Betowała Jasmin Kain.

Rozdział 4

— Nie martw się — Molly Weasley ścisnęła Savannah za rękę. — Szybko go znajdą.
Siedziały w pokoju dziewczyny, gdzie wysłał ją dyrektor. Savannah wzięła głęboki wdech i wytarła dłonią oczy.
— A jeśli tym razem nie będzie miał szczęścia? — spytała drżącym głosem. — I go zabiją? Przecież nie tak dawno zwiał Volde…
— Nie wymawiaj jego imienia! — Pani Weasley ścisnęła ją mocniej za rękę. — I przestań tak myśleć. Profesor Dumbledore wysłał najlepszych ludzi, nie ma mowy o niepowodzeniu.
— Nawet najwięksi się mylą — mruknęła dziewczyna, na co matka Rona ściągnęła brwi.
— Jesteś zła na dyrektora — odparła. — Że nie chciał się zgodzić na wasz wcześniejszy pobyt i za to, że Harry ma na razie o niczym nie wiedzieć.
— Owszem — wyszeptała i pociągnęła nosem. — Powiedziałam Harry'emu, że albo się czegoś dowiem od Dory albo trafię do kryjówki Syriusza. Ucieszył się, bo jedno i drugie oznaczało jakieś wieści. Wiedział, że nie zostawię go bez słowa. Pewnie wypatrywał mnie przez te parę dni i kiedy się nie zjawiłam, wybuchł i opuścił dom wujostwa. Nie sądzę, żeby chciał uciec. Musiał ochłonąć, a że się oddalił, śmierciożercy to wykorzystali.
Gnojek nie chce gadać. Co z nim zrobimy?
Savannah zamarła. Znikąd przyszła jej do głowy dziwna myśl. Jakby ktoś umieścił ją tam na siłę.
Zarzeka się, że nic nie wie. Czarny Pan zezwolił na użycie klątwy pod warunkiem, że nie doprowadzimy go do obłędu. Trzeba to zrobić w miarę subtelnie.
Subtelnie? Nie rzucisz Cruciatusa w subtelny sposób, kretynie. Żeby miał słabsze działanie, musisz się skupić i chcieć, żeby ofiara cierpiała, ale nie tak, jak na to zasługuje.
Co za wiedza, Nott. Podoba mi się, ale musimy zaczekać na Lucjusza. On tutaj dowodzi.
Dowodzić to może tyłkiem w swoim gmaszysku. On jedynie wykonuje rozkazy Czarnego Pana i lepiej, żeby go nie zawiódł. Chociaż gdyby Lucek dał ciała, to z chęcią zobaczyłbym skutki niepowodzenia na jego bladej gębie.
No, no, nie wiedziałem, że potrafisz tak złorzeczyć. Zazdrość to paskudna cecha. Może wspomnę o tym Lucjuszowi i to ty doprowadzisz wszystko do końca?
Goyle, czy widzisz tę różdżkę? Z chęcią wsadzę ci ją w…
Savannah złapała się za głowę i krzyknęła. To nie były jej myśli. Rozmowa dwóch śmierciożerców nadal dźwięczała jej w uszach. Pani Weasley natychmiast obróciła ją ku sobie.
— Savannah, co się dzieje? — spytała zdenerwowana. — Co to za nagły ból głowy? Zawołam…
Nie dokończyła, ponieważ dziewczyna wyszarpnęła się i upadła na podłogę.
Dowiemy się, co kombinuje ten stary idiota. Chciałbym wreszcie go ujrzeć na Nokturnie z poderżniętym gardłem.
Znikąd pojawiła się wizja zamordowanego dyrektora. Savannah nie wytrzymała i zwymiotowała.
— Dziecko — Molly pomogła wstać roztrzęsionej dziewczynie i położyła ją na łóżku. Następnie wyjęła różdżkę i usunęła wymiociny z podłogi i ubrania Savannah. — Poczekaj, pójdę po Syriusza.
Nastolatka usłyszała, że wychodzi i zamyka za sobą drzwi. Złapała się za głowę i zacisnęła zęby. Przygotowywała się na kolejny atak myśli, ale nie nadszedł. Potarła palcami skronie i wzięła głęboki wdech.
Nagle drzwi się otworzyły i do środka weszli pani Weasley, Syriusz i Tonks.
— Przez chwilę nie było z nią kontaktu — powiedziała Molly. — Zapytałam, co się dzieje i wtedy zsunęła się z łóżka, zaczęła krzyczeć.
