Karol tradycyjnie budzi się rano, udaję się do Jakea, wie że tym razem trening będzie wyglądał nieco inaczej, przy hamaku zastał już obudzoną Neytiri, Jake jeszcze smacznie spał

- widzę cię Neytir - uchylił lekko głowę - ja po Jakea

- teraz śpi, przyjdź potem

- potem to raczej nie będę mógł - śmiejąc się powiedział Karol - Paral chce mnie uczyć życia na'vi i sądząc po jej zapale że nie odstąpi od tego pomysłu

Neytiri zaczęła budzić Jakea - Ma Jake , Ma Jake obudź się czas na trening - powtarzała z uśmiechem na ustach, szturchając Jakea

- co się dzieje, o co chodzi - wymamrotał przebudzony Jake

- Jake dzisiaj trening będzie wyglądał trochę inaczej, dam ci miecz treningowy kulę do ćwiczeń i zostawię cię z nią, dzisiaj na treningu mnie nie będzie z powodu pewnej młodej damy. Mam na dzieję ze się przyłożysz

- dobrze potrenuję ale daj mi jeszcze chwile pospać - Jake przewrócił się na bok

- masz 10 min a potem na trening, Neytiri mam nadzieję że go dopilnujesz

- dopilnuję, dopilnuję - Neytiri była zadowolona, w końcu będzie mogła zobaczyć co robią na treningu.

Karol udał się na dół, po drodze spotkał Paral, tradycyjnie stała przy wejściu i na niego czekał

- kiedy zaczynamy naukę - spytała zniecierpliwiona

- może najpierw coś zjemy?

- dobra, ale pod warunkiem że ty robisz śniadanie, umiesz przyrządzić wspaniałe jedzenie

Oboje poszli do środka, rozpalili ognisko.

Karol zaczął szperać w plecaku, znalazł dwie żelazne porcje, w jednej puszcze była Fasolka po Bretońsku a w drugiej Grochowa. Karol wybrał Grochówkę, wbił nóż w puszkę i podważył wieko, następnie wlał zawartość do garnka i umieścił w żarze ogniska. Paral uważnie obserwowała każdy ruch Karola.

- głodna?

- pewnie, ale to chyba nie to samo co ostatnio.

- tamto nazywało się „Fasolką po Bretońsku" a na to co teraz robię mówią „Grochówka" kiedy byłem w wojsku, ja i moi koledzy jedliśmy tylko to. To danie jest równie smaczne jak poprzednie.

Karol uznał że zupa wystarczająco się podgrzała, rozlał ja do dwóch misek. Paral dostała miskę z większą zawartością

- jak mam to zjeść jeśli jest gorące

- poczekaj, Karol sięgną do plecaka po menażkę, otworzył ja i wyją dwie łyżki, jedną z nich położył w zupie Paral

- do czego to jest - Paral wzięła narzędzie do rąk, pierwszy raz coś takiego widziała

- dzięki temu możesz zjeść śniadanie

Paral naśladując Karola chwyciła łyżkę, wykonywała takie same ruchy jak Karol, jednak coś jej nie wychodziło. Karol widząc to zaczął się śmiać

- poczekaj zaraz nakarmię cię jak małe dziecko - mówiąc to nie przestawał się śmiać

Karol skończył swoją porcję, podszedł do Paral , chwycił za jej łyżkę i zaczął ją karmić

- nie mogę się doczekać obiadu - Paral powiedziała po skończonym posiłku

Oboje wyszli na podwórko

- poczekaj jeszcze chwile, pójdę przebiorę się i od razu idziemy - Karol przypomniał sobie o czymś ważnym. Karol wszedł do środka, poszedł do plecaka, w nim była przepaska którą wcześniej znalazł. Zdjął mundur złożył go i schował do plecaka poczym założył przepaskę, nowa bielizna niebyła najwygodniejsza lecz można było ją znieść. Karol wyszedł na zewnątrz, Paral już czekała już na niego.

