Rozdzial 3
MPOW:
- Melanie Rose Cullen gdzieś ty była do tej pory?! – zabrzmiał groźny głos, Emmetta.
- No ja… ten… mówiłam, że wychodzę – wyjąkałam.
- Gdzie byłaś? – zapytała Rose.
- U kolegi? – bardziej zapytałam niż stwierdziłam.
- Kolegi! – pisnęła podekscytowana. – Jak na imię? Jest stąd? Ładny, chociaż?
- Mamo spokojnie – zachichotam. – Imienia wam nie podam na razie. Jest z Włoszech i jest piękny.
- Na pewno brzydszy ode mnie – powiedział pewny siebie Emm.
- Nie prawda ładniejszy – pokazałam mu język.
- Wiesz, co ojciec zawsze powinien być na pierwszym miejscu
- Tak wiem. Idę do siebie – dałam im po buziaku w policzek. – Kocham was!
Usłyszałam jeszcze tylko ''my ciebie też'' i zamknęłam drzwi. Wzięłam szybki prysznic i poszłam spać. Sny mam dziwniejsze z nocy na noc. Dziś mi się śniło, że całowałam się z Alecem, Boże pewnie jakby był konkurs na najdziwniejsze sny miałabym pierwsze miejsce. Wstałam z łóżka żeby szykować się do szkoły, nie, nie wstałam zwlokłam się z niego. Dzisiaj nic mi się nie chciało. Szybko zjadłam i pojechałam na katusze. Lekcje ciągnęły mi się niemiłosiernie Alec próbował poprawić mi humor, ale nie szło mu to za dobrze. Marzyłam tylko, żeby znaleźć się w domu iść do siebie i przeleżeć resztę dnia. Kiedy lekcje w końcu dobiegły końca pożegnałam się z Alecem i powlokłam do samochodu. W domu nikogo nie zastałam, więc poszłam do siebie i od razu rzuciłam się na łóżko nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.
Obudziło mnie głośny huk na dole. Szybko pobiegłam sprawdzić, co się stało…. O rzesz Kurwa!!! Nie uwierzycie!!! W moim domu tłukło się dwóch wampirów!! Tak wampirów, a wiem to stąd, że poruszali się z zawrotną prędkością!!! Kurwa!! Kurwa!! Kurwa!! Te wampiry to Emm i Alec, ale co do kurwy robi tu Alec?! W pewnym momencie Emm opadł i nie mógł się ruszyć to pewnie przez dar Aleca. Ten zaczął podchodzić do niego z szyderczym uśmiechem i zanim pomyślałam wbiegłam między nich z mordującym spojrzeniem. Alec patrzył się na mnie jak na kosmitę.
- Malenie?
- Wow super, że pamiętasz! – wysyczałam.
- Ale jak? Gdzie? Kurwa! – złapał się za włosy i opadł na sofę.
- Czy któryś wyjaśni mi do cholery, co tu się dzieje?
- To wy się znacie? – zapytał niedowierzająco Emm.
- Tak to jest ten chłopak, o którym wczoraj mówiłam i przez którego Rose była taka nakręcona – zachichotałam, a za mną Alec.
- Emm sorry, żebym wiedział, że to chodzi o Mel ja bym się tu nawet nie pokazał…
- Nie no spoko twój ojciec jest… jakby o ująć… przewrażliwiony – zachichotali. – Wy sobie lepiej wszystko wyjaśnijcie, bo Mel ma charakter po matce i nie odpuści, a ja posprzątam zanim Rose wróci.
- Ja tu jestem – powiedziałam już lekko wkurzona.
- Mówiłem…
- Lepiej sprzątaj, bo nie chcesz żeby Rose się o tym dowiedziała, co nie?
- Nie powiesz jej…
- Założysz się?
- Alec bież ją i spadajcie na górę.
