Tytuł oryginału: Finding a Family and a Home (link w moim profilu)
Autor: Hestia
Zgoda: jest
Beta: Zil
Rozdział 4
Tego wieczoru wezwanie do gabinetu dyrektora tak naprawdę nie zaskoczyło Rona. Był świadomy, że ta chwila w końcu nadejdzie, dlatego też nie chcąc być poddanym żmudnemu przesłuchaniu przez przyjaciół, w chwili, gdy skrzat przekazał polecenie, siedział w swojej sypialni sam. Kiedy wydałoby się, co zrobił, to dla obojga z nich byłby to cios: Harry byłby wściekły, że postawił się w niebezpieczeństwie w jego imieniu, a Hermiona byłaby wzburzona, że nie poprosił ich o pomoc. A jak zranieni byliby, że nie zwierzył się im ze swoich planów. Ale o to właśnie chodziło: Ron nie mógł im o niczym powiedzieć. Prawdopodobieństwo wydalenia było zbyt wielkie.
Był gotów się założyć, że po tym, co wyznał, Snape natychmiast zażąda jego wydalenia, ale nie miał wielkiego wyboru, jak tylko się przyznać. Nauczyciel wiedział przecież, że wybuch kociołka był celowy, by uczynić dalsze zagrożenia skutecznymi, a to oznaczało, że Ron musiał się przyznać. Istniała niewielka szansa, że paskudny Nietoperz nie wykorzysta „spowiedzi" Rona, aby wyrzucić go ze szkoły, choć niekoniecznie przedstawi dyrektorowi motywy postępowania Gryfona.
Ron wiedział, że jego rodzice, gdy tylko usłyszą całą historię, nie będą na niego zdenerwowani, ale był pewien, że Dumbledore nie zmieni swoich decyzji, niezależnie od tego, co Snape zrobił Harry'emu. W końcu, czy to nie Dumbledore był tym, który zaaprobował sposób traktowania Harry'ego przez Mistrza Eliksirów? A czy pierwszy otrzymany przez Harry'ego list z Hogwartu nie został zaadresowany do jego komórki pod schodami? Oczywiście, że dyrektor i pozostali nauczyciele wiedzieli o znęcaniu się Dursleyów nad Harrym, ale nic nie zrobili. Dlaczego miałoby się to zmienić tutaj, w szkole?
Ron westchnął. Lepiej zachować tę kwestię wśród uczniów. Jeśli zostanie dzisiaj usunięty ze szkoły, to przed wyjazdem powie wszystko, co wie Hermionie - lub w najgorszym przypadku, wyśle jej później sowę. Kto, jak kto, ale Hermiona mogła pociągnąć całą sprawę dalej, a tylko Merlin wiedział, w jak pomysłowy sposób ona zacznie dręczyć Snape'a. I nawet, jeśli nie będzie skłonna do ryzyka, bojąc się wydalenia, może pozyskiwać inne dzieci dla sprawy, choćby Seamusa. Albo może po prostu powiedzieć bliźniakom – oni na pewno odpowiednio „zaopiekują" się Snapem!
Szedł powoli do biura Dumbledore'a. Nie miał powodu do pośpiechu. Rozejrzał się. Cóż, fakt, że wróci tu podczas uroczystości, gdy jego rodzeństwo będzie zostawało absolwentami Hogwartu, ale na pewno będzie tęsknił za tym miejscem. Zdawał sobie sprawę, że będzie pierwszym Weasleym od niepamiętnych czasów, który zakończy edukację w innym miejscu, i aż musiał przełknąć wielką grudę, która zaczęła go ściskać za gardło.
To dla Harry'ego, przypomniał sobie ostro, żeby zapewnić mu bezpieczeństwo.
Ron, w porównaniu z Harrym, posiadał tak wiele - rodzinę, która go kochała, przyjaciół, zarówno w Hogwarcie, jak i poza nim, a przede wszystkim nie miał na czole blizny krzyczącej „ZABIJ MNIE"... Merlin tylko wiedział, jakim cudem Harry potrafił być na tyle twardy, ale to właśnie dlatego Ron czasem po prostu był niezmiernie zadowolony, że mógł zrobić cokolwiek, aby pomóc swemu przyjacielowi.
Zapukał i wszedł. Ron był niezaskoczony widokiem Snape'a, z ironicznym błyskiem w oku, siedzącego na kanapie Dumbledore'a.
— Witaj, Ron— powiedział uprzejmie dyrektor. — Usiądź, chłopcze. Cytrynowego dropsa?
Ron wzruszył ramionami i poczęstował się cukierkiem. Prawdopodobnie był to ostatni, jaki miał kiedykolwiek dostać. Może powinien go zachować na pamiątkę?
— Cóż, Severusie, teraz skoro już wszyscy jesteśmy obecni, może zaczniemy?
