Rozdział 4.

- O nie! – niemal krzyknęła, gdy tylko to zobaczyła. – Nie wejdę tam. Zapomnij!

Od dziecka nie była w wesołym miasteczku. Nawet jako nastolatka nigdy nie dała się namówić znajomym na przejażdżkę kolejką górską. Teraz stała pod największą, jaką w życiu widziała. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że od ostatniego razu urosła o ładnych kilka centymetrów.

- Nie psuj zabawy, dobra? – House przybrał najbardziej czarujący ton, na jaki było go stać. – Zobaczysz, będzie fajnie.

- Planowałeś to od początku, przyznaj się.

- Nawet jeśli, teraz nie masz wyboru – stwierdził z uśmiechem na twarzy. – Obiecałaś.

Cuddy roześmiała się, zakrywając oczy dłonią. Zastanawiała się, co lekarz chce tym osiągnąć. Myśli, że ze strachu wtuli się w jego męskie ramiona? W sumie to nie taka zła opcja.

- Bo nie wiedziałam, na co się godzę. – Zbliżyła się do mężczyzny. – Jak zamierzałeś mnie przekonać?

- Urokiem osobistym! – Diagnosta wypiął pierś, bardzo dumny z siebie.

- Czym? – Nie mogła się powstrzymać.

Pocałowała go, zanim zdążył poczuć się oburzony.

- No już dobrze – powiedziała pojednawczo. – Niech ci będzie.

- Dzień dobroci dla House'a? – Zaśmiał się szyderczo.

Pani administrator zrobiła krok do tyłu. Zmarszczyła brwi i przyglądała się przez chwilę swojemu chłopakowi.

- Co? – Mężczyzna rozłożył ręce.

- House – zaczęła niepewnie. – Ty jesteś… szczęśliwy.

- A ty seksowna – usiłował zmienić temat. Nie sądził, że aż tak to po nim widać.

Objął szefową ramieniem i zaczęli iść razem w kierunku wejścia. Po dwóch krokach złamał się pod ciężarem jej wzroku.

- Niecodzienny widok, co? Tylko nie mów o tym Wilsonowi – dodał po chwili. – Jak się dowie, że jego moralizatorskie gadki działają, w życiu się ode mnie nie odczepi.


- Nie było tak źle, prawda, Cuddy?

Drzwi od damskiej toalety, pod którymi stał diagnosta, uchyliły się. Zza nich wyjrzała pobladła twarz pani doktor. Patrzyła na podwładnego z wyrzutem.

- Już po wszystkim? – zapytał z troską.

- Chyba mi przeszło.

House złapał swoją dziewczynę pod rękę i zaprowadził do najbliższej ławki. Pani administrator opadła ciężko na twarde deski. Mężczyzna delikatnie usiadł obok.

- Muszę przyznać – zaczęła po chwili, gdy odzyskała rumieńce – że całe życie zastanawiałam się, co tracę. Teraz już wiem. Nie żałuję tej przejażdżki.

- Ani ja – poparł ją lekarz. – Zwłaszcza patrząc na to zdjęcie!

Wyjął z kieszeni ich wspólną fotografię. Kobieta spojrzała z zaciekawieniem.

- Ze wszystkich zdjęć, jakie nam zrobili, wybrałeś to, na którym haftuję za wagonik?! – Nie mogła wyjść z podziwu.

- Najlepiej na nim wyszedłem – uzasadnił. – Poza tym, zawsze możesz powiesić je sobie nad łóżkiem. Za każdym razem, gdy pomyślisz, że już gorzej być nie może, przypomnisz sobie dzisiejsze atrakcje.

Cuddy szybkim ruchem wyrwała mu fotografię z dłoni i schowała do torebki.

W tym samym momencie odezwała się komórka House'a.

- Wyłączyłeś moją, a swojej nie? – oburzyła się szefowa.

- W przeciwieństwie do ciebie mam na głowie pacjentów, którzy mogą naprawdę umierać. – Odebrał telefon. – Oby to było coś ważnego.

- House, gdzie ty, do cholery, jesteś? – usłyszał w słuchawce głos Kutnera.

- W wesołym miasteczku – odparł zgodnie z prawdą. – Właśnie zaliczyłem kolejkę górską.

- Przestałbyś ćpać i przyjechałbyś do pracy! – To tym razem Foreman.

- Przykro mi, mam zbyt napięty grafik. – Spojrzał w błękitno-szare oczy brunetki siedzącej obok. – Co wy tam jeszcze robicie, tak w ogóle?

- Chcesz przez to powiedzieć, że mamy sobie pójść? – niepewnie spytał Taub.

- Gratulacje, mistrzu dedukcji. A teraz sio! Korzystajcie z życia.

Wyłączył telefon. Cuddy przyglądała mu się z uwagą.

- I tak nie mam żadnego przypadku – wytłumaczył. – Nie ma potrzeby, żeby tam siedzieli.

- Jaki się wspaniałomyślny zrobiłeś.

Pani administrator wtuliła się w jego męskie ramię. Gdy słońce zaszło za chmury, zdała sobie sprawę, że ubrała się zdecydowanie za lekko, jak na imprezę na świeżym powietrzu. A mężczyzna był taki gorący…

Jedna rzecz przykuła jej uwagę, choć ciężko było się do tego przyznać. Nawet przed sobą. Chodziła do tej pory z wieloma facetami, ale diagnosta był pod jednym względem wyjątkowy. I nie chodziło tu o jego wygląd czy podejście do świata. Przy nim czuła się bezpiecznie.

- Gotowa na nowe wyzwania? – wypalił znienacka.

- Tym razem ja wybieram, co będziemy razem robić.

- Ale mamooo… - House wykrzywił usta w podkówkę.

- Nie sądzisz, że jesteś mi to winien?

- Nie taka była umowa.

- Może małym druczkiem?

Diagnosta westchnął głęboko. Doskonale wiedział, jak wygrać tę walkę. Przez lata pracy nauczył się w miarę skutecznie manipulować szefową. Czy jednak o to teraz chodziło? Nie są przecież w pracy. Nie istnieje relacja przełożony - pracownik-który-i-tak-zawsze-postawi-na-swoim. Powinni być sobie równi. Inaczej związek trafi szlag.

- Okej – skinął delikatnie głową. – Gdzie chcesz jechać?

- To kawałek stąd. – odpowiedziała. – Weźmiemy twojego rumaka.

- Tylko jedna sprawa, Cuddy – głos diagnosty brzmiał śmiertelnie poważnie. – Gdy łapiesz mnie za brzuch, trzymaj swoje śliczne rączki odrobinę wyżej. Tym razem mogę nie wyrobić i wjechać w tego tira.

Obydwoje wybuchnęli śmiechem.