Gdzie była, kiedy jej nie było?
Musi odejść.
Tak. Wiedziała.
Wyruszyła. Nie chciała. Musiała.
Nadeszła pora by dowiedziała się wszystkiego, co powinna wiedzieć. Wszystkiego o swojej magii i o swoim przeznaczeniu. Coś lub ktoś ja wezwie. Czuła to. Nie wiedziała dokładnie skąd. Przyszło to do niej po prostu.
Podążała na swej Lizie. To nie był zwyczajny koń. Dostała ją od taty. Kiedy ruszali do Avalonu, do przeklętego Camelotu. Niech cię szlag trafi Uterze. Albo lepiej twojego syna. Ha! Niech zachoruje, tak by tylko magia mogła mu pomóc. Niech nie pomoże żaden mag. Cierp tak jak ja…
Zawędrowała daleko. Przez morza, góry i lasy. Aż spotkała człowieka. Wyglądał na kilkuwiekowego, lecz był o wiele razy starszy.
-Witaj Ostatnia. –skinęła- jeśli chcesz iść dalej utracisz przyszłość, taką, jaka była przeszłość, lecz zyskasz to, co świat utracił już po narodzeniu.
Nie wiedziała, co robić. Miała przecież tylko dwanaście lat. Czuła współczucie starca. Potrzebowała go, ciepła ludzi. Podeszła, a on położył rękę na jej skroni. Zaraz po tym wyzionął ducha. Uklękła i zapłakała nad losem starca, nad losem wszystkich i wszystkiego, a na końcu nad swoim i Merlina. Teraz wiedziała wszystko. To było zbyt wiele. Wskoczyła na konia i ruszyła. Wzywała ją stara magia.
Przez łzy ujrzała jaskinię. Stały w niej trzy kobiety. Skłoniły się przed nią. Mówiły do niej, mówiły by się odeszła. I nie zbliżała się do Emrysa. Pozwoliła działać losowi i …im.
Słuchała. Nie podobały się jej ich słowa.
-Nie pozwalam. Nie jestem bezradnym pisklęciem. Nie przyjechałam tu nieprzygotowana. Mogę zmienić to, o czym prawicie. I zrobię to.
-Nasza bogini…
-Nie ma nic do powiedzenia w tej sprawie.
-Nie bluźnij!
-Same bluźnicie.
-Strzeż się …!
-Cisza! Ja, Ostatnia Z Widzących, Córka Smoka, rozkazuję Wam się strzec! Nie macie nade mną władzy, nie możecie mi nic zrobić.
-Tobie nie,
-ale innym,
-nawet Emrysowi…
-A, ja Wam!
W jaskini po krzykach rozległa przejmująca cisza.
-Zakazuję Wam zbliżać się do niego i mieszać w przepowiedniach Avalonu. Uter jest mi coś winien. Przyszłość i przeznaczenie Camelotu należy do mnie. Jeżeli wasza myśl omsknie się o te sprawy pożałujecie …i wasza bogini też. Bardzo.
To nie była już dwunastolatka. To była dziewczyna z mocą wielu pokoleń widzących i smoków. Bił od niej złowrogi blask. Nie da sobie odebrać tego, co jej pozostało. Stara magia stworzyła sobie wroga. Zbyt potężnego, by z nim wygrać.
-Żegnajcie. Obyśmy nie musiały się więcej spotykać.
Dziewczyna odeszła. Pozostawiła puste echo. Wracała do domu. Nie było jej tam prawie dwa miesiące.
-Merlinie!
Chłopak obrócił się. Stał nad rzeką. Ona siedziała na koniu. Postanowiła zapomnieć o wszystkim, przynajmniej dopóki są tu bezpieczni. Młody czarodziej podszedł i pomógł jej zejść.
-Bardzo daleko. Zrobiłam, co miałam zrobić i wróciłam.
Jagoda ubiegła pytanie chłopaka. Merlin bierze ją pod rękę i prowadzi do jaskini. Nic nie mówią. Cieszą się, że znów są razem.
-Jak zareagowała mama?
-Trochę się złościła, ale później powiedziała, że się tego spodziewała.
Merlin rozprzęgał konia i założył siana za jasełka. Szybko ogarnął jaskinie, w której mieszkała dziewczyna, zebrała chrust, rozpalił ogień oraz zaczął przygotowywać posiłek. Jagoda siedziała na stołku z podkulonymi nogami i szerokim uśmiechem.
-Byłbyś znakomitym sługą, Merlinie.
Chłopak roześmiał się.
-Jakoś mnie do tego nie ciągnie.
-W każdym razie to znajdzie posadka dla ciebie zawsze się znajdzie w moim zamku.
-Zamku? A, przepraszam, królowo. Cóż za wspaniała sala balowa.
Żartowali. Jej jednak nie dawała spokoju poprzednia wyprawa. Niepokoiła się. Muszę się przygotować, zabezpieczyć –myślała. Po dwóch tygodniach powiedziała mu, że będzie musiała wyjechać. Nie powiedziała kiedy. Tylko tyle, iż wkrótce.
-To gdzie teraz, Liza?
Koń zaprychał. Jechały powoli. Śnieg pokrywał wszystko i było zimno.