- zdecydowałeś założyć przepaskę, świetnie w niej wyglądasz

- to co będziemy dzisiaj robić? - Karol był bardzo ciekaw co takiego Paral zamierza z nim zrobić

- dzisiaj nauczę cię jeździć na Pali i zwinnie poruszać się w lesie

- opanowałem jazdę na Nazgulu, a w lesie poruszałem się jeszcze na ziemi, może przejdziemy do czegoś innego?

- skoro mówisz że umiesz to robić możemy to ominąć - Paral zaczęła zastanawiać się - wiem! Mogę cię nauczyć strzelać z łuku, chodź! - złapała Karola z rękę i pociągnęła za sobą.

- poczekaj tu - Paral pobiegła do Hometree Karol stał na małej polanie obok wioski.

- już jestem - Paral przybiegła trzymając w ręku łuk i strzały. Podeszła do Karola i wręczyła mu łuk.

- Na razie naciągaj, nie strzelaj

Karol wyciągną jedna ze strzał i naciągną ją jednym szybkim i płynnym ruchem

- źle - powiedział Paral widząc jak w jaki sposób Karol naciągną łuk

Podeszła do niego i zaczęła poprawiać ustawienie jego ciała,

- jeszcze raz, będziemy to powtarzać dopóki się nie nauczysz

Do głowy Karola zaczęły wkradać się myśli że to będzie bardzo długi dzień.

Tymczasem u Jakea

- no teraz chwila prawdy, Jake nastawiał kulę na jej najwyższy stopień szybkostrzelności.

Kula uniosła się na wysokość twarzy Jakea, Jake zasłonił oczy chustą i włączył miecz Neytiri z zapartym tchem podziwiała jego wyczyny. Zaczęło się ! kula zaczęła miotać małymi świetlistymi ładunkami w stronę Jakea, ten bez trudu odbijał wszystkie „pociski" swoim mieczem. Oglądają to wydawało się że Jake wie gdzie kula zamierza strzelić. Po 5 minutowym ostrzale, Jake zdjął chustę

- jest! Udało mi się! - Krzykną zadowolony Jake - nie trafiło mnie ani jeden raz.

Neytiri, która nie za bardzo wiedziała o co chodzi Jakeowi, pogratulowała mu, podobał się jej miecz Jakea który promieniował jasno niebieskim światłem.

- jeśli ci się udało to może koniec treningu na dzisiaj - zasugerowała Ney

- nie, praktyka czyni mistrza, teraz możemy zrobić sobie przerwę na jedzenie

- więc chodźmy

Oboje zeszli na dół dołączyli się do niewielkiej grupy na'vi siedzącej przy ognisku, wzieli sobie po kawałku pieczonego mięsa i zaczęli jeść.

- co to jest Olo'eytkan Jake Sully? - odezwał się jeden z wojowników, który wpatrywał się w mały, srebrny przedmiot umieszczony przy opasce.

- to jest moja nowa broń - Jake tłumaczył - jest potężna

- potężna? – kontynuował wojownik - nawet Yerika by nie skrzywdziła!

Obecni przy ognisku wybuchli śmiechem, na twarzy Jakea pojawił się mały uśmiech.

- jeszcze się okaże, może kiedyś uratuje mi życie - Jake powiedział poważnie - chodź Neytiri

koniec przerwy.

Jake wstał i udał się na górę, Neytiri wzięła ze sobą jeszcze 2 kawałki mięsa i poszła za nim.

Wojownik wstał i zmierzał ku górze

- dokąd idziesz - spytała go jedna z kobiet siedzących przy ognisku.

- idę zobaczę potężną broń naszego Olo'eytkan - odpowiedział i zaczął wdrapywać się na górę. Na jego słowa grupa na'vi znowu odpowiedziała śmiechem. Wojownik obserwował Jakea z sąsiedniej gałęzi, Neytiri siedziała oparta o ścianę, Jake uruchomił kulę, zakrył oczy i włączył swoją broń.

