Coś tamtego wieczoru się pomiędzy nimi zepsuło. Derek nie wystosował żadnego odwetu i chyba nawet unikał go na uczelni. Przynajmniej dwa razy w ciągu tygodnia normalnie wpadali na siebie, ale przeważnie jednak Hale zaglądał na chwilę do Omeg, żeby spotkać się z siostrą i przeważnie rzucić kilka gróźb w jego kierunku. To wszystko się skończyło i Stiles był zaskoczony tym nagłym brakiem uwagi ze strony Dereka.
Studia stały się nagle bardzo nudne, ponieważ w zasadzie zostało mu tylko pożeranie ciasta Allison i zakuwanie do egzaminów. Nie był pewien też, kto wygrał w ich małej wojnie, ponieważ został złapany podczas płatania figla, ale też go wykupiono, więc to wyglądało na remis.
Stiles nie znosił remisów.
― Laura ― powiedział pewnego wieczoru do dziewczyny, która właśnie kończyła czytać jeden z rozdziałów powieści, którą przerabiała na zajęcia. ― Chyba zepsułem twojego brata ― powiadomił ją z dość skonsternowaną miną.
― Co masz na myśli? ― spytała, nie odrywając wzroku od tekstu.
Westchnął.
― Nie wiem jak to nazwać ― zaczął, zamykając laptop. ― Nie mam komu wycinać numerów ― wykrztusił w końcu.
Laura spojrzała na niego unosząc jedną brew.
― A musisz koniecznie? ― spytała.
― A co będę robił? ― odparował, czując się naprawdę jak marudzące dziecko.
― Nie wiem. Poucz się, zaproś Scotta na Fifę albo idź do niego, skoro możesz… Umów się z kimś… ― wymieniła jednym tchem, więc starał się przytaknąć, bo cholera oczywiście miała rację.
Minusem siedzenia w salonie Alf był totalny brak prywatności. I wszechobecny brud. Omegi przynajmniej dwa razy w tygodniu ścierały kurze, prały i piekły, więc Stiles przyzwyczaił się do standardów jak w dobrym, trzygwiazdowym hotelu. Czasami nawet dostawał śniadanie do łóżka, gdy się wyjątkowo przysłużył. Zawsze chodził w wyprasowanych koszulach, które pachniały owocowym płynem do tkanin (dziewczęta specjalnie dla niego unikały kwiatowych nut).
Scott nie tak znowu potajemnie mu tego zazdrościł, domowej opieki i zawsze świeżego jedzenia.
― Chyba zmienię bractwo ― odparł pewnego dnia, gdy kolejny raz rozwalili się na kanapie w ich salonie.
Derek spojrzał na McCalla z politowaniem i wrócił do czytanej wcześniej książki.
― Nie chcemy cię ― mruknął Stiles, właśnie dokopując jego zawodnikowi. Jeszcze dwa ciosy i… ― Tak! Kolejne zwycięstwo! ― krzyknął podskakując. Sięgnął po kolejne piwo i upił kilka łyków, spoglądając z ukosa na Dereka, który za wszelką cenę starał się nie odrywać wzroku od książki.
Laura też bardzo łatwo się rozpraszała.
― Nienawidzę cię ― warknął Scott. ― Wiesz, że przedwczoraj spałem u Allison ― zaczął.
― Taaak… ― powiedział Stiles, nie wiedząc do czego zmierza jego przyjaciel.
― Tak i nie wiem, co i z kim robiłeś całą noc, ale nie chcę tego nigdy więcej słyszeć, stary, nigdy… ― Podniósł do góry palec, jakby chciał nim Stilesa zahipnotyzować, a potem włączył kolejną grę.
― To nie ja ― zaprzeczył niezbyt szczerze Stilinski.
Scott wydął wargi i nabrał powietrza do płuc.
― Stiiiiileeees, och Sssssssssstilessssssss ― zajęczał. ― I, stary, to że ty się nie odzywałeś oznacza, że miałeś zajęte usta… A ja… nie chcę wiedzieć, gdzie zmierzam ― urwał, blednąc lekko.
Derek chwycił mocniej brzegi książki, ale Stiles zignorował go. Hale nie mógł być homofobem, bo Danny nigdy się na niego nie skarżył ― zresztą podobno sam go zwerbował, ale najwyraźniej miał problem z samą osobą Stilinskiego, bo przeważnie w jego obecności wydawał dziwne dźwięki. Prychał i parskał, co byłoby w porządku, gdyby do tego dochodził jakiś śmiech, ale Derek kategorycznie nie chichotał i jego wargi nie drgały nawet jako cień tego pozytywnego grymasu.
