Sobota była koszmarna. Hermiona obudziła się dopiero koło południa z silnym bólem głowy i w tak paskudnym nastroju, że nawet Krzywołap umykał spod jej nóg. Po wypiciu trzeciego kubka kawy i tabletce przeciwbólowej poczuła się na tyle dobrze, żeby „zadzwonić" do Harry'ego. Zamiast telefonu, używała dwukierunkowego lusterka.
- Haarry!
Po dłuższej chwili w lusterku ujrzała nie swojego przyjaciela, ale niesamowicie rozczochranego Dracona.
- Czego, Granger?
- Daj Harry'ego.
- Nie mogę. Jest w toalecie i usiłuje pozbyć się wnętrzności.
Prychnęła.
- Jak skończy, przekaż mu łaskawie, żeby się odezwał.
Nie czekając na odpowiedź, przerwała połączenie. Rzuciła lusterko w kąt. Typowe, jak rozpaczliwie potrzebuje kogoś do rozmowy, nikt się nie zgłasza. Przez jej myśli raz po raz przewijały się miękkie słowa Lucjusza.
- Czy jest dla mnie atrakcyjny? - spytała Krzywołapa, który siedział obrażony w kącie.
Długie, jasnoblond włosy. Perfekcyjne w każdym calu, takie, o jakich ona mogłaby pomarzyć. Szare oczy. Dokładnie takiego koloru jest niebo tuż przed burzą, uświadomiła sobie nagle. Czasem są jednak jasne. Jak przy lekkiej mżawce. Usta są…. Pominęła je z lekkim rumieńcem. Dłonie. Nie wiedziała, dlaczego, ale jego dłonie były naprawdę ładne. Tak jak i nadgarstki. Po prostu krzyczały „elegancja". Długie palce, na końcu krótko przycięte, zadbane paznokcie. Sposób, w jaki opiera je na lasce. Sposób, w jaki marszczy czoło. Chwile, gdy zwilża wargi językiem; gdy przesuwa palcami po różdżce, w myślach inkantując jakieś zaklęcie. Roześmiany, ironiczny, nieuprzejmy, obojętny; jakikolwiek nie był, zawsze wyglądał naprawdę seksownie.
- Na brodę Merlina - wyszeptała.
Lucjusz Malfoy naprawdę ją pociągał. Kiedy sobie to uświadomił? I czy ona kiedykolwiek by to zauważyła, gdyby nie zadał jej tego fatalnego pytania? Co za upokorzenie! Nie da mu tej satysfakcji. Nie da mu odczuć, że ją pociąga. Z pieśnią bojową na ustach, oddaliła się w stronę kuchni.
- Widzisz, Krzywołap - powiedziała przemądrzałym tonem - Tak naprawdę to tylko geny. Sam rozumiesz, ktoś z takimi włosami jak moje czuje pociąg do kogoś z włosami Lucjusza, żeby moje potencjalne potomstwo miało szansę na ułożeni fryzury bez hektolitrów lakieru i żelu. To czysta chemia. Założę się, że tak samo reagowałabym na każdego mężczyznę, który może się pochwalić czymś takim - energicznie przerzuciła rybę na drugą stronę - Sam więc widzisz, że nie ma to związku z tym…. Osobnikiem. Wyjaśnia też mój całkowity brak pociągu do Harry'ego, mimo jego miłej dla oka aparycji.
Krzywołap nie wydawał się zainteresowany jej tyradą; usiadł przy swojej misce z jedzeniem i miauknął przeraźliwie.
- Już, już, wredoto. Nie powinieneś się tak opychać, jesteś tak stary, że w każdej chwili możesz zejść na zawał - wytknęła mu złośliwie, na co zasyczał - Dobrze wiesz, że mam rację.