— Nannah — Syriusz już był przy niej. Dotknął jej czoła i odgarnął do tyłu włosy. — Co się stało?
— Harry — wyszeptała. — Chcą go zmusić do mówienia. Zamierzają użyć Cruciatusa.
— Co ty wygadujesz? — Black wyglądał na mocno zaniepokojonego. — Nie masz gorączki. Tonks, zawołaj panią Pomfrey.
— Nie jestem chora — Savannah złapała Syriusza za nadgarstek. — Słyszałam rozmowę śmierciożerców. Notta i Goyle'a.
Black zmarszczył czoło i wymienił szybkie spojrzenie z Dorą.
— Coś się z nią dzieje — powiedziała Tonks. — To chyba na skutek stresu. Za bardzo przejęła się Harrym. Zaraz wracam.
Savannah usłyszała szybkie kroki i ciche kliknięcie zamykanych drzwi.
— Słyszałam ich — powiedziała stanowczo. — To przyszło nagle. Nigdy czegoś takiego nie miałam.
Black nie odpowiedział. Wpatrywał się w nią zaniepokojony.
— Za chwilę wszystko wróci do normy — powiedział łagodnie i pogładził jej policzek.
— Musisz mi uwierzyć — Savannah odepchnęła jego rękę. — Chcą torturować Harry'ego!
Ostatnie zdanie wykrzyczała. Nagle poczuła w sobie ogromną złość. Pojawiło się w niej nieznane, straszne uczucie. Miała ochotę chwycić Blacka za włosy i uderzyć jego głową o ścianę. Nie, nie chciała tego. Złapała rękami za prześcieradło i mocno je ścisnęła.
— Idźcie stąd — warknęła. — Już!
— Savannah — Syriusz był przerażony jej zachowaniem. — Uspokój się.
Nagle drzwi się otworzyły i do środka weszli Tonks, Dumbledore i pani Pomfrey. Dyrektor, kiedy tylko ujrzał twarz dziewczyny, wyciągnął różdżkę i wycelował w nią.
— Co pan robi! — Tonks spojrzała na niego zszokowana, ale uniósł dłoń.
— To Szaleńczy Zew — wyjaśnił. — Czarna magia. Za chwilę będzie po wszystkim.
Savannah uniosła głowę i zarechotała nieludzko. Wszyscy prócz siwobrodego popatrzyli na nią zszokowani. Wycelowała palcem w Dumbledore'a i wychrypiała:
— Ciesz się życiem, starcze. Nawet nie wiesz, że już niedługo…
Nie dokończyła, ponieważ zaczęła dygotać.
— Nannah! — Syriusz chwycił ją w objęcia, kiedy poczuł na swoim ramieniu rękę dyrektora.
— Odsuń się — polecił mu Dumbledore. — Muszę zdjąć z niej klątwę.
— Skąd mam wiedzieć, czy nic się jej nie stanie? — spytał Black nieprzyjemnym tonem. — Nie wszystko, czego się podejmujesz, Albusie kończy się dobrze.
Twarz dyrektora była pozbawiona emocji. Nawet jeśli słowa Syriusza go dotknęły, nie dał tego po sobie poznać.
— Chcę pomóc twojej siostrzenicy — powiedział z naciskiem. — Jeśli teraz nie zdejmę uroku, za chwilę będzie za późno. Wypali jej mózg.
Black puścił dziewczynę i wstał, robiąc miejsce Dumbledore'owi. Na jego widok Savannah uśmiechnęła się obłąkańczo i zaczęła uderzać rękami o kolana:
— Starcze, widzę, że chcesz się zabawić! Nie wygrasz tej wojny! Ostatni z Gauntów jest na dobrej drodze ku wygranej!
Tonks wymieniła z Molly szybkie spojrzenie, Syriusz zacisnął dłonie w pięści.
— Głupi staruch — zachichotała Durance. — Myślisz, że wszystkich ochronisz. Ci nieszczęśnicy z Doliny Godryka…
Nie dokończyła, ponieważ złote światło uderzyło ją w klatkę piersiową. Jej ciało uniosło się ku górze i po chwili delikatnie spoczęło na łóżku. Black chciał do niej podejść, ale dyrektor powstrzymał go gestem dłoni. Savannah poruszyła się i otworzyła oczy. Rozejrzała się dookoła, zdezorientowana.
— Nannah? — głos Syriusza był pełen niepokoju. Dziewczyna zamrugała i potarła ręką spocone czoło. Spojrzała na wuja i spytała:
— Co się stało? Czemu jest tu tyle osób?