Stiles czasami zastanawiał się, czy gdyby Derek się uśmiechnął, równowaga we wszechświecie zostałaby zachwiana. Mógłby w zasadzie spytać o to Chaosa, bo przynajmniej raz to Stilinski wiedziałby, co się do niego mówi, a nie owiany sławą profesor.
― Allison ma dość wychodzenia we dwoje ― podjął po chwili Scott.
― Wiem. Marudziła, że non stop lądujecie sami za zamkniętymi drzwiami ― odparł Stiles. ― Szanuj ją, bo to jedna z moich sióstr i nie ważne jak długo się znamy, ale skopię ci tyłek, jak będę musiał znowu robić wycieczki po lody kokosowe poza kampus, żeby poprawić którejś humor po zerwaniu ― zagroził.
― Po prostu lubisz ciasta. Allison, jak jest szczęśliwa, to piecze ― mruknął McCall.
Stiles wzruszył ramionami. Może jego troska nie pochodziła z całkiem altruistycznych pobudek, ale jednak to była troska.
― Mógłbyś zaprosić tego chłopaka do kina z nami. Wychodzimy dzisiaj wieczorem ― dodał Scott, odrywając wzrok od konsoli, co Stiles natychmiast wykorzystał, uśmiercając po raz kolejny jego postać w grze.
― Mówiłem ci już, że to jednonocne przygody ― warknął, bo nie zamierzał przedyskutowywać swojego życia erotycznego w salonie wrogiego bractwa. Alfy zawsze mogły w końcu dojść do wniosku, że skoro mają na niego haka, wznowią dowcipy. Im mniej informacji im pozostawiał do wykorzystania tym lepiej.
― Możesz potem robić z nim te głośne rzeczy. Chcę tylko wyjść z dwojgiem najważniejszych dla mnie ludzi do kina ― jęknął McCall.
― Zaproś matkę, Allison będzie wniebowzięta ― warknął Stiles i od razu usłyszał parsknięcie Dereka.
Scott odłożył pad na kanapę i wbił w niego swój zabójczy psi wzrok. Stilinski miał ochotę zadzwonić do Laury po pomoc, bo jak do tej pory Moc McCalla nie zadziałała tylko na nią. I na Allison, bo plotki chodziły, że dziewczyna wciąż ma zdjęcie penisa Scotta.
― Stiiiileeeessss… ― zajęczał McCall jak Robert jeszcze dwa dni temu. ― Dlaczego nie chcesz się z nikim umówić?
Stilinski spojrzał na niego, unosząc brwi do góry jakby chciał powiedzieć w ten sposób naprawdę muszę ci to tłumaczyć, ale Scott najwyraźniej nie należał do najbardziej lotnych, co Stiles zdążył już zauważyć wcześniej jakieś setki razy.
― Nie chodzę na randki, bo nie jestem na nie zapraszany, Scott ― mruknął w końcu. ― I wątpię, żebym znalazł kogoś tak zdesperowanego, kto umówiłby się ze mną po tym, jak połowa kampusu przez tydzień z rzędu nazywała mnie babskimi imionami ― wysyczał ciszej, świadom cały czas obecności Dereka, który naprawdę powinien siedzieć teraz w swoim pokoju skoro przeszkadzali mu w czytaniu.
McCall otworzył usta, żeby zaprotestować, ale chyba do niego doszło i po prostu wrócił bez słów do gry. Kilka rund później, gdy wstał, żeby przynieść im piwo, Derek odchrząknął, odrywając Stilesa od własnych myśli.
― Powinieneś spędzać ze Scottem trochę więcej czasu ― powiedział tym swoim tonem, który ucinał wszystkie dyskusje.
― Nie powinieneś podsłuchiwać ― odpowiedział Stiles, bo akurat na niego głos Dereka nie robił takiego wrażenia. To chyba dzięki temu, że w zasadzie egzystował z Laurą na małej powierzchni. Po czymś takim każdy się uodparniał.
― Moglibyśmy wyjść razem z nimi do kina ― ciągnął dalej Derek, ignorując część o podsłuchiwaniu i Stiles czknął.
― Zapraszasz mnie do kina? ― spytał z niedowierzaniem, spoglądając na wciąż poważną twarz mężczyzny i Hale skinął głową.
Stiles zaczął się śmiać histerycznie i nie mógł przestać, nawet gdy Scott pojawił się już w salonie i rzucił mu zaniepokojone spojrzenie. Chichotał tak głośno, że musiał przysłonić sobie usta.