— Bardzo proszę, dyrektorze. Chciałbym żeby Potter opowiedział nam…
Weasley poderwał głowę. Rzeczywiście, w gabinecie był także Harry – siedział trochę z boku i wyglądał na nieco zdezorientowanego koniecznością przebywania w gabinecie dyrektora.
— Nie mieszaj go do tego! — Ron zerwał się, wściekły. — Mówiłem, że nie miał z tym nic wspólnego!
— Już, już… — zaczął Dumbledore, ale został całkowicie zignorowany.
— Siadaj, Weasley!— warknął Snape niebezpiecznie, choć nie próbował wstać i zagrozić Gryfonowi. Było jasne, że daleki był od pełnego uleczenia z wcześniejszych urazów. — Nie omawiamy twojego występku. Jeszcze.
Ron zatrzymał się, wodząc zaskoczonym wzrokiem od Snape'a do Dumbledore'a.
— Co? To dlaczego…?
— Siadaj i bądź cicho, zanim zdecyduję się użyć twojego języka, jako składnika eliksiru—zarządził Snape chłodno. — Potter!— Harry podskoczył na krześle, a następnie - niemal niezauważalnie - skrzywił się. Dostrzegł to Ron i jego wściekłość na Snape'a za jego brutalność, wzrosła. Snape również to zauważył i jego furia na Harry'ego, za jego manipulacje, przybrała na sile. Gest Gryfona widział również Dumbledore i zaczął się zastanawiać, cowimięMerlinasię dzieje?
— Potter— warknął Snape, brzmiąc bardziej wściekły niż Harry mógł sobie przypomnieć. — Odpowiesz na moje pytania, a jeśli skłamiesz, obiecuję ci, że będziesz bardzo nieszczęśliwym chłopcem.
— Ty draniu!— krzyknął Ron. — Nie waż się mu grozić!
Teraz Harry i Dumbledore patrzyli na Rona w zupełnym szoku, podczas gdy Snape uśmiechał się pozbawionym humoru półuśmieszkiem.
— Co ja mówiłem o twoim języku, panie Weasley? Sil…
— Dosyć!— Dumbledore szybko interweniował. Był pewien, że Severus chciał po prostu rzucić Silencio, ale przy obecnym nastroju Mistrza Eliksirów, dyrektor nie zamierzał ryzykować. — Ronald, w tej chwili usiądź i zamilcz. Jestem zbulwersowany, zarówno twoim językiem, jak i brakiem szacunku.
Dyrektor został dodatkowo zaskoczony wzrokiem pełnym pogardy, który Ron skierował na niego, nim z grobową miną rzucił się na fotel. Co on takiego zrobił, by na to zasłużyć?
Harry był oszołomiony tym wszystkim na równi z dyrektorem. Studiował właśnie z Hermioną, licząc minuty, aż będzie mógł uciec do łóżka bez zwracania na siebie nadmiernej uwagi, gdy pojawił się skrzat i zaprowadził go bezpośrednio do gabinetu dyrektora. Nie wiedział, dlaczego został wezwany, a kwestia ta nie wyjaśniła się nawet, gdy przybył do biura Dumledore'a. Dyrektor tylko się uśmiechnął, zaproponował mu wszechobecne cytrynowe dropsy i powiedział, że profesor Snape chce coś pilnego przedyskutować. Harry posłusznie odwrócił się w kierunku Snape'a i poraził go wyraz twarzy mężczyzny. Mistrz Eliksirów nie wyglądał na tak wściekłego nawet wtedy, gdy Neville stopił trzy kociołki podczas jednych zajęć, ale Harry nie mógł sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz Snape patrzył tak na niego. To przywołało wspomnienia z ubiegłego roku, kiedy był pewien, że Snape nienawidził go i gardził nim.
— P-Profesorze?— zachłysnął się Harry, ale Snape tylko machnął ręką w kierunku krzesła i rzucił jedynie, że nadal na kogoś czekają.
Gdy przybył Ron, zaskoczenie Harry'ego tylko wzrosło. Co mogło być nie tak? Ani on, ani Ron nie zrobili nic złego od wczorajszego incydentu z miotłą, a za to przecież zostali już ukarani. Nawet wczoraj, Snape nie wydawał się tak zdenerwowany ich występkiem, więc dlaczego, aż kipi z wściekłości?
— Potter, co powiedziałeś Weasleyowi o naszym spotkaniu ostatniej nocy?
Czegokolwiek Harry się spodziewał, to nie było to. Przez chwilę patrzył na Snape'a milcząco, a następnie widząc, że nauczyciel staje się z minuty na minutę jeszcze bardziej zły, zaczął jąkać odpowiedź:
— Ja… powiedziałem tylko, że był pan na mnie zły— zasugerował marnie, starając się zapamiętać, co dokładnie zostało wówczas powiedziane. Nie wyzwał czasem Snape'a od psychicznych? Ale na pewno taka mała obraza nie gwarantowałaby takiego poziomu furii.
