Gdy Ginny się obudziła, zaskoczył ją widok Hedwigi przy jej łóżku, z listem przywiązanym do nogi. Gdy tylko sowa zauważyła, że już nie śpi, podskoczyła na szafkę przy łóżku i wyciągnęła nogę. Ginny odwiązała kopertę, po czym rozerwała ją i zaczęła czytać:

Ginny, gdy piszę ten list jest około trzeciej nad ranem. Właśnie miałem kolejną wizję, nic specjalnie ważnego, ale to było na tyle złe, że na pewno już tej nocy nie zasnę. Część mnie nie chce pisać tego listu, ale mała część mojego mózgu wie, że powinienem to zrobić. Napiszę to szybko i wyślę zanim zmienię zdanie.

Opowiadam Ci prawdę, bo myślę, że właśnie o to mnie prosisz. Więc jeśli odczytałem z Twoich listów coś, czego tam nie było, przepraszam. Ale muszę komuś o tym powiedzieć, a tu nie ma nikogo, kogo by to obchodziło, nawet jeśli bym im o tym powiedział.

To nie pierwsza moja bezsenna noc. To dopiero druga czy trzecia wizja, ale w inne noce mam okropne sny o Syriuszu albo o cmentarzu. Czasami mam sny, że ty, Ron, czy ktokolwiek inny zginął w Ministerstwie. Jakoś mi się nie wydaje, żeby czekolada przy tym pomogła. A chciałbym, żeby pomogła.

A może wcale bym tego nie chciał. Sama myśl o czekoladzie wywraca mój żołądek na lewą stronę. Ostatnio wiele razy mnie to spotkało. Jest tak źle, że w ogóle ledwo jem. Wiem, że jeśli zjem za dużo, to po prostu wszystko zwrócę. Jestem pewien, że sporo straciłem na wadze. Tu nikt tego nie zauważa. Nie wiem, czy to przez to, że noszę ubrania o parę rozmiarów za duże, czy po prostu mają mnie zbyt głęboko gdzieś, żeby się tym zainteresować.

Sam nie wiem, czego się mam po tobie spodziewać w związku z tą sytuacją. Jakoś mi się nie wydaje, że jest cokolwiek, co mogłabyś zrobić. Jest jak jest. W Twoich listach wydawało się, że chcesz o tym wiedzieć. I mam nadzieję, że może zrozumiesz choć część tego, co czuję. Może, nie wiem, znajdziesz dla mnie jakiś cudowny lek. Może uda Ci się namówić bliźniaków, żeby stworzyli cukierki „Wesoły Harry". Wiem, mogłyby być o smaku piwa kremowego. Myślisz, że mogłoby im się udać?

Nie wiem, co jeszcze powiedzieć. Może pisanie tego jest błędem? Teraz, gdy to wszystko jest już na papierze, czuję się trochę głupio. To znaczy, narzekam na parę głupich snów i brak apetytu. Co, zmieniam się w Malfoya? Powinienem sobie z tym poradzić. Wszyscy tego ode mnie oczekują. Odsyłają mnie tu co roku, mimo, że nienawidzę tego miejsca. I po prostu mam sobie z tym poradzić. W zeszłym roku, widziałem na własne oczy, jak zabijano Cedrika. A potem zmuszono mnie do pomocy przy jego powrocie i do walki z nim. A gdy wracam do szkoły, jakiś popieprzony facet próbuje mnie wykończyć. I co potem dostaję? Uścisk od Twojej mamy, worek złota i POWRÓT TUTAJ! Niemal się kompletnie załamałem w zeszłym roku, ale wątpię, że ktokolwiek to zauważył. Dlaczego nikt tego nie zauważył?

Tego właśnie chcę, Ginny. Żeby ktoś zauważył. I może to właśnie dlatego piszę do Ciebie ten list. Myślę, że ty to zauważyłaś. Przynajmniej mam taