Rozdział 4
Osusz te łzy
Kiedy wsiadła do auta, zdała sobie sprawę, że wciąż trzyma jego kurtkę. W pierwszym odruchu chciała ją rzucić na ziemię, podeptać i zapomnieć o Keithie; wymazać go ze wspomnień. Ale nie zrobiła tego, w zamian zakładając kurtkę na siebie, gdy otulił ją znajomy zapach, który nigdy już nie miał jej opuścić. Cieszyła się, że wyszła z tą jego kurtką, bo teraz zawsze miała mieć przy sobie jego część, bez względu na to, jak bardzo on nie chciał by tak było. Odkąd go poznała zawsze nosił tę kurtkę i teraz dla niej było to teraz bardziej wyjątkowe niż cokolwiek.
Jechała do domu z myślami o nim. Jeśli tego chciał, już jej więcej nie zobaczy. Miała jednak nadzieje, że to nie była prawda, że zadzwoni, że wszystko jeszcze wróci do normy.
Aż nagle, w głębi duszy, poczuła, że prawda ją przytłacza. Słowa, które rzucił jej w twarz, pozbawiły życia jej nadzieję, stawiając między nimi mur i dystans tak duży, że nie miała punktu zaczepienia.
Pojawiła się w domu szybciej niż by sobie życzyła. Drżącą ręką odpięła pas i powoli powlokła się w stronę domu. Otwierając drzwi, nie spodziewała się krzyku, jaki ją dobiegł.
-Gdzieś ty była, Natalie? Minęło prawie pięć godzin. Wychodzisz z domu, nie mówiąc nikomu dokąd idziesz a potem nawet nie odbierasz komórki! – krzyczała jej matka.
Natalie potrząsała głową, nieco zszokowana. Zupełnie zapomniała powiedzieć rodzicom, gdzie była. Myślała tylko o Keithie. Nie potrafiła nawet dbać o to, że się o nią martwili.
-Nie mogę się teraz tym zająć – wyszeptała, patrząc w oczy rodzicom.
Caroline zmarszczyła brwi w gniewie, ale spojrzawszy na to co ma na sobie Natalie, zapytała
-Czyją kurtkę masz na sobie? Byłaś z jakimś chłopcem? Doprawdy, Natalie, myśleliśmy, że masz więcej rozumu. – Zbliżyła się, chcąc przyjrzeć kurtce dokładniej.
Natalie odsunęła się od niej, skutecznie unikając dotknięcia matki.
Jej tato, Pete, przemówił, nie dbając czyja to w istocie kurtka.
-Natalie, matka i ja mamy tego dosyć. Usiądziesz teraz i powiesz nam o co chodzi.
Powiedzieć im o co chodzi? Mamo, tato. Zakochałam się w chłopaku który umiera na raka. Na pewno nie! Nie powie tego. Wydawało się zbyt bolesne. O, a do tego wszystkiego, on nie chce mnie widzieć. Nigdy im o nim nie powie. Gdyby o nim wiedzieli, po jego śmierci, chcieli by o nim rozmawiać, przywoływali by go we wspomnieniach, sprawiając że musiałaby się wysilić na mówienie o nim. To było coś, z czym nie sądziła, by mogła sobie poradzić.
Łzy zamazały jej widok i jej rodzice to zauważyli.
-Natalie, jeżeli dzieje się coś złego, pomożemy ci. Ale ostatnio nie jesteś sobą. Co się z tobą dzieje? – zapytała jej mama łagodnie.
Przepchnęła się między rodzicami.
-Nic. Dajcie.. Dajcie mi spokój. Nie mogę teraz z wami rozmawiać.
Rozpłakała się, gdy tylko weszła do pokoju.
Trzymała w dłoniach kubek kawy, obserwując parę unoszącą się nad nim. Minęły trzy dni odkąd z nim rozmawiała i chociaż bardzo chciała, nie mogła przestać o nim myśleć. Nie zadzwonił. Ignorował ją. A to łamało jej serce.
Brooke siedziała na przeciwko, czytając menu i decydując, które z ciast wybrać. W końcu podjęła decyzję, odłożyła kartę i podniosła wzrok.
-Natalie – zaczęła cicho. – Co z tobą ostatnio? Martwię się o ciebie.
-Nic mi nie jest, naprawdę. – Spojrzała na przyjaciółkę, trochę zaniepokojona jej słowami. – Czemu wszyscy mnie o to pytają?
