godzin później wparował do domu z kilkoma pełnymi koszami. Zaniósł je do piwnicy, a w korytarzu pozbył się kurtki i butów. Harry kończył gotowanie obiadu w kuchni.

-Ile mam jeszcze czasu?!- Zapytał.

-ze trzy minuty! Zaraz nakładam!- Padłą odpowiedź. Usatysfakcjonowany tą odpowiedzią pobiegł do sypialni. Z walizki wydobył obcisłe skórzane spodnie. Zdjął wszystko i wstrzymując oddech założył je. Obejrzał się dokładniej w lustrze. Przylegają idealnie! Jeszcze tylko dopasowany obcisły T-shirt i był gotowy. Boso zszedł do kuchni i usiadł przy swoim talerzu. Już od wejścia czuł na sobie badawcze spojrzenie jednak z żadnej strony nie padło ani słowo. W ciszy zaczęli jeść.

-Wiesz, co… pomyślałem o czymś.- Poruszył temat pod koniec posiłku.

-O czym takim?- Zapytał od niechcenia Potter.

-Skoro pieprzysz mnie od dwóch tygodni, powinno zejść z twojego ciała więcej napięcia.

-Nie jestem napięty. Więc nie wiem, o czym mówisz.

-Może nie jesteś zdenerwowany, ale w twojej postawie widać, że mięśnie są zmęczone, napięte.

-Mhm… I co w związku z tym?

-Może już nie pamiętasz, ale przegrałem z tobą wyścig w zbieraniu jabłek i wiszę ci masaż.

-Proponujesz mi go teraz?

-Cóż, mamy jeszcze trochę czasu.- Odparł wzruszając nonszalancko ramionami. Zeskoczył ze stołka barowego i odstawił talerze do zlewu.- Chodź.- Powiedział i biorąc go za rękę zaciągnął do sypialni. Starał się wyglądać na pewniejszego i spokojniejszego niż się czuł.

-Rozbierz się.- Polecił. Potter całkowicie spokojnie ściągną sweter i koszulkę i rzucił je na ziemię. Patrzył na niego wyczekująco.

-Do końca. I potem połóż się na łóżku na brzuchu.- Dodał, widząc, ze Harry czeka na dalsze instrukcje. Z trudem przełknął ślinę czując się coraz bardziej nerwowy. W końcu patrzył na całkowicie nagie ciało ułożone spokojnie na łóżku. Podszedł i usiadł chłopakowi okrakiem na biodrach.

-Masz jakiś olejek?- Zapytał czując się jak idiota, że wcześniej o tym nie pomyślał. Harry bez słowa podparł się na łokciach i wyciągnął z szuflady przy łóżku fiolkę.

-Powinno się nadawać.-Powiedział podając mu fiolkę i znów ułożył się na łóżku. Oglądając fiolkę w jego dłoniach starał się uspokoić. Nie lubił niczego robić połowicznie. Miał cel. Miał plan. Jest Malfoy'em. Nie podda się tylko przez odrobinę nerwów i wykona to, co zamierzał! Głęboko odetchnął. Usiadł nieco wygodniej i zdjął koszulkę. Rzucił ją obok łóżka i roztarł nieco żelu na dłoniach i zabrał się za rozmasowywanie mięśni. Nie spieszył się. Miał minimum dwie godziny. Powoli i systematycznie masował plecy zawsze posuwając się odrobine niżej. W końcu dość niepewnie wymasował pośladki. Po pewnym czasie z lekką ulgą przeniósł się na nogi i zbierał siły na drugą część planu.

-ok! Odwróć się!- Zarządził udając pewność siebie i dla podkreślenia swych słów wymierzył Potterowi lekkiego klapsa w pośladek.

-Nie ma potrzeby. Już jestem rozluźniony. Miałeś racje, że byłem spięty.

-Eh… może i jesteś bardziej rozluźniony i do obecnej sytuacji wystarczy, ale zobowiązałem się do wykonania pełnego masażu… Więc wykorzystam okazje i spełnię moje zobowiązanie. Odwróć się!- Odpowiedział pewnie. Z satysfakcją odnotował ciche westchnienie Pottera. Odwrócił się jednak. Leżąc płasko na plecach nie miał jak ukryć entuzjastycznej reakcji ciała na jego działania. Usiadł znów okrakiem na biodrach gryfona. Ten poderwał się lekko jednak zaraz spróbował rozluźnić i zamknął oczy. Z zadowoleniem rozpoczął dalszą część masażu ignorując erekcję Harry'ego ocierającą się o jego skórzane spodnie. Udawał, że nie zauważa tego, że chłopak stara się leżeć spokojnie i, że jego oddech się pogłębił, a mokra plama na jego spodniach odrobine się powiększyła, jak i jej przyczyna. Tak samo jak starał się ukryć uśmiech satysfakcji, gdy Potter naprężył się i sapnął, gdy masował wewnętrzną część uda. Co jakiś czas również „PRZYPADKIEM" zahaczał palcami sutki. W między czasie zamknął fiolkę i obserwował zegarek.

-Och! Już zaraz czas! Musimy się przygotować na przedstawieniem przed moim ojcem!- Wystrzelił z siebie te słowa w szybkim tempie. Wziął fiolkę, zerwał się z łózka, zgarnął po drodze koszulkę i pognał na dół. Zachichotał zadowolony, słysząc ciche przekleństwo dobiegające zza drzwi sypialni. Dotarł do salonu. Rzucił obok kanapy zmiętą koszulkę, a tuż obok jej nogi postawił fiolkę. Nie było sensu jej chować skoro mieli udawać, że coś zaszło. W końcu Harry dołączył do niego. Zamiast koszulki miał na sobie czerwoną flanelową koszulę w kratę. Jej trzy pierwsze guziki były rozpięte. Pewnie po to by w razie, czego można było zobaczyć ślad po jego ugryzieniu. Odetchnął głęboko. Mimo stresu czuł satysfakcje. Plan się udał i pewnie jeszcze przez całe przedstawienie przed ojcem będzie go męczył. Pierwotnym planem było wymęczyć go podczas masażu, ale te dodatkowe korzyści dopiero teraz dostrzegł. W każdym razie…. Przedstawienie przed ojcem czas zacząć.

8