— I?
Harry poczuł, że uszy płoną mu z zażenowania.
— I wówczas – eee – ukarał mnie pan.
— Powiedz panu Weasleyowi: jak dokładnie cię ukarałem?
Harry nagle uznał swój kciuk za niezwykle interesujący. Snape poczuł dziki przypływ satysfakcji. Oto nadeszła ta chwila. Mały kłamczuch zmuszony wyznać swoje winy i odszczekać swoje słowa.
— Uderzył mnie pan.
Snape zmrużył oczy niebezpiecznie:
— Bądź konkretny, Potter. Bardzo, bardzo konkretny.
Harry wziął głęboki oddech i zmusił się do wypowiedzenia:
— Dał mi pan lanie. Powiedziałem Ronowi, że dostałem lanie.— Na warczenie Snape'a, Harry niechętnie dodał. — Ręką. Przez spodnie. Sześć klapsów.
Snape spojrzał na Rona triumfalnie, ale zobaczył tylko smutek i żal na twarzy chłopca, który patrzył na swego przyjaciela.
— Proszę pana? Profesorze Snape, dlaczego… dlaczego mnie pan o to pyta?— odważył się zapytać Harry.
— Ponieważ, Potter, ktoś jest przekonany…— podkreślił sarkastycznie Snape — …że jestem niezdolny do przebywania z tobą sam na sam.
Szczęka Harry'ego opadła, gdy patrzył na dyrektora.
— Co? Ale, panie profesorze, to nieprawda!
Dumbledore wyglądał na równie zdezorientowanego.
— Cóż, bardzo miło mi to słyszeć, Harry — zaczął niepewnie.
Ron rzucił mu zabójcze spojrzenie:
— Myślałem, że jesteś takim wielkim czarodziejem— warknął, ponownie wnosząc rozmowę na niebezpieczne tory.
— Ron!— Harry patrzył na niego przerażony. — Co robisz?
— Harry, ja już nie wytrzymam!— krzyknął na niego Ron. — Musisz mu powiedzieć!— Słynny temperament Weasleyów wreszcie się ujawnił. Notoryczne kłamstwa Harry'ego, nazbyt chętny do zaakceptowania ich Dumbledore i szydzący w poczuciu triumfu Snape, to było po prostu zbyt wiele dla Gryfona. — Harry, powiedz mu prawdę!
Harry spojrzał na swojego przyjaciela kompletnie zdezorientowany. Wiedział, że Ron za bardzo nie przepada za Snape'em. W przeciwieństwie do Hermiony, która była w stanie chociaż docenić talent nauczyciela w pracowni eliksirów, Weasley po prostu myślał, o Mistrzu Eliksirów, jak o tłustowłosym dupku bez jakiejkolwiek pozytywnej cechy charakteru. Ale nigdy wcześniej nie wyglądało to, jakby nienawidził Opiekuna Slytherinu. Teraz jednak, widząc jak Ron patrzy na Snape'a, nie było wątpliwości - Gryfon wyglądał jak, gdyby był w stanie rzucić na niego Niewybaczalne.
— Co się stało, Ron?— Harry starał się wymyślić, co takiego Snape mógł zrobić, żeby aż tak rozwścieczyć przyjaciela. To nie mógł być esej, więc co się stało między dwojgiem z nich?
— Harry, powiedz mu! Po prostu powiedz!—wykrzyknął Ron, głosem pełnym frustracji. Błędnie interpretując puste spojrzenie Harry'ego, Weasley jęknął z przerażeniem. — Proszę, Harry, podnieś tylko koszulę— błagał. — Proszę!
Ha! To był sposób na udowodnienie oszustwa Pottera. Snape pochylił się do przodu.
— Tak, Potter— wymruczał. — Podnieś koszulę.
Wyraz niedowierzania na przerażonej twarzy Gryfona sygnalizował słodkie zwycięstwo. Oczywiście chłopak twierdził, że po karze wymierzonej przez Snape'a ma pręgi i siniaki, a Weasley, kretyn, uwierzył mu. Teraz Potter zdał sobie sprawę, że wyjdzie na małego, podłego kłamcę, jakim był.
Harry spojrzał na Rona w zupełnej konsternacji. Skąd wiedział? Harry był tak ostrożny - nie mógł pokazać ich komukolwiek, zwłaszcza nie Snape'owi i Dumbledore'owi. Dyrektor zażąda informacji, których Harry nie mógł dostarczyć. Nie bez wskazania dwóch członków domu Snape'a. Gdyby to zrobił, Mistrz Eliksirów nalegałby, że kłamie, a Dumbledore spojrzałby tylko na niego w ten typowy dla niego, migoczący, sposób. Potem Snape zacząłby krzyczeć, jakim to dziwadłem jest Harry, i że cały Gryffindor nie jest wart tyle, co jeden Ślizgon. A to byłby dopiero początek końca. Ich kruchy rozejm rozpadnie się, bez możliwości naprawy, a Harry nigdy nie będzie się już w stanie nauczyć oklumencji czy obrony przed czarną magią, Voldemort wygra i nastąpi koniec świata – a wszystko to przez Harry'ego i jego niezdolność do milczenia.