― To kolejna próba wycięcia mi numeru? ― spytał, gdy odrobinę się uspokoił, ale Derek pokręcił przecząco głową, najwyraźniej urażony. ― Nie moja liga, stary, ale dzięki za próbę pocieszenia ― parsknął Stiles, zabierając piwo. ― Idę, bo chyba leki na nadpobudliwość przestały działać ― dodał, kompletnie rozdygotany ze śmiechu.
Następnego dnia tuż po pierwszym egzaminie on i Laura ponownie znaleźli się w salonie Alf, rozkoszując się wolnym popołudniem. Scott kręcił się z żelazkiem w dłoni, chyba zamierzając wyprasować swoją koszulę, ale gdzieś zapodziała się deska i nie bardzo wiedział, jak miałby teraz zrobić to poprawnie. Stiles niemal miał ochotę się nad nim zlitować, bo McCall naprawdę chciał zabłysnąć w oczach Allison. To mogła być ta jedna jedyna i jako przyjaciel powinien wspierać chłopaka.
― Daj ― warknął w końcu, podchodząc do stołu i rozkładając na nim koc. ― Prasowałem mojemu ojcu koszule do pracy ― wyjaśnił, gdy przyjaciel rzucił mu zdumione spojrzenie.
Sam obecnie nie prasował, bo zajmowały się tym dziewczyny i nie widział nic zdrożnego w wykorzystywaniu ich, skoro niemal dwa razy w tygodniu naprawiał ich komputerowe awarie. Nie wiedział, jak one to robiły, ale zwieszały dyski częściej niż mógłby przypuszczać.
Danny wyglądał na szczerze rozbawionego, gdy Scott przeglądał się w lustrze po paru minutach, kompletnie zszokowany gładką tkaniną. Stiles stanął obok i poprawił własny kołnierzyk, chociaż nie cierpiał białych koszul. O wiele lepiej czułby się teraz w t-shircie i sportowej marynarce, ale wymogi dotyczące egzaminów były jasne. Musiał wyglądać formalnie. Laura też nie wyglądała na zadowoloną tym, że musi mordować się w ciemnej spódnicy do kolan.
― Czuję się jak przed naszym balem maturalnym ― parsknął Scott. ― Z tym, że to wtedy mama prasowała moją koszulę, a ty spóźniłeś się z Sophie. ― Wypuścił powietrze z płuc z głośnym świstem. ― Wolałbym, żebyś jednak kogoś znalazł na dzisiaj ― dodał naprawdę podenerwowany. ― To miała być podwójna randka ― jęknął.
Dokładnie, Allison to była ta jedna jedyna.
Laura parsknęła całkiem jak jej brat, który zszedł na dół i spojrzał na nich obu z politowaniem.
Te brwi powinny zostać zgolone, pomyślał po raz kolejny Stiles i uśmiechnął się.
― Podwójna randka? ― spytał Danny zaskoczony, podnosząc się z kanapy. ― Ja mogę z tobą pójść ― zaoferował się.
― Byłoby genialnie! ― zgodził się Stiles i zobaczył jak Derek sztywnieje na kanapie, a potem odwraca się w ich stronę z tą swoją chmurną miną, która nigdy nie zapowiadała nic dobrego.
― Za wysoka liga, Stilinski ― poinformował go chłodno i szczęka Laury odpadła naprawdę nisko, gdy znaczenie tych słów dotarło do niej.
Scott jednak był szybszy.
― Co? ― warknął, robiąc kilka kroków do przodu, stając pomiędzy Derekiem i Stilesem. ― Nie masz prawa tak mówić… ― zaczął, ale Stilinski położył mu rękę na ramieniu.
― Nie chciał mnie obrazić. Wczoraj rozmawialiśmy i ta uwaga odnosi się właśnie do tamtej rozmowy, prawda? ― spytał i Derek powoli skinął głową na potwierdzenie jego słów.
McCall jednak nie wyglądał na przekonanego i wciąż zaciskał dłonie w pięści. Laura natomiast stała jak sparaliżowana, spoglądając na swojego brata w szoku, jakby nie spodziewała się po nim takiego zachowania.
― Nieważne jak liga, ale zabieram Stilesa do kina i, jak się nie pospieszymy, to się spóźnimy po Allison ― powiedział nagle Danny, starając się najwyraźniej rozładować atmosferę, chociaż nie do końca mu się udało.
Wyszli kilka minut później i Stiles usłyszał za sobą zdenerwowany głos Laury.
― Poważnie, Der? Co to, kurwa, było?!