- jednak noże jego broń nie jest aż tak niegroźna - powiedziałam do siebie, nie odrywał wzroku od Jakea który bajecznie posługiwał się „niebieskim kijem".

Karol nadal naciągał łuk.

- dobra już starczy, chyba już się nauczyłeś go naciągać, teraz spróbujemy strzelać- powiedziała trochę znudzona Paral, wręczyła dla Karola kilka strzał.

Karol zerwał kilka owoców i zaczął je ustawiać na kamieniach.

- co robisz - Paral zastanawia się co robi jej uczeń

- cele - Karol staną obok Paral, naciąganą łuk i strzelił, oddał też jeszcze kilka strzałów.

Prawie wszystkie strzały przeszyły owoce

- celuje się prawie jak w karabinie - Karol powiedział śmiejąc się

- widzę że strzelanie idzie ci dużo lepiej od naciągania - Paral uśmiechnęła się - kończymy na dzisiaj, ciężko trenowałeś.

Paral i Karol udali się do Hometree

- może zrobisz coś do jedzenia, mówiłam ci że robisz dobre jedzenie - Paral zgłodniała, jedzenie Karola bardzo jej smakowało.

- przynieś mi trochę mięsa Yerika - Paral natychmiast pobiegła na dół i poprosiła o trochę surowego mięsa do jednej z kobiet.

- jestem - powiedziała zdyszana

- świetnie - Karol wziął mięso pokroił je na kawałki i zaczął je ubijać tępym i szerokim końcem noża, gdy skończył wziął garnek i wrzucił tam mięso

- czegoś mi tu brakuje - powiedział pod nosem - możesz przynieść trochę alkoholu

- Paral poszła pod pobliska ścianę i przyniosła odrobinę złocistego napoju w misce.

Karol wlał lekko oszałamiający płyn do mięsa, przykrył garnek niską i zszedł na dół do jednego z ognisk, Paral podążyła za nim.

- teraz sobie trochę poczekamy - Karol powiedział po spoczęciu na jednym z małych drzew pod ogniskiem.

- Karol jak ukończysz naukę, będziesz musiał złapać swojego Ikrana, wtedy zostaniesz prawdziwym członkiem klanu Omaticaya - Paral powiedziała po dłuższej ciszy.

- a kiedy ukończę naukę? - zapytał Karol śmiejąc się

- jak poznasz naszą kulturę - Paral powiedziała to z pokerową miną

- danie gotowe - Karol powiedział zaglądając do garnka.

Paral oblizywała się widząc jasno różowe mięso o intensywnym zapachu

- łap - Karol podał miskę z potrawą

Paral spróbowała, każdy kawałek rozpływał się w ustach, mięso miało lekki zapach alkoholu

- jak nazywa się to danie - Paral zapytała mlaszcząc i przeżuwając jedzenie.

- skwarki podduszone, jurto jak mi się uda zrobię Wędzonkę

- Wędzonkę? A co to takiego - Paral nie mogła doczekać się jutra

- to jedne z podstawowych dań z mojego rodzinnego miasta

Po posiłku Paral zmęczona dniem poszła spać tak samo jak Neytiri. Jake po treningu przyszedł do Karola który siedział przy ognisku

- Jake jak ci miną dzień?

- dobrze opanowałem władanie mieczem - Jake powiedział to dumnym głosem

- tak ci się tylko wydaje, ja szkoliłem się we władaniu mieczem blisko 13 lat zanim

doszedłem do perfekcji, ty opanowałeś walkę z kulą, pozostała ci trudna sztuka Comba.

- po co mi ona?

- jest bardzo przydatna w walce, koniecznie będziesz musiał jej się nauczyć

- kto mnie tego nauczy?

- ja, a kto inny. Muszę tylko zostać członkiem klanu bo Paral inaczej nie daruje mi swoich treningów.

