Rozdział 3

Bum.

Remus przesunął kolano w lewo nim oszczep uderzył w kamień, tam, gdzie przed chwilą była jego noga.

Teraz było już pięć oszczepów wbitych w ścianę, Wszystkie znajdowały się tam, gdzie jeszcze kilka chwil temu był czarodziej. Z tego powodu wilkołak musiał wciąż wyginać swoje ciało, co było trudnym zadaniem z rękami przykutymi nad głową. Jego instynkt i odruchy, które były szybsze niż u zwykłych ludzi, ratowały mu życie o centymetry.

Bum.

Sześć — pomyślał Remus.

Trwało to trzy dni.

Zastanawiam się jak on może to wytrzymać. Wydaje się, że nie musi jeść, spać i nie ma innych ludzkich potrzeb oraz popędów. To prawie tak, jakby nie był człowiekiem!

Remus, zdając sobie sprawę o czym myśli, wybuchnął śmiechem.

Zapomniał tylko, że nie jest sam.

— Jest w tym coś zabawnego? Czy może to wina twojej psychiki? — syknął.

Remus naprawdę starał się powstrzymać… ale skończyło się to na tym:

— Och, nie — powiedział — Ze mną wszystko dobrze. Po prostu zacząłem się zastanawiać, jak byś wyglądał w tiulowej spódniczce. — Remus uśmiechając się z wyższością, wzruszył ramionami. — Sądzę, że nie mogłem się powstrzymać.

Voldemort spochmurniał. Jego szaty zawirowały, gdy zrobił pięć kroków podchodząc do Lupina i łapiąc go za gardło, przez co uzyskał warknięcie od wilka.

— Nie jestem kimś, kogo można lekceważyć — powiedział. Jego twarz była niepokojąco blisko Remusa.

Musiałem zwariować, inaczej mój instynkt samozachowawczy powstrzymałaby mnie.

— Oczywiście. Nie kimś, kogo można lekceważyć, ale kimś, kogo się podziwia i spogląda z pożądaniem, które spala człowieka.

Nie była to odpowiednia rzecz do powiedzenia.

— Aby spoglądać z pożądaniem, które spala człowieka? To bardzo… — Voldemort przekrzywił głowę na bok — twórcze…

— Och proszę, nie bierz tego do siebie — odpowiedział Remus, zanim pomyślał co mówi. — Nie chcę być odpowiedzialny za złamanie twojego serca, a przynajmniej tego, co z niego zostało, gdy nie możesz znaleźć nikogo szczególnego, kto rzeczywiście troszczyłby się o ciebie i kochał.

Trup — tym właśnie był, ale pomimo tego kontynuował.

— A przy okazji, jeśli odnajdziesz taką osobę, to sugeruję, żebyś się o nią troszczył i upewnił się, że jej nie zabijesz. Nie ma na tym świecie zbyt wiele wiedźm skłonnych do pokochania mrocznej kreatury. Zostaniesz sam, jeśli będziesz je zabijał.

Z jakiegoś powodu Remus nie mógł zapanować nad swoimi ustami ani tym, co z nich wychodziło. Pewnie kontynuowałby swój wywód przez całą noc, gdyby Voldemort nie miał innych planów.

W momencie gdy Remus otwierał usta, by powiedzieć kolejny komentarz zagrażający jego życiu, Voldemort pochylił się i przycisnął swoje usta do warg wilkołaka, skutecznie go uciszając.

Zszokowany Lupin nic nie zrobił, gdy Czarny Pan pogłębił pocałunek, przesuwając swoim aksamitnym językiem po zębach wilkołaka.

Wilk będący w Remusie oszalał, pochłonął go zmuszając do obrony i dominacji. Kiedy więc język Voldemorta odnalazł jego, wilkołak był gotowy — zaatakował. Ich języki splotły się w walce.

Niespodziewanie Voldemort wycofał się. Remus pochylił się w jego stronę, wydając niski pomruk w próbie skłonienia go, by wrócił.

Gdyby Lupin nie byłby tak wytrącony z równowagi, zauważyłby, że oddech Czarnego Pana jest płytki i przyśpieszony. Nie byłby wtedy tak zdziwiony słowami, które usłyszał.

— Być może nie chcę czarownicy w moim łóżku, może pragnę czegoś innego.

Z gardła Remusa wyrwał się cichy jęk. Drugi czarodziej zauważył, że w jego brązowych oczach pojawiły się złote plamki.

Pomimo tego Voldemort ponownie ruszył, by uchwycić wargi więźnia. Tym razem został przez nie powitany. Gdy pocałunek się pogłębił, położył swoje dłonie na nagiej piersi Remusa.

Wilkołak wzdrygnął się, gdy zimne ręce czarnoksiężnika dotknęły jego rozgrzanej skóry. Jęknął, gdy Czarny Pan wbił paznokcie w jego ciało.

Jęk zmotywował Voldemorta do tego, by zwrócił swoją uwagę na guzik w jeansach Remusa. Gdy tylko go odpiął, przesunął dłońmi po klatce Lupina w dół, by dosięgnąć i pogłaskać rosnącą erekcję wilkołaka.

Remus, jęcząc, przerwał pocałunek, opierając czoło na ramieniu Voldemorta.

Po kilku posuwistych ruchach Czarny Pan chwycił nasadę członka Lupina, powodując że jego właściciel wygiął się w jego stronę, sycząc cicho.

Bez ceregieli włożył kolano między nogi więźnia, ocierając nim o jego erekcję. Jednocześnie głaskał jego członka jedną ręką. Nie trzeba było długo czekać, żeby Remus doszedł.

Remus, ledwo zachowując resztki świadomości, zauważył, że Voldemort oddycha płytko. Sytuację zmieniło jedno spojrzenie w górę. Zazwyczaj gorejące, czerwone oczy czarnoksiężnika miały teraz zielone plamki, a sam czarodziej patrzył na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

Najwyraźniej nad czymś się zastanawiał, ponieważ po chwili skinął głową i machnął dłonią nad łańcuchem krępującym Remusa. Nagłe uwolnienie spowodowałoby jego upadek, gdyby nie to, że Voldemort stał tuż przed nim.

Gdy się potknął, Czarny Pan objął go w pasie i nakierował na zapomniane w ostatnim czasie łóżko. Nogi Remusa ugięły się. Czarnoksiężnik wylądował na podłodze pochylony między udami leżącego pod nim wilkołaka.

— Wolałbym mieć cię w moim łóżku — powiedział, nie wiedząc jak prawdziwe staną się jego słowa.