Rozdział 4 – Budować na nowo
I can't be losing sleep over this
no, i can't
and i cannot stop pacing
give me a few hours
and i'll have this all sorted out
if my mind would just stop racing*
Somewhere In Between – Lifehouse
Temperance Brennan patrzyła przez okienko na tak dobrze znane jej miasto. Samolot zniżał lot podchodząc do lądowania i Bones potrafiła rozpoznać budynki, które podczas jej życia w Waszyngtonie, stały się jej integralną częścią. Instytu Jeffersona, siedziba FBI, nawet zieleń w parku miała dla niej znaczenie. Przecież nie raz przychodziła tam z Boothem i Parkerem.
Booth. Czy ją pamięta? Czy wybaczył jej, że wtedy wyjechała? Rok minął szybko. Rok, który przyniósł wielkie zmiany w jej życiu. Wtedy nie przypuszczała, że to wszystko tak się potoczy. Myślała, że postępuje słusznie decydując się na przyjęcie propozycji National Geographic. Myślała, że w ten sposób chroni Seeleya przed nią samą. Kochała go i właśnie dlatego nie chciała, by cierpiał. A cierpieniem najprawdopodobniej zakończyłby się jego związek z nią. Co prawda Tempe otwarcie mówiła o swoim „nieprzystosowaniu" w kwestii uczuć, ale Booth nie zwracał na to uwagi. Dla niego ważniejsze były uczucia i życie chwilą, niż patrzenie w przyszłość i zastanawianie się nad realnymi konsekwencjami swoich decyzji. Ona tak nie potrafiła. Wtedy. Jednak coś uległo zmianie. Coś nadało życiu sens. Coś sprawiło, że gdy teraz wracała do domu, chciała walczyć o to, co utraciła rok temu.
Kiedy koła samolotu dotknęły płyty lotniska poczuła strach, ale i ulgę. Przez prawie rok zastanawiała się jak będzie wyglądać ich spotkanie. Ten ciężar niepewności wreszcie miał opaść z jej ramion. I wbrew swojej logice, już nie mogła się doczekać kiedy znów zobaczy Bootha.
Czekając na lotnisku po odbiór bagaży zadzwoniła do jedynej osoby, która wiedziała o jej powrocie, i która znała powód tego powrotu.
— Tato, już jestem i potrzebuję twojej pomocy.
.::.
W Jeffersonian jak zwykle czuło się atmosferę skupienia. Wystarczyło tylko spojrzeć na Hodginsa, który pochylony nad mikroskopem próbował rozpoznać cząsteczki jakiejś substancji lub przysłuchać się rozmowie doktor Saroyan z jednym z laborantów na temat toksykologii ostatniego denata, który trafił na platformę. Taką też atmosferę poczuł Booth, kiedy wkroczył do laboratorium z teczką opatrzoną logiem FBI. Cam od razu go zauważyła i przerwała rozmowę.
— Seeley, dobrze, że cię widzę. Po twojej wczorajszej prośbie zrobiłam wtórne badania. Mam już wyniki toksykologiczne i wstępny raport...
— To dobrze. Dziś rano zostałem ponownie wezwany do szefa. Są naciski ze strony góry do rozwiązania tej sprawy. Mają dość czekania — powiedział agent i podał Camille teczkę. — To są aktualne informacje na temat Thomasa Winchestera.
— Jakoś nie dziwi mnie ten ich nacisk. W końcu jego ojciec to lobbysta i znany przedsiębiorca...
— Tylko, że to nie on naciska — wszedł jej w słowo Booth. — Stary Tom, twierdzi że pogodził się już ze śmiercią syna i chce tylko, by sprawiedliwości stało się zadość. Ale my niestety nie potrafimy sprostać jego oczekiwaniom.
— Dobrze wiesz, że jeśli chodzi o tkankę, to nie ma problemu. Ale kości, to już nie moja działka — powiedziała Cam i spojrzała w stronę gabinetu Brennan, który od roku stał pusty.