— Ron— szepnął, zaciskając pięści tak mocno, że aż zbielały mu kostki. — Zamknij się!
— Proszę, Harry!— Ron błagał, czując łzy w oczach. Rozumiał, jak trudno było Harry'emu przyznać się, że ktoś go źle traktował. Wiedział, że wyciągnięcie na światło dzienne sekretu swojego przyjaciela, w taki sposób było nieuczciwe z jego strony. Ale jeśli tylko Harry upomni się o swoje prawa, Dumbledore może poczuć się zmuszony do zrobienia czegokolwiek, a wówczas poświęcenie Rona nie poszłoby na marne. — Proszę, Harry. Widziałem wszystko, w porządku? Musisz o tym powiedzieć. Nie możesz pozwolić mu tak cię traktować, kolego. To jest po prostu złe.
— Nic nie widziałeś, Ron— syknął Harry. — Nic!
W tej chwili Snape zaczął zdawać sobie sprawę, że coś jest nie tak. Weasley twierdził, że widział fikcyjne ślady na Potterze? Czyżby bachor rzucił na siebie urok, aby udowodnić swoje racje? Ale po co by się tak wysilał? Coś było nie tak.
— Potter — nakazał ponownie Snape. — Podnieś koszulę.
Harry poderwał głowę, wzrok miał wyzywający. — Nie!
— Potter!
— Harry— interweniował dyrektor delikatnie. — Wydaje mi się, że zaistniała wątpliwość odnośnie twojego samopoczucia. Wiesz, jak bardzo mi na tobie zależy. Obawiam się, że muszę poprzeć prośbę profesora Snape'a i pana Weasleya i prosić cię o podniesienie koszuli.
Jestem idiotą.Powinienem po prostu błagać, pożyczyć lub ukraść gdzieś jakieś eliksiry lecznicze.Wtedy nikt nic by nie wiedział.Ale że obawiałem się złapania, to teraz mam za swoje.Złapali mnie w znacznie gorszej sytuacji!
Harry zacisnął szczęki buntowniczo. Wszyscy byli przekonani, że pokaże im ślady? Cóż, zamierzał ich rozczarować. Musiał się stąd wydostać i spróbować się wyleczyć, wówczas to będą mu w stanie niczego udowodnić.
— Dobrze…— udawał przez chwilę, że siłuje się z szatą, a potem, gdy pozostali zrelaksowali się jego pozorną kapitulacją, czmychnął w stronę drzwi.
Ze zdziwieniem skonstatował, że udało mu się prawie przekroczyć próg, nim poczuł, że został złapany za ramię i boleśnie drgnąwszy zatrzymał się.
— NIE! NIE! NIE! — krzyknął, wijąc się i walcząc, jakby od tego zależało jego życie. Wprawdzie nie było tego wiele, biorąc pod uwagę jego siniaki i ból jaki odczuwał, ale najwyraźniej Snape także nie czuł się wiele lepiej albo dlatego, że mimowolny okrzyk bólu, jaki wydał Harry i wynikła później szamotanina pozbawiła go równowagi.
Snape zacisnął mocniej rękę na małym potworze i zaciągnął go z powrotem do gabinetu Dumbledora. Kiedy Potter poderwał się do ucieczki, dyrektor i Weasley byli na tyle kompletnie zaskoczeni, by jakkolwiek zareagować. Snape z kolei, z racji sprawowanej nad chłopcem opieki, w ciągu ostatnich kilku miesięcy poznał Gryfona wystarczająco, by natychmiast nabrać podejrzeń, gdy tylko uparte spojrzenie Harry'ego zostało zastąpione pozornie pokornym. Rzeczywiście, Potter zrobił przerwę, a Snape był wystarczająco spowolniony przez własne urazy, tak że chłopcu prawie udało się uciec.
Teraz Potter krzyczał, jak banshee i walczył ze Snape'em, jak gdyby ten był Voldemortem. Cierpliwość Mistrza Eliksirów, nie zbyt wysoka w najlepszych czasach, została poważnie nadwyrężona przez ból i zmęczenie, a kiedy najnowsza próba wyswobodzenia się Harry'ego w celu zwiania prawie wyrwała mu ramię ze stawu, Snape stracił panowanie nad sobą.
— Przestań!— warknął, drugą ręką wymierzając Harry'emu mocnego klapsa w tyłek.
