Rozdział 3
Na sali zapanowała głucha cisza. Nikt nie wiedział co powiedzieć. Nawet Kagami wędrował wzrokiem od Kise do Kuroko i odwrotnie. Wydawało się, że tylko Tetsumi niebyła zaskoczona słowami Kise. Właściwie to spodziewała się, że wcześniej czy później je usłyszy… Jak nie od Ryoty, to od kogoś innego. Wiedziała, że poniekąd była to sprawka jej kuzyna, Akashi'ego. Mimo iż zapewnił ją, że nie będzie wpływał na jej decyzję, nie chciał, aby pozostała bez opieki kogoś z Kiseki no Sedai.
Kuroko patrzyła prosto w oczy Kise. Wszyscy czekali na jej reakcję. Po jej twarzy nie dało się rozpoznać, jak zwykle, żadnych uczuć. Spąglądała na niego spokojnie, jakby analizowała jego słowa. Po chwili ukłoniła się i grzecznie powiedziała:
- Jestem zaszczycona, że cenisz mnie tak bardzo. Niestety pokornie muszę odmówić przyjęcia twojej propozycji.
- Jak mówisz to w ten sposób to brzmi dwuznacznie!- rozpaczał.- Poza tym to nie w twoim stylu tak żartować. Czy wygrana nie była wszystkim? Marnujesz się w tej drużynie! Byłaś przecież jedną z najlepszych… nawet po tym wypadku mało kto mógł ci dorównać.- Ostatnie słowa powiedział szeptem. Prawie nikt nie był wstanie ich usłyszeć… tylko Kuroko i Aida wiedziały co powiedział. Trenerka spojrzała niespokojnie na dziewczynę. Nie wiedziała co blondyn miał na myśli. Błękitnowłosa ją jednak zignorowała. Cały czas patrzyła na Kise.- Dlaczego nie poszłaś do lepszej szkoły?- powiedział tym razem tak, że wszyscy byli wstanie go usłyszeć.
- Zmieniłam się od tamtego czasu. Poza tym złożyłam już obietnicę Kagami'emu. Przyrzekłam, że pokonamy całe Pokolenie Cudów.
- Takie żarty… to do ciebie niepodobne!
Nagle można było usłyszeć głośny śmiech. Wszyscy spojrzeli w kierunku z którego dochodził. Okazało się, że to był Kagami, który najwidoczniej zdołał już się otrząsnąć z wcześniejszego szoku.
„Więc to jest Kiseki no Sedai. Naprawdę są silni. Zrównał mnie z ziemią… I on ma być najsłabszy ze wszystkich…? Ale jak na pierwszego całkiem dobrze się nadaje."
- Kuroko, to była moja kwestia!
- Mimo wszystko nadal nie potrafię żartować. Mówiłam poważnie Kise-kun.
Tetsumi wracała do domu cioci. Gdy tylko odrzuciła propozycję Kise, a blondyn wyszedł z sali gimnastycznej, wszyscy wrócili do trenowania. Kuroko tym razem również mogła uczestniczyć w meczu, ale pod warunkiem, że nie będzie się za mocno wysilać. Mecz z Kajio miał odbyć się w przyszłym tygodniu. Pozostało im zaledwie sześć dni. Po tym co pokazał im Ryota wszyscy postanowili, że muszą więcej ćwiczyć. Tetsumi została w szkole do późna. Chciała potrenować rzuty do kosza. Mimo jej licznych prób… ani razu nie trafiła. Nim się spostrzegła zrobiło się ciemno, dlatego postanowiła, że powinna już wracać.
Dziewczyna przypomniała sobie, że dzisiaj do domu wracał jej kuzyn. Spojrzała na zegarek, który miała zawieszony na lewym nadgarstku. Wskazówki wskazywały godzinę dwudziestą dwadzieścia. Westchnęła w duchu. Zapewne Seijuro jest już w domu i czeka
nią. Do Tokio wracał co weekend. Najczęściej przyjeżdżał wieczornym pociągiem w piątek, ale niekiedy i on zostawał w szkole dłużej, wtedy jechał porannym pociągiem następnego dnia.
Dzisiaj jak zwykle wracała drogą przez park. Alejki zostały oświetlone delikatnym światłemulicznych latarni. Zamyśliła się nad tym co wydarzyło się kilka godzin wcześniej. Wiedziała, że wszyscy z jej byłej drużyny nadal się rozwijają, lecz nie spodziewała się, że może to nastąpić tak szybko. W kilka miesięcy Kise bardzo się zmienił. Była pewna, że z pozostałymi jest podobnie. Bała się, że w takim tempie nie da rady stać się wystarczająco silna, aby móc spełnić swoją obietnicę.
