Chłopcy bawili się do samego rana. Niektórzy padli wcześniej inni później. Każdy jednak spędził miło czas. Nawet odrzucony Siwon nie zmarnował tej imprezy i zabawił się najlepiej, jak pozwalała mu na to jego emocjonalna burza. Nie chciał zaprzątać sobie głowy odjeżdżającym Gengiem. Wiedział, że nic na to nie poradzi i kiedyś będzie musiał się przyzwyczaić- lepiej dla niego by szybko to się stało. Po prostu oszczędził swoim już zszarganym nerwom niepotrzebnych dodatkowych zamartwień. Było mu bardzo przykro, gdy hyung wyszedł z obojętnością do jego uczuć i gniewem do jego osoby z tarasu. Shi Yuan niczego już nie rozumiał, zgubił się kompletnie, lecz obiecał sobie, iż nawet to nie popsuje mu zabawy. Cóż, trudno, trzeba żyć dalej. W sumie, trzymał się tego dopóki nie wstał rano i nie doszło do jego świadomości to, że zostawia go najlepszy przyjaciel, a co gorsza miłość.

Szczurek usiadł na skraju łóżka kładąc dłonie na skroniach. Zbyt dużo myśli kłębiło mu się w głowie. Nie wierzył w odejście przyjaciela. Tym trudniej było mu to zaakceptować, bo czuł do niego coś znacznie więcej. Co samo w sobie stało się już strasznie dziwne i w ogóle niewytłumaczalne. Że też akurat jego musiał to spotkać!

Mężczyzna puknął się w czoło pięścią z nadzieją, że w ten sposób odgoni nieprzyjemne myśli. Otworzył szafę, oparł się rękoma o jej górne obramowanie i stał tak przez jakiś czas wciąż zastanawiając się, czy to wszystko to prawda. Na szczęście z głębokiego nurtu smutku wyrwało go pojękiwanie śpiących razem Eunhyuka i Donghae. HyukJae wyjęczał coś w stylu „Chodź do tatusia." przysuwając do siebie swojego partnera. Dotarło do Siwona, że musi się wziąć w garść i w końcu zebrać po matkę, bo już jakby był spóźniony, a przecież gonił go czas- umówił się z Hankyungiem na pożegnanie. Nie wiedział do końca, czy chce tego ostatniego spotkania, ostatniej rozmowy. Czuł, że nie ominie go straszliwy ból i to nie taki, jak pozostałych członków SuJu (tęsknota za dobrym kumplem), bardziej coś w stylu „Pozwalam odejść części siebie". Miał jednak także świadomość, iż jeśli nie przyjedzie, nie zobaczy go jeszcze raz, nie wykorzysta jedynej już szansy na spojrzenie w jego oczy i przekonanie się, że „Tak, on nie czuje tego co ja", to będzie pluć sobie w twarz. Musiał mieć pewność. Do tej pory stosunek Chińczyka do magnae bezustannie się zmieniał, ale Shi Yuan wierzył, iż tym razem przyjaciel nareszcie powie mu lub przynajmniej da wyraźnie do zrozumienia, na czym stoi, bo ileż można kogoś zwodzić, tym bardziej, gdy się już nigdy albo chociaż w najbliższym czasie tej osoby nie spotka?

Ciepłe, jaskrawe promienie słońca łaskotały z przyjemną delikatnością jego poliki. Podniósł się do pozycji wyprostowanej rozciągając swoje obolałe mięśnie. Dziwne… nic wczoraj takiego nie robił, a wszystko go bolało. Gdyby nie piękna pogoda, dzień pewnie można by było już wtedy zaliczyć do zmarnowanych, ale dosłyszalne zza okna wesołe śpiewy ptaków i wszędzie dostające się, nawet w najciemniejsze zakamarki, radosne światło od razu poprawiły mu humor. Jednym właśnie z takich ciemnych miejsc było jego serce. Cieszył się, bo jakże się nie cieszyć w taką porę, lecz niestety doskonale wiedział, że za moment całe to szczęście zniknie, rozpłynie się po pstryknięciu palcami. Pragnął mimo to zachować wesołość jak najdłużej się da. Zawsze łatwiej odchodzi się z uśmiechem na twarzy niż dobijającą każdego rozpaczą, a jej miało być tego dnia sporo.

Hankyung bawiąc się poszewką przypominał sobie po kolei twarze najlepszych przyjaciół. Nie chciał nigdy ich zapomnieć. Nie chciał zostawiać swojej rodziny, lecz tak musiało po prostu być. Zobaczą, jak sprawy się potoczą. Zpewnością jeszcze nieraz nadarzy się okazja do spotkania (miał taką nadzieję).