-Bo coś w tym jest – powiedziała łagodnie. – Możesz mi wszystko powiedzieć, wiesz – dodała. Patrząc na jej twarz, wiedziała, że Brooke naprawdę chciała znać przyczynę. Ale Natalie nie mogła jej powiedzieć. Nie zrozumiałaby.
-Nic złego się nie dzieje – odparła, patrząc w dół znów na swój kubek z kawą.
-Jasne – dodała Brooke, wciąż nie spuszczając silnego wzroku z Natalie.
Chciała by przestała. Ciągłe ponaglenia i skupiony na niej wzrok naprawdę zaczynały ją kłopotać. Wreszcie przyszła kelnerka, tymczasowo przejmując uwagę Brooke. Zamówiły po kawałku ciasta. Minęła chwila niezręcznej ciszy, zanim Brooke zebrała odwagę, by przemówić.
-Natalie…
Przerwała jej szybko. – Słuchaj, możemy nie rozmawiać o, cóż, o tym już nigdy?
Brooke skinęła niechętnie. – Dobra, spoko. W każdym razie, jak tam idą plany na studia? Wybrałaś już klasy, do których będziesz chodziła?
Natalie potrząsnęła głową. – Hmm… właściwie nie. Ja…Ja jeszcze nie wiem co zrobię. Może Community College, jest niedaleko stąd, albo poczekam semestr z pójściem na studia. Jeszcze nie jestem pewna – zakończyła słabo.
Brooke zakrztusiła się kawą na szokujące słowa Natalie. Odchrząknęła, zanim powiedziała
– Myślisz o pójściu do Community College albo nie pójściu wcale? Serio, Natalie, dostałaś się do Duke. Rozumiesz, nie ma nic złego w Community College, ale przyjęcie do Duke to nie jest coś, co sobie odpuszczasz. Wiem, ze nie chcesz bym to mówiła, ale to jest nienormalne. Co się z tobą dzieje? Stało się coś, co zupełnie przeoczyłam?
Tak, pomyślała Natalie sarkastycznie. To Keith, ale nie mogę ci powiedzieć, bo ty nic nie rozumiesz.
-Zmieniłaś się. Nie jesteś taka, jaką cie znałam – dodała Brooke.
-Taa, ludzie się zmieniają, no nie? - odparła kąśliwie.
-Po prostu nie rozumiem – mruknęła właściwie do siebie Brooke, wracając do swojej kawy.
Problem polegał na tym, że Natalie też nie rozumiała. Zmieniła wszystko w swoim życiu dla Keitha i tego krótkiego czasu, jaki im pozostał. Wiedziała, że tak naprawdę nie pójdzie do Duke w tym semestrze. Bycie teraz z Keithem było dla niej najważniejsze. A jeśli Keith umarłby przed końcem roku, i tak nie poradziłaby sobie z uczelnią. Duke mogło poczekać, a jeśli nie przyjęliby jej gdy będzie gotowa, zawsze może pójść do innej szkoły. Nawet jeśli to wiedziała, nie rozumiała po co to robi. Keith określił dość jasno kilka dni temu, że nie chce mieć z nią nic wspólnego. Po co wciąż myślała, że będzie przy nim? Czemu po prostu nie ruszyła na przód, by o nim zapomnieć? To nie mogło być aż tak trudne, prawda?
Problem w tym, że nie mogła ruszyć. To było aż tak trudne.
Siedziały cicho, aż kilka minut potem, Brooke powiedziała coś, co sprawiło, że serce zamarło jej w piersi.
-Natalie, to Keith.
Popatrzyła w miejsce, które wskazała Brooke. To był Keith. Spojrzała na to, jak wygląda. Nie wydawał się wyglądać ani trochę lepiej niż kilka dni wcześniej.
Po zebraniu się w sobie, powiedziała – Taaa. No wiesz. – Głos miała cichy i suchy. Chociaż się starała, nie mogła oderwać od niego oczu.
-Nie podejdziesz się przywitać? – zapytała Brooke, gdy się odwróciła. Kelnerka przyniosła ich ciasta, zasłaniając Natalie widok.
-Eee…nie. – Potrząsnęła głową, biorąc widelec.
Brooke rzuciła jej zdezorientowane spojrzenie, ale nie pytała o nic, zamiast tego odwracając głowę, by jeszcze raz spojrzeć na Keitha.
-Nie wygląda za dobrze.
-Nie – odpowiedziała ze ściśniętym gardłem. – Nie wygląda.
