Czytelnicy.

(Jeśli się jeszcze jacyś ostali.)

Wiedzcie, że pisząc to, biorę głęboki oddech i mówię: dość. Po czterech latach pełnych zawstydzonego odwracania wzroku i mamrotania pod nosem „kiedyś to skończę" czas spojrzeć prawdzie w oczy: w tym momencie raczej nie zamierzam pisać dalszego ciągu.

Słyszę jak wasze umęczone dusze krzyczą „Dlaczego?!" i spieszę z wyjaśnieniem (a raczej wyjaśnienio-wymówkami, lecz przemilczmy to taktownie):

Przestałam pisać to opowiadanie kiedy przestałam śledzić 'Naruto'. Wróciłam do fandomu jakiś miesiąc temu, i to był ostatni gwóźdź do trumny. Jestem jednym z tym okropnych autorów, którzy mają wkurzającą tendencję do rekalibrowania swoich opowieści, aby zawierały jak najwięcej kanonicznego tła. Tego tu się nie da zrobić kosmetycznymi zmianami, musiałabym pisać ją od nowa, zmieniając pełno rzeczy. Taa… to się niestety nie wydarzy w najbliższej przyszłości.

Dlatego jest to oficjalna „nie będę tego kontynuować" nota. Fajnie byłoby napisać tą nową wersję, ale nie chcę nikogo oszukiwać: nie mam teraz czasu ani dość swojego organicznego procesora do oddelegowania aby mogłam wymyślić nową fabułę.

Na tym etapie mam dwa wyjścia.

Pierwsze: skasować opowiadanie. Nie zrobię tego, ponieważ jest to jedyna rzecz bardziej wkurzająca niż pozostawienie opowiadania nieskończonego.

Drugie: wyznać grzechy i krótko napisać co chciałam z tym opowiadaniem zrobić. Jest to marginalnie bardziej pocieszające rozwiązanie, więc to też zrobię.

Po czterech latach nie pamiętam jak wiele było zdradzone o klanie Uzumaki w oryginalnej mandze gdy zaczynałam opowiadanie, ale mimo wszystko zabawne jest jak wiele mam „trafień". Pieczęcie. Długie życie, wytrzymałość i masywna czakra. Własny, upadły kraj. (Te były dość łatwe do zgadnięcia). Prominentne czerwone włosy (choć ja rozszerzyłam paletę kolorów w brązy). Krewni Senju (haa! Traf w dziesiątkę). Kushina i Mikoto znają się i przyjaźnią (potwierdzone!)

Z drugiej strony, świat w moim opowiadaniu jest bardzo AU w porównaniu z oryginalną mangą w tym momencie. Łowcy, strażnicy i demony? Gdzie tam. Natura ogoniastych bestii? Uuuh… Kontrakt z kotami? Okazał się domeną klanu Uchiha.

No dobra. Gdzie w takim razie zmierzałam z opowiadaniem?

Tak naprawdę nie miałam zbyt wiele zaplanowane, szczególnie jeśli chodziło o szczegóły. Dlatego nie powinno tego być dużo. Okej, spróbujmy przelecieć tą krótką listę…

GDZIE TO ZMIERZAŁO?

Mikoto i Minato byli w jednej drużynie geninów przez krótki okres przed otrzymaniem swoich awansów, uczeni razem przez Jiraiyę. Obecnie, jak mi się wydaje, jest to wciąż dość popularny fanon.


Ze względu na tą przyjaźń, Uchiha popierali (raczej) Minato jako Hokage. Jego śmierć i powrót Sandaime byłyby jednymi z wielu przyczyn, które później zdystansowały ich od wioski.


Największą zmianą byłoby pieczętowanie Kyuubi. Karai przekonałaby Minato, że posiada lepszą pieczęć i zajęła jego miejsce jako ofiara potrzebna do zapieczętowania demona (operowałam na założeniu, że oddanie życia było potrzebne przy zapieczętowaniu i 'wydobyciu' demona z jego jinchuuriki).


Klan Uzumaki przyjaźniący się z głową Uchiha i Minato wciąż na stołku Hokage zmieniliby klimat polityczny Konohy na tyle, że plan przewrotu nigdy nie zdołał zgarnąć dużego poparcia wśród Uchiha. Nie wykluczałam możliwości późniejszej schizmy w klanie, kończącej się śmiercią zdrajców, głównie starszych członków, ale nie byłam pewna czy użyję ten wątek.


Kushina kontynuowałaby torturowanie Itachiego swoją obecnością i ekscentrycznym zachowaniem „dla jego dobra" przez kolejne lata. W sumie nigdy by nie przestała.


Kushina w pewnym momencie wróciłaby do swojej kariery (mając cały klan, ona i Minato nie musieliby wychowywać Naruto sami) i uzyskała pozycję kapitana ANBU. Itachi wylądowałby w jej drużynie, ku swojej cichej rozpaczy.


