Dla Tucia.
Świst ostrza, strumień krwi - czarnej, nie czerwonej - plamiący jego miecz i zostawiający w powietrzu ślad, kiedy Fíli odwraca się, by stawić czoła kolejnemu wrogowi. W tym jednym tańcu Khazadowie są mistrzami - w tańcu śmierci, ostrze, tarcza, życie gwałtownie zgaszone, życie walczące o przetrwanie.
Odwraca się i widzi Thorina, otoczonego przez nieprzyjaciół, i bez zastanowienia rzuca się na pomoc wujowi, by wesprzeć go swoim ostrzem i zasłonić go swoją tarczą. Fíli wie, że wuj próbowałby go powstrzymać, ale Thorin jest zajęty walką, dlatego nie zauważa. Fíli rozumie, dlaczego Thorin postąpiłby tak, a nie inaczej, rozumie aż za dobrze, bo raz za razem szuka wzrokiem Kílego, by upewnić się, że jego brat nie został ranny. Fíli rozumie, bo za każdym razem, gdy patrzy na Kílego, widzi tamto małe krasnoludziątko, któremu pomagał nauczyć się chodzić, jeździć na łyżwach, walczyć, i pamięta mały, lekki drewniany miecz w małych, pulchnych rączkach. A gdyby - broń Mahalu! - gdyby Kíli poległ, Fíli nigdy by sobie tego nie wybaczył.
Rozumie, ale mimo to rzuca się na pomoc Thorinowi, bo to nie kwestia zrozumienia czy rozsądku, ale serca i całego jego jestestwa; bo Thorin jest jego wujem, bratem jego matki, jego krewniakiem, rodziną. Bo Thorin jest dla niego jak ojciec, a jako dziedzic Thráina i Thróra, i dziedzic Durina, jest jak ojciec dla całego Durinowego plemienia, a jest obowiązkiem i instynktem, by chronić ojca.
Thorin zauważa i krzyczy coś do niego, a Fíli patrzy na wuja przepraszająco, ale nie cofa się. Pozostaje u boku Thorina, bo za każdym razem, gdy patrzy na wuja, widzi tamtego potężnego, dumnego krasnoluda, który pochylał się nad nim i który uczył go walczyć, i pamięta mały, lekki drewniany miecz w swoich małych, pulchnych rączkach. Pozostaje u boku Thorina bo to właściwe, by spłacić dług, walcząc za niego, czuje, że to właściwe, jak czuje ciężar żelaznego miecza w swoich dużych, silnych dłoniach.
Thorin krzyczy coś do niego i Fíli uśmiecha się, by dać wujowi znać, że wszystko jest w porządku, że może nie jest to zgodne z zasadami świata, ale właściwe. Są rodziną, a naturalne jest, że chroni się rodzinę, i Fíli raczej wolałby zginąć - bez żalu, bez lęku, z dumnym uśmiechem na twarzy - niż pozwolić, by Thorin zginął za niego.
Kątem oka zauważa ruch, o wiele za późno, i uśmiecha się do Thorina, by dać wujowi znać, że wszystko jest w porządku. Rozlega się nagły okrzyk, ktoś rzuca się naprzód, powietrze przecina miecz. Czerwień wykwita na metalu zbroi jak koszmarny kwiat, a Kíli upada na ziemię, patrząc na Fílego przepraszająco i uśmiechając się do niego, by dać mu znać, że wszystko jest w porządku, bo za każdym razem, kiedy Kíli patrzy na niego, widzi tamtego dużego, dumnego brata, który pochylał się nad nim i który uczył go walczyć, i pamięta mały, lekki drewniany miecz w swoich małych, pulchnych rączkach.
Fíli krzyczy i próbuje powstrzymać łzy, bo właśnie pojmuje - nieodwracalnie, w najstraszliwszy i najbardziej bolesny sposób - że to nie jest w porządku.