Była tak zamyślona, że nie zauważyła jak wpadła na kogoś. Zatoczyła się trochę do tyłu. Przez to, że była zaskoczona nie mogła odzyskać równowagi i prawie upadła. Na szczęście osoba na którą wpadła dostrzegła to i ją chwyciła.
- Oi! Uważał…- nagle przewał. Kuroko rozpoznała ten głos od razu. Nie miała jednak odwagi, aby upewnić się, że dobrze słyszy.- Tetsu to ty?- Puścił ją. Błękitnowłosa cofnęła się o krok. Podniosła głowę i jej oczy zetknęły się z ciemnoniebieskimi oczami.
- Aomine-kun.- Odpowiedziała cicho. Po chwili rozejrzała się dookoła. Nikogo innego jednak nie dostrzegła.- Nie ma z tobą Momoi-san?
- Nie…- wydawało się, że jego głos się zachwiał.- Poszła wcześniej do domu…
- Ja też już powinnam iść.- Starała się go wyminąć, lecz Aomine chwycił ją za przedramię.
- Co ty tu robisz?
- Wracam do domu.- Odpowiedziała spokojnie. Starała się nie patrzeć mu w oczy. Nie mogła w nie teraz spojrzeć.
- Nie o to pytam. Co ty tu robisz tak późno?
- Zostałam dłużej na treningu… Straciłam poczucie czasu.- Chłopak ją puścił.
- Nie powinnaś tego robić. Dobrze wiesz co Akashi by zrobił, gdyby coś ci się stało.
Dziewczyna spojrzała na niego. Wyglądał tak samo jak go zapamiętała; tak samo jak po zakończeniu Mistrzostw. Wiedziała, że nie było możliwości, aby zmienił się przez ten czas… i to nie tylko fizycznie. Nadal mogła dostrzec w jego oczach obojętność. Jeszcze chwilę temu tego nie zrobiła, gdyż zarówno ona, jak i on byli zbyt zaskoczeni. Teraz jednak jak już szok minął, powrócił on do swojego codziennego zachowania. W postaci Aomine można było dostrzec znudzenie, obojętność, ale przede wszystkim to, iż nadal jest nad wyraz pewny siebie.
Kuroko nie mogła znieść tego widoku. Właśnie dlatego postanowiła iść do innej szkoły niż pozostała piątka. Pragnęła, aby inni na nowo zaczęli dostrzegać prawdziwe znaczenie gry zespołowej. Chciała, aby to spojrzenie już na zawsze odeszło; aby nie tylko u Aomine, ale też u pozostałych nastąpiła zmiana na lepsze, by byli tacy jak wtedy, gdy dołączyli do drużyny Teiko. Dziewczyna odwróciła się i szła dalej przed siebie. Tym razem nie została zatrzymana przez Daiki'ego.
Miała nadzieję, że poszedł w swoją stroną, lecz już po chwili usłyszała jego kroki, sekundę później dostrzegła jego sylwetkę tuż obok siebie. Nie musiał nic mówić ona i tak wiedziała, że odprowadzi ją do domu. Nie bardzo jej to teraz odpowiadało, ale nawet gdyby powiedziała, że nie ma tego robić, on by nie odpuścił. Nie wiedziała dlaczego. Możliwe, że robił to, ponieważ w gimnazjum byli najlepszymi przyjaciółmi. Również to, że kiedyś był jej partnerem mogło sprawić, że czuł się za nią odpowiedzialny. Ostatnim powodem, który przychodził jej do głowy był fakt, że Daikijmógł obawiać się tego co Akashi by mu zrobił gdyby zostawił ją bez opieki.
Przez takie zachowanie czuła się jak dziecko. Spojrzała na swoją lewą dłoń. Jak zwykle miała owiniętą ją czarną opaską. Od czasu, gdy uległa wypadkowi samochodowemu miała z nią problemy. Kości zrosły się poprawnie, nerwy i mięśnie również nie były w najgorszym stanie… mimo to nie miała w niej takiego wyczucia jak wcześniej. Bardzo jej to przeszkadzało w codziennym życiu i w grze w koszykówkę, lecz dawała sobie radę. Żałowała tylko, że nie może grać już tak jak wcześniej.
Wyszli z parku. Teraz wystarczyło, że dziewczyna przejdzie przez ulicę, następnie skieruje się w jedną z bocznych uliczek i będzie w domu. Zwróciła się do chłopaka.
