Świat, który znała tak dobrze, że mogła go z łatwością oszukać, kładł się do snu. O tej porze już tylko w kilku oknach paliło się jeszcze światło. Z tej odległości były jak gwiazdy, na ogromnej mapie nocnego nieba. Czuła, jak chłód nocy przesiąka przez cienką piżamę i szlafrok. Zamknęła oczy i zacisnęła dłonie na barierce. Wiatr delikatnie muskał jej policzki i czesał włosy. Nie chciało jej się iść spać. Jutro miała wolne. Będzie mogła cały dzień leniuchować, bo teraz była kolej sprzątania Charlesa. Jednak coś burzyło jej spokój. Nie mogła cieszyć się w pełni.
Co jest nie tak?
- Nie śpisz Raven? – usłyszała za sobą głos Davida. Nie usłyszała, kiedy wyszedł na balkon. Zrobiła mu trochę miejsca.
- Już po północy.
- Naprawdę? Nie zauważyłam. Rzeczywiście trochę już późno…
Milczeli wpatrując się w melancholijny krajobraz. Metropolia nigdy nie zasypiała w pełni. Po zmroku na ulice wypełzały stwory, które nie mogły pojawić się tam za dnia. Nie można było udawać, że jest inaczej. To betonowe więzienie dla wszystkich – dobrych, złych i tych niezdecydowanych – pielęgnujące samotność. Wetknęła dłonie do kieszeni, by je ogrzać.
- Zastanawiałem się na tym co powiedziałaś kiedyś… - zaczął David – O ludziach, mutantach i androidach. Zasady rządzące tym światem są z mojego punktu widzenia całkowicie niezrozumiałe.
Dlaczego tylko ludzie, z racji posiadania tkanek organicznych i przeciętnych zdolności w każdej dziedzinie, mają mieć większe prawda, niż ja czy ty? Nie liczy się wiedza, ciężka praca, talent – wszystko ogranicza się do tego, po której stronie stoisz. Nikt nie pozwolił ci zdecydować i musisz stać tam do końca i patrzeć, jak wszystko przechodzi ci koło nosa. Bo nie pasujesz do schematu.
Raven nie spodziewała się, że usłyszy takie wyznanie z jego ust. Stała przez chwilę, zastanawiając się co powinna odpowiedzieć.
- Tyle lat żyję, że po prostu do tego przywykłam. Tak jest i koniec. Nie dam rady tego zmienić. Mogę się nad sobą użalać całe życie, albo usiąść przy stoliku i grać kartami, które mi dają. Nie jest najgorzej, wierz mi. Gdzieś tam – wskazała brodą na miasto przed nimi – są miejsca, w których mamy mniej praw, niż teraz. W sumie jesteśmy wolni. Przy odrobinie szczęścia będziemy tacy nadal…
- Wolność? To nazywasz wolnością? Gdybyś była wolna nie musiałabyś wiecznie uważać, żeby wyglądać tak jak sobie życzą tego ludzie.
Spojrzała mu w oczy.
- A skąd wiesz, że tego nie chcę?
David nie zamierzał spuścić wzroku.
- Bo nie jesteś sobą. Twoja niebieska postać jest piękna. Jest prawdziwa. Ludzie nie mają pojęcia czym jest prawdziwe piękno; to jedynie banda ślepych głupców. Nie zobaczyliby go mając je na wyciągnięcie ręki. Na ich postrzeganie wpływa masa idiotycznych czynników, które wykluczają wszystko to, co inne. A czy coś do bólu przeciętnego może być piękne? Tylko oryginalność przyciąga wzrok, hipnotyzuje i jest warta dbania o nią.
Raven zaczerwieniła się nieco. Księżyc nie świecił zbyt jasno, więc David nie mógł tego dostrzec. Nikt nigdy nie powiedział jej, że jest piękna. Od dziecka starała się przypodobać wszystkim, ale nie osiągnęła nigdy zadowalającego efektu. Mogła być każdym na ziemi, lecz nigdy nie była tak naprawdę sobą. Ile to już trwało? To całe ukrywanie się i zabawa w kotka i myszkę? Wiele razy widziała, jak Charles na studenckich imprezach wodził rozmarzonym wzrokiem za kobietami, które wcale nie wydawały jej się szczególnie olśniewające – jednak miały w sobie coś, co przyciągało facetów. Był adorowane, pewne siebie i roztaczały wokół siebie aurę tajemniczości. Ile to razy zastanawiała się w jakiej postaci najbardziej podobałaby się Charlesowi? On nigdy nie zwrócił na nią uwagi. Traktował ją jak siostrę, jak kumpla – nigdy jak dziewczynę. Oderwała się od rozmyślań i spojrzała na Davida.
- Mówisz niezwykłe rzeczy, naprawdę. Gdybyś mógł kreować świat za pomocą słów, to byłby na pewno lepszym miejscem dla nas. Ale tak nie można, Davidzie. Trzeba nauczyć się żyć w tej przestrzeni, którą dla nas wygospodarowano.
Android uśmiechnął się smutno.
- Naprawdę w to wierzysz? Okłamujesz samą siebie. Obydwoje znamy prawdę.
- Nawet jeśli będziesz chciał coś zmienić to sam nie dasz rady.
Gdy się odwrócił w jej stronę na jego twarzy był tylko zwyczajowy spokój. I zdecydowanie.
- Masz rację. Sam nie dam rady.