Krzywołap, niestety, zajęty jedzeniem, nie uznał za stosowne odpowiedzieć cokolwiek. Machnęła różdżką w stronę radia, ale niestety żadna stacja nie grała Abby. Po chwili znalazła jednak stację ze skocznymi piosenkami Shakiry i zaczęła tańczyć, co między innymi doprowadziło do zbyt silnego wymachu drewnianą packą, w wyniku czego smażony właśnie filet wyleciał przez okno i spadł pani Missy, leciwej sąsiadce, prosto na wielki, kwiecisty kapelusz. Hermiona taktownie zamknęła okno i zaczęła udawać, ze to nie ona. Na szczęście został jeszcze jeden, którego obracała już z większą ostrożnością, optymistycznie myśląc, że to dobrze dla jej diety.
Skończywszy gotować, wyłożyła wszystko na talerzyk i poszła do salonu. Włączyła telewizor i skupiła się chwilowo na jakiejś taniej brazylijskiej telenoweli.
Żuła powoli, rozmyślając nad Augustą. Miała szczerą nadzieję, że wszystkie kobiety odblokują rdzenie i będą mogły używać magii. Dokończyła obiad i ubrała się nieco bardziej formalnie. Wzięła głęboki oddech i teleportowała się przed dworem Malfoyów.
Drzwi otworzył jej skrzat domowy i bez zbędnych kurtuazji zaprowadził ją do „jej" - jak go zwykła nazywać w myślach - gabinetu. Czekała tam już kawa, a na srebrnej tacce leżał winogron. Lucjusz siedział nad jakimiś papierami i marszczył czoło.
- Dzień dobry, Lucjuszu.
Podniósł głowę i posłał jej lekko zmęczony, krótki uśmiech.
- Witaj, Hermiono. Mam nadzieję, że dobrze spałaś. - wstał, a jego szata załopotała wokół kostek - Mam tutaj wyniki Augusty. - podeszła bliżej i sięgnęła po formularz - Zrobili gruntowne badania. Augusta może normalnie używać magii, jednak jej poziom magiczny jej niski. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek nauczyła się rzucać patronusa czy deportować, ale… Może używać magii. To przełom!
- To niesamowite! Ale jak to się stało? Nic mi nie wyjaśniłeś wczoraj, jak udało się jej odblokowac magię, co to spowodowało?
- Wpadła na Na Mi i się pokłóciły. Myślę, że gniew zapalił w niej iskierkę, która buchnęła płomieniem. Biedna Na Mi, musiałem jej doprawić nos z powrotem.
- Czyli silne emocje są w stanie obudzić magię?
- Nie tylko. Gdyby wystarczyło tylko to, większość charłaków byłaby wyleczona.
- Więc chodzi o… - zmarszczyła czoło - Kontakt…. Kontakt z czarownicami z mugolskich rodzin musi mieć z tym coś wspólnego…
- Ćwiczenia, jakie kazałaś im wykonywać, dały efekty. Augusta zgłaszała mi, że coś czuje.
- Mnie nic nie mówiła - wykrzyknęła z urazą.
- Oczywiście, że ufa bardziej mnie, moja droga. Jestem czystej krwi.
Na jej milczenie westchnął ciężko.
- Dobrze wiesz, że nie mówię tego dlatego, że chcę Ci dopiec. Tak po prostu jest.
- Wiem - nagle poczuła się bardzo zmęczona - I zawsze tak będzie. Idź do kobiet, ja się chcę zapoznać z dokumentacją.
Lucjusz kiwnął głową i opuścił gabinet. Usiadła na szezlongu i podkuliła nogi pod siebie. Skubiąc winogron, przeglądała teczkę Augusty.
Załączone było zdjęcie. Jednym machnięciem różdżki zmieniała na nim opasłego szczura w wykwintną zastawę do herbaty. Uśmiech, jaki wykwitał jej twarzy, sprawiał, że wyglądała młodo i pięknie jak nigdy.
Jej zadumę przerwało pojawienie się skrzata domowego, z który z głośnym trzaskiem aportował się w komnacie.
- Wybacz, panienko - skłonił się nisko. - Poczta do pana Malfoya.
Zostawił kupkę listów na biurku, ale zanim zdążył zniknąć, Hermiona skinęła na niego dłonią.