Chłopak popatrzył na mnie i uśmiechnął się złowieszczo. Zaczął pochodzić, z każdym jego krokiem w przód ja robiłam w tył. W pewnym momencie odwróciłam się i chciałam uciekać, ale nie zdążyłam zrobić kroku do przodu, bo zawisłam w powietrzu zaczęłam piszczeć i się wyrywać, a on nic sobie z tego nie robiąc przerzucił mnie sobie przez ramie i kierował się powoli na górę. Kiedy doszliśmy do mojego pokoju posadził mnie na łóżku, a sam zaczął rozglądać się po pokoju, kiedy podniósł zeszyt od matmy do głowy wpłynęło mi jedno słowo: pamiętnik! Kurwa! Zgubiłam go jak byłam jeszcze w moim starym domu… Pierwsze zadanie: kupić sobie ładny pamiętnik. Tak się zamyśliłam, że nie zauważyłam, kiedy Alec usiadł naprzeciwko mnie i pomachał mi ręką przed twarzą.
- Przepraszam zamyśliłam się…
- Widać – zachichotał.
- Mieliśmy sobie coś wyjaśnić
- Tak wiem – od razu posmutniał. – Ale jak ci powiem, czym jestem… obiecaj, że nasza przyjaźń nie ucierpi na tym
- Obiecuje, ale ja o wszystkim wiem – uśmiechnęłam się do niego.
- Ale jak?... Kiedy?... Gdzie?... Boże! – zachichotałam z jego składności.
- Czekaj po kolei to pierwsze było, ale jak? To tak, że mi powiedzieli jak z nimi zamieszkałam. Kiedy? Pierwszego dnia mojego pobytu tutaj i gdzie? Na dole w salonie – uśmiechnęłam się do niego, a on to odwzajemnił.
- Ale czemu nic nie powiedziałaś? – wzruszyłam ramionami.
- A ty, co byś zrobił na moim miejscu?
- Nie wiem..
- Dokładnie. Ale czemu biłeś się z Emmem?
- Ojciec dzwonił do mnie, że oni przechowują tutaj człowieka i jak Emm powiedział jest przewrażliwionym, moja matka chyba się przewidziała, że to ty, bo mówiła, żebym nie wyrządził, żadnej krzywdy na początku nie wiedziałem, o co jej chodzi, ale teraz wszystko się wyjaśniło – wyszczerzył się do mnie, a ja odpowiedziałam mu tym samym.
Resztę dnia przegadaliśmy, przez co dowiedziałam się więcej o jego życiu, co wcale nie było kolorowe. Choć nie powiedział mi jednej rzeczy, a mianowicie, kto jest na ścianie u niego w pokoju, bo jak to on stwierdził '' dowierz się w swoim czasie, '' przez co pokazałam mu język i oberwał poduszką, kiedy zorientował się, co zrobiłam, jego przeraźliwy śmiech rozległ się po domu. Później przez dobre piętnaście minut mnie gilgotał, że teraz bolą mnie policzki i brzuch, Emm i Rose nie mogli wytrzymać to pojechali do kina i na kolacje. Wcale im się nie dziwię ja też jak bym miała siedzieć z boku bym nie wytrzymała i prędzej czy później uciekła. Alec zebrał się coś koło jedenastej, jak zauważył, że już ledwo siedzę mówiłam, żeby został najwyżej bym zasnęła i wtedy albo by został albo pojechał do domu. Jednak wyszło na jego i pojechał do domu, kiedy tylko zniknął z pola widzenia pobiegłam do łazienki wziąć prysznic i takim oto sposobem znalazłam się teraz w łóżku rozmyślając o dzisiejszym dniu.
Wstałam stosunkowo wcześnie, bo o w pół do siódmej byłam już na nogach. Poszłam się odświeżyć i ubrać. Kiedy skończyłam zeszłam na śniadanie, gdzie nie zastałam nikogo zdziwiona rozejrzałam się po pomieszczeniu i znalazłam kartę na blacie kuchennym gdzie ładnym pismem było napisane:
Kochanie!