-Kto może wiedzieć? Ostatnia Z Widzących, Córka Smoka… Smok? Tylko gdzie ja go znajdę. Zdaje się, że zostały wybite. Chyba, że ten chory szaleniec … Do Camelotu Liza, szybko i po cichu.
Koń zawrócił i zaraz znikł za wzgórzem.
Witaj smoku! Dziewczynka w stroju chłopca schodziła kamiennymi chodami do groty. W tej grocie był uwięziony ostatni żywy smok.Taka mała osóbka, jak ty, nie powinna włóczyć się po lochach.A co powinna? Pilnować się rodziców. Dobrze wiesz, że ich nie mam. Stary smok puścił kłęb dymu. I dobrze wiesz, po co tu przybyłam. Co za to dostanę?Więc to prawda, że smoki są chciwe?
-Nie obrażaj mnie, ludzki pomiocie!
-A ty mnie! To ja, Ostatnia Z Widzących, Córka Smoka. Jesteśmy z tej samej krwi.
Smok znów wypuścił dym nosem i niespokojnie zabrzęczał łańcuchem.
Proszę cię, pomóż. Cisza. Przyrzekam Ci wolność. Ha! Też mi wolność. Ile lat będę musiał jeszcze czekać? Któż mi przyrzeknie, że to, co ma się stać to się stanie? Ja, masz moje słowo. To, co chcesz uczynić młoda czarodziejko jest bardzo trudne. Będzie wymagać wiele poświęcenia od ciebie. Wiem.Musisz porzucić wszystko. Musisz stać się dorosła. Jestem i będę jeszcze bardziej. Widzę. Patrzysz w przyszłość. Robisz wszystko tak, by niczego później nie żałować. Wybierając tę drogę będziesz. Nie wybierając jednak jej, będę żałować jeszcze bardziej. Będziesz robić rzeczy, który nie pochwaliłyby twoje poprzedniczki. Dziewczynka nawet nie mrugnęła. Patrzyła tylko w wielkie, złote i świecące oko bestii. Nawet nie rozumiesz tego, co Tobą kieruje! Kiedyś zrozumiem się. Smok zamilkł. Pomożesz?Dobrze–odezwał się po dłuższej chwili-To, co zamierzasz zrobić nie skończy się dla nas szczęśliwie, ale się cieszę z twojej decyzji. Zbliż się i dotknij mnie. Usłuchała. A teraz uwolnij swoją moc.
Uter szedł po schodach, gdy zamek zaczął się trzęść. Upadł i poleciał w dół. Nic poważnego mu się nie stało. Tylko pare sińców i zadrapań.
Gdzieś pod ziemią mała dziewczynka i smok stali obok siebie i uśmiechali się porozumiewawczo.
-Jedź powoli, okrężną drogą. Poznaj innych czarodziejów i nawiąż z nimi więź. Za kilkanaście lat Camelot będzie miał dość problemu z jednym. I przygotowuj się. Ćwicz!
-Do zobaczenia w ostateczności.
-Żegnaj. Oby nasz młody czarodziej nie miał skrupułów i wybrał dla nas szczęśliwszą drogę.
-Oby.
Powiedziała z małą nadzieją i po miesiącu opuściła grotę-więzienie.
Czyściła miecz. Przed chwilą zabiła jakiegoś potwora, który terroryzował okolicę. Nawet nie miał on nazwy. Co ta nierównowaga magii wyprawia!
Wstała, schowała miecz do pochwy i próbowała wsiąść na konia.
-Ssss!
Przedramię piekło ją niemiłosiernie. Stwór pchnął jej miecz z ogromną siłą, a ten odbił się i ranił ją. Ale to już koniec. Jakiś chłopak pomógł jej wsiąść. Skinęła głową. Nigdy nie pokazywała twarzy ani nic nie mówiła. Dziś to się skończy. Wraca do domu. Koń pognał.
-Wróciłaś!
-Zawsze wrócę.
Merlin pomógł zejść jej z konia. Zauważył, że się skrzywiła. Miała ranę na lewym przedramieniu.
-Co ci się stało?
Nie odpowiedziała. Zdjął opatrunek i przyłożył dłoń do rany. Jagoda poczuła ciepło i mrowienie. Zamknęła oczy. Lubiła, gdy ją leczył.
-Wejdziesz?
Przytaknęła. Posadził ją przy stole i robił coś do jedzenia.
-Gdzie mama?
-Poszła do sąsiedniej wsi. Wróci jutro.
Wyjrzała przez okno i cichutko podsłuchiwała jego myśli. Wtrąciła się. Wiedziała, że nie powinna, ale nadal siedziała w jego głowie. Postawił przed nią miskę z jakąś kaszą. Uśmiechnęła się do niego. Wstała i wzięła drugą łyżkę. Podała mu.
-Zjesz ze mną -rozkazała i pchnęła go na siedzenie obok. Nie poruszał się. Nabrała na łyżkę kaszy. Wzięła go pod brodę.
-Powiedz aaa!
Roześmiał się. Było już dobrze, wszystko grało.
-Aaaaaaa!
Ma ciepłe dłonie-podsłuchała i włożyła mu łyżkę do ust.