— A ten cały Clark? — zapytał Seeley. — Przecież on wie całkiem sporo.
— Sporo, to nie to samo co wszystko, Booth. — Do rozmowy wtrącił się Hodgins. — Niektóre kości przemawiają tylko do doktor B.
— A ty znowu swoje. — Agent miał już tego dosyć. Ciągłe napomykanie o Bones. Przez to miał wrażenie, jakby to on ją opuścił. A przecież to Tempe wyjechała. — Co tam masz? — Seeley wskazał na wydruk w ręku Jacka.
— Jeszcze raz zbadałem substancje, którą znalazłem na czaszce ofiary. To proch strzelniczy. Twoja teoria o snajperze zdaje się potwierdzać, bo wątpię, by facet sam się zastrzelił. Kąt padania strzału wyklucza samobójstwo — wyjaśnił Hodgins i dodał. — Jeśli chcesz Angela jeszcze raz może... WOW!
Nagle mężczyzna przerwał i zapatrzył się w jedno miejsce za plecami Bootha. A potem jak gdyby nigdy nic, szybko minął agenta. Cam uczyniła to samo. Zaalarmowana krzykiem męża, ze swojej pracowni wychyliła się Angela. Chwilę potem ogłuszający pisk dotarł do uszu Seeleya. Kiedy sie odwrócił wszystko stało się jasne. Przed nim stała Bones. Trochę odmieniona, ale to była ona. Stała i patrzyła na niego tymi szaroniebieskimi oczami, które śniły mu się po nocach.
— Witaj, Booth — powiedziała, kiedy wszyscy oprócz agenta zdążyli już ją wyściskać. Ten głos zadźwięczał w uszach Seeleya niczym najpiękniejsza melodia. Odkopał uczucia, które zalegały na dnie duszy mężczyzny, i które teraz rwały się, by znaleźć upust. Ale na to Booth nie mógł pozwolić. To, co zrobiła mocno zapadło mu w pamięci, dlatego teraz nadal stał na platformie i przyglądał się jej.
— Wróciłaś. — Jego słowa pozbawione były tego zwykłego ciepła, które zawsze mu towarzyszyło. Nie skakał z radości, chociaż powinien, bo marzył o jej powrocie. Ale kiedy marzenie stało się rzeczywistością, nie potrafił wymazać z pamięci tych 12 miesięcy i zachowywać się tak, jakby ona nigdy nie wyjechała. — Udała się wyprawa?
— Tak. Nawet bardzo. Jednak cały czas tęskniłam za wami — odparła Brennan, spoglądając na przyjaciół. — Chciałam już wrócić i znów pracować z tobą. Jednak jeżeli...
— Myślisz, że pozwolę ci odejść? Mordercy nie robią sobie urlopu. Czeka cię sporo pracy — powiedział Seeley takim tonem jaki Tempe dobrze znała – podszytym humorem. Zaczęła myśleć, że wszystko będzie tak jak dawniej, że zabiorą się do pracy i znów napiszą o ich sukcesie w gazecie. Jej myśli przerwało jednak następne zdanie Bootha. — Niech Cam ci wszystko wyjaśni. Ja wracam do biura. Do zobaczenia.
Agent zszedł z platformy, minął antropolog, która stała między Angelą i Jackiem, i wyszedł z laboratorium. Żadnego uścisku. Żadnego „cieszę się, że cię widzę". Nic.
Temperance poczuła ukłucie bólu. Nie tak to sobie wyobrażała. Co się stało z Boothem? — to pytanie zadawała sobie w myślach, kiedy szła wraz z Angelą do swojego gabinetu.
— Daj mu czas — wyszeptała artystka, która zdawała się czytać w jej myślach.
— On mi nie wybaczy tego, że wyjechałam... ale ja tylko... gdybym wtedy wiedziała, że...
— Że co, sweety?