Poszliśmy do kina:) Nie wrócimy na noc możesz zaproponować Alecowi, żeby został jak będziesz się bała sama siedzieć:)
Kochamy Rose i Emm:*
Super rodzice uciekli z domu, bo nie mogli z nami wytrzymać nie ma to jak wsparcie bliskich…. Zaczęłam się zbierać i po dziesięciu minutach byłam już w szkole. Humor dopisywał mi dzisiaj i nic nie mogło go zepsuć. Wysiadłam z auta i zaczęłam kierować się na lekcje. Już miałam wchodzić po schodach, gdy ktoś od tyłu złapał mnie w tali. Zaczęłam piszczeć i się wyrywać, ale ktoś za mną nie dawał za wygraną i trzymał mnie dalej śmiejąc się jak opętany. Odwróciłam się i ujrzałam tam Aleca zaczęłam okładać go pięściami, a on tylko bardziej się śmiał. Nawet nie zauważyłam, że cała szkoła zaczęła się nam przyglądać. Ja jak zwykle się zarumieniłam, a Alec rozejrzał się dookoła wzruszył ramionami i wprowadził nas do szkoły.
W końcu nastała pora lunchu cały czas się chichrałam z byle, czego. Usialiśmy jak zawsze razem.
- Co ci dzisiaj tak wesoło? – zapytał z ciekawością słyszalną w głosie.
- Nie wiem dzisiejszy dzień jest przeciwieństwem wczorajszego – powiedziałam i wyszczerzyłam się do niego.
- Akurat to, to widać – zachichotał i zastanowił się nad czymś. – Masz ochotę gdzieś wyjść dzisiaj? Nie wiem na przykład się przejść albo iść do kina?
- Kuszące propozycje niech pomyśle – droczyłam się z nim, ale zauważając panikę w jego spojrzeniu zaczęłam chichotać. – Spokojnie nie panikuj z miłą chęcią wyjdę się przejść
- Super będę u ciebie o osiemnastej powiedział podekscytowany i zaczął podnośnic się z miejsca razem z dzwonkiem.
Reszta lekcji minęła na luzie ja głównie myślałam, w co się ubrać i nie uważałam za bardzo, a na moje szczęście nikt mnie dzisiaj nie pytał na lekcji. Po pożegnaniu się z Alecem pognałam do sklepu żeby kupić pamiętnik. Godzina szukania się opłaciła znalazłam moje cudo. Pamiętnik A4 w twardej okładce w grafity. Jadąc do domu myślałam nad tym czy prosić Rose o pomoc w ubraniu czy sama się ubrać stanęło na Rose.
- Rose musisz mi pomóc! – krzyknęłam na wejściu.
- W czym?
- Idę dzisiaj się przejść z Alecem i musze wyglądać jak człowiek
- Naprawdę? Ale super! O której? Gdzie idziecie? – sypała pytaniami.
- Spokojnie idziemy się przejść o osiemnastej – powiedziałam rozbawiona jej entuzjazmem.
- Choć szybko, bo mamy tylko trzy godziny…
Tak resztę trzech godzin spędziłam siedząc na krzesełku, a mój pokuj zamienił się w wielki salon piękności. Było tu wszystko cztery wielkie lustra stojące obok siebie, suszarki, prostownice lokówki i wszelkiego rodzaju make-up. Kiedy Rose skończyła zabawę z moją twarzą i włosami przeszła do ubrań, chciałam się zobaczyć, lecz ona powiedziała, że będę oglądała efekt końcowy. Wybrała mi czarne szpilki, fioletowe rurki i do tego czarna przedłużaną bluzkę i kamizelkę. Efekt końcowy był powalający. Nie mogłam uwierzyć, że ja to ja! Makijaż nie był zbyt mocny czarną kretką podkreślone oczy i pomalowane na szaro pod koniec wpadającą w czerń, rzęsy pomalowane tuszem i ubrania. Podziękowałam Rose, która już wyszła, ale wiedziałam, że mnie usłyszała. Już miałam schodzić, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi…