Mężczyzną z chęcią poleniuchowałby w wygodnym łóżku, gdyby nie czas. Tak, wtedy wszystkich gonił. Chińczyk zobaczywszy, że najwyższa pora przyszykować się do wyjazdu na lotnisko w błyskawicznym tempie ubrał się i zszedł na dół. Dzięki pospiechowi nie zastanawiał się nad tym, jak rani Siwona, jak trudne dla niego samego jest to rozstanie, że niewarto ukrywać uczuć i czas najwyższy ujawnić prawdę! Działał automatycznie. W nocy ustalił plan, którego trzymał się wytrwale i musiał go spełnić. W przeciwnym wypadku pozostanie mu tylko przyznanie racji sercu. Teraz jeszcze mógł je oszukać.

W kuchni czekał na Genga cały zespół wykluczając Shi Yuana, Yesunga oraz Shindonga. Dwóch ostatnich pożegnało się z nim wcześniej. Nie zamienił dotychczas ostatniego słowa z najbliższym… kolegą. Han przywitał wszystkich cierpkim uśmiechem- szlag trafił jego zamiar bycia radosnym „Bo tak łatwiej, lepiej". Przez chwilę stał między przyjaciółmi, nikt się nie odzywał. Każdy tylko wlepiał w Chińczyka jakby żałobny wzrok. Ej, on nie umarł, wyjeżdża… "jedynie". Jako pierwszy podszedł do mężczyzny lider, zamykając go w silnym uścisku ramion. Do tego momentu Park jakoś się trzymał, lecz bycie twardym zwyczajnie gryzło się z jego naturą, więc natychmiastowo zalał się strugą łez. Chciał wiele powiedzieć, ale ucisk w gardle pozwolił mu tylko na niezrozumiały bełkot. Scena ta dobiła kompletnie każdego obecnego. Cała 10-tka rzuciła się z rozpaczliwym jękiem na ściskających się kumpli. Geng, tak dobrze ukrywający swoje emocje (przynajmniej, kiedy chodziło o Szczurka), nie potrafił opanować się i ryczał jak bóbr z kolegami. Któż by się nie wzruszył słysząc : „Będziemy ciągle w kontakcie, nie odłożysz nawet na chwilę telefonu", "Już za tobą tęsknimy", „Pamiętaj, dla nas zawsze będziesz członkiem Super Junior". Nikt nie bawił się w męskość. To nie była odpowiednia pora na nie. W takich sytuacjach pozostanie biernym równało się po prostu braku uczuć. Wśród zebranych nie znalazła się osoba nieroniąca ciężkich, w milionowej ilości łez. Hankyungowi było tak niesamowicie dobrze, że nawet nie zwrócił uwagi na niekomfortowy już ścisk. Czuł się chciany, doceniany… kochany. Szkoda, iż ślepota go ogarniała, kiedy ta miłość stawała przed jego nosem. Ślepota? Nie, to raczej strach.

Czułościom nie było końca. Dobrze, że Kyuhyun je przerwał, bo inaczej Han by się udusił.

- Starczy już tego. Zaraz chłopak siny się zrobi. – powiedział, udając jak najdbalej twardego, magnae, lecz nawet on uległ emocjom, a jego łamiący się głos przerywały krótkie pociągnięcia nosem. Cho wytarł spływające mu po polikach pojedyncze łzy z lekką irytacją. Nie lubi ukazywać swoich uczuć, a przede wszystkim słabości przy innych (no chyba, że tym „kimś" jest Zhou Mi). Apro po, Chińczyk stał teraz za partnerem trzymając ręce na jego sylwetce. Zawsze starający się uśmiechać niezależnie od sytuacji Mi tym razem nie był wstanie udawać, robić dobrej miny do złej gry. Od oczu aż po kontur twarzy rysowały się mokre dróżki. Jeśli w ogóle uniosły mu się choćby na chwilę kąciki ust, to tylko po to, by podnieść na duchu odchodzącego przyjaciela. Geng pragnął jak najdłużej odwlec swój wyjazd, ale późna godzina zmusiła go do szybkiego pożegnania z rodziną i wybrania się nareszcie na lotnisko. Każdy z SuJu chciał jechać razem z nim, lecz nie mieli na tyle miejsca w aucie, więc w ostatnich chwilach w Korei potowarzyszyli mu Jungsu, Heechul, Kangin oraz Ryeowook.

Hankyung wraz z Cinderellą znieśli bagaże na dół, akurat trafiając na rozgorzałą kłótnię między liderem a Young Woonem.

- Daj mi te kluczyki! Za dużo wczoraj wypiłeś, nie pozwolę ci jechać. Miałeś już problemy z prawem jazdy, nie pamiętasz? – tłumaczył zaciekle zachodząc w głowę, jak by tu podejść kumpla i wyrwać mu klucze Park.

