I jestem .Mam nadzieję, że wszyscy przeżyli święta. Wszystkiego dobrego w Nowym roku!
Pettitgirl dzięki , że jesteś .
Wszystkie postacie należą do Pani Harris i Pana Balla ;( ja tylko bawię się w teatrzyk :) no co kocham kukiełki.
Luke i Mike należą w całości do pettitgirl tak jak i pomysł na ten fic :)
No to do zabawy .
Rozdział 4
Dzięki Bogu za nawigację i wróżką za bycie dobrym detektywem. Mijałyśmy kolejne dzielnice domy były w coraz gorszym stanie. Nazwanie tego miejsca osiedlem mieszkaniowym to naprawdę kpina. Przypominało plac rozbiórkowy lub opuszczone koszary . Dom ,w którym mieszkał Barry był na końcu ulicy .
Amelia zaparkowała kawałek ,dalej dwie rzeczy były bardzo widoczne .Pierwsza mój samochód pasował tu jak pięść do nosa .Druga Barry cierpiał fizycznie i psychicznie .Opuściłam moje tarcze .
To był jego najgorszy dzień .Znowu stracił pracę ,skąd ja to znam. Jego oszczędności skurczyły się w tempie błyskawicznym i cierpiał na migrenę .
Amelia patrzyła na mnie nie zdecydowana czy ma dołączyć .
-Nie wiem może lepiej jak sama z nim porozmawiam .Jeżeli to spieprzę zawsze możesz go zamrozić w miejscu .
Czarownica patrzyła oszołomiona moją uwagą .Postanowiła potraktować to jako żart .Problem był tylko że sama nie wiedziałam czy to był żart.
-Idź poczekam i nie zepsuj tego .
-Postaram się.
I udałam się w kierunku stodoły ,która była obecnie domem telepaty .Mocno nacisnęłam swoje tarczę nie chciałam go przestraszyć. Nie było dzwonka delikatnie zapukałam do drzwi . Z obawy że użycie odrobiny siły spowoduję ich zniszczenie. Po kilku minutach drzwi zostały otwarte ujawniając przestraszonego i bardzo zmęczonego chłopaka. Barry miał 21 lat ale wyglądał jak 16 latek.
-Cześć jestem Sookie .Chciała bym z tobą chwilę porozmawiać.
-Przykro mi ale nie uczęszczam do żadnego kościoła.
Zaczął zamykać drzwi. Uśmiechnęłam się nerwowo.
-Ja nie jestem z kościoła chciała bym zaproponować ci pomoc i pracę .
Mówiłam spokojnym głosem na twarzy miałam delikatny uśmiech .Barry był płochliwy jak sarna i bardzo podejrzliwy .O, a teraz był zszokowany ,że nie może czytać moich myśli .
-Może zacznę od początku mam na imię Sookie i jestem telepatą jak ty.
Pozwoliłam na chwilę ciszy po moim oświadczeniu. Twarz chłopaka straciła wszelkie kolory
-Skąd wiesz ? Czego ode mnie chcesz?
Gwałtownie wykrzyczał słowa .Świetnie był przerażony .Sookie Stackhouse postach Supernaturals.
Oddychałam powoli .
-Wiem bo jestem taka jak ty. Taka się urodziłam .Nawet moi rodzice byli mną przerażeni, byłam bardzo samotnym dzieckiem .Szkoła to było piekło na ziemi. Nie przetrwał bym bez pomocy mojej Babci. Chcę tylko porozmawiać i zaproponować ci pomoc. Coś czego ja nie miałam .Proszę tylko żebyś mnie wysłuchał .Decyzja jest twoja.
Telepata patrzył na mnie uważnie po chwili zaprosił mnie do środka .Pokój był nędzny. Na cały wystrój składała się stara kanapa i trzy nie dopasowane krzesła całości dopełniał stół biwakowy. Było nędznie ale zadziwiająco czysto. Usiadłam na krześle.