-Zastanawiam się co z nim jest nie tak. Wiesz może? – zapytała.
-Nie mam pojęcia – skłamała Natalie. – Może ma grypę albo coś takiego.
Brooke odchrząknęła. - Nie rozmawialiście? – zapylała.
-No, nie za bardzo. – Natalie zamknęła oczy, by powstrzymać napływające łzy.
- Co się stało? – zapytała, a Natalie zesztywniała na radość bijącą z jej głosu.
Wzruszyła ramionami i dziobnęła swój kawałek ciasta. Nie chciała o nim rozmawiać. Tak naprawdę jedyne, czego chciała, to wyjść. Było jej zbyt ciężko nawet przebywać z Keithem w jednym pomieszczeniu.
-Pokłóciliśmy się, coś w tym rodzaju.
Nie mogła się powstrzymać i spoglądała co kilka sekund na Keitha. Był ze swoim tatą, który próbował przekonać go, by zjadł ciasto, które zamówili. Keith potrząsł głową i przyłożył do niej dłonie, jakby go bolała głowa. Pan Zatterstrom powiedział coś do Keitha, który spojrzał w górę i skinął, po czym zamówili rachunek. Natalie patrzyła na nich z bijącym sercem. Zmierzali prosto do ich stolika. Wiedziała, że ją zauważyli. Gdy tylko się zbliżyli, pan Zatterstrom przytrzymał Keitha lekko, by ten się zatrzymał.
-Cześć Natalie – przywitał ją Henry. – Co tam u ciebie?
Natalie spojrzała na Keitha i nie zdejmowała z niego wzroku.
– Lepiej – odparła sarkastycznie, świdrując go wzrokiem i zdawało się, że jest mu niezwykle niezręcznie. – Keith – zwróciła się bezpośrednio do niego. – Zdaję się, że też masz się lepiej.
Brooke posłała jej zdziwione spojrzenie.
Keith na jej pytanie wzruszył ramionami i spojrzał na ojca.
-Cóż, myślę, że tak – odpowiedział Henry, zdezorientowany. Patrzył między nią a Keitha, zauważając ich wzajemną niechęć. Przemówił, ewidentnie chcąc podtrzymać rozmowę. – Natalie, nie widzieliśmy cię jakiś czas. Gdzie się podziewałaś?
Złość i smutek uderzyły w nią, wprawiając w drżenie. Wstała, sama nie wierząc w to co robi.
– Przepraszam, ale – zaczęła – wynoszę się, gdy mi się mówi, że jestem niechciana. – Skierowała te słowa do Keitha, powodując, że się wzdrygnął.
-Natalie – przemówił wreszcie. – Przepraszam. – Patrzyła mu w oczy i widziała w nich ból oraz krzywdę, ale potrząsnęła głową. Było już za późno. On się spóźnił.
-Wiesz co, Keith? Może zatrzymasz te słowa dla kogoś, kogo one obchodzą?
Ale ciebie obchodzą, pomyślała, ciebie obchodzą aż za bardzo. Potrząsnęła głową, oczyszczając myśli, nie chcąc ich do siebie dopuszczać.
Nie czekając na odpowiedź, odwróciła się, walcząc z napływającymi łzami. Nie miała zamiaru pokazać mu, że płacze, nie chciała by wiedział, jak bardzo ją skrzywdził, bo wiedziałby że jej wciąż na nim zależy. Zanim zdążyła odejść, poczuła jego dłoń na swojej. Jego dotyk przywołał wspomnienia – jego delikatnej skóry, ciepłego oddechu na jej szyi, miękkich pocałunków. Odwróciwszy się powoli by na niego spojrzeć, oczy jaśniały jej bólem i pragnieniem, łzy były bliskie popłynięcia.
-Keith, odpuść – wyszeptała.
Strząsnęła jego dłoń tymi słowami i bez patrzenia mu w twarz, wyszła z The Diner. Szloch uwolnił się z jej gardła. Ostatnie co słyszała to jego głos wołający za nią.
– Natalie, proszę!
Ale nie odwróciła się. Nie wróciła do niego.
Po wejściu do auta, nawet nie miała zamiaru odjechać. Łzy które wstrzymywała, przerwały tamę. Miała już dość płakania. Dzisiaj, po raz pierwszy, jej myśli się potwierdziły – nie była wstanie od niego odejść, zapomnieć o nim. Gdy go zobaczyła, wiedziała i wiedziała to od zawsze, nawet jeśli próbowała z tym walczyć, ale nie mogła walczyć i to ją krzywdziło. Miał odejść i miała zostać sama. Ostatecznie wiedziała, że nie ma sposobu by o nim zapomnieć. Za bardzo go pokochała.