Tonks odetchnęła z ulgą i rozpłakała się. Przypadła do kuzynki i przytuliła ją mocno.
— Dora — Savannah wysunęła się z jej objęć. — Co się dzieje? Ostatnie, co pamiętam to rozmowa z panią Weasley.
— Opętał cię Szaleńczy Zew — teraz odezwał się Dumbledore. Savannah spojrzała na niego i rozszerzyła oczy ze zdumienia.
— Co takiego? — spytała zszokowana. — W jaki sposób?
— Powiedziałaś, że słyszałaś rozmowę dwóch śmierciożerców — Syriusz podszedł do niej i przyklęknął. — Notta i Goyle'a.
— Niczego nie pamiętam — Savannah pokręciła głową. — Naprawdę.
— To normalne, kiedy zdejmie się urok — głos Dumbledore'a zabrzmiał ostrzej. — Ciekawi nas, w jaki sposób dopadł cię Szaleńczy Zew. To paskudny element czarnej magii. Dla czarodzieja, który biegle nią włada uwięzienie go w jakimś przedmiocie to łatwizna. Czy ostatnio wydarzyło się coś, co wiesz tylko ty?
Oczy wszystkich spoczęły na dziewczynie. Savannah zaczęła się wiercić na łóżku. Zacisnęła szczękę i wbiła wzrok w swoje dłonie.
— Znam prawdę — odparł dyrektor. — Jeśli Syriusz nie usłyszy jej od ciebie, ja mu powiem.
— Savannah — Black chwycił ją za podbródek i zmusił, żeby na niego spojrzała. — Co profesor Dumbledore ma na myśli?
Durance wzięła głęboki wdech i mruknęła:
— To chyba wina sygnetu.
— Sygnetu? — Black puścił jej podbródek i zmarszczył czoło. — Jakiego sygnetu?
— Regulusa — odparła cicho. Syriusz wstał i zapytał:
— W jaki sposób dostał się w twoje ręce?
Był bardzo poważny. Savannah wzięła głęboki wdech i powiedziała:
— Znalazłam go i sobie wzięłam.
— Gdzie go znalazłaś? — głos Blacka zabrzmiał ostrzej.
— Stworek musiał go upuścić — odparła. — Podniosłam go i wtedy się pojawił. Powiedział, że ratuje dziedzictwo Blacków i chce go dla mnie zatrzymać. Podobno wszystkiego się pozbywasz.
— Owszem — Syriusz zmrużył oczy. — Ten przeklęty skrzat podejmuje nieudane próby ratowania tego, co w jego mniemaniu ma jakąkolwiek wartość. Ktoś inny na moim miejscu pewnie by to sprzedał, ale ja robię po swojemu. Co zrobiłaś z tym sygnetem?
— Zatrzymałam go — odrzekła. — Wcześniej założyłam go.
— Wystarczyło — mruknął dyrektor. — Musisz go zwrócić.
— Teraz? — spytała Savannah. Black spojrzał na nią zaskoczony. Nie wiedzieli, że sygnet spoczywa w pudełku obok jej dwóch innych pamiątek. Nie chciała, żeby je zobaczyli.
— Jeszcze masz opory? — Syriusz przyszpilał ją wzrokiem i wyciągnął różdżkę. — Accio sygnet Regulusa Blacka!
Usłyszeli chrobotanie w podłodze. Poluzowana deska wystrzeliła do góry i oczom wszystkich ukazało się nieduże pudełko. Wylądowało na dłoni dyrektora, który je otworzył. Zobaczył sygnet, broszkę i pierścionek.
— Obawiam się — zaczął. — Że będę musiał to zabrać. Szaleńczy Zew mógł przejść na pozostałe przedmioty.
— Czy mogę dostać je z powrotem? — spytała Savannah roztrzęsionym głosem. — Kiedy zdejmie pan z nich urok?
— To niemożliwe — Dumbledore spojrzał na nią z troską. — W trakcie zdejmowania czaru przedmioty, którym zostały obłożone, spalą się.
— Nie! — dziewczyna rozpłakała się. Black położył jej dłoń na ramieniu i zapytał:
— Czemu są dla ciebie takie ważne, Savannah?
— To pamiątki po Kelly i Natalie — wyszeptała. — Nie mogę ich stracić. Obiecałyśmy sobie, że będziemy się zawsze przyjaźnić. Kelly już nie ma, a to jedyne, co mi po niej zostało.
— Na pewno nie da się inaczej? — spytał Black. — Żeby nie zniszczyć tych rzeczy?
— Niestety — dłonie dyrektora zacisnęły się na pudełku. — Molly, Syriuszu, czy mogę was prosić na słówko? Tonks, Poppy, zostańcie z Savannah.
— Zaraz wracam — Black pogłaskał siostrzenicę po głowie i razem z panią Weasley wyszli za dyrektorem.
— Miałam tylko te rzeczy — wychrypiała dziewczyna. Tonks siedziała obok niej i tuliła ją do siebie.
— Dam ci coś, złotko — pani Pomfrey pstryknęła palcami i po chwili w jej dłoni pojawiła się tajemnicza fiolka. — Poczujesz się lepiej.
— Nie — głos Dory był stanowczy. — Nie widzę potrzeby faszerowania jej czymkolwiek.
— To tylko suplement wzmacniający — Magomedyczka poczuła się urażona. — Ta klątwa bardzo osłabia odporność organizmu. Durance musi to zażyć.
Tonks westchnęła i skinęła głową.
— Wypijesz to, Nannah — powiedziała. — Słyszałaś panią Pomfrey.
Savannah najchętniej by się sprzeciwiła, mając w pamięci nieprzyjemne wspomnienia ze Skrzydła Szpitalnego. Rozsądek zwyciężył nad niedojrzałym uporem. Pozwoliła, żeby pielęgniarka zaaplikowała jej eliksir i leżała tak, wtulona w Nimfadorę.
— Podobno mówiłam coś o śmierciożercach — wyszeptała. — Czy o Harrym również?
— Tak — Tonks głaskała ją po włosach. — Dlatego dyrektor poprosił Syriusza i Molly, żeby z nim poszli.
— Zobaczę co u Hestii — powiedziała pani Pomfrey, na co Dora skinęła głową. Gdy wyszła, Savannah spytała:
— Jak się czuje pani Jones?
— Nieco lepiej — odparła Tonks. — Oberwała silnym zaklęciem i to, czego teraz potrzebuje to cisza i spokój. Dzisiejszą noc spędzi tutaj, jutro przetransportują ją do Munga.
— Czy jesteś na mnie zła? — spytała Savannah cicho. — Że milczałam na temat pierścionka?
— Nie ma nic złego w tym, że chciałaś go zatrzymać — odpowiedziała łagodnie. — Nie mogłaś wiedzieć, że został przeklęty. Trochę to dziwne, że nie opętał Stworka.
— Może nie działa na skrzaty? — Durance wysunęła się z jej objęć. — Tylko na ludzi? Stworek nie chciał, żebym go zatrzymała.
— Czyli coś wie — Tonks zacisnęła dłoń w pięść. — Porozmawiam z Syriuszem. Dowiemy się, co ukrywa ten skrzat.
— Czy uważasz, że to Regulus go zaczarował? — Savannah zmarszczyła czoło.
— Możliwe — Tonks westchnęła. — Był w końcu człowiekiem Sama – Wiesz – Kogo. Albo ktoś zrobił to na jego życzenie.
Wstała i podeszła do okna. Położyła rękę na parapecie i wyjrzała przez nie.
— Czy uważasz — Savannah zawahała się, ale postanowiła o to zapytać. — Że mogła to być Bellatriks Lestrange?
— Nie wiem — odparła kuzynka. — Nie chcę się to zagłębiać. Ty też nie powinnaś. Skup swoje myśli na czymś miłym.
— Zrobię to — głos Savannah zabrzmiał stanowczo. — Ale dopiero, kiedy Harry będzie bezpieczny.
Nagle drzwi otworzyły się, co spowodowało, że Tonks odwróciła się. W progu stał Kingsley Shacklebolt.
— Mamy zadanie — powiedział, co jej wystarczyło.
— Czy do dotyczy Harry'ego? — Savannah wstała i spojrzała na aurora. Shacklebolt zerknął na Tonks, która podeszła do kuzynki i położyła jej dłoń na ramieniu:
— Wracaj do łóżka. Zaraz ktoś do ciebie przyjdzie.
Dora tego nie potwierdziła, ale to było jasne. Chodziło o misję ratunkową Harry'ego.
— Co ci szkodzi powiedzieć prawdę? — Savannah zirytowała się, ale kuzynka nie zwróciła na nią uwagi. Ruszyła za Kingsleyem i dziewczyna została sama. Zacisnęła zęby i spojrzała na drzwi. Ma tu siedzieć? Niedoczekanie!
Położyła rękę na klamce i ją przekręciła. Obawiała się, że Dora mogła rzucić zaklęcie blokujące, ale tego nie zrobiła. To pewnie przez pośpiech. Savannah wyjrzała ostrożnie na korytarz.
Jakie to dziwne. Jeszcze przed chwilą było tu pełno ludzi, a teraz cisza jak makiem zasiał. Zamknęła za sobą drzwi i ruszyła przed siebie.
Opętał ją Szaleńczy Zew. Gdy o tym myślała, czuła gęsią skórkę na całym ciele. W jakim celu Regulus zaczarował swój sygnet? Czyżby nie ufał własnym pobratymcom? Może chciał być od nich lepszy i opracować własną, lepszą strategię, dzięki której wiele by zyskał w oczach Voldemorta? To by wyjaśniło podsłuchiwanie śmierciożerców. Ale mogła być inna kwestia. Jeśli Regulus dobrze władał czarną magią, Szaleńczy Zew niekoniecznie był szkodliwy. Gdyby go opanował, kto wie, czy nie stałby się potężniejszy?
— Dlaczego nie leżysz w łóżku? — czyjś karcący głos wyrwał ją z rozmyślań. Savannah potrząsnęła głową i zobaczyła idącego w jej stronę Blacka.
— Nie chciałam być tam sama — odparła. — Czy możesz mnie nie odsyłać? Może pójdę do biblioteki?
— Wykluczone — Syriusz chwycił ją za ramię. — Na razie nie wolno ci wychodzić. Molly za chwilę do ciebie przyjdzie.
— Jak myślisz, za ile mogą wrócić? — spytała, gdy ją prowadził. — Dora i pozostali?
— Nie wiem — odparł. — Mam nadzieję, że szybko go znajdą i rozprawią się ze śmieciojadami.
— Czy możesz zastąpić panią Weasley? — spytała Savannah. — Bardzo ją lubię, ale chciałabym, żebyś to ty ze mną posiedział.
— Przyjdę do ciebie później — Syriusz zatrzymał się i spojrzał na nią czule. — Mam coś do zrobienia. Nie zajmie mi to długo.
— Co takiego? — Durance zmarszczyła czoło, więc wyjaśnił:
— Sytuacja z sygnetem uświadomiła mi, że takich pułapek może być więcej. Na samym początku sprawdziliśmy cały dom – nie wykryliśmy niczego podejrzanego. Po tym, co się stało, sprawdzam każde pomieszczenie i co za tym idzie każdy przedmiot.
— Nieprędko wrócisz — Savannah zrobiła zawiedzioną minę. — Gdy skończysz, pewnie będę już spała.
— Nie znasz moich talentów — Black położył jej dłoń na głowie i poczochrał włosy. — Jestem dobrze obeznany w magii i z powodzeniem polegam na kilku zaklęciach jednocześnie.
— Można się tego nauczyć? — spytała Savannah, na co uśmiechnął się słabo.
— Może kiedyś cię nauczę — odparł. — Wszystko zależy od wyników twoich Owutemów. Jeśli zdasz celująco, taka lekcja będzie formą nagrody.
— Co za wymagania — mruknęła Savannah. — Wiesz, że najpierw czekają mnie Sumy.
Poklepał ją ramieniu i otworzył drzwi od jej sypialni. Gdy weszła do środka, powiedział:
— To dzięki tobie wiemy, kogo należy przycisnąć i gdzie najprawdopodobniej trzymają Harry'ego.
— Przycisnąć? — Savannah uniosła brwi. — W tej sytuacji polegacie na Snapie, tak?
Black zacisnął zęby, a na jego twarzy odmalowała się odraza. Pomimo wspólnego frontu, nienawidził Mistrza Eliksirów.
— Wszystko będzie dobrze — odparł i zamknął drzwi. Savannah objęła się rękami i usiadła na łóżku. Nagle nad biurkiem pojawiły się zielone iskry i po chwili leżała tam taca z kolacją. Dziewczyna zignorowała posiłek i zrzuciwszy buty, położyła się. Nie była w stanie niczego przełknąć. Jej myśli krążyły wokół Harry'ego.

**

Gdy obudziła się, było zupełnie ciemno. Wstała z łóżka i rozsunęła ciężkie zasłony. Blask ulicznej latarni dał jej trochę światła. Podeszła do drzwi i przyłożyła do nich ucho. Nie słyszała żadnych głosów. Cisza jak makiem zasiał. Odwróciła się w kierunku łóżka i wtedy dostrzegła krzesło obok niego. Było puste. Pewnie pani Weasley siedziała przy niej, kiedy spała. Może później zmienił ją Syriusz?