Humorystyczna scena gdy Itachi, Shisui, Hiketsu i Higure postanawiają „oblać" awans Itachiego na kapitana ANBU w wieku trzynastu lat na pewno miałaby miejsce. Itachi zgadza się na całą eskapadę tylko w delirium radości na perspektywę wydostaniu się ze szponów Kushiny. Wszystkie kompromitujące fotki z incydentu skończyłyby w jej rękach, oczywiście.


Higure odziedziczyłaby kontrakt kotów po Karai.


Jednym z największych kłopotów Minato okazałby się, oczywiście, Danzou.


Porwanie Hinaty nie miałby miejsca, ponieważ to delegacja z Konohy wybrałaby się do Kumo. Jej częścią byłyby trojaczki Uzumaki, z sekretną misją nawiązania kontaktu z tamtejszym klanem byłych łowców, Yotsuki.


Wątek w tle: Higure durzyłaby się sekretnie w Shisuim. Będąc jedyną rówieśniczką płci żeńskiej Itachiego w której towarzystwie ten ostatni by przebywał (bo Higure nie była jego fanką), wszyscy oczywiście założyliby że ci dwoje skończą razem, podczas gdy Itachi byłby jedyną osobą wiedzącą o jej zauroczeniu. Kulminacją sprawy byłaby scena, gdy Fugaku wzywa Itachiego aby wyjaśnić mu z powagą, że postanowił wstrzymać się z wyborem jego przyszłej żony właśnie ze względu na jego „związek" z Higure. Osłupiały Itachi wysłuchałby, jak to Rada Klanu, z bólem wprawdzie, ale mimo wszystko w końcu zdeterminowała że dodanie potencjału tak dużych rezerw do głównej linii klanu jest bardziej wartościowe niż dość małe ryzyko osłabienia Sharinganu w jego dzieciach. Jeśli dodać to tego trochę fuuinjutsu z wiana Higure, można wybaczyć brak czarnych włosów.


Itachi okazałby się bezużyteczny w odkręceniu całego nieporozumienia. W końcu to Sakura, z asystą Naruto i Sasuke, rozwiązałaby sytuację poprzez sfabrykowanie na poły zmyślonego raportu medycznego na temat klanu Uzumaki z którego jasno wynikałoby że dzieci Higure nie mają szans odziedziczyć Sharinganu. Jego treść zdradziłby 'mimochodem' Naruto w obecności Fugaku, Sakura potem rozpuściłaby plotki, że Itachi i Higure ze sobą zerwali i poinstruowała Sasuke aby podsunąć radzie klanu 'wspaniały' pomysł, żeby spróbowali zeswatać Higure z którymś z jego kuzynów, którzy mogli pozwolić sobie na dzieci bez Sharinganu w przeciwieństwie do przyszłej głowy klanu. Oczywiście Shisui byłby jednym z niewielu kandydatów w odpowiednim wieku…


Naruto wciąż chce zostać Hokage. Duh. Ale wychowany przez swoich rodziców i klan, ucząc się kontrolować pieczęć – a tym samym czakrę Kyuubi'ego – od dzieciństwa, jest uważany za bardzo utalentowanego. Cywile wciąż się go trochę boją, ale nie są nienawistni.


Nie byłam pewna, czy zachowam oryginalne drużyny, ale bardziej się ku temu skłaniałam. Jeśli Sasuke i Naruto wciąż zostaliby razem w jednej drużynie, to byłoby to dzięki precedensowi ustanowionemu przez Hiketsu i Shisuiego oraz Higure i Itachiego.


Sasuke zachowałby swój charakter sprzed Masakry, jako że nigdy się ona nie wydarzyła. Przyjaźniłby się z Hinatą (jedyną nie-fanką w jego wieku; tak samo jak Itachi w przypadku Higure, byłby jedyną osobą wiedzącą o obiekcie jej zauroczenia, podczas gdy ludzie, szczególnie fanki Sasuke, podejrzewaliby ich o związek) i Naruto, oczywiście, jako że młodsze generacje Uchiha i Uzumaki znałyby się bardzo dobrze.


Gdzieś na 100% pojawiłaby się scena, gdzie Fugaku z pełną boleści miną próbuje wytłumaczyć osłupiałemu Sasuke, że Hinata, jako dziedziczka klanu Hyuuga, nie może być jego żoną.


Skończyłoby się na tym, że gdy szok minąłby, Sasuke spokojnie wyjaśniłby swojemu ojcu że nie zamierza pojąć Hinaty za żonę. Po czym w końcu oświeciłby osłupiałego Fugaku, że cała sytuacja ze „związkiem" Itachiego i Higure—za którego rozpad Fugaku sekretnie czuł się winny przez ten cały czas—też była podobnym nieporozumieniem. Zakończeniem byłaby urocza scenka obyczajowa, w której Sasuke ze swoją matką sączą najspokojniej w świecie herbatę na werandzie, słuchając przez cienkie papierowe drzwi jak Itachi i Fugaku próbują obwinić się nawzajem o to całe zamieszanie i przelicytować pod względem poszarganych nerwów. Sasuke przyznaje, że choć mógłby przeżyć bez hordy fanek, jest wdzięczny że jednak odziedziczył więcej po Mikoto.