-Natalie – przemówił głos, gdy otworzyły się drzwi jej auta. To była Brooke. Siedziały przez chwilę w ciszy, zanim Brooke nie powiedziała – Nie rozumiem co z wami jest, ale to musi się skończyć. Myślę, że cały dramat z Keithem musi się skończyć.
Natalie odwróciła się, by na nią spojrzeć. – Co masz na myśli?
-On cię zmienił – powiedziała.
-A to coś złego? – odparła, wkurzona.
-Tak myślę.
Więc jesteś ślepa, pomyślała Natalie. –Przykro mi – szepnęła. Nie miała zamiaru się kłócić.
Brooke otworzyła drzwi i wyszła. – Tak, mi też – szepnęła, zanim zamknęła drzwi, zostawiając Natalie samą.
Dzwonek komórki ją obudził. Otworzyła zaspane oczy, rozejrzała się po pokoju, zdziwiona faktem, że jest ciemno. Po przyjechaniu z The Diner zasnęła i musiała spać przez resztę dnia. Nie patrząc kto dzwoni, przyłożyła telefon do ucha.
-Słucham – powiedziała zaspana.
Z początku była tylko cisza. Ale potem głos po drugiej stronie przemówił.
– Hej, Partnerko.
Natalie poczuła jak serce jej podskoczyło; z ludzi których się spodziewała by mogli zadzwonić, nie spodziewała się jego.
-Keith? – powiedziała.
-Ten i żaden inny – szepnął.
-Co tam? – zapytała, zmartwiona jego tonem. Czemu do niej dzwonił? – Coś nie tak? – dodała.
Znów nastąpiła chwila ciszy, ale potem powiedział łamiącym głosem coś, co łamało jej serce.
-Tak. Wszystko jest źle.
Usiadła na łóżku. Jeśli Keith tak się zachowywał, coś było naprawdę źle. Co mogło się stać od dzisiaj, kiedy go widziała?
-Co się stało? – zapytała, z walącym sercem w piersi. Zachowywał się niezwykle niejasno.
Najwyraźniej nie chciał dyskutować o tym, co właśnie powiedział.
– Mogła byś… Myślisz, że mogłabyś…- wydawało się, że nie może jej o coś zapytać.
-Tak?
Usłyszała, jak bierze głęboki oddech.
– Myślisz, że mogłabyś przyjechać?
Przez chwilę była cicho, zaskoczona pytaniem. Teraz chciał żeby przyjechała, chociaż wcześniej ją wyrzucił? W pierwszej chwili chciała na niego nakrzyczeć, sprawić by poczuł ból, jaki czuła ona, ale słysząc ten smutek w jego głosie, nie pozostawało nic innego, jak się zgodzić.
-Oczywiście. Przyjadę. Do zobaczenia niedługo.
Miała się już rozłączyć, kiedy powiedział jeszcze – Natalie?
-Tak?
-Przykro mi – szepnął.
-W porządku.
Rozłączyła się, wzięła jego kurtkę, co zdawało się być jej obecnym nawykiem, założyła ją i opuściła cicho dom, uważając by nie zbudzić rodziców.
Przyjechała w mniej niż dwadzieścia minut. Minęła jego ciężarówkę i wysiadła z auta z oczami utkwionymi w jego domu. Keith stał na zewnątrz, opierając się o drzwi wejściowe. Miał na sobie swój stary szary podkoszulek i jej ulubione niebieskie jeansy z dziurą na kolanie.
Idąc do niego, szukała w jego twarzy jakiś oznak tego, o co mogło chodzić. Posłał jej wymuszony uśmiech, gdy wchodziła po schodach na ganek. Patrzyła na niego przez chwilę, czekając, aż coś powie lub zrobi. Nagle popatrzył na ziemię, wydając się być bardziej zainteresowany swoimi butami niż jej pojawieniem się.
-Hej – zaczęła, próbując przełamać ciszę, gdy stanęła przed nim. – Wszystko dobrze?
Nie podobała jej się ta cisza. Zajęło jej dobrą chwilę, zanim zrozumiała, że na nią nie patrzy, bo próbuje się pozbierać. Stała tam, nie wiedząc jak się zachować. Miała silną ochotę go przytulić, ale powstrzymała się, nie wiedząc jak by zareagował, więc zamiast tego położyła mu ręce na ramionach, próbując go pocieszyć.