Już miała wrócić do łóżka, kiedy za oknem coś błysnęło. Podbiegła do niego i odchyliła firankę. Niczego nie zobaczyła, ale przeczucie mówiło jej, że to nie była latarnia. Wtedy usłyszała hałas. Podbiegła do drzwi i otworzyła je. Z dołu dobiegały podniesione głosy. Coś się wydarzyło. Zamknęła drzwi i pobiegła korytarzem. Gdy znalazła się na schodach, złapała się barierki i spojrzała w dół. Zobaczyła czyjeś czarne włosy i poczuła, że żołądek się jej zaciska. Snape.
Miała się cofnąć, kiedy spojrzał w górę. Zmarszczył brwi i kogoś zawołał. Savannah zacisnęła dłonie na barierce i wtedy zobaczyła, ze koło profesora stanął Syriusz. Zaklęła w duchu i zaczekała na wuja. Black wszedł szybko na górę i powiedział:
— Wracaj do siebie.
— Co się dzieje? — spytała. — Odbiliście Harry'ego?
— Tak — odparł Syriusz. — Jutro go zobaczysz.
— Dlaczego nie teraz? — Dziewczyna zmarszczyła czoło.
— Dopiero go przyprowadzono — wyjaśnił, ale wyraz jego twarzy zdradził wszystko. Był mocno poruszony i zmartwiony.
— Nie jest z nim dobrze — powiedziała Savannah. — Muszę go zobaczyć.
— Jutro – Syriusz wykonał krok w jej stronę, ale dziewczyna nie zamierzała go posłuchać. Wiedziała, że potrafi być szybka i to wykorzystała. Przemknęła obok wuja i jak szalona zbiegła po schodach. Gdy znalazła się w korytarzu, złapały ją czyjeś ręce.
— A ty gdzie? — zapytał Snape. — Black chyba kazał ci wracać do siebie.
— Korzysta pan z legilimencji nawet przy takich bzdetach? — Savannah spojrzała na niego ze złością. — Gdzie jest Harry?
— Takiego faktu jest łatwo się domyślić, dziewczyno — syknął i poczekał na Syriusza. — Twoja obecność jest teraz najmniej pożądana.
— Co oni mu zrobili? — Savannah poczuła, że jej oczy zachodzą łzami. — Harry!
Próbowała się wyrwać, ale trzymał ją mocno. Kiedy zjawił się Black, jego uścisk zelżał.
— Chodźmy — Syriusz chwycił ją za ramię. — Opowiem ci po drodze.
— Nie — Savannah ruszyła do przodu, ale było to daremne. Trzymał ją i nie zamierzał pozwolić uciec.
— Puść mnie — dziewczyna walczyła z nim, płacząc. — Chcę go zobaczyć.
Black wziął ją na ręce jak małe dziecko i nie zwracając uwagi na jej protesty, zaniósł na górę. W czasie drogi rozkleiła się i przytuliła do jego koszuli. Gdy znaleźli się w jej sypialni i położył ją na łóżku, powiedział:
— Harry wyjdzie z tego. Jest pod dobrą opieką.
— Torturowali go — wychrypiała, ale tego nie potwierdził. Usiadł na skraju łóżka i położył jej dłoń na ramieniu:
— Dzięki twoim informacjom szybciej do niego dotarli.
— Gdzie go przetrzymywali? — spytała, pociągając nosem. — W dworze Malfoyów?
— Nie — Black wziął głęboki wdech. — W posiadłości Samuela Notta.
Savannah zacisnęła dłonie w pięści i zaklęła siarczyście.
— Wyjdzie z tego — Syriusz nie zamierzał jej upominać. — Postaraj się zasnąć, dobrze?
To chyba najgorsza rada, jaką od niego usłyszała. Jak może spać, kiedy jej przyjaciel leży ciężko ranny? Black wstał i wyszedł z pokoju. Ciche kliknięcie zamka uświadomiło jej, że pozostało jej jedno. Chwyciła poduszkę i wtuliła w nią twarz.
Harry, bądź silny i walcz. Teraz też ci się uda. Wiele razy oszukałeś śmierć. Świat nie istnieje bez ciebie.
Oderwała twarz od poduszki i przetarła dłonią oczy. Świat czarodziejów zawdzięczał mu spokojnych trzynaście lat. Teraz, kiedy Voldemort powrócił, chłopak był jedynym, który mógł go powstrzymać. O ile przeżyje.