- Że co! Albo mam poważne kłopoty z pamięcią, albo to ty padłeś jako pierwszy. Ledwo widzisz dziś na oczy. Czyżbyś zapomniał o kacu, który cię rano obudził zrywając z łóżka? Tak przy okazji, to nie wiedziałem, że umiesz tak szybko biegać. – rzucił swą ciętą ripostę Kangin. Spostrzegawczy obserwatorzy zauważyliby, iż na to wspomnienie miny obu mężczyzn, natychmiast się rozpromieniły. Dawało to do myślenia… sposób w jaki wymienili się spojrzeniami. Sprzeczkę ukrócił dziwnie podenerwowany Han spoglądający co chwilę na zegarek.

- Ciężko mi was opuszczać, ale jednak wolałbym dalej żyć. Dlatego Parkuś – złapał przyjaciela za nadgarstek szepcząc – wolałbym ,aby mimo wszystko Kangin prowadził. – cicho parsknął pod wpływem „morderczego" wzroku Leeteuka, który, no cóż, nie jest Kyu i nie umie zabić czy zmanipulować jednym spojrzeniem.

Cała 4 wsiadła do samochodu popędzana bezustannie przez Chińczyka. Pozostali wyszli przed dom żegnając Hankyunga okrzykami i machając. Silnik auta z głośną satysfakcją zacharczał po czym ruszyli. Geng modlił się, by udało im się ominąć korki, inaczej Siwon mógłby jeszcze zdążyć złapać go na lotnisku. Lider dostrzegłszy obgryzającego najwidoczniej ze zdenerwowania paznokcie i zapatrzonego w okno mężczyznę doszedł do wniosku, że coś jest nie tak. Coś przegapił. Nagle go oświeciło. Owszem, nie pamiętał zbyt wiele z imprezy, ale był pewien, iż Shi Yuan jeszcze nie powiedział wyjeżdżającemu „część". Przynajmniej ostatecznie. W jego, tego dnia wolno działającej, główce zaczęło wszystko się układać. Musiał się upewnić:

- Geng, Siwon nie mówił nic, że przyjedzie? Może będzie czekać na ciebie na miejscu? – Chińczyk spojrzał na niego z zakłopotaniem i małym lękiem w oczach (tak jak się spodziewał) . Magnae udzielił odpowiedzi dopiero po chwili zastanowienia… głębokiego i jakby sprawiającego mu ból.

-Nie, porozmawialiśmy wczoraj. – powiedział to tak szybko, jakby chciał, by obiło się tylko o uszy i nikogo nie zainteresowało, lecz Park zna go wystarczająco długo, by wiedzieć, co zamierzał i nie dać się tak łatwo oszukać. Lider otworzył usta w celu wyciągnięcia dalszych informacji, ale Han skutecznie go zamknął zwracając się z prośbą do prowadzącego o przyspieszenie „Bo nie zdążę!". Jungsu wtedy właśnie pozbył się wątpliwości. Skarcił Genga surowym spojrzeniem i zamilkł. Z chęcią napisałby do Siwona powiadamiając go, że jadą na lotnisko, ale to byłoby wtrącanie się w nieswoje sprawy. Pragnął szczęścia obydwu przyjaciół, lecz nie wiedział jeszcze do końca, jak to pogodzić. Gdyby tylko miał pewność, co czuje do Szczurka Hankyung, nie wahałby się ani sekundy i nawet zadzwonił po Shi Yuana. Ale jeśli Chińczyk aż tak starał się wymknął sprytnie, to na pewno miał ku temu powody. Trudno, zobaczy się, co los przyniesie. Najwyżej później mu trochę pomoże, na razie nie był przekonany. Han zerkał ciągle na godzinę. Ze zdenerwowania tupał nieświadomie nogą, co nie umknęło uwadze lidera, wciąż zastanawiającego się, co zrobić. Samochód stał w nienormalnie długim, na jakieś dobre parę kilometrów, sznurze aut. Chińczyk miał pusty wzrok wlepiony w szybę. Wydawało się, iż na coś patrzy, ale to były tylko pozory i jego wyuczona gra. Tak naprawdę, świat za oknem dla niego nie istniał. Nawet nie zauważył młodego chłopczyka machającego do niego z wielkim, radosnym uśmiechem na pociesznej buźce, który dostrzegłszy obojętność mężczyzny aż sam posmutniał. Tak, ta rozpacz i cierpienie w oczach, w całej osobie Han Genga zarażały wszystkich wokół. Nawet jadący wraz z nim koledzy nie mieli ochoty na żadne żarty i to nie przez jego wyjazd (chociaż to także), lecz ten dziwny, niejasny dla wielu pośpiech. Leeteuka bolało to tym bardziej, ponieważ wiedział o tym, co zdarzyło się między Siwonem a Gengiem, bo miał świadomość, jak to zrani Szczurka. Nie mógł nic konkretnego powiedzieć na temat przeżyć Hana, bo kompletnie pogubił się w jego stosunkach do przyjaciela. Jedynie Shi Yuan klarownie dawał znać, że czuje do swojego ulubieńca zdecydowanie więcej, natomiast drugi… był dotychczas niezdecydowany. Dotychczas, bo podczas podróży na lotnisko z jego twarzy aż wylewała się pewność popełnianych przez niego czynów.