-Barry tak znam twoje imię.
Barry wzdrygnął się po czym uśmiechnął. Chciałam z nim rozmawiać bez słów ale mogłam go tylko przerazić.
-Chcę cię nauczyć żyć z telepatią jak nauczono mnie. Zbudowałam mentalne tarcze wokół mojego umysłu to pomaga .Mogę przebywać w zatłoczonych miejscach .
Czy prowadzić normalną rozmowę. Mój krewny bardzo mi pomógł .Założyłam własną firmę zatrudniam czarownice .Chciała bym żebyś się do mnie przyłączył. Dam ci pracę i pomogę z „darem" .
Chłopak zamyślił się na moje słowa. Podniosłam rękę na znak ,że jeszcze nie skończyłam.
-Muszę cię też ostrzec .Decyzja o twoim życiu jeszcze należy do ciebie. Dlaczego jeszcze bo jak wampiry poznają kim jesteś ,a możesz mi wierzyć że znajdą cię prędzej niż później .Zrobią z ciebie niewolnika. Nie możemy być glamour więc zwiążą cię magią ich krwi i będą sprzedawać za najwyższą cenę.
Nie staram się cię wystraszyć chcę tylko żebyś znał fakty. Wampiry są dla nas atrakcyjne bo nie słyszymy ich myśli. Ale pamiętaj nie ma wiele z ludzkich uczuć w nich .I zrobią wszystko żeby uzyskać to co chcą bez względu na koszty .Szantaż , uwodzenie ich krew albo wyłączą cię żeby mieć telepatę dostępnego na wieki.
Teraz przeraziłam Barrego .Myślał o wyjeździe ze stanu ,a może kraju .Po chwili uświadomił sobie że nie ma na to pieniędzy.
-To co mam zrobić twoim zdaniem ?
Zapytał z ledwo dostrzegalna nutą paniki w jego glosie.
-Po pierwsze musisz się uspokoić panika to kiepski doradca .Po drugie musisz pracować nad twoją twarzą .Wampiry doskonale czytają mowę ciała .Po trzecie możesz uciekać ale czy chcesz żyć w ukryciu przez resztę życia i masz żadnej gwarancji że kiedyś cię nie znajdą.
-To dlaczego założyłaś firmę? Dlaczego się nie ukrywasz? Jeżeli są takie niebezpieczne to jak udało ci się być wolnym?
Pytania padały jak w kalejdoskopie. Uśmiechnęłam się i podniosłam dłoń.
-Barry zakładam firmę żeby być wolnym. Nikt nie ryzykuję kary lub wojny kiedy coś jest powszechnie dostępne.
Chłopak patrzył bardzo sceptycznie nie chciał mi wierzyć.
-A jestem wolna bo wampiry jeszcze o mnie nie wiedzą . Wychowałam się w mieścinie w Luizjanie mniej niż 2000 mieszkańców. Ale nie jestem naiwna sądzić ,że tak by zostało. Większość ludzi podejrzewała kim jestem. Naprawdę sądzisz że wampiry przetrwały tysiące lat bez wykrycia jak by nie miały dobrze zorganizowanej struktury władzy. Mają swoje królestwa i królów. Wybrałam Dallas bo tutejszy szeryf jest uczciwy i przyzwoity jak na wampira.
Brwi telepaty wędrowały w górę w trakcie mojej przemowy. Zastanawiał się czy jestem wariatką .Bał się też, że mogę mieć rację.
Wstałam powoli wyjęłam wizytówkę i podałam chłopakowi.
-Najlepiej było by żebyś pozwolił sobie pomóc .Mogę ci dać dom i pracę ,ale rozumiem że musisz to przemyśleć. Jak podejmiesz decyzję to zadzwoń .Niestety muszę już iść mam dziś spotkanie z szeryfem Dallas.