— Nie, nic — odparła Brennan, a Angela popatrzyła na nią z ciekawością. — Muszę wrócić do pracy. Jednak wykopaliska to nie to samo co praca w laboratorium.
Słaby uśmiech pojawił się na twarzy kobiety, ale Angela nie dała się jemu zwieść. Dobrze wiedziała, że jej przyjaciółka cierpi. Zachowanie Bootha nie należało do przyjacielskich. Ale z drugiej strony czego ona oczekiwała? Że rzuci się przed nią na kolana dziękując za powrót? To nie leżało w naturze Agenta Gorącego. O nie.
— Opowiadaj jak było. — Zmieniła temat artystka i rozsiadła się na kanapie. — Zamieniam się w słuch.
— To raczej niewykonalne — odparła Brennan, a Angela pomyślała, że jeszcze nie wszystko stracone.
.::.
Wróciła. Ona wróciła. Wróciła – te słowa niczym mantrę powtarzał sobie przez całą drogę do siedziby FBI. Tak tego pragnął. Śnił o jej powrocie. I co? Jak miał się teraz zachować? Rok to szmat czasu. A ona ani razu do niego nie zadzwoniła. Czasami nawet wydawało mu się, że słyszy telefon, a kiedy szedł, by go odebrać, ten milczał jak zaklęty. Zaczynał się bać, że popada w paranoję. Przez nią. Przez kobietę, którą kochał. Ale czy nadal ją kocham? – to pytanie zadał sobie w myślach. Po czym przypomniał sobie ile razem przeszli, te magiczne momenty między nimi i uśmiech pojawił się na jego twarzy.
— Kocham ją, kocham tę kobietę — powiedział z przekonaniem, ale zaraz zaczął mieć wątpliwości. A co jeśli ona nadal nic nie czuje? A jeśli znowu go odrzuci? Na to już nie mógł pozwolić, więc postanowił nie wykazywać żadnych oznak zainteresowania z jego strony. Jeżeli ten rok coś zmienił, to niech najpierw zobaczy jakie zaszły zmiany. Niech przekona się, czy Bones dojrzała do przyznania się do uczuć. On poczeka. Przecież jest cierpliwy.
.::.
Temperance Brennan otworzyła drzwi do swojego mieszkania. Przywitał ją zapach bazylii i tymianku oraz Max, który wychylił się z kuchni. Jego twarz promieniała radością.
— Jesteś wreszcie. Zrobiłem kolację.
— Ty? — powiedziała Bones i spojrzała na ojca krzywo. Oczywiści pamiętała, że kiedyś jej ojciec był doskonałym kucharzem, ale przecież nie zaszkodzi się trochę podroczyć.
— No wiesz co? Zrobiłem spaghetti, i ani mi się waż mówić, że nie jesteś głodna. Po locie nic nie zjadłaś tylko od razu pojechałaś do Jeffersonian. Żyć bez niego nie możesz. Nie tylko bez niego, zresztą... — mruknął pod nosem Keenan.
— Tato! — Kobieta skarciła go, a ten tylko wzruszył ramionami.
— A co? Źle mówię?
— OK. A jak…?
— Wszystko jest dobrze. Zresztą sama zobacz. Jest w twojej sypialni — powiedział Max, a Temperance od razu ruszyła w kierunku swojego pokoju. Gdy otworzyła drzwi uśmiechnęła się i na palcach podeszła do łóżka. Usiadł na jego krawędzi i spojrzała na malutką istotkę leżącą na środku i pogrążona we śnie.
— Jesteś już w domu, Cecile — wyszeptała i pogłaskała dziewczynkę po główce. — Pamiętasz jak opowiadałam ci o tacie... nic się nie zmienił. Niedługo go poznasz i pokochasz...
* Nie mogę przez to spać
Nie, nie mogę
I nie mogę złapać rytmu
Daj mi trochę czasu
I poukładam to sobie
Jeśli tylko przestanę się tym zadręczać