- Dalej mogę iść sama. Jak się nie pośpieszysz to Aomine-san będzie się martwić- powiedziała. Bardzo lubiła Aomine-san, matkę Daiki'ego. W gimnazjum, najczęściej przed egzaminami, wraz z Satsuki spędzała dużo czasu w domu Aomine przez co zdążyła poznać jego rodzinę. Jego rodzice byli bardzo mili. Zawsze jak była u nich na obiedzie śmiali się i wydawali się jedną z najszczęśliwszych rodzin jakie znała. Gdy była u nich w gościach mogła poczuć namiastkę rodziny. Niestety sama utraciła rodziców i pozostali jej jedynie Sei-kun i jego mama. Kochała ich i była im wdzięczna za to, że ją przygarnęli, lecz doceniała również chwilę, które mogła spędzić z rodziną Aomine.
- Jest już przyzwyczajona, że wracam późno.- Czekali na zielone światło.
- Nie powinieneś tego robić. Aomine-san na pewno się wtedy o ciebie martwi.- Znów zapanowała cisza. Zapaliło się zielone światło i obydwoje przeszli przez jezdnie. Powoli zbliżali się do domu w którym mieszkała Kuroko. Gdy byli już niedaleko dziewczyna się odezwała:
- Nadal unikasz treningów?- Nie patrzyła na niego.
- Nawet jakbym na nie chodził nic się nie zmieni…- Chłopak jak zwykle mówił te same słowa, tak jakby nauczył się ich na pamięć, a teraz tylko powtarzał. Już na trzecim roku w Teiko to robił. Z czasem Tetsumi mimo woli je zapamiętała.
- „Jedynym, który może mnie pokonać jestem ja."- Zacytowała jego słowa. Zrobiła to na tyle cicho, że chłopak nie powinien ich usłyszeć.
Od domu Yumiko, cioci Kuroko, dzieliły ich jeszcze dwa budynki, lecz dziewczyna mogła już stąd dostrzec, że ktoś stoi przy bramie wejściowej do jej mieszkania. Przez chwilę przyglądała się tej postaci, lecz zaraz po tym dostrzegła znajome jej oczy: jedno złote, drugie czerwone. Seijuro czekał, aż błękitnowłosa i jej towarzysz podejdą do niego.
- Dlaczego tu stoisz Sei-kun?- spytała się dziewczyna.
- Nawet się nie przywitasz?- odpowiedział uśmiechając się lekko. Po chwili spojrzał na wyższego chłopaka.- W czymś wam przeszkodziłem, Daiki?- Jego głos był spokojny, lecz osoba, która zna Akashi'ego wiedziałaby, że domaga się on odpowiedzi… i nie można go okłamać.
- W niczym, po prostu odprowadzałem Tetsu do domu.- Mówił normalnym głosem, lecz widać było, że się nieco spiął.- Ja już będę wracał.- Zamierzał się odwrócić i odejść, lecz powstrzymał go dotyk ręki na swoim ramieniu.
- Pozdrów Aomine-san.- Po tych słowach dziewczyna puściła go, a As Teiko odszedł bez słowa. Tetsumi zwróciła się do kuzyna.- Pociąg się spóźnił, że tak późno wróciłeś?- zapytała otwierając bramę. Chłopak podążył za nią.
- Musiałem jeszcze załatwić pewną sprawę. Co robiłaś z Daiki'm?- spytał idąc za nią, zamknąwszy wcześniej bramę.- Nie wiedziałem, że nadal utrzymujecie ze sobą kontakty.
- Spotkaliśmy się przypadkiem w parku. Aomine-kun nie chciał, abym wracała sama o tej godzinie.- Otworzyła drzwi od domu.- Wróciłam ciociu!- Powiedziała na tyle głośno, aby mogła ją usłyszeć. Zdjęła buty i kurtkę, Seijuro zrobił to samo. Po chwili obydwoje weszli do salonu, gdzie zastali Yumiko.- Ciociu pójdę już do siebie. Jestem zmęczona, położę się.- Nie czekając na niczyją odpowiedź wyszła i skierowała się do swojego
Dom w którym mieszkała Tetsumi był dwu piętrowy. Na parterze znajdowały się: salon, kuchnia, łazienka i wyjście na ogród. Natomiast na piętrze były sypialnie i druga łazienka. Dziewczyna weszła do swojego pokoju. Odłożyła torbę ze strojem sportowym koło łóżka, a następnie podeszła do biurka, które było niedaleko okna. Odsłoniła lekko firanę dzięki czemu lekkie światło latarni ulicznych znalazło się w pomieszczeniu. Zapaliła lampę, która leżała na biurku. Jej białe światło oświetliło fotografie znajdujące się w ramkach na ścianach. Nie było ich dużo. Na pięciu z nich przedstawieni byli jej rodzice. Ostatnie zaś ukazywało ostatnie święta, które wraz z nimi spędziła. Byli wtedy, razem z Sei-kun'em i Yumiko, w górach. Wszyscy uśmiechali się do obiektywu, jakby to były najszczęśliwsze chwile w ich życiu.