Barry nie był zdecydowany czy chcę iść ze mną .Postanowiłam dać mu potrzebny czas. Miałam tylko nadzieję, że w najbliższym czasie nie spotka wampira.
-Mogę ci tylko dać radę .Wampir potrzebuję zaproszenia do domu człowieka ,a jak je odwołasz to musi natychmiast wyjść. Nigdy nie patrz w oczy .Nie możemy być glamour więc wzbudzisz ich zainteresowanie. I nasza krew to przysmak to jak kawior i szampan dla nas i pachniemy dla nich jak kocimiętka.
Obróciłam się na pięcie i po cichu wyszłam z domu .Chłopak był głęboko pogrążony w myślach .Może się jeszcze zobaczymy nie traciłam nadziei.
Amelia cierpliwie czekała na mnie w samochodzie. Planowała przeprowadzkę i naszą współpracę ,Jej myśli dominował też wampir. Konkretnie była ciekawa reakcji Godrica na moją skromną osobę. Cholera może w tej rzeczywistości on też jest inny. Szybko wsiadłam do auta Czarownica natychmiast odjechała.
-Jak poszło?
-Mam nadzieję że dobrze i nie przeraziłam go .Mam nadzieję że nie ucieknie do Tybetu.
Wzdychałam gwałtownie nadzieja słowo i motto ostatniego tygodnia .Podobno nadzieja umiera ostatnia w długich mękach.
Reszta drogi minęła spokoju .Każda z nas myślała o ty co przyniesie najbliższa przyszłość. Spojrzałam na zegar to był długi dzień , który jeszcze się nie skończył. Zegar na desce rozdzielczej pokazywał 17.00 .Spędziłam u Barrego prawie dwie godziny.
Oby były to owocne godziny.
Zaproponowałam Amelii żebyśmy pojechały po drodze po jej rzeczy . Dzięki Bogu tj. Wróżką za pojemnego suva . Miałam przeczucie ,które zostało potwierdzone po dotarciu do mieszkania czarownicy,że ona szykowała się do wyprowadzki. Wytłumaczyła mi,że planowała powrót do Nowego Orleanu ale woli spróbować szczęścia ze mną. Wow, mam nadzieję (znowu) że to będzie szczęście.
Kilka kartonów później i wiele worków byłyśmy na drodze do naszego nowego domu.
-Amelio czy możesz mi towarzyszyć na spotkanie z szeryfem?
Zapytałam wolałam mieć moralne wsparcie .Wiedziałam ,że czarownica nie przegapi takiej okazji .Planowała usidlić na kilka nocy Stana .Jej mentalny obraz był bardzo szczegółowy moje policzki nabiegły krwią.
-Ty jesteś dziewicą prawda?
Pytanie mnie zaskoczyło trudno jest zaskoczyć telepatę. Jej się udało.
-Tak jestem .
Powiedziałam defensywnie. Teoretycznie byłam .Wspomnienia najechały mój umysł .Eric i jego aksamitna skóra... Amelia musiała coś mówić
-... hej słyszysz mnie Sookie?
-Tak słyszę przepraszam zamyśliłam się na chwile.
Była sceptyczna ,ale nic nie powiedziała .Myślała , że denerwuję spotkaniem Godrica lub Isabell.
Zaczęłam myśleć o Hugo i FOTS może teraz uda mi się przeciwdziałać i Luke nie zginie? Dużo znaków zapytania .Najpierw teraz a potem nie wiadoma przyszłość.
Kolejną godzinę zabrało nam uporanie się z rzeczami czarownicy .Kiedy wszystko trafiło do jej pokoju i kuchni .Miała kilka sprzętów i była fanem herbaty (bez cytryn oczywiście) .
-Sookie musimy prysznic .Ja zadzwonię do wampirów i sprawdzę czas spotkania.