Akira i Jiraiya podzieliliby się swoimi informacjami, rozszerzając znacznie siatkę szpiegowską Konohy. Akira pierwszy wpadłby na dowody niecnych poczynań Danzou.


Porwanie członka klanu Uzumaki aby przeprowadzić na nim/niej eksperymenty, wraz z uzyskaniem ciała młodego Uchihy z potężnym Sharinganem (POTĘŻNYM Sharinganem, żeby nie było za łatwo – zawężałoby to pole wyboru do Shisuiego, Itachiego i może dwóch, trzech innych osób, z Sasuke na samym końcu kolejki dla odmiany), byłoby jednym z celów Orochimaru.


Isamu zginąłby podczas inwazji Suny i Orochimaru, zabity przez któregoś z wskrzeszonych Hokage. Planowałam, aby był on przebrany za Sarutobiego i tym samym zostałby schwytany wraz z Minato przez Orochimaru w barierze, podczas gdy prawdziwy Sarutobi dowodziłby siłami Konohy w odparciu ataku. Okazałoby się, że Orochimaru skradł pieczęć, która wpleciona w barierę uniemożliwiała Minato użycie jego Hiraishin no Jutsu.


Żeby nie było za łatwo, Orochimaru nie zabił Kazekage, który ukrywał się poza murami miasta i potem dowodził siłami Oto i Suny przeciw Sandaime Hokage. Sanin nie musiał tego robić, ponieważ nienawiść Kazegake do Uzumakich zapewniła jego chęć przystąpienia do inwazji. Sandaime, Kushina i Jiraiya pokonaliby go razem i zmusili inwazję do odwrotu.


Naruto wciąż miałby swoją bitwę z Gaarą w wydaniu 'psychopata'; byłby ona kulminacją dwóch miesięcy obietnic Gaary dotyczących krwawej śmierci Uzumakiego. Jego fiksacja na blondynie byłaby wynikiem, że sekretnie Gaara zastanawiałby się, czy zabicie dziedzica klanu znienawidzone przez jego ojca pozwoliłoby mu na uzyskanie jego aprobaty, choć racjonalizowałby to argumentem, że pokonanie kogoś z klanu który zawsze przewyższał Sabaku byłoby ostatecznym dowodem na jego egzystencję. Naruto przekonałby Gaarę, że jego rodzina w postaci Temari i Kankuro oraz towarzysze broni są tym, co powinien chronić. Ale Gaara również nauczyłby czegoś Naruto: a mianowicie, że jego klan nie jest święty i ma mniej chlubne karty w swojej historii.


Jako że Naruto nie miałby tak wielkiego problemu z uzyskaniem akceptacji wioski, jego wątek krążyłby wokoło znalezienia balansu między dziedzictwem jego przodków a wytyczeniem własnej ścieżki przez życie, oraz z udźwignięciem obowiązków strażnika.


Po uratowaniu Gaary ze szponów Akatsuki, przy scenie pożegnania w bramach Suny on i Naruto scementowaliby swoją przyjaźń, obiecując sobie, że nie popełnią tych samych błędów co przeszłe pokolenia i od tego czasu klany Uzumaki i Sabaku będą równymi sobie sprzymierzeńcami.


Głównym wątkiem byłoby Akatsuki i demony. Oczywiście, po wielu rozdziałach okazałoby się, że to tajemniczy prawdziwy przywódca organizacji – Tobi – posiada niebezpieczną zdolność 'rozbierania' pieczęci klanu Uzumaki i że to on stoi za wymieraniem klanów łowców. W końcu okazałoby się, że on też korzysta ze starożytnej wiedzy łowców. Klucz do skompletowania techniki, która pozwoliłaby Naruto na pokonanie go zostałby znaleziony w masywnym księgozbiorze Uzumaki. Na właściwy trop naprowadziłyby go notatki pozostawione przez Isamu, odkodowane przez Suisena.


Sakura, studiując stare teksty medyczne, odkryłaby zestaw niekompletnych pieczęci mających tworzyć „rytuał puryfikacji", pozwalający na „oczyszczenie" demona z całej nagromadzonej w nim nienawiści. Okazałoby się, że demony po tym rytuale nie potrzebują już strażników—scalają się z naturą jako część jej energii, a ich umysły wracają do swojego pierwotnego stanu zanim nieszczęścia zmieniły ich w bestie - czymś w rodzaju dobrych bożków (czy też duchów) żywiołów.


Naruto zostałby Piątym Hokage i „Ostatnim Strażnikiem". Pieczęcie rytuału puryfikacji wkomponowałby w swoją własną, oczyszczają powoli Kyuubiego z nienawiści we własnym ciele. Po jego śmierci Kyuubi, zamiast umrzeć, też stałby się takim bożkiem.


Poza Higure i Shisuim oraz już istniejącymi związkami (np. Kushina i Minato, Fugaku i Mikoto) nie za bardzo wiedziałam, co zrobię z pairingami. Miało wyjść w praniu.