Hankyung spojrzał ponownie na rękę. Została mu jeszcze tylko godzina do odlotu, a później będzie zmuszony czekać na następny samolot, lecz wtedy to już zpewnością Siwon zdąży dojechać na pożegnanie, co było wykluczone. Chińczyk już zakończył to przedziwne „coś", co zrodziło się między nimi, przynajmniej ze swojej strony. Był przekonany, że problem rozwiąże się samoczynnie, kiedy tylko wyjedzie, ale ostatnie spotkanie z kochankiem przed samym wylotem mogłoby wszystko skomplikować. Dać im obojgu jakąś niepotrzebną nadzieję, czy jakoś pobudzić ich durnowate emocje. Geng zdecydował – „Nic z tego szaleństwa nie wyjdzie!" – krzyczał we własnych myślach. Przeniósł wzrok z zegarka na stojący przed nimi samochód, na kolejny i następny, i następny… dalej… Nie, nie cały jego plan nie może zostać spartaczony przez głupi korek! Szukał w głowie jakiegoś rozwiązania, możliwej innej drogi i na szczęście (dla niego) znalazł. Wyjaśnił szybko Kanginowi, jak ma dojechać bocznymi ulicami na lotnisko. Oczywiście, obecnych w aucie kolegów tym pomysłem zdołował, dobił doszczętnie, zwłaszcza ukazując swoją trudną do ukrycia satysfakcję i nieprzemożną radość. Wszyscy poza Parkiem czuli się odrzuceni i zawiedzeni. Jak Han Geng może tak bardzo pragnąc tego wyjazdu! Nikt oprócz, świadomego prawdziwych powodów gonitwy czasu, lidera, nie wiedział przed kim tak naprawdę Chińczyk chce uciec, że to nie przed nimi, ale Szczurkiem, a w rzeczywistości, to własną głupotą i tchórzostwem.

Ich samochód pomykał wąskimi uliczkami. Nic już nie stawało im na drodze. Hankyung tak szczęśliwy z tego, iż uda mu się zdążyć na wcześniejszy samolot, nie zwrócił uwagi na zrozpaczonych przyjaciół. Gdy przeleciał po ich zbolałych, w przypadku Parka i Ryeowooka mokrych od wolno cieknących łez twarzach, od razu zrobiło mu się niesamowicie głupio. Nawet Heechul, przeważnie zapatrzony w siebie, miał wtedy posępną minę. Geng próbując dać jednak znać rodzinie, że on także cierpi i nie chce odjeżdżać, przytulił się do siedzącej obok Cinderelli. Mężczyzna był lekko zszokowany nagłą zmianą zachowania kolegi, ale zdawszy sobie sprawę, że tak naprawdę on wcale się nie cieszy z odejścia, od razu zapomniał o swoim fochu i odwzajemnił uścisk. Pozostali patrzyli na przytulających się przyjaciół z radością w sercu i ulgą. Jungsu też poweselał, bo bał się, iż ucieczka przed Shi Yuanem całkiem zaćmiła umysł Chińczykowi przez co, nie przypomni sobie, że przecież poza Szczurkiem ma jeszcze innych kumpli, z którymi przydałoby się należycie pożegnać.

- Wybaczcie, chłopaki. Po prostu tak się stresuję, że chciałbym mieć to wszystko już dawno za sobą. Uwolnić się od tej męki i jakoś próbować poukładać życie na nowo. – głosie Hankyunga dało się słyszeć bardzo szczerą skruchę i żal do samego siebie, a także prośbę o zrozumienie. Trochę naciągnął fakty, ponieważ najbardziej (przynajmniej w tamtym momencie) próbował uporać się ze swoją perturbacją dotyczącą wykiwania Siwona, ale nie róbmy z niego jakiegoś bezdusznika. On wciąż kochał i kocha SuJu! Każde rozstanie jest mordem.

Jadącym humor trochę się poprawił ,lecz nie na długo, bo zza horyzontu już wyłoniło się lotnisko.

- Daj… – powiedział z wyrzutem Teuki do Han Genga chwytając za jedną z wielu jego walizek. Koreańczyk chyba przez najbliższy czas będzie wypominać magnae jego… chamską przebiegłość. Hankyung czuł się okropnie okłamując swojego najlepszego przyjaciela, ale jeśli kiedyś znowu miałoby być między nimi normalnie, to musieli skończyć z tą dziecinadą i kompletnym absurdem. W sumie uważał, że to on sam zachowuje się jak bachor, lecz to wszystko Siwon zaczął. Nie wiadomo skąd mu to do głowy przyszło. Po co!