Szybko pobiegłam pod prysznic. Po złuszczaniu, goleniu nawilżaniu i umyciu włosów stanęłam przed dylematem .W co się ubrać! Wiem oklepany problem ,ale nie każdy dzień spotykasz wampira ,który ma 2000 lat .
Tak więc po wysuszeniu włosów i ułożeniu w grube loki ,nałożeniu lekkiego makijażu i użyciu moich nowych perfum Dolce vita .Mam nadzieję że będzie słodkie.
Dylemat pozostał. W końcu zdecydowałam się na sukienkę.
Była granatowa z dekoltem w serek .Sukienka była dopasowana kończyła się tuż nad kolanem .Miała małe rękawki. To było proste i miało klasę. Całość uzupełniły sandałki ze skóry na małym obcasie do tego torebka z dokumentami i gotową umową. Jedyna ozdoba był medalion od Nialla i złota bransoletka pamiątka po Gran.
Czekałam w salonie na czarownice.
-Sookie ! Wyglądasz bosko i z klasą .Szeryf cię pokocha.
Mrugnęła do mnie moje policzki były różowe a moje nerwy brak słów. USPOKÓJ się powtarzałam jak mantrę.
-Mamy szczęście możemy iść szeryf na nas czeka.
Głęboki oddech i do boju. Plusem było to ,że miałyśmy blisko tylko kilka metrów spacerem .Nic się nie zmieniło od mojej ostatniej wizyty .To był nadał elegancki. Na podjeździe był zaparkowane Bmw ,porsche i motor .Tak wampiry i luksusowe samochody.
Amelia nadusiła dzwonek. Drzwi otworzył młody chłopak w czarnym obcisłym stroju .Opuściłam moje mentalne tarcze .Nie był Fangbenger
.Brak zachwytu wampirami i śladów ugryzień to potwierdzał. Pracował jako chłopiec na posyłki i księgowy.
Byłam zaskoczona jak Gran mówiła nie oceniaj książki po okładce.
Czarownica przejęła prowadzenie rozmowy ja zapomniałam swojego głosu.
-Jestem Amelia Brodway a to Sookie Stackhouse mamy spotkanie z szeryfem.
-Oczywiście, jestem Tom . Szeryf jest zajęty proszę poczekać w salonie.
Był grzeczny a jego myśli były zorganizowane .Martwił się o swoją mamę ,która była w szpitalu .Myślał o zamówieniu nowego komputera dla Stana .
Był zachwycony Amelią ,uważał że jest piękna . Myślał ,że jestem miła .Już go lubiłam .
Niestety sielanka trwała krótko .Do pokoju wpadła na pół ubrana lub rozebrana zależy jak kto na to patrzy kobieta. Na szyi miała świeże ślady ugryzień .Jej myśli pochłaniał Godric .
Cholera co się stało z pacyfistycznym wampirem?
Szybko podniosłam tarcze .Reszta szczegółów była zbyt graficzna. Zobaczyłam zbyt dużo teraz wiem gdzie Eric ma swoje maniery. Nigdy nie myślałam w ten sposób o Godricu .
To był błąd zakładać, że to będzie łatwe .Mam nadzieję ,że nie będzie tak trudno jak z jego dzieckiem.
Kobieta patrzyła na nas z pogardą .Zastanawiała się co tu robimy .Przestałam jej słuchać to nie miało sensu.
Nagle do pokoju wkroczyła Isabelle .Była elegancka jak zawsze i bardzo piękna .Miała na sobie czerwony garnitur.
Skinęła głową Amelii znały się.
-Amelio i Miss Stackhouse szeryf was przyjmie.
-Dziękuje proszę mówić mi Sookie.
Isabelle uśmiechnęła się nieznacznie .
-Oczywiście Sookie jestem Isabelle.
I z ty komentarzem poprowadziła nas do dobrze znanego mi gabinetu .
Tylko wnętrze było znane wampir za biurkiem nie był .Skup się Sookie.
Widok był z braku lepszego słowa seksowny. Godric miał na sobie czarne spodnie ze skóry ( jaki ojciec taki syn) i szary kaszmirowy sweter .
Jego włosy były starannie ułożone. Krój swetra podkreślał umięśniona klatkę piersiową i tatuaże .Rękawy swetra były delikatnie podwinięte ujawniając piękne dłonie. Na nadgarstkach miał skórzane bransolety.
Ale największą zmiana to jego oczy. Było w nich życie .Patrzył z psotną iskrą.
Co się stało przez dwa lata ,że doprowadziło go do samobójstwa?
Na jego ustach błąkał się krzywy uśmiech był seksowny jak diabli. Spojrzał na mnie jak by czytał w moich myślach. Starała się nie rumienić oczywiście bez powodzenia.
-Amelio co cię sprowadza? Czemu zawdzięczam tą przyjemność?
Zapytał jego ochrypły głos miał lekki akcent .Ociekał seksem .Jego oczy patrzyły prosto na mnie .To było spojrzenie myśliwego.
-Interesy. To moja przyjaciółka Sookie Stackhouse .Właśnie zamieszkała w sąsiedztwie .Będziemy razem pracować.
-Miło poznać miss Stackhouse .Jestem Godric szeryf powierzchni 9 Dallas a to Isabelle mój porucznik.
Wskazał mi fotel do siedzenia. Był skupiony całkowicie na mnie.
-Miło mi poznać .Proszę jestem Sookie.
-Oczywiście Sookie .Mogę zapytać co cię do mnie sprowadza oprócz kurtuazyjnej wizyty sąsiedzkiej?
Moje imię brzmiało jak pomruk .Bardzo seksowny pomruk .Ktoś bawił się w kotka i myszkę .Drapieżnik był na polowaniu. Drugi wampir przewrócił oczami na zachowanie swojego szeryfa.
Amelia myślała ,że dawno nie bawiła się tak dobrze .
Spojrzałam na nią z karcącym spojrzeniem mojej Gran .Wzruszyła ramionami. Teraz miałam pełną uwagę wampirów ,wiedzieli że coś jest inaczej.
-Moja działalność .
Oznajmiłam ze spokojem , którego nie czułam . Wyjęłam z torebki wizytówkę i dokumenty.
Godric spojrzał na umowę i wizytówkę Isabell parsknęła śmiechem
-Pomocna dłoń ?
-Dlaczego nie ,nazwa dobra jak każda inna.
Spojrzała zamyślona chyba zyskałam trochę jej szacunku. Tylko trochę ale dobre i to.
-Jestem telepatą .
Moje oświadczenie na kilka sekund zamroziło wampiry w miejscu .Godric spojrzał na mnie i pochylił głowę po czym zapytał z pozornym spokojem.
-Czy czytasz nasze myśli?
Spojrzałam mu głęboko w oczy.
-Czy gdybym to robiła siedziała bym tu?
Oczywiście to było pytanie retoryczne. Nadal utrzymując moje oczy na twarzy szeryfa. Zaczęłam moją spowiedź.
- Słyszę myśli ludzi bez żadnego problemu , myśli zmiennokształtnych ,czasami demony i czarownice. Wróżki są nie czytelne tak jak wampiry.
Oferują moje wyłącznie usługi dla obszaru 9 .
Godric obserwował mnie uważnie Isabelle była sceptyczna.
-To interesujące ale wybacz jestem sceptyczny.
-Możesz mnie przetestować .
Uśmiechnął się do mnie wyławiając dwuznaczność mojego oświadczenia, która była nie zamierzona.
-Na pewno to zrobię.
Oświadczył i porzucił łagodny flirt .Szeryf był na miejscu.
Amelia była zdenerwowana nie podobał się jej obrót sprawy. Wampiry zaczęły rozmawiać bardzo szybko między sobą. Isabelle zniknęła w rozmytym ruchu .Modliłam się żeby nie wróciła z łańcuchem. Nie miałam ochoty na poznanie kolejnej piwnicy szeryfa.
Godric obserwował mnie nadal .To było nieprzyjemne. Nagły dźwięk telefonu przewał ciszę .Spojrzałam na torebkę to był mój. Tylko kilka osób miało ten numer. Z przepraszającym uśmiechem odebrałam telefon nie odczuwałam potrzeby żeby wyjść .Wampiry i tak będą słyszeć. Numer był mi nie znany i miejscowy a to oznacza Barry .Miał chłopak wyczucie czasu.
-Hallo
-Sookie to ty ?
Spanikowany głos zapytał .
-Tak Barry to ja czy coś się stało?
Dobierałam słowa ostrożnie .Godric chyba wyczuwał mój dyskomfort .
-Sookie ktoś mnie szukał uciekłem możesz po mnie przyjechać.
-Uspokój się proszę .Zaraz przyślę po ciebie Amelie .To moja przyjaciółka zaraz wyjedzie po ciebie dam jej mój telefon .
Patrzyłam błagalnie na czarownice .Amelia miała dylemat nie chciał mnie zostawiać z wampirami i bała się o Barrego .Mój wzrok szczeniak wygrał. Podałam jej telefon chwyciła mnie za rękę i pomyślała
Uważaj na siebie Godric jest cywilizowany ale sposób jaki patrzy na ciebie... Bądź ostrożna proszę..
kiwnęłam głową na znak ,że się postaram .Wampir za biurkiem obserwował z zainteresowaniem nasze interakcje. Czułam się jak bakteria pod mikroskopem.
Amelia wstała i się skłoniła.
-Szeryfie przepraszam ,ale muszę zadbać o przyjaciela. Sookie zobaczymy się w domu.
-Proszę jedź ostrożnie Amelio.
-Będę do zobaczenia później.
I zostawiła nas samych. Śledziłam jej mentalny podpis aż do mojego samochodu. Nagły powrót Isabelle przerwał moją koncentracje. Towarzyszył jej Tom i jakaś wychudzona nastolatka ,która udawała że ma 21 lat (miała 18).
-Miss...Sookie chcę żebyś czytała tych ludzi dla mnie proszę
Nakazał mi wampir z ujmującym uśmiechem. To był rozkaz mimo słowa proszę.
-Co chcesz wiedzieć ?
Dziewczyna ma na imię Daisy ale podaje się za Tine .Uważa że jest bardziej sexy .Ma 18 a nie 21 lat jak podała .Jej rodzice są członkami Fots a ona się buntuje. Lubi Stana ale bardziej lubi jego pieniądze .Marzy żeby zostać wampirem ale boi się reakcji rodzicó też alternatywny plan jeżeli ktoś jej nie zmieni to pójdzie i powie wszystko co wie pastorowi . Będzie szpiegiem jak z powieści. Spisuje wszystko co wie w jej smartphonie.
Zakończyłam moje oświadczenie ze wzruszeniem ramionami .Dziewczyna chciała mnie zabić .Jej nienawiść była widoczna jak na dłoni .Chciał na mnie skoczyć, ale Isabelle przytrzymała ją w miejscu. Krzyk zdrady wypełnił powietrze .Godric machnął ręką i wampir wraz z dziewczyną zniknął.
Zostaliśmy tylko w trójkę .Po sekundzie wampirzyca wróciła w jej ręku był telefon Daisy. Podała go Godricowi .Wampiry miały kolejną szybką rozmowę. Nagle byliśmy tylko my dwoje w gabinecie.
-Jesteś zatrudniona .
Oznajmił Godric z uśmiechem studiując moją twarz .
-Przedstawię tą umowę mojemu prawnikowi .Spotkamy się jutro o 22 .00 odbiorę cię z domu .Będziesz mi towarzyszyć na spotkaniu z biznesmenami. Co do ochronny to jesteś mój i chronię co jest moje.