-Co się stało? – zapytała z niepokojem bijącym z jej głosu. Widziała, że próbuje się uspokoić, bo nagle podniósł na nią wzrok i łzy lśniły w jego oczach. Na chwilę obecną, zdawało się, że udawało mu się nie rozpłakać.
-Pamiętasz tę noc? – zaczął, głosem tak cichym, że musiała się wysilić, by go w ogóle usłyszeć.
-Którą? – zapytała równie cicho. Spojrzenie na jego twarz sprawiło, ze oczy zaszły jej łzami.
Nigdy nie widziała go takiego pokonanego, bezbronnego i skrzywdzonego.
-Noc, kiedy poprosiłaś, byśmy pojechali na łódź – chciał wiedzieć, mrugając przed łzami.
Skinęła. Jak mogła zapomnieć? – Oczywiście, że pamiętam.
-Pamiętasz, jak powiedziałaś, że mnie pokochałaś?
-Tak – odparła smutno. – Pamiętam to.
-I pamiętasz jak innym razem, kiedy byliśmy na łodzi powiedziałaś, że mnie kochasz, zaraz po tym jak się obudziłem?
Znów skinęła, niepewna dokąd to wszystko zmierza. – Tak, Keith. Pamiętam.
-Wiesz, że nigdy nie powiedziałem ci tego samego? – głos mu się złamał.
Spojrzała mu w oczy i skinęła powoli, z nachmurzoną miną. –Taak, wiem, że nie powiedziałeś, ale hej, w porządku.
Zamrugał gwałtownie i przełknął ślinę.
– Nie, nie jest w porządku. Nie powiedziałem tego, bo… - zatrzymał się, oddychając ciężko.
-Bo? – przynagliła.
Znów przełknął ślinę i oblizał suche usta, zanim odpowiedział.
– Bo byłem przerażony. Nie mogłem przyjąć tej prawdy. Myślałem, że jeśli to powiem, wszystko stanie się jeszcze bardziej realne – wyszeptał, z oczami utkwionymi w ziemi.
-Tej prawdy?
Spojrzał na nią i skinął, jego zielone oczy błyszczały pod naporem kolejnych łez i było oczywiste, że niedługo przegra tę walkę.
-Ja też ciebie pokochałem. Przepraszam, że pozwoliłem ci w to zwątpić.
-Kochasz mnie? – zapytała, również walcząc z płaczem. Była zaskoczona, zszokowana jego wyznaniem. Odkąd mu wyznała miłość a on nie odpowiedział tym samym, miała okropne wrażanie, że nie powiedział tego, bo naprawdę jej nie kochał.
– Tak pokochałem cię i przepraszam, że nigdy nie powiedziałem tego wcześniej, ale teraz musiałem. Już nie mogłem tego wytrzymać. Ja.. po prostu.. po prostu chciałem, żebyś wiedziała.
Wziął krótki wdech i znów patrzył w ziemię, z ramionami trzęsącymi się, od czegoś, co dla Natalie było szlochem.
-Och, Partnerze – szepnęła, próbując się opanować.
Delikatnie ujęła jego twarz w dłonie. Podniosła mu głowę, by na nią spojrzał. Na policzkach miał błyszczące ślady łez, a oczy wciąż jaśniały nowymi.
-Kocham cię – łza spłynęła mu po twarzy, nawet jeżeli próbował temu zapobiec. Delikatnie starła ją dłonią. – Jestem całkowicie, beznadziejnie w tobie zakochana – wyznała, ze szlochem wydobywającym się z jej ust.
Keith wydał świszczący odgłos, jakby próbował nie załamać się jeszcze bardziej. Przysunął się o tych kilka centymetrów, które ich dzieliło i pocałował ją pocałunkiem pełnym pragnienia i pasji. Natalie roztopiła się w tym znajomym dotyku i smaku jego ust. Czuła jego mokre rzęsy na policzku, smakowała jego słone łzy.
-Nie płacz – wyszeptała mu do ucha, kiedy przerwała pocałunek. – Nie dzisiaj. Dzisiaj nie będziemy myśleć o niczym oprócz nas.
Ostatnia łza spłynęła po jego twarzy, zanim otworzył drzwi i obejmując ją, zaprowadził do swojego pokoju.