Chińczyk nie potrafił znieść oskarżycielskiego spojrzenia Jungsu, który najwidoczniej domyślił się, co jest grane, ale żaden z niego głupek. Niech tylko zastanowi się nad konsekwencjami, a wszystko zrozumie… że oni nie mogą zostać parą! Racja, jest QMi, EunHae, ale ileż par może zaakceptować Entertainment i E.L.F., dajmy spokój! Więcej nie przejdzie.

Pół godziny do odlotu. Mężczyźni, tym razem już spokojnie, zabrali bagaże i udali się na odprawę. Geng starał się nie kontrolować przesadnie godziny, by nie zrobić przykrości kolegom, ale i tak denerwowało go ślamazarstwo innych ludzi.

Stał niepewnie w kolejce, przystając z nogi na nogę. Dla opanowania nerwów wdał się w pogawędkę z przyjaciółmi, zadowalając ich tym posunięciem. Jemu samemu dobrze zrobiła ta rozmową pełna dowcipów, przekomarzań i wygłupów. Aż nie zauważył, gdy zatrzymał się przy bramkach i poproszono go o dokumenty.

Shi Yuan wrócił właśnie do domu. W podskokach wpadł do środka, szczęśliwy na samą myśl, o spotkaniu z kochankiem, jednak niestety niesamowicie się zawiódł, kiedy przywitały go smutne spojrzenia kumpli i… nieobecność Genga. Z początku nie zaczaił, dopiero, gdy spytał się, gdzie reszta i uzyskał dość zaskakującą odpowiedź równie zdziwionych przyjaciół, jego najmniejsza nadzieja umarła. Tłumaczył się przed nimi, że jechał jak najszybciej mógł, że próbował, sądził, że zdąży. Paplał do nic nie rozumiejących chłopaków, aż w końcu jeden z nich powiedział, że to nie jego wina. Nie było opcji, by przyjechał na czas, ponieważ Han wyjechał bardzo wcześnie, wcześniej niż planował. Siwona zamurowało, nie wierzył w to, co doszło do jego uszu. Jak to… wcześniej? Umówili się… Stał jak wryty na środku salonu gapiąc się z namiętną miną człowieka ciężko myślącego w podłogę. Och, wiedział w głębi, iż został wystawiony, ale przyznanie tego faktu zbyt bolało, więc przez jakiś czas (dla niego trwający wieczność) łudził się, że zaszło jakieś nieporozumienie.

Mężczyźni przyglądali się niepewnie koledze. Jak najbardziej dziwiło ich to, że Hankyung nie poczekał na swojego ulubieńca, ale nic nie podejrzewali, bo skąd mieliby cokolwiek wiedzieć. Szczurek rozmyślałby jeszcze pewnie długo nad tą sytuacją, lecz obudził go Sungmin pytając się, czy aby wszystko w porządku. Słowa nie podziałały za pierwszym razem, więc Lee zdecydowanie go szturchnął. Magnae podniósł tępy i zarazem męczeński oraz zaskoczony wzrok, następnie nie odezwawszy się w ogóle, wybiegł z domu.

Kiedy wjechał na główną ulicę prowadzącą na lotnisko, ogarnął go ogromny gniew. Jak zwykle wszystko musiało działać przeciwko niemu. W panujących warunkach dojechałby zapewne na miejsce dopiero za jakieś 2 godziny. Musiał coś wymyślić, bo inaczej ominie go… no właśnie co? Han Geng i tak zdawał się nie interesować zaistniałą między nimi sytuacją, wręcz uciekał od niej. Nie no, brak zainteresowania nie jest dobrym określeniem. To był zdecydowanie lęk albo niechęć. Mimo to, Siwon i tak szaleńczo pragnął zobaczyć hyunga. Nie pogodziłby się z odrzuceniem z jego strony, ale wbrew temu, z jakichś niewyjaśnionych (przynajmniej bardzo trudnych do określenia) przyczyn czepiał się tej ostatniej możliwości spotkania. Na pewno przysporzy mu to ogromnych zmartwień i zawodu, a nawet pogrąży w nieprzemożnej rozpaczy, lecz wolał tę opcję od plucia sobie w twarz i ciągłych wyrzutów sumienia: „Bo może jednak coś, by się zmieniło.".