Danny okazał się całkiem dowcipny, a Allison wniebowzięta tym, że wszyscy ubrali się tak elegancko. Scott natomiast był wyjątkowo mało rozmowny i Stiles naprawdę nie do końca pojmował ten fenomen. W końcu przecież znał tę dziewczynę od kilku tygodni i nawet zdążył się z nią przespać. Najwyraźniej to miało coś wspólnego z tym, że zaprosił ją na przerwę świąteczną do Beacon Hills.
Rozeszli się tuż po kolacji, chociaż prawidłowo byłoby bardziej stwierdzić, że Danny wrócił do swojego domu, a pozostali zakwaterowali się u Omeg. Scott został na noc u Allison i naprawdę nikogo to już nie zaskakiwało. Stiles nie chciał nawet wiedzieć, gdzie dokładnie przebywała Lydia, współlokatorka Argent, ponieważ nie wyobrażał sobie spania w jednym pokoju z zakochanymi, pieprzącymi się gołąbkami.
Nie kwapił się nawet pukaniem do swojego pokoju, bo Laura powinna spędzić ten wieczór na nauce do kolejnego egzaminu. I faktycznie dziewczyna siedziała na swoim łóżku zagrzebana po uszy w książkach.
Stiles poluzował guziki koszuli i rozłożył marynarkę na oparciu krzesła, ziewając przeciągle. Bolały go całe plecy. Cieszył się, że ma przynajmniej pięć dni do kolejnego egzaminu, bo zamierzał wykorzystać je na sen.
― Przepraszam za mojego brata. Nie wiem, co w niego wstąpiło ― powiedziała, odrywając się na chwilę na czytanego tekstu.
― Jak mówiłem, zabrzmiało to gorzej niż faktycznie miało brzmieć ― ziewnął.
― Nie o to chodzi. Derek nie powinien… ― urwała.
― Nic się nie stało. Nie, żeby powiedział coś, czego nie wiedziałem wcześniej ― stwierdził z lekkim uśmiechem. ― Zresztą, Danny to naprawdę nie moja liga ― dodał, rozsznurowując buty.
Tenisówki normalnie by skopał, ale prawie godzinę spędził na pastowaniu tych i nie zamierzał za tydzień tego powtarzać.
― Randka się nie udała? ― spytała dziewczyna, ale Stiles po prostu wzruszył ramionami.
― To nie była randka, tylko wspieranie Scotta, bo jest głupim cykorem ― poprawił ją. ― Poza tym było miło, ale brakowało tego czegoś, co sprawiłoby, że chcielibyśmy spotkać się jeszcze raz ― dodał, układając się wygodniej na łóżku.
Derek zachowywał się dziwnie. Stiles pewnie stwierdziłby, że mężczyzna go unika, ale tak naprawdę musiałby przyznać przed samym sobą, że wcześniej widywali się częściej, a to nie była prawda. Hale po prostu nareszcie zaczął uczyć się w pokoju i nie wychodził aż Stiles nie opuścił ich salonu, co ― no cóż ― było dziwne.
Scott w końcu przestał warczeć na samo wspomnienie o Dereku, co zapewne zaczęło lepiej wróżyć bractwu, bo McCall kilka naprawdę długich godzin spędził u Omeg i to nie tylko przez wzgląd na ciasto Allison. Danny wspomniał o paru poważnych kłótniach Scotta i Dereka, a Stiles nie chciał, żeby jego przyjaciel wyleciał z bractwa. Co prawda Laura zapewne dałaby się przekonać do przyjęcia McCalla, ale Scott po prostu nie pasował mentalnością do Omeg. Nie był tak niezależny i nie miał w sobie tej koniecznej dawki sarkazmu, która napędzałaby jego żyły każdego dnia. Był zbyt miękki na żarty o feministkach, chłoptasiach Laury i temu podobnych.
Dlatego Stiles starał się przebywać u Alf odrobinę częściej, żeby Scott wrócił na łono bractwa, w czym Danny dzielnie mu pomagał. Obaj teraz grywali częściej w jakieś głupkowate bijatyki i wybierali się na kolejną imprezę zorganizowaną przez bractwo. Danny co prawda go nie zaprosił tym razem, ale to rozumiało się samo przez się, bo stali się o ile nie przyjaciółmi to dobrymi kumplami. Poza tym, niemal wszystkie Omegi wybierały się do Alf tego wieczora i Stiles naprawdę nie zamierzał zostać sam.
― Myślisz, że powinienem zamówić u ojca więcej farby antywłamaniowej? ― spytał konwersacyjnym tonem Stilinski, gdy Danny zaczął dawać mu niezły wycisk.
Scott parsknął, bo podobno obejrzeli tę kasetę z włamania, którego dopuścili się chłopcy od nich tego pamiętnego wieczoru.