- Powiedz mi, czy pan Malfoy ma gdzieś w rezydencji ilustrowane drzewo genealogiczne?
- O tak, panienko - skrzat ochoczo pokiwał głową - Ogromne.
- Czy byłbyś tak uprzejmy i pokazał mi je?
W oczach skrzata błysnęły łzy.
- Panienka jest doprawdy zbyt łaskawa. Z prawdziwą rozkoszą pokażę panience.
Dość długo prowadził ją labiryntem korytarzy, nim wreszcie dotarli do celu. Cały pokój pokrywały wijące się jak żywe pędy, łączące z sobą malowidła członków rodu. Bez trudu wyłapywała twarze małych dzieci i noworodków. Poczuła ucisk w gardle i zacisnęła powieki. Tyle dzieci na przestrzeni lat…
Podeszła bliżej jednej ze ścian. Złota linia biegła od Abraxasa Malfoya ku jego synowi Lucjuszowi. Dotknęła delikatnie malunku chłodnych, szarych oczu. Chłodny wyraz ust nieruchomo tkwił na ścianie, tak jak będzie tkwił najprawdopodobniej przez następne tysiąc lat. Obok namalowany był blady brzdąc o złotych kędziorach.
- Lahser Malfoy - powiedziała na głos, smutno patrząc w oczy dziecka.
- Nie spodziewałem się pani tutaj, panno Granger.
- Hermiono - powiedziała, odwracając się - Tak mam na imię.
- Hermiono - uśmiechnął się z drwiną i ruszył w jej stronę wolnym krokiem.
Zatrzymał się dopiero, gdy ich twarze dzieliły centymetry. Nachylił się lekko, omiatając jej policzek długimi włosami, i szepnął do ucha:
- Czy jest jakiś powód, dla którego pieściłaś tak moją twarz?
- Po prostu zaskoczyło mnie, że będąc tak młodym, możesz wyglądać staro.
Starała się nie okazać, że jego bliskość robi na niej jakiekolwiek wrażenie. Niestety, czuła już gorąco wpełzające na jej szyję i policzki, zwiastujące intensywny rumieniec. Z każdym, najlżejszym ruchem jego głowy, jasne pukle pieściły jej policzek w najdelikatniejszej pieszczocie, jakiej była oddana w całym życiu. Jego dłoń niby od niechcenia wspięła się na jej ramię, kończąc wędrówkę na grdyce, którą objechał palcem wskazującym. Gdy przycisnął wargi do jej szyi, pisnęła i chciała się wyrwać, ale szybko unieruchomił jej ramiona.
- Coś się stało, Hermiono? Twoje serce bije znacznie szybciej - wyszeptał, czując ustami jej szybki puls.
- Zapomina się pan, panie Malfoy - powiedziała cicho drżącym głosem.
- Lucjuszu. Tak mam na imię.
- Nie kpij ze mnie - syknęła, ale przymknęła oczy, czując leniwe skubnięcia na szyi.
- Nie kpię. Powiedz mi, Hermiono, czy moja propozycja cię obraziła? Myślałem, że jasno wyraziłem mój podziw i zainteresowanie.
- Ale… Ty….. Ty…
- Ja? - odsunął się na chwilę, litościwie dając jej możliwość myślenia.
- Chcesz romansu.
- Owszem.
- Wstydzisz się mnie.
Na te słowa zmarszczył czoło i spojrzał jej w oczy.
- Wstydzę?
- Chcesz mnie ukrywać. Nie chcesz, żeby inni dowiedzieli się, że zadajesz się ze szlamą.
- Hermiono… - odsunął się na długość ramion i objął jej policzek dłonią - Naprawdę tak myślisz?
Zacisnęła wargi, twardo znosząc jego spojrzenie. Po chwili westchnął i gestem zachęcił ją, aby weszła do pokoju obok, który wyglądał jak sypialnia.
Nie podobało jej się to.
Ostentacyjnie usiadła przy krześle na toaletce, co Lucjusz skwitował krótkim uśmiechem. Sam przysiadł na łóżku, sztywno prostując plecy.