- musisz tylko złapać Ikrana i jesteś w klanie- Jake powiedział uśmiechem na ustach

- więc go jutro złapmy - Karol powiedział zdecydowanie - chodźmy już spać jutro czeka nas ciężki dzień.

Jake i Karol posiedzieli jeszcze chwile, potem poszli spać.

- Jake wstawaj musimy ruszać - Karol budził Jakea około godziny 3 rano

- czego chcesz? - Jake usiadł

- chodź złapać Ikrana, musimy wyruszyć zanim wstanie Paral lub Neytiri - tłumaczył Karol

Jake wstał, wziął miecz i razem z Karolem cicho zszedł na dół. Razem weszli na Nazgula i popędzili w stronę Gór.

- teraz musimy pójść pieszo - Jake uniósł głowę w stronę wielkiej unoszącej się skały - twój wierzchowiec niema szans przejść przez wąskie półki skalne.

- więc na co czekamy - Karol założył plecak i zaczął się wspinać po skale

- teraz musimy się wspinać ale potem będzie łatwiej - wyksztusił Jake, dawno się nie wspinał, ostatni raz robił to gdy łapał swojego Ikrana

- co kondycja siada? - Karol głośno się zaśmiał

Wspinali się prawie 3 godziny.

Tym czasem w wiosce Paral i Neytiri. Obie zaszły na śniadanie.

- Neytiri ! widziałaś Karola, nigdzie nie mogę go znaleźć - Paral spytała siedzącą obok Neytiri

- nie, ja nie mogę znaleźć Jake, pewnie gdzieś poszli - Neytiri odpowiedziała

- tylko gdzie

- to już nie nasza sprawa - zaśmiała się Neytiri

Jake i Karol byli już u szczytu. Jake złapał za skałę i zaczął się podciągać, Nagle skała urwała się. Jakeowi przed oczyma przeleciało całe życie, po chwili spostrzegł ze Karol złapał go jedna ręką.

- musisz bardziej uważać - Karol powiedział spokojnie, Jake złapał się skały, Karol go puścił. Ręka Karola krwawiła, kiedy złapał Jakea szarpnęło nim na tyle mocno że skała za którą się trzymał przecięła mu skórę.

- dobra właźmy mam dosyć wspinaczki, tylko róbmy to po woli - Powiedział roztrzęsiony Jake.

Dziesięć minut po całym zdarzeniu byli już na szczycie

- teraz musimy tylko pobiec wzdłuż tych ogromnych lian - Jake oznajmił

- więc na co czekamy? - Karol potruchtał

- nie powiesz nic Neytiri o tym zdarzeniu na skałach - Jake zapytał biegnąc

- o jakim zdarzeniu mam mówić Neytiri - Karol zaśmiał się poczym przyśpieszył.

Do siedliska zmor dobiegli w okamgnieniu, Karol stał na małej półce skalnej obok wodospadu. Jake stał tuż za nim.

- musisz wybrać swojego Ikrana a on musi wybrać ciebie - Jake powtórzył dla Karola słowa które dawno temu powiedziała do niego Neytiri

- no to jedziem ze śledziem - Karol wbiegł między Ikrany, wielka chmara Ikranów natychmiast odleciała, zostały tylko dwa.

- no to który chce być moją własnością - Karol krzyknął

Jeden z Ikranów oddalił się nie zwracając uwagi na Karola, natomiast drugi zasyczał głośno na niego i ruszył w jego kierunku, Karol wyjął sznurek z dwoma kamieniami na końcach, rozmachał go i cisną w stronę przyszłego współpracownika, sznur związał przednie skrzydła potworowi, powalając go, Karol wskoczył na Ikrana, paszcze zwierzęcia włożył pod pachę i docisną dłoń do brzucha, teraz Ikran nie mógł otworzyć paszczy, Karol druga ręką próbował złapać Tsaheylu zmory, nie było to łatwym zadaniem zwierzę ciągle się rzucało. Nagle Karol poczuł niewyobrażalny ból, jeden z pazurów wbił mu się w plecy

- cholera! Starałem się być miły - Karol jękną

Karol przycisnął bestie do podłoża

- Jake chodź tu! Podaj mi Tsaheylu Ikrana - Karol z trudem przyciskał Ikrana

- nie powinienem ci pomagać..