Droga była tak zapełniona samochodami, że z góry pewnie wyglądała jak jeden wielki, kolorowy tasiemiec. Ludzie wciskali się swoimi autami na żyletki, jakby jakkolwiek miałoby to im pomóc. Shi Yuan uderzył ze złości pięściami w kierownice przypadkiem trafiając w głośno dźwięczący klakson. Wszyscy wokół zaczęli patrzeć na niego z wyrzutem i oskarżycielskim mordem w oczach. Niektórzy nawet gniewnie gestykulowali, ale zachodzący w głowę, jak tu dostać się w najszybszy sposób na lotnisko Koreańczyk olał ich wszystkich. Obgryzając ze zdenerwowania paznokcie włączył GPS-a. Uważnie przyglądał się mapie miasta drapiąc się w momentach zastanowienia po czarnej czuprynie. Nie znalazłszy żadnej innej drogi rzucił automatycznie niecenzuralne słowo, poczym prędko przeprosił sam siebie za takie słownictwo. Otworzył okno i wychyliwszy głowę spojrzał przed siebie z nadzieją na ujrzenie jakiegoś, jakiegokolwiek ruchu… oczywiście bezskutecznie. Oparł ciężko głowę o zagłówek jedną rękę trzymając w pozie zimnego łokcia. Ciepłe powietrze gładziło jego skórę i wlatywało do samochodu sprawiając tak prostą czynność jaką jest oddychanie czymś ponad granice. Siwon włączył klimatyzację. Chłodny podmuch świeżości od razu polepszył jego stan i ułatwił działanie mózgu. Mężczyzna starał się nie myśleć o tym, jak to Geng nieładnie go potraktował, szukając wciąż pustej ulicy w swojej pamięci. Nic, nic, nic: „Cholera jasna!" krzyknął sam do siebie, zwróciwszy na swoją osobę uwagę jakiegoś mężczyzny w aucie obok, który najwidoczniej usłyszał jego użalanie i poklepał się palcem z dezaprobatą po czole, dając Szczurki znać, że uważa go za jakiegoś debila. To tylko jeszcze bardziej wzburzyło Koreańczyka, który z jeszcze większą pieczołowitością przelatywał w myślał po wszystkich ulicach jakie znał w stronę lotniska. Nagle ujrzał małego chłopczyka w aucie przed zwróconego do niego twarzą. Jego, chyba, rodzice odwracali się ciągle ciągnąc malca za koszulkę, by usiadł zgodnie z kierunkiem jazdy. Dziecko miało smutną minę. Z jego twarzy wylewał się żal i coś w rodzaju zawodu. Osóbka w takim wieku powinna być pełna życia i radości, lecz ten maluch wydawał się świadkiem czegoś naprawdę dołującego, co teraz niszczyło jego dziecinną niewinność i beztroskość. Siwonowi zrobiło mu się go strasznie żal i mimo swojego równie niepozytywnego humoru, uśmiechnął się do chłopca, który z początku zareagował jeszcze większym przygnębieniem, ale po chwili odwzajemnił się wesołym, szerokim, dziecinnie słodkim wyszczerzem. Mężczyznę wtedy magicznie oświeciło. Spojrzał ponownie na mapę upewniwszy się tylko o swojej nieomylności i błyskawicznie nie słuchając wyzwisk z ust innych kierowców pognał samochodem w wąską, mieszczącą się między budynkami, od tego ciemną, uliczkę.

Hankyung bez problemów przeszedł przez kontrolę strażników, następnie po raz ostatni pożegnał się z 4 przyjaciół. Koledzy nie mogli wyrwać się ze swoich uścisków. Czekali do samego końca z pożegnaniem, aż niestety z megafonów usłyszeli informację o zbliżającym się odlocie i prośbie, by wsiąść już do samolotu. Han Geng ze skrywaną satysfakcją pomachał z trudem powstrzymującym się od płaczu kumplom sam w rzeczywistości bliski rozryczenia się jak skrzywdzone dziecko, następnie zniknął w moście łączącym bezpośrednio lotnisko z maszyną. Chińczyk zajął z ulgą swoje miejsce przy oknie, na razie nikt się nie zjawił na siedzenie obok. Może mu się uda i będzie lecieć sam. Zadziwiające było to, jak tego dnia wszystko szło po jego myśli. Odetchnął spokojny z pewnością, że Siwon nie zdoła go złapać. Właśnie… Siwon. Han zapatrzył się w niebieski fotel przed sobą przypominając sobie twarz ulubieńca. Na pewno dowiedział się już, iż wszystko zostało z góry zaplanowane przez Genga, który złudnie liczył na to, że przyjaciel pogodził się z taką formą rozstania. Serce mu pękało na wyobrażenie sobie innej opcji… że jednak magnae tak naprawdę nie jest w stanie przyjąć tego z kamienną twarzą i cierpi teraz straszliwe męki przez niego. Może siedzi w swoim pokoju wypłakując łzy w ściśnięte i przyciskające do oczu pięści szlochając z głośnym protestem. Z jednej strony nienawidził takiego obrazu, zwłaszcza zdawszy sobie sprawę, iż to jego wina, ale z drugiej… zadowalało go to, jak Shi Yuanowi na nim zależy. Dlatego tym trudniej było mu przyjąć wiadomość, że wyjeżdża bez żadnego wyjaśnienia, nawet pożegnania. Wzrok nadal miał wlepiony w fotel. Brwi lekko zbliżyły się do siebie i marszczyły jakby mężczyzna patrzył na słodko roniącego łzy dzieciaczka, którego z chęcią by przytulił. Chińczyk widział tam przez moment małego, zranionego chłopca… dopóki z zamyślenia nie wyrwała go stewardesa, pytając się, czy niczego nie potrzebuje. Otrząśnięty z latających mu po głowie obrazów Hankyung pokiwał jej tylko uprzejmie dziękując. Rozsiadł się wygodnie, zapiął pasy według zaleceń głosu z głośników i spojrzał w okno.

Szczurek zaparkował auto wpychając się niegrzecznie w wolne miejsce jakiemuś mężczyźnie, ale nie interesowało go to kompletnie. Liczyło się jedynie, aby zdążyć. Jeśli później nadarzy się okazja, przeprosi go za swoje zachowanie, lecz teraz nie miał zwyczajnie na to czasu. Biegiem puścił się do wejścia, a następnie w stronę tablicy informacyjnej. Na jego twarzy rysowała się determinacja. Po prostu musiał wygrać ten wyścig z czasem. Zawsze starał się być miły i kulturalny, ale wtedy ludzie tylko mu wadzili. Chodzili niepewni dokąd mają się udać zachodząc mu bezustannie drogę. Siwon rzucił okiem błyskawicznie na planszę i znalazłszy interesujący go numer bramy od razu popędził w jej stronę. Na szczęście zna to lotnisko prawie w całości, a przynajmniej tę część, więc wiedział jak bez większych problemów dojść do tego wejścia. Byłoby wszystko cacy, gdyby nie powolne ruszy innych podróżujących. Wszelka jego kulturalność w tamtym momencie zanikła. Przepychał się między ludźmi, aby tylko dotrzeć na miejsce. Ze strachem w oczach skierował wzrok na widoczny przez wielkie, przejrzyste szyby pas startowy. Samolot jeszcze stał, a pasażerowie chyba właśnie weszli. Szczurek nieświadomie ominął grupkę swoich przyjaciół. Jak widać, nikt dla niego nie istniał chwilowo oprócz Genga. Koledzy próbowali go zatrzymać wołając, ale mężczyzna był głuchy na ich okrzyki. Dobiec, tylko dobiec. Wskoczył do mostku, lecz natychmiastowa interwencja ochrony pokrzyżowała jego plany. Dwójka starszych mężczyzn zatrzymała go i wyprosiła z przejścia. Siwonowi w ogóle to się nie podobało, ale gdyby teraz zaczął się z nimi kłócił, to tym bardziej już nic by nie wskórał. Potulnie ich posłuchał i stanął przed szybą spoglądając rozpaczliwie na samolot. Zaglądał we wszystkie okna z nadzieją ujrzenia kochanka, lecz na próżno. Przycisnął dłonie do zimnej szyby. Nagle poczuł na ramieniu czyjąś rękę mocno go ciągnącą w swoją stronę. Pod siłą nieznajomego Szczurek odwrócił się. Stał przed nim z troskliwym, zarazem współczującym wyrazem twarzy lider. Jego dłoń coraz mocniej zaciskała się na barku kolegi. Kiwając powoli głową w negatywnym geście, cicho powiedział z wielkim żalem w zdecydowanym, ale łamiącym się głosie:

- Doskonale wiesz, że on już odleciał. – Park chciał pocieszyć Shi Yuana, ale najpierw trzeba było wyrwać go z tej próżnej nadziei, pomóc przejrzeć. Szkoda, iż musiał zrobić to akurat Jungsu, ale w końcu przecież jest najstarszy i tzw. „mamusią". Ma zobowiązania. Hyung patrzył mężczyźnie prosto w oczy, próbując złapać jego uciekające spojrzenie. Siwon jednak walczył zaciekle gapiąc się w podłogę, jakby zaraz miało ukazać się na niej rozwiązanie wszystkich jego problemów. Wciąż nie podnosząc wzroku odburknął uparcie:

- Samolot nadal stoi. – nabrał nieświadomie powietrza w poliki.