- Wyjaśnijmy sobie parę rzeczy - zaczął, zaplatając dłonie na lasce - Mówiąc „romans", miałem na myśli nieformalny związek. Oczywiście, mogłabyś mi towarzyszyć na różnych towarzyskich okazjach, ubierałbym cię, chadzalibyśmy na kolacje razem, nasz związek byłby powszechnie znany. Na czas trwania naszego…. układu, byłabyś jedyną kobietą, z którą bym się zadawał; jestem monogamistą. Możliwe, że źle dobrałem słowa. Chciałem tylko podkreślić, że nigdy nie zalegalizowałbym naszego związku poprzez narzeczeństwo czy też ślub.
Zapadła cisza. Mężczyzna patrzył na nią spokojnie; doprawdy, nawet w takiej chwili byłw stanie zachować spokój. Niespodziewanie Hermiona wybuchnęła gorzkim śmiechem.
- Ubierałbyś mnie? Czyli mam być utrzymanką?
Lucjusz zmarszczył brwi i widać było, że jest zniecierpliwiony.
- Czego ode mnie oczekujesz?
Wstała gwałtownie i obrzuciła go pogardliwym spojrzeniem.
- Niczego, panie Malfoy. Nie oczekuję niczego.
Obróciła się na pięcie i gniewnie ruszyła w stronę drzwi, gdy poczuła silny chwyt na ramieniu.
- Niech mnie pan puści - szepnęła, czując niechciane rumieńce na twarzy.
- Nie puszczę - powiedział cicho i zanurzył twarz w jej włosach - Nie wiem, czego chcesz, Hermiono. Naprawdę się staram. Powiedz mi tylko, czego chcesz, a ja ci to dam.
- Nie wszystko możesz kupić - powiedziała, ale przymknęła oczy.
Całe jej ciało topniało w jego dłoniach. Chciała się wyrwać, ale czułą się jak spetryfikowana; ulegle odchyliła szyję, gdy jego usta zaczęły po niej sunąć. Przez ułamek sekundy miała ochotę się zgodzić. Mimo wszystkich argumentów na nie. Po prostu dać się ponieść tym zręcznym dłoniom, ustom…
Opamiętała się w ostatniej chwili. Już, już miała bezwolnie opaść na niego, ale ostatkiem sił się wyrwała i mocno uderzyła go w twarz. Szybko podbiegła do drzwi i chwyciła klamkę. Ostatni raz spojrzała za siebie. Twarz Lucjusza nie wyrażała żadnych uczuć; trzymał się za zaczerwieniony policzek.
- Nigdy się nie zgodzę na takie warunki - szepnęła - Wiesz, Lucjuszu, możesz mnie wyśmiać i mieć o mnie złe zdanie. Mogę ci się wydać naiwna i głupia. Ale ja wierzę w miłość. I jeśli pokocham mężczyznę, będę chciała mu ślubować i będę oczekiwać, że on zrobi to samo dla mnie. Kochankę możesz mieć każdą - przygryzła wargę. - Każdą. Nie naciskaj więc mnie.
Wyszła i truchtem pobiegła w stronę - jak jej się zdawało - wyjścia. Jakimś cudem kierunek, który obrała okazał się być dobrym i rozpoznała korytarz, który prowadził do wyjścia. Wzburzona, wypadła przez drzwi, prawie tratując po drodze dwa skrzaty domowe, które straciły kontrolę nad lewitowanymi donicami z kwiatami i strzaskały je na schodach. Nie odwróciła się nawet i czym prędzej deportowała do siebie.
nnnnnnn
Wzburzona, natychmiast chwyciła dwukierunkowe lusterko i subtelnie ryknęła:
- HARRY!
Po chwili na tafli pojawiła się nieco blada, ale dość przytomna twarz przyjaciela.
- Hermiona? Co się stało?
- Wlecz tutaj swój półkrwi sty zad i znajdź Malfoyowi zajęcie. Ma się o Ciebie nie upominać przez najbliższe kilka godzin.
Zaniepokojony Harry skinął głową i zniknął.
Szybko zrzuciła z siebie ubrania i założyła stary, flanelowy, powyciągany dres w kolorze wyblakłego różu. Zaparzyła wielki dzbanek aromatyzowanej herbaty i wkroiła do niej dużo cytryny, dużo imbiru i obficie dolała miodu. Postawiła ją na stole w salonie, ale niestety - zabrakło lodów, tradycyjnej przekąski Ależ-ja-jestem-nieszczęśliwa, więc musiały wystarczyć jej suszone figi, których na szczęście miała całe pięć kilo.
Harry, który wytoczył się z kominka trzy minuty później, oniemiał na ten widok; nie widział zestawu załamania Hermiony, odkąd zdała swój ostatni egzamin.
- Co się stało? - spytał ostrożnie, siadając w fotelu naprzeciwko.
Hermiona przełknęła figę i wypluła ogonek na dywan.
- Lucjusz Malfoy zaproponował mi romans.
- Och.
Zapadła cisza.
- Zaraz, CO?!
- Lucjusz Malfoy zaproponował mi romans - powtórzyła głucho, po czym sięgnęła po kolejne trzy figi.
Harry też poczęstował się jedną, czując, że tej rozmowy nie przetrwa bez odpowiedniego poziomu cukru we krwi. Skinął głową na dzbanek.
- Czy to twoja herbata kryzysowa?
- Żar pustyni.
- Doskonale.
Nalał hojnie do filiżanek i podał jedną przyjaciółce. Wypiła haustem od razu, więc nalał jej jeszcze raz i surowo nakazał, żeby nie marnowała dobrej herbaty.
- Tak wiec - zaczął, dmuchając w filiżankę - Opowiedz wszystko od początku.
Godzinę później, gdy dzbanek herbaty był prawie pusty, a figi się skończyły, Harry sięgnął po laptopa.
- Masz jakąś kryzysową piosenkę?
Hermiona spojrzała na niego z urazą.
- Nie mam.
- W takim razie puszczę ci moją.
Już po chwili rozległy się pierwsze dźwięki, które Hermiona skwitowała uniesieniem brwi.
- Naprawdę, Harry? MLP?
- No co - burknął urażony - Pomaga mi, gdy jest ciężko.
-…. Czy Draco wie…?
- NIE! Na brodę Merlina, nie waż się mu powiedzieć!
- ….
- Dlaczego tak na mnie patrzysz?
- Harry…. Ile ty masz lat?
- O ile się nie mylę, mieliśmy przedyskutować twój problem - warknął Harry - Co zamierzasz zrobić?
Hermiona z trzaskiem odstawiła kubek na stół i westchnęła ciężko.
- Nie wiem. Nie chcę go już widywać. To może się źle skończyć.
- Źle? Wystarczy, że jasno ustalisz granice.
Dziewczyna spłonęła rumieńcem, a Harry z pewnym przerażeniem uświadomił sobie coś, co powinno być oczywiste już od początku.
- Ty NAPRAWDĘ na niego lecisz!
- Przestań! To tylko głupia fascynacja. Jest starszy, dojrzały, przystojny… Ma dobre geny, spójrz na jego włosy…
- Z genami to ja bym uważał. Wiesz, że naturalne włosy Draco się lekko kręcą?
- Żartujesz!
Hermiona z wrażenia usiadła prosto, wybałuszając oczy na przyjaciela, który zachichotał wstydliwie.
- Naprawdę. Codziennie spędza w łazience długie godziny, aby były idealnie proste. Ale - zastrzegł, przeszywając ją ostrym spojrzeniem - Nie waż się mu powiedzieć, że się wygadałem.
- Malfoy ma kręcone włosy? Hahahha!
- Nie kręcone, lekko falowane! No ale… Tak.
- Nie wierzę! Ciekawe, czy Lucjusz też je prostuje - zachichotała - Wyobrażam sobie skrzaty domowe z prostownicą….
- Raczej używa zaklęć, przecież prostownica by u niego nie zadziałała.