- nie gadaj! Pomagaj

Jake natychmiast podszedł do Karola i podłączył jego Tsaheylu z Ikranem. Zmora uspokoiła się, Karol puścił swojego czerwono-czarnego Ikrana.

- silny jesteś Ikranie, potem wymyślę ci imię.

- to co wracamy? - Jake spytał

- mnie się pytasz? przecież to ty jesteś specem od kultury - Karol zaśmiał się

- wracamy! ty poleć, ja pójdę piechotą, przy okazji odprowadzę twojego Nazgula

- ok, tylko jak tym latać

- myśl „lecieć" - Jake krzyknął, na jego twarzy malował się uśmiech, pamiętał co się stało gdy pomyślał „leć"

Jake oddalił się już od siedliska zmor, zachodził już po lianach, nagle usłyszał głośny krzyk, krzyk Karola, zaśmiał się, gdy zobaczył lecącego Karola zbył nieco zdumiony. Udało mu się opanować niełatwą sztukę latania, za pierwszą próbą.

Paral i Neytiri siedziały przed Drzewem - Domem piekły mięso nad ogniskiem, wiedziały że Jake i Karol wrócą głodni. Zauważyły lecącego mężczyznę na Ikranie, przeleciał nad nimi i wylądował w krzakach. Obie na ten widok wybuchły śmiechem, Karol wyszedł obdrapany.

- Karol, skąd nasz Ikrana - Paral spytała, była zaskoczona

- złapałem

- a gdzie jest Jake - spytała Neytiri

- wraca na piechotę, powinien zaraz wrócić

- chodź opatrzę cię - Paral zauważyła rany Karola

- nic mi nie jest, te rany to nic - Karol uspokajał Paral

- nie gadaj, Neytiri pomóż mi - popchnęła lekko Karola, niemiał nic do gadania, usiadł przy ognisku i dał się opatrywać.

Jake wrócił, był w dobrym humorze, podszedł go ogniska i usiadła.

- jeszcze dzisiaj dołączysz do Omaticaya - powiedział do Karola teraz już z obwiązanymi plecami i ręką

- świetnie, Paral przynieś trochę mięsa obiecałem ci że coś zrobię - Karol mówiąc to uśmiechał się. Paral w podskokach pobiegła po mięso, nie mogła doczekać się obiadu, uwielbiała jedzenie przygotowane przez Karola. Kiedy wróciła Karol skończył układać niewielki „domek z kamieni", wziął mięso , nadział je na kij i umieścił w „domku", nasypał żaru i zasłonił kamieniem

- na wieczór będzie gotowe.

- przygotuj się, zaraz dołączysz do klanu - Jake powiedział odchodząc z Neytiri od ogniska

- chodź pomaluję cię w barwy plemienne - Paral pociągnęła Karola za rękę.

Karol zszedł na dół Hometree, na jego ciele widniały białe wzory plemienne. Prawie całe plemię czekało na niego. Karol wszedł do środka zgrupowania i podszedł do Jakea.

- witamy w plemieniu - Jake powiedział cicho po angielsku poczym położył ręce na jego ramieniu, plemię Omaticaya położyło ręce na swoich ramionach. Paral, która stała przy Karolu patrzyła na niego i uśmiechała się.

- czas na zabawę - Jake krzyknął, na'vi rozeszli się do ognisk i zacieli ucztę, kobiety przyniosły też alkohol, który wzbudził zainteresowanie wśród mężczyzn

- chodź! chodź! - Paral wyciągnęła Karola na zewnątrz. Oboje usiedli przy ognisku.