Nauczyciel był zupełnie nieprzygotowany na okrzyk prawdziwego bólu, jaki wydał z siebie Potter w efekcie klapsa i reakcję Weasleya.
— Nie waż się go skrzywdzić ponownie, draniu!— krzyknął Ron, po czym skoczył Snape'owi na plecy i zaczął okładać go pięściami i szarpać za włosy.
Snape zdołał zaledwie krzyknąć cofając się trochę, gdy niemała waga Weasleya spadła przed na jego uszkodzone ciało, i to było jedyne, co mógł zrobić, aby utrzymać Harry'ego.
— DOSYĆ!— Najpotężniejszy czarodziej w pokoju w końcu stracił ostatnią dobroduszną iskierkę w oku. Sekundę później niewidzialne ręce rzuciły trzech walczących z powrotem na ich krzesła. Zrobione to było wystarczająco mocno, aby każdy zaczął zawodzić z bólu.
Harry z trudem dostał się ponownie do drzwi, ale w następnej chwili zdał sobie sprawę, że zaklęcie trzyma go w miejscu. Cóż, w ten sposób przynajmniej nie będą mogli zobaczyć moich obrażeń.
— Powiedziałem dosyć!— Dyrektor był teraz autentycznie wściekły. — Severusie, co na ziemi planujesz do bójki z uczniami?— Snape dyszał oburzony, ale zauważywszy stalowy błysk w oku Dumbledore'a, uznał, że rozwaga była w tej chwili optymalnym rodzajem męstwa, więc nie zaczął nawet wygłaszać swoich racji. — Panie Weasley, pański język i zachowanie są okropne, od kiedy tylko się pan pojawił w moim gabinecie, ale żeby zaatakować profesora? — Jedyną reakcją Rona na tę uwagę było coś pomiędzy rozbawionym sarknięciem, a szlochem. Jane było, że tłustowłosy drań nie podzielił się jeszcze całą historią z dyrektorem. Snape uśmiechnął się do chłopaka cynicznie, a Dumbledore patrzył na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy, ale odpuścił. — Harry— powiedział do trzeciej siedzącej postaci. Jego głos był znacznie łagodniejszy, niż to miało miejsce w przypadku pozostałych dwóch osób. — Jasne jest, że coś jest nie tak. Czy nie możesz mi powiedzieć, co to jest?
Harry tylko zamknął oczy, powstrzymując łzy, i potrząsnął głową.
— Harry, proszę? Chcę ci pomóc.
Dumbledore westchnął, gdy inne ciche zaprzeczenie było jedyną odpowiedzią.
— Harry, muszę nalegać. Bardzo się o ciebie martwię. Mogę wezwać panią Pomfrey i poprosić ją o rzucenie zaklęcia diagnostycznego na ciebie, lub możesz sam nam pokazać, co ci jest, ale, tak czy inaczej, uzyskam odpowiedź na swoje pytanie.
Dwie łzy wymknęły się spod powiek chłopca, ale nadal nie chciał mówić.
Snape zaczął się martwić. Podejście Dumbledore'a powinno zadziałać.
— Potter— zagaił, mając świadomość przenikliwego wzroku dyrektora na sobie. — Musisz nam powiedzieć, co się stało. — Starał się nadać swojemu głosowi spokojną i neutralną tonację, ignorując niepokój, który zaczął odczuwać, nie mówiąc już o bólu.
To przyciągnęło wzrok chłopaka, ale spojrzał na niego w nieszczególnie przyjazny sposób.
— Nie chce pan, żebym to powiedział— powiedział Harry stanowczo.
— Ha! Wiedziałem!— prychnął Ron, ale jego reakcja została zignorowana przez pozostałych.
— Harry.— Snape celowo użył jego imienia. — Dlaczego tak sądzisz?
— Po prostu… po prostu niech mi pan uwierzy, dobrze? Nie mogę powiedzieć.
— Harry, chronisz kogoś?—zapytał cicho Dumbledore.
Harry spojrzał na dyrektora z nagłą nadzieją. To było to! Na pewno Dumbledore nie poprosi go, żeby oznajmił coś, co może postawić kogoś w niebezpieczeństwie!
— Tak. Nie mogę powiedzieć lub ktoś niewinny zostanie skrzywdzony.
— Ktoś niewinny już został skrzywdzony, Potter— odpowiedział Snape, zaciskając zęby. —Dla każdego w tej sali oczywistym jest, że zostałeś ranny, i jednomyślnie uznano, że to ja jestem osobą odpowiedzialną za ten stan rzeczy.
— Co? Ale to nieprawda!— Harry wybałuszył oczy w szoku i patrzył na swojego profesora całkowicie zaskoczony. Ron czuł, jak żołądek zaczyna mu się skręcać na widok niezaprzeczalnego przerażenia na twarzy Harry'ego. To nie może być prawda…
Harry spojrzał na Snape'a.
— Ktoś powiedział, że pan mnie zranił? Ale…, ale tak nie było!
— Widziano, jak przeciągałem cię do lochów, a wszystkie fakty świadczą, że to ja cię pobiłem— powiedział ironicznie Snape. — Oczekujesz, że co dyrektor mógł pomyśleć?
Harry spojrzał na Dumbledore'a.
— Dyrektorze, to nie profesor! Słowo!— namyślał się chwilę, a następnie, z wyrazem ulgi, wyznał. — Po prostu spadłem ze schodów.
Snape przewrócił oczyma.
— Oh, na miłość Merlina, Potter. Jeśli masz zamiar kłamać, staraj się chociaż, żeby to było wiarygodne.
— Spadłem! — warknął Harry. — Taka jest prawda!
— Harry, gdyby to była prawda, to dlaczego nie szukałeś pomocy natychmiast po fakcie? Dlaczego wszystko przemilczałeś? Kogo ochraniasz? — Spojrzenie dyrektora było łagodne, ale nieubłagalne. Gryfon odwrócił wzrok. — Harry, musisz zrozumieć, że to nie może trwać dłużej. Profesor Snape nie zasługuje na jeszcze bardziej niesprawiedliwe podejrzenia skierowane przeciwko niemu. Wstań i pokaż nam, co ukrywasz.
Ramiona Harry'ego spadły na ostatni argument dyrektora. Nie mógł być przyczyną kolejnego oskarżenia przeciwko Snape'owi, nie po tym, gdy ten traktował go tak dobrze przez ostatnie kilka tygodni. Podniósł się boleśnie, ledwo zauważając, jak bez żadnego wysiłku, i różdżki, Dumbledore anulował zaklęcie i zdjął szatę. Zawahał się po raz ostatni, a następnie odwrócił się plecami do pozostałych i powoli zdjął koszulę.
Snape'owi opadła szczęka, kiedy zobaczył siniaki na plecach Harry'ego, a wielki, lodowaty węzeł w brzuchu Rona wrósł. Z pewnością nikt, nawet Snape, nie mógł być tak dobrym aktorem.
— Harry.— Nagle Dumbledore brzmiał o wiele starzej, niż wskazywał na to jego wiek. — Przykro mi, ale muszę cię poprosić, abyś pokazał nam resztę twojego ciała.
Harry przeczuwał taki obrót sprawy, bo jedynie westchnął, a następnie opuścił spodnie, potwierdzając, że straszne siniaki ma wszędzie. Snape i Dumbledore podeszli i zaczęli badać małego chłopca. Szybkie szarpnięcie za gumkę od bielizny Harry'ego pozwoliło im dostrzec siniaki również na jego pośladkach, a Snape momentalnie pożałował utraty temperamentu, który doprowadził go do wymierzenia klapsa.
Chwilę później, nawet bez ruchu różdżki Dumbledore'a, spodnie Harry'ego były na swoim miejscu, a Snape stał przy nim.
— Kto ci to zrobił?— zażądał, zdenerwowany.
Harry odwrócił wzrok.
— Spadłem.
Snape's zacisnął wargi.
— Kto cię popchnął?
Harry spojrzał na niego, a następnie ponownie odwrócił wzrok.
— Wszystko w porządku. Proszę się nie martwić.
— Potter, jesteś ofiarą bezwzględnego ataku. Nie mów mi, że mam się o to nie martwić! — warknął Snape, zaciskając palce na ramionach Harry'ego. — Teraz, kto to zrobił?
— Nie wiem, kto.— Harry wzruszył ramionami. Spojrzał szczególnie wyzywająco, ale Snape już wiedział, że oznaczało to jedynie, iż chłopak był dogłębnie nieszczęśliwy.
— Nie pogarszaj sprawy kłamiąc— skarcił go Snape. — Jeśli w ten sposób reagujesz na obawę i troskę…
Harry prychnął i odsunął się.
To było coraz bardziej interesujące. Minęło już trochę czasu, odkąd Harry ciągle upewniał się o fakt opieki Snape'a nad nim. Co sprawiło, że powrócił do starych zachowań, kiedy był przekonany, że Snape nie zechce się o niego troszczyć? Snape spojrzał na niego wyrachowanie.
— Nie tak trudno wydedukować kto za tym stoi, Potter. Kto nienawidzi cię wystarczająco mocno, aby zrobić coś takiego? — Widział jak ramiona chłopca drgnęły. — Raczej żaden z kolegów Gryfonów czy Puchonów nie miałby na tyle odwagi. Zaznaczyłeś, że ja nie zechcę poznać prawdy, więc musi w to być zaangażowany jakiś Ślizgon. Tak więc…
— Draco!— wydyszał Ron. Przez chwilę nic nie mówił, zbyt pochłonięty świadomością, że popełnił straszną, okropną, niewybaczalną i nieodwracalną pomyłkę. Teraz jednak, gdy przebieg prowadzonej wokół niego rozmowy zaczął do niego w pełni docierać, uświadomił sobie, że może być tylko jedna osoba, która pasuje do opisu.
— Nie!— krzyknął Harry.
Snape patrzył na niego zamyślony.
— Dlatego, nie chciałeś mi powiedzieć, Potter? Ponieważ Draco…
— To nie był Draco!— krzyknął Harry, czując łzy w oczach. Jego najgorszy koszmar zaczął się sprawdzać. Wszystko działo się tak, jak jego napastnicy chcieli, a teraz - dzięki niemu – nikt, nigdy nie uwierzy w jego słowo. Schrzanił wszystko, a teraz nawet nie był w stanie ochronić Draco. — Oni chcą, żeby w to wierzyć!
— Kim są „oni", Potter?— zażądał Snape i Harry jęknął, zdając sobie sprawę, że z każdym jego słowem będzie tylko coraz gorzej. Usiadł ciężko na kanapie, ukrywając twarz w dłoniach.
— Nie mogę powiedzieć.
— Grozili ci?
— Nie mnie.
— A komu? Ronowi? Hermionie?— Weasley spojrzał ni to zszokowany, ni przerażony.
Harry potrząsnął głową.
— Więc komu?
Harry spojrzał na niego, na jego twarzy wymalowany był ból i rozpacz.
— Draco.
Snape zamrugał.
— Grozili Draco Malfoyowi? A ty nic nie mówiłeś, aby go chronić?
Harry powstrzymał szloch. — Wrobili go. Draco. Zaatakowali mnie tak, żeby to wyglądało na jego robotę, a nawet, jeśli będzie pan myślał, że to niemożliwe i zacznie pan szukać sprawców, to wtedy nadal będą go w stanie zranić. A teraz pan mi nie uwierzy i wszystko pójdzie na marne.
Snape usiadł obok zrozpaczonego chłopca i, ku swemu przerażeniu, ostrożnie umieścił rękę na jego ramieniu.
— Choć muszę przyznać, że niedawne zachowanie prawie w ogóle nie wzmocniło twojej reputacji odnośnie prawdomówności, panie Potter, jestem pewny, że mówisz prawdę— westchnął. — Twoja bezmyślna szlachetność do działania nie pozostawia miejsca na wątpliwości.
Ku zaskoczeniu Snape'a, jego zapewnienie nie poprawiło chłopca nastroju.
— Wszystko będzie zniszczone. Wszystko.
— Co będzie zrujnowane, Potter?— zapytał Snape zaskakująco łagodnym tonem.
— Wszystko. Znienawidzi mnie pan, lekcje zostaną przerwane, a Voldemort wygra.
Snape i Dumbledore wymienili rozbawiony wygląd.
— Nie poddaję się tak łatwo, panie Potter. Powiedz mi, dlaczego uważasz, że cię znienawidzę.
Harry zamknął oczy. Oto ta chwila... Wiedział, że Snape tak naprawdę się o niego nie troszczy. Wiedział o tym. Ale to nadal będzie bolało, kiedy nauczyciel stanie po stronie „jego" Ślizgonów. Przygotowując się na obelgi, które wkrótce zostaną rzucone w jego stronę, wziął głęboki oddech i zmusił się do mówienia.
— Było ich trzech. Tych, którzy mnie zaatakowali. Sami chłopcy. Jeden z nich był z Ravenclaw - zauważyłem jego szalik. Pozostali to Ślizgoni, nie znam ich nazwisk — ciągnął Harry posępnie.
— A dlaczego mówisz, że wrobili Draco?
Harry wsadził jedną ręką do kieszeni.
— Wsadzili mi ten znaczek do płaszcza - myślę, że to należy do Draco. Ma wyryte jego inicjały. Poza tym słyszałem ich rozmowę, gdy zrzucili mnie ze schodów. Myśleli, że wciąż jestem nieprzytomny, ale ja słyszałem ich rozmowę. Powiedzieli, że do zaatakowania mnie użyli różdżki Draco i mimo, iż ja o tym nie będę wiedział, to wszyscy uznają, że to on, ponieważ tak bardzo mnie nienawidzi. Ponadto stwierdzili, że po sprawdzeniu jego różdżki, będzie można znaleźć dowody przeciwko niemu. A nawet, jeśli uwierzy pan, Draco, gdy będzie mówił, że go tam nie było, to powiedzieli, że jeśli zacznie pan dochodzić prawdy, to oni przywołają różdżkę tak, żeby nie było żadnych dowodów przeciwko komukolwiek. Ponadto powiedzieli, że ojciec Draco… skrzywdzi go, gdy dowie się, że stracił różdżkę, a to będzie prawie tak samo dobre, jak zobaczenie, jak jest wyrzucany.
— Harry— zapytał cicho dyrektor. — Myślisz, że Draco był prawdziwym celem tych chłopców? Że zaatakowali cię tylko po, by mu zaszkodzić?
Harry potrząsnął głową.
— Myślę, że nie. Chcieli mnie zabić. Nazwali mnie karaluchem i powiedzieli, że to wstyd, że tak trudno jest im mnie zabić. — Ku swojemu zdziwieniu, poczuł, że Snape ponownie położył rękę na jego ramieniu i lekko ścisnął, jakby chciał mu dodać otuchy. Spojrzał zdumiony. Dlaczego go nie odrzucił i nie zaczął bronić swoich węży?
— Potter, czy ty naprawdę wierzysz, że uważam lojalność wobec swojego Domu za tak świętą, że stanąłbym po stronie zabójców, a nie ciebie?
— Tak— przyznał Harry, nieco zagubiony. — Czy ich próba wrobienia Draco narusza zasady Domu, czy sprawia, że wszystko jest w porządku?
Snape zmarszczył brwi patrząc na niego.
— Gdybyś miał, choć jeden cal kwadratowy nieposiniaczonego ciała na tyłku, strzeliłbym ci klapsa, głupie dziecko. Taki idiotyzm! Jesteś priorytetem, przed zagrożeniem wobec Draco czy przed ich wyjątkowo wiarygodną próbą zabicia cię?
— Ale…, ale…, oni są Ślizgonami — zaprotestował Harry. — Jestem Gryfonem. Tym Gryfonem, którego pan najbardziej nienawidzi. Nie musi pan udawać, że mnie lubi. Wiem, że pracuje pan ze mną tylko z powodu wojny. Nie chce pan żebym zginął, zanim nie pokonam Voldemorta. W porządku, ja to rozumiem. Nawet nie musi pan karać innych, tylko proszę niech mnie dalej uczy, dobrze? Dla wojny.
— Harry… — zaniemówił Snape. Tak, on faworyzował swój Dom. Tak, zawsze obrażał Gryffindor. Tak, pozwalał wywinąć sie swojemu chrześniakowi z wszelkich kłopotów, kiedy to było ważne dla jego działalności szpiegowskiej, a pozwalało być w jak najlepszym stosunkach z Lucjuszem. Ale mimo to był przerażony świadomością, że Harry nadal myślał o sobie, jak o niczym więcej, niż o narzędziu do pokonania Voldemorta, który gotów był pozwolić brutalnym napastnikom uciec bezkarnie, byle nie ryzykować utraty wątpliwej więzi, ledwo co nawiązanej ze Snape'em.
Snape opłakiwał śmierć Lily każdego dnia. Co więcej, jakkolwiek nienawidził Jamesa Pottera w czasach szkolnych, musiał przyznać, że człowiek w końcu dojrzał i zginął bohaterską śmiercią. Więc jak się Snape ma zdołać przekonać ich jedyne dziecko, że nie zależało mu bardziej na dwóch anonimowych bandytach, niż na ich drogim dziecku, w którego obronie umarli? Jak ma udowodnić Harry'emu, że jest czymś o wiele ważniejszym, niż tylko narzędziem przeznaczenia? Że był jedyną dobrą osobą w jego mniemaniu, a jedyną, którą Snape rzeczywiście tolerował - nie żeby lubił któregoś z uczniów, oczywiście, ale niektórzy z nich byli... akceptowalni. Merlin wiedział, że nie był zbyt wylewnym człowiekiem, ale na pewno nawet to dziecko musiało zauważyć, że jego zachowanie nie było po prostu wypełnianiem poleceń Dumbledore'a. Czy ciasteczka nic nie znaczyły dla bachora?
Harry usiadł spoglądając na niego błagalnie. Później Snape utrzymywał, że Dumbledore rzucił na niego jakąś klątwę, która spowodowała, że zachowywał się, jak nie on, ale fakt pozostaje faktem, i są na to świadkowie, że Severus Snape podszedł i przytulił Harry'ego Pottera. A gdy chłopiec nie umarł od razu z szoku, uściskał go ponownie. Wówczas wrócił do normy i bardzo suchym tonem zapowiedział Gryfonowi:
— Nadal będziesz uczestniczył w naszych lekcjach, panie Potter, podobnie zresztą, jak odrobisz liczne szlabany w ramach kary za dzisiejsze oszustwo, nieposłuszeństwo i kiepskie opinie.
Harry szeroko otworzył oczy ze zdumienia, a zarówno dyrektor, jak i profesor wstrzymali oddech, gdy Harry przetwarzał słowa Snape'a. Obydwaj zastanawiali się, czy Harry nie skupi się tylko na groźbie kar i nie weźmie ich za kolejny dowód pogardy Mistrza Eliksirów dla siebie. Ale gdy minęła wieczność, wargi Harry'ego drgnęły w górę i zapytał:
— A będą ciasteczka?
