Objaśnienie: Post - game.


Krew 2

Morska woda była lodowata – i dobrze. Fenris potrzebował zebrać myśli. Szczególnie, iż ostatnie, co pamiętał, to fakt, że został bezceremonialnie przerzucony przez ramię, potem wymiotował przechylony nad burtą, a na końcu miał niejasne wrażenie klęczącej obok Merrill. Gdy tylko upewnił się, że jest w stanie chodzić samodzielnie bez przewracania się co krok, wymknął się ze statku na ląd i obszedł wyspę.

Elf zanurzył się w wodzie zaciskając zęby. Po chwili odzyskał oddech, ale nie przestał się trząść. Powoli zmywał resztę brudu i krwi ze skóry.

Udało mu się uszkodzić jedną z rzeźb, prawdopodobnie na stałe, gdy Meredith znalazła się obok. Pierwszy cios zdołał zablokować, drugi… nie poczuł go do chwili, gdy ostrze przecięło ramię pomiędzy pancerzem a rękawicą, dotykając jednej z linii lyrium. Fenris zacisnął wargi przesuwając palcami po uleczonej ranie. Ból pozbawił go przytomności. Porównywalny lub być może nawet silniejszy, niż…

- Venhedis, Hawke… jesteś głośniejszy od niedźwiedzia.- Obejrzał się przez lewe ramię. Mag tylko wzruszył ramionami.

- A gdybym był niedźwiedziem?

- Posturą na pewno przypominasz jednego,- Fenris prychnął, z ulgą odrywając się od toru, którym zaczynały biegnąć jego myśli. Garrett wywrócił oczyma.

- Szczególnie moje wielkie kły i pazury. Lepiej wychodź z wody, brakuje jeszcze tylko, żeby trzeba było cię leczyć na zapalenie płuc.

- Tsk. Nie jest aż tak zimno.

- Fenris, sinieją ci uszy.- Elf pokręcił głową, ale odwrócił się. Kiedy stanął na brzegu, mag owinął go kocem i pociągnął za sobą siadając na piasku.- Odpływamy dopiero o świcie, kiedy będzie dobry wiatr.

Wojownik usiadł wzdychając i oparł się o pierś maga.

- Hawke… - Zaczął, kiedy mężczyzna dotknął ustami zamkniętej powieki.

- Chyba powinienem był pozwolić Merrill, żeby…

- Nie. Zdarza się,- Fenris krótko uciął.- Dziękuję,- dodał po chwili. Garrett westchnął i przez parę minut panowała komfortowa cisza.

- Moglibyśmy popłynąć do Orlais… Antivy…

- Nie,- elf stwierdził ostrzej, niż poprzednio. Mag potrząsnął głową.

- Chcesz powiedzieć, że jesteś nadal zazdrosny?

- ...Venhedis, nie.

- A jednak,- Garrett zaśmiał się, przeczesując palcami jego włosy.- Wiesz, Fenris, biorąc pod uwagę pogłoski, to ostatnie miejsce, w którym moglibyśmy go spotkać.

- Które pogłoski?

- O Strażniku i o tym, że Antiva spłynęła krwią Wron?

- Spłynęła niewystarczająco, najwyraźniej.- Mężczyzna prychnął.

- Masz gorące uszy,- ukrócił wszelkie protesty pocałunkiem. Fenris postanowił nie sprzeczać się, dziwnie kontent z rozwoju sytuacji, ucieczki, oka, decyzji. W końcu to była reszta jego – ich – życia.