- nasza pieczeń jest już gotowa chcesz trochę? - Karol wiedział że Paral nie odmówi.

- oczywiście że chce - Paral zachichotała

Karol odsunął kamień, wyją kawałek lekko osmolonego mięsa

- smakuje lepiej niż wygląda - Karol przeciął pieczeń na pół.

Paral pochłonęła swój kawałek z zaskakująco szybkim tępię, Karol widząc to oddał jej swój kawałek.

- gdzie nauczyłeś się tak gotować - Paral spytała, po tych słowach zapchała swoje usta mięsem

- w wojsku trzeba sobie jakoś radzić, a i długo ćwiczyłem w domu.

- chodź przejdziemy się - Paral wstała, złapała Karola za rękę, poszli w stronę lasu.

Para i Karol szli przez świecący las pod ciężarem ich stóp mech zaczynał świecić jasno niebieskim światłem, idąc płoszyli jaszczurki które zaczęły unosić się w powietrzu świecąc jasnym żółtym światłem, w pewnej chwili doszli do rzeki , dno było porośnięcie wodorostami które podświetlały wodę na różne odcienie fioletu. Karol rozpędził się i wskoczył do wody.

- popływamy? - powiedział przecierając ręką wodę z twarzy

- jest lodowata - Paral zanurzyła nogi po kolana w wodzie. Karol podpłyną do niej i specjalnie ją ochlapał

- przestań - krzyknęła głośno się śmiejąc

- teraz jesteś już mokra, możesz wejść do wody - Paral zanurzyła się w wodzie. Karol złapał głęboki oddech i zanurkował, Paral podążała za nim wzrokiem, wynurzył się tuż przed nią.

- Karol, pocałuj mnie - Paral szepnęła

Karola zatkało, kobieta którą pokochał prosi go o pocałunek, przez jego umysł przeszła masa myśli, wiedział już że Paral nie należy do osób cierpliwych, ale tego się po niej nie spodziewał „ jeszcze trochę a oświadczy się mi" pomyślał. Karol połozy rękę na jej policzku, jego twarz powolnie wędrowała w kierunku jej ust. Stało się ! ich wargi zetknęły się ze sobą, Paral objęła Karola i przycisnęła go do siebie, jej świecą „pryszcze" nie świeciły nigdy tak mocno jak teraz, pocałunek zaczął się pogłębiać. Nagle przerwała pocałunek, sięgnęła po końcówkę swojego warkocza, Karol zrobił to samo

- chcesz tego? - Karol spytał stanowczo

- oczywiście! Skxawng! jeszcze nigdy nie byłem tak pewna - Paral zbliżyła swoje Tsaheylu do warkocza Karola, nastąpiła więź Karol poczuł dreszcze przechadzce wzdłuż kręgosłupa, czuł obecność Paral, wyszli na brzeg położyli się na miękkim świecącym mchu i zacieli się całować.

Tym czasem w Hometree zabawa trwała w najlepsze, wojownicy brali udział w bitwach alkoholowych,

- Olo'eytkan Jake Sully nie pijesz? – zaśmiał się lekko pijany wojownik

- nie mam z wami szans w bitwie alkoholowej, ale nikt z was nie pobije Karola - Jake pamiętał wyczyny Karola i swojego ojca kiedy jeszcze był małym gówniarzem.

Jake usiadł obok Neytiri przy ognisku, rozejrzał się

- Neytiri widziałaś gdzieś Karola

- niestety nie, Paral też znikła, chodź poszukamy ich - Neytiri spojrzała na Jakea, na jego twarzy pojawił się mały uśmiech

- chyba wiem gdzie noga być - powiedział

- chodź my do nich - Neytiri wzięła kawałek mięsa który wcześniej upiekła

- myślę że woleli by żeby im nie przeszkadzano - Jake głośno się zaśmiał, Neytiri załapała o co chodzi i jak Jake zachichotała.