- Ach, no tak…
Zachichotała i odetchnęła głęboko. Harry zawsze wiedział, jak wyciągnąć ją z kryzysowej sytuacji. Niestety, musiała podjąć decyzję w sprawie Lucjusza; nie mogła w nieskończoność tego odwlekać.
- Najchętniej zrezygnowałabym z badań - szepnęła markotnie.
- Nie rób tego - Harry pokręcił głową - Zaangażowałaś się. Są już efekty. Pomyśl, ile ludzi może odblokować swój rdzeń! Jak ważne jest to dla przyszłości!
Hermiona milczała. Zaniepokojony chłopak przysunął się bliżej.
- Hermiono?
Wzdrygnął się, gdy przyjaciółka nagle zerwała się z kanapy.
- Świstoklik - wynalazek! Teleportacja - wynalazek! Czekoladowe żaby - wynalazek! Magiczne aparaty, coraz to nowsze miotły. Pokój na świecie, Zaklęcia niewybaczalne, wybaczalne… NIE OBCHODZI MNIE TO! Nie chcę ulepszać świata! Ja tylko… Ja chcę….
Ukryła twarz w dłoniach. Harry, niepewny, jak się zachować, pozostał na miejscu.
- Ja chcę tylko być szczęśliwa, Harry. Całkiem możliwe, że wcale nie interesuje mnie Lucjusz. Po prostu…. On jest…. - otarła oczy - On jako jedyny od paru dobrych lat okazał mi jakiekolwiek zainteresowanie. Mam dość ulepszania świata, mam dość naprawiania wszystkiego, ja… Miło by było być skupioną na sobie. Na rodzinie. Na dzieciach. Miło by było być zakochanym, wiesz?
Zapadła niezręczna cisza. Hermiona opadła na kanapę i wtuliła się w przyjaciela.
- Troszkę szczęścia. Chciałabym się móc do kogo przytulić przed zaśnięciem. Martwić się, co zrobić na obiad. Po prostu być z kimś. Czy jestem egoistką?
- Oczywiście, że nie - powiedział cicho - Ale czy dobrze się będziesz czuła sama z sobą, porzucając to wszystko? Po sukcesie Augusty?
- Poradzą sobie beze mnie.
- Może tak. A może nie. Jesteś gotowa się przekonać?
Po paru minutach Hermiona jęknęła z irytacją.
- Harry, jesteś nieznośny. Myślałam, że to ja jestem tą rozsądną.
Harry poweselał, słysząc echo dawnej siły przyjaciółki.
- Cóż, miewam swoje momenty. Bierz się w garść i na litość Boską, ubierz się w coś ludzkiego. Mam dość oglądania tego dresu.
- Zrobione - zaśmiała się Hermiona, wstając i ruszając w stronę garderoby - Pod warunkiem, że natychmiast wyłączysz te paskudne piosenki.
- Nie wiem, o co ci chodzi - mruknął z urazą Harry, wyłączając „Smile, smile".
Hermiona, wystrojona w czarny żakiet, bluzkę zapinaną pod szyją i długą, ołówkową spódnicę, zjawiła się na progu Malfoy Manor z wyjątkowo zaciętą miną. Skrzat odprowadził ją do gabinetu, gdzie czekał Lucjusz, ubrany w szmaragdową szatę.
- Witaj, Lucjuszu. Dzisiaj ja wezmę część praktyczną - uśmiechnęła się.
- Dobrze - wyglądał na lekko zbitego z tropu. - Czy wszystko w porządku?
- Ależ tak. - sięgnęła po teczki kobiet i ruszyła w stronę drzwi. - Lucjuszu?
- Tak?
- Jeżeli jeszcze raz obrazisz mnie propozycją taką, jaką mi ostatnio złożyłeś, to odchodzę i zrywam wszelkie kontakty w tobą. Czego, oczywiście, bardzo bym nie chciała - uśmiechnęła się czarująco - Zachowuj się, dobrze?
Trzasnęła drzwiami, zostawiając mężczyznę w stanie urazy, irytacji i złości.