Moje usta spadły otwarte. To było oświadczenie nie pytanie
-Godric zgadzam się na pracę i ochronę ,ale nie będę niczyim zwierzątkiem .Gdybym chciała to został bym w Luizjanie .
I to był mój błąd .Wampir zmrużył oczy .
-Na tym polega ochrona .Nikt nie dotyka tego co moje .Sookie to jednorazowa oferta albo ją przyjmiesz albo...
Byłam wściekłą .Zdradziłam skąd pochodzę teraz zrobi dochodzenie czyli zaangażuje Erica .Cholera mój język.
-Dobrze będę twoja ale...
- Nie ma ale Sookie. Będziemy się tym cieszyć. Oboje .
Bardzo przypominał swoje dziecko. Cholerne aroganckie wampiry.
-Porozmawiamy o tym jutro szeryfie.
Oświadczyłam sztywno .
Podniosłam swój tyłek z fotela i bez oglądania się chciałam opuścić pokój .Niestety wampiry są szybkie .
Nagle Godric stał przede mną .Wziął moją rękę i prowadziła mnie do salonu ,w którym siedziało siedmioro wampirów .Byli pogrążeni w rozmowie ,wymieniali plotki?
Stanął ze mną na środku salonu i pełnym autorytetu głosem oznajmił,
-To jest Sookie nowy dodatek do mojego orszaku !
Patrzył uważnie na wampiry mierząc ich reakcje. Jego prawa ręka masowała moje plecy .Cholerny wampir. Wszyscy patrzyli na nas błysnęło kilka kłów. Stan oblizał usta .
-Sookie jest moja!
Na to oświadczenie wszystko zamarło w pokoju .Wyglądali jak manekiny na wystawie sklepowej.
Stan warknął i wstał chciał coś powiedzieć ,ale warknięcie Szeryfa zatrzymało go na miejscu.
-Ten człowiek należy do mnie macie ją chronić swoim życiem. Nikt jej nie dotknie bez mojej zgody .Zrozumiano.
Wszyscy zgodnie kiwali głowami, tylko Isabelle uśmiechała się do mnie. Moje serce oszalało. Godric pochylił się i szepnął mi do ucha.
-Moja słodka Sookie …..
Teraz miałam przyjemne dreszcze .Jego dłoń nadal pieściła moje plecy przesuwając się powoli na południe. Był to bardzo seksualny gest jak na Godrica.
-Pozwól ,że odprowadzę cię do domu moja Sookie.
Oznajmił wampir ze złośliwym uśmiechem. Prowadził mnie w ludzkim tempie do drzwi a wzrok wampirów podążał za nami .Czułam się jak panna młoda w drodze do ołtarza.
Całą drogę do domu nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa .Dopiero przy bramie wjazdowej Godric przemówił.
-Przepraszam ,że wystawiłem cię tak na pokaz ale wampiry muszą znać moje zamiary .Teraz jesteś bezpieczna.
-Wcale nie jest ci przykro. To było samcze pozerstwo.
Wampir wybuchł śmiechem z oczu poleciały mu łzy. Miałam ochotę je lizać .Jeżeli zorientował się nie dał tego po sobie poznać.
-Oj Sookie moje istnienie będzie ciekawsze z tobą po mojej stronie .
Pocałował mnie w policzek i wystrzelił w niebo .Zanim zdążyłam wymyślić ripostę. Całą drogę do drzwi przeklinałam jak marynarz .Teraz wiem skąd Eric ma swoją osobowość. Cholerne seksowne wampiry...
Mam nadzieję że terytorialny pokaz Godrica wam się podobał...Moja wersja Godrica nie będzie depresyjna będzie trochę jak Eric. Ciekawe kiedy odwiedzi swego stwórcę i w jakie kłopoty wpadł Barry ?
Do zobaczenia w nowym roku .