- Co z tego? On nie wyjdzie, czyli teoretycznie jakby już wyjechał. – prawda zabijała od środka, ale była prawdą. Magnae nie może przecież żyć w ułudzie, że kiedyś jakoś się ułoży, skoro wiadomo, iż nic z tego nie będzie. Lepiej, aby po prostu fakty nim wstrząsnęły nawet drastycznie. Przynajmniej dojdzie do jego zagubionego łba na czym stoi. Park najchętniej przytuliłby przyjaciela i pocieszył go najlepiej, jak umie, ale tamta chwila wymagała stanowczości i niestety wbicia sztyletu jeszcze głębiej. Paradoksalnie tylko to mogło wtedy uratować Siwona przed szaleństwem i przemianie każdego jego dnia w chorą bajkę.

Szczurek nie przestając kręcić głową, powoli, krok za krokiem, odsuwał się od lidera bezustannie szukając odpowiedzi w czystej posadzce. Kiedy smutne oczy przerzuciły się na osobę hyunga jego serce na moment się zatrzymało pod przygnębiającym ciężarem cierpienia emanującego z twarzy magnae. Shi Yuan przekonany o słuszności słów kumpla, odwrócił spojrzenie po raz ostatni na maszynę i (szlag by to trafił) wtedy dostrzegł przez małe okienko przyglądającego mu się Genga.

To co zobaczył przeraziło go do szpiku kości. Nie był to zwykły strach taki jak przed… pająkami (ha), czy nawet śmiercią, lecz pustką, nicością rodzącą się z rozdzielenia duszy. Z Hankyunga właśnie ulatywała połowa jego istoty, zamknięta w złotej klatce oczekując uwolnienia, które nigdy nie nadejdzie, chociażby przez bojaźń właściciela. Han Gengowi nie trzeba było tłumaczyć, że jego miejsce jest obok Szczurka. Bezustannie jednak odpychał od siebie tę oczywistość. To zaskakujące jak w człowieku mogą jednocześnie żyć dwie różne, co gorsza przeciwne, myśli. Wnętrzności Chińczyka bulgotały gotując się w garze własnej głupoty. Próba oszukania samego siebie dorzucała opału podsycając ogień bezsensownych kłamstw. Mężczyzna uparcie trwał w marnym przekonaniu, że to najlepsze rozwiązanie, że nic ich nie łączy, a, cóż, łączy i to bardzo mocno. W końcu dlatego jego sens życia postanowił zrobić sobie przerwę. Han zdawał się widzieć tylko stojącego na wprost lidera Siwona przeczącego zaciekle wypowiadanym przez hyunga słowom. Siedzący w samolocie poddawszy się całkiem swoim uczuciom przejechał palcem po postaci ulubieńca. Zamiast chłodnego szkła pod opuszkiem poczuł dziwne ciepło, wręcz gorąco bijące, jednak jedynie w miejscu, gdzie widniała sylwetka magnae. Nagle odchodzący od Parka Shi Yuan odwrócił głowę przyglądając się maszynie wyłupiastymi oczami.

Szczurek nie zastanawiając się w ogóle nad tym, co robi, puścił się biegiem na ruchome schody zjeżdżające w dół. Przed sobą widział tylko przyciskającego nos do szyby kochanka. Pędził do niego jakby był jego odwiecznym celem. Nie przystając ani na sekundę obadał błyskawicznie sprawę. Dwóch zmizerniałych może i młodych, ale chuderlawych strażników… Poza nimi nikt więcej. Drzwi dla personelu prowadzące na pas startowy stały otworem. Koreańczyk w mgnieniu oka znalazł się przy nich i modląc się, by nie były zablokowane, popchnął je z szaleństwem w oczach.

Han Geng przyglądał się uważnie wyczynom Siwona. Przez duże, przejrzyste szyby lotniska doskonale wszystko widział: jak Szczurek przemyka między innymi ludźmi, jak przeskakuje przez poręcz schodów z determinacją dostrzegalną w każdym jego ruchu. Uświadomiwszy sobie co się dzieję i zobaczywszy, jak magnae dochodzi do wyjścia, otworzył aż z zaskoczenia i niedowierzania buzię. Shi Yuan przekraczając parę metrów zatrzymał się nieopodal samolotu w zasięgu wzroku Chińczyka. Ze łzami w oczach, trudno było je zauważyć, ale Han po prostu czuł je, Siwon wymachiwał w jego kierunku rękoma. Nie krzyczał, w sumie wystarczała jego postawa, jego zrozpaczona mowa ciała. Maszyną nagle zatrzęsło, a siła nabieranej prędkości wbiła Hankyunga w fotel, który tracąc przyjaciela ze wzroku przechylił się pod kątem, by jak najdłużej móc go widzieć. Mężczyzna opuścił właśnie marnie swoje ręce i nie spuszczając spojrzenia z samolotu, a dokładniej z siedzącej w nim tej jedynej osoby, pozwolił się obezwładnić ochroniarzom. Z polika hyunga spłynęła na zimną już szybę łza pełna goryczy, symboliczna kropla krwawiącego serca.