― Nigdy nie będę grzebał w twoich rzeczach ― powiedział głośno McCall.
― Kłamiesz. Wczoraj szukałeś prezerwatyw ― przypomniał mu Stiles bezczelnie i Scott zakrył się poduszką. ― Nie zachowuj się jak dzieciak. Seks to seks. Wszyscy to robią.
― Ale nie wszyscy mówią o tym głośno ― warknął McCall.
― Bo może robią to źle i nie ma o czym mówić? ― drażnił się dalej Stiles.
W tym samym momencie usłyszał znajome parsknięcie za sobą i powstrzymał się przed oderwaniem wzroku od ekranu. Danny mógłby zyskać zbyt wielką przewagę.
― Cześć, Derek ― zaczął wesoło, przechylając się.
Przez chwilę myślał, że nie usłyszy odpowiedzi, ale mężczyzna w końcu odchrząknął.
― Cześć, Stiles ― powiedział z czymś dziwnym w głosie. ― Czy moglibyśmy porozmawiać, gdy skończysz? ― spytał, wciąż znajdując się poza zasięgiem jego wzroku.
Scott obrócił się do tyłu, podobnie jak Danny, który uśmiechał się szeroko, bo właśnie dowalił jego postaci w półobrotu i Stiles wątpił, żeby jego elf się po tym podniósł.
― Już skończył! ― krzyknął Mahaelani.
Stiles rzucił pad Scottowi, który wciąż patrzył podejrzliwie na Dereka, stojącego u podnóża schodów.
― Już idę ― powiedział Stilinski, kierując się do drzwi prowadzących do niewielkiego ogródka za domem, bo tę drogę wskazał mu dłonią Derek przepuszczając go.
Wyszli na zewnątrz i stanęli na niewielkim tarasie, a Stiles starał się mieć nad sobą dach, nauczony wcześniejszymi doświadczeniami. Nie miał ochoty ponownie śmierdzieć stokrotkami przez tydzień.
― Nie spotykasz się z Dannym ― stwierdził bardziej niż zapytał Derek, więc Stiles skinął głową. Nie oczekiwał bynajmniej przeprosin, ale Hale nie powinien tak czy siak wtrącać się do jego prywatnego życia. ― Dlaczego?
― To raczej nie twoja sprawa, ale po prostu lubimy się z Dannym ― westchnął Stiles, czekając na jakąś wskazówkę, o co chodzi w tej rozmowie, ale Derek zmarszczył brwi.
― Lubicie się? Umówiłeś się z nim, ale nie chciałeś wyjść ze mną. Dlaczego? Jakaś inna liga? ― nie odpuszczał.
Stiles spojrzał na niego z miną, która wyrażała raczej wszystko; poważnie mnie o to pytasz i o co do cholery chodzi? A także naćpałeś się? Derek jednak wciąż czekał na odpowiedź.
― Tak, wciąż za wysoka liga ― przyznał. ― Ale słuchaj, Danny'ego wszyscy lubią ― urwał, bo Hale wyglądał jakby dostał w twarz. ― To znaczy, nie chciałem powiedzieć, że ciebie nie. Jesteś raczej specyficzny ― westchnął. ― Poza tym, nie mam pojęcia dlaczego miałbyś chcieć umówić się ze mną ― zmienił szybko temat, bo wydawał się bardziej bezpieczny.
Derek westchnął.
― Muszę mieć powód? ― spytał, zaplatając dłonie na piersi i Stiles spojrzał na linie mięśni, prężących się pod koszulką.
― Tak ― odparł.
Derek przewrócił oczami i ponownie westchnął.
― Wyjdź ze mną to poznasz powód ― powiedział spokojnie i Stiles miał ochotę się ponownie roześmiać, bo to było trochę dziecinne.
Chwilę obserwował twarz mężczyzny, ale nie sądził, żeby udało mu się cokolwiek wyczytać. Derek był mistrzem w ukrywaniu emocji, podobnie jak Laura, chociaż stosował całkiem inną taktykę. Dziewczyna po prostu była burzą uczuć, które zmieniały się jak w kalejdoskopie i nigdy nie można było być pewnym, które z nich jest najważniejsze. Twarz Dereka natomiast zawsze była krystalicznie ponura.
― Jeśli to nie ma związek z jakimkolwiek przekrętem, który chciałbyś mi wyciąć, to jutro wieczorem jestem wolny ― powiedział w końcu i wydawało mu się, że Hale chyba prawie się uśmiechnął, co doszczętnie mogłoby zniszczyć tę planetę.
― Pójdziemy na kolację ― odparł od razu Derek, a Stiles skinął głową.