Tetsumi wzięła książkę do ręki. Dostała ją w prezencie tego dnia, w te ostatnie wspólne święta. Przeczytała ją już tyle razy. Znała fabułę na pamięć, lecz od czasu do czasu powracała do niej, jakby chciała odtworzyć jakieś chwilę z jej życia. Otworzyła ją, zakładka której zazwyczaj używała wypadła na blat tuż obok ostatniego zdjęcia, które trzymała na wierzchu.
Była to fotografia ukazująca drużynę Teiko zaraz po tym jak wygrali Mistrzostwa w drugiej klasie. Kise również tam był. Mimo iż był jeszcze początkujący, to za jej i Akashi'ego zgodą, brał udział w zawodach. Wszyscy się uśmiechali, nawet Kuroko miała lekko podniesione usta w delikatnym uśmiechu. Wraz ze swoim kuzynem trzymała puchar przeznaczony dla zwycięzców. Po jej prawej stronie znajdował się blondyn, który chciał ją przytulić, lecz został powstrzymany przez partnera dziewczyny, który stał za nią. Po lewej stronie czerwonowłosego znajdował się Midorami, który poprawiał okulary, a tuż koło niego Murasakibara. Momoi nie było na tym zdjęciu, gdyż to ona je robiła, lecz w jednym z narożników można było zobaczyć fragment jej palca. Później powiedziała, że zrobiła to specjalnie, aby również się znaleźć wśród nich, lecz Aomine cały czas się później z niej nabijał, że umie robić dobrych zdjęć.
- Co się z nami później stało?- szepnęła dotykając opuszkiem palca szkła ramki. Jej palce spoczęły na miejscu w którym Daiki położył jej wolną rękę na głowie (drugą odpychał blondyna od dziewczyny).
Potrząsnęła głową, aby przestać myśleć o przeszłości. Podniosła zakładkę i włożyła na miejsce, w którym przestała czytać. Zanim jednak zamknęła książkę przeczytała na głos jedno zdanie, które szczególnie pamięta z tej powieści.
- „...walka o Ciebie będzie treścią me go życia! Jesteś moją nadzieją. Utracić Ciebie, to utracić nadzieję."- Zamknęła książkę i odłożyła ją przy zdjęciu.
Poszła do łazienki, aby się umyć i przebrać w piżamę. Gdy wychodziła zobaczyła, że przy drzwiach do jej pokoju stoi jej kuzyn.
- Coś się stało, Sei-kun?- zapytała grzecznie. Wyminęła go i otworzyła drzwi. Nie przeszła jednak przez próg, lecz odwróciła się do kuzyna.
- W przyszłym tygodniu twoja szkoła ma mecz treningowy ze szkołą Ryoty. Wiesz, że nie będzie łatwo, prawda?
- To ja uczyłam Kise-kun jak należy grać w koszykówkę, dlatego ja najbardziej znam jego możliwości. Bardzo się zmienił choć nie minęło dużo czasu odkąd się ostatnio widzieliśmy. Na pewno jego drużyna jest silna, lecz jeśli myślisz, że Seirin tak łatwo się podda, to mylisz się Sei-kun. Seirin wygra. Jesteśmy silni, dlatego nie przegramy, a ja udowodnię wam, że moja koszykówka również ma swoją wartość. To prawda, że Kise-kun, ty i pozostali stajecie się bardzo szybko silniejsi, lecz nie zapominajcie, że ja równiej jestem częścią tej samej drużyny co wy. Ja również się rozwijam.- Przez chwilę zapadła cisza. Dopiero po jakimś czasie chłopak się odezwał.
- Masz się nie przemęczać.- Odwrócił się na pięcie i odszedł. Kuroko weszła do pokoju. Zasłoniła okna firaną i zgasiła lampkę. Położyła się na łóżku. Mimo że nie było późnej godziny poczuła się senna. Zamknęła oczy i po chwili zasnęła.
