4.

Liso,

pewnie się zdziwisz, widząc ten list. Ja sam jestem zdziwiony tym, że go piszę. Mam mnóstwo czasu, bo dopiero za godzinę idę walczyć. Ty już jesteś na polu bitwy, jeśli dobrze zrozumiałem Bellę. Merlinie, jak ja nienawidzę tej kobiety! Jeśli kiedykolwiek spotkam moich rodziców w zaświatach, to zamorduję ich za to, że zmusili mnie do małżeństwa z nią. NIKT nie powinien być na to skazany! Gdybym mógł, gdybym miał czas, gdybym był wolny… Cholera, zakochałem się w Tobie od pierwszej chwili. Oświadczyłbym Ci się, gdybym tylko był wolny, w pierwszej chwili, gdy się zobaczyliśmy! A tak, to muszę to ukrywać. Bella nie może wiedzieć. I tak jest o Ciebie zazdrosna. Jesteś inteligentna i ładna, a to wystarczający powód by Cię krzywdzić, przynajmniej w jej pojęciu. Za każdym razem, gdy jesteś blisko niej, przyglądam się jej uważnie, by zauważyć moment, w którym wpadnie w szał i spróbuje Cię zaatakować. Jakoś ją hamuję, ale tylko tyle mogę Ci dać.

Widzę Twoje spojrzenia, Twoje uśmiechy. Ale nie mogę ich odwzajemniać, choćby nie wiem co. Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie? Dwa lata temu przystąpiłaś do Śmierciożerców i to ja byłem tym, który miał Cię wprowadzić. Aportowałaś się do mojej biblioteki i z miejsca zostałem zrównany z ziemią. Twoje zielone oczy, blond włosy, delikatna twarz i ten uśmiech… Byłaś idealna. Nie wspominając o tym, jak mnie zachwyciłaś podczas pierwszej akcji. Byłaś chłodna, ale nie okrutna. Mistrzowsko i bez większych uczuć rzucałaś mordercze zaklęcia, jednocześnie starając się zadać jak najmniej bólu. Nie znajdowałaś przyjemności w torturach. Po latach spędzonych z Bellą i w Azkabanie, coś takiego było dla mnie nowością.

Mam nadzieję, że Bella zginie podczas bitwy. Osobiście się o to postaram. A potem, jeśli zechcesz, przyjdę po Ciebie. Zacznę od nowa...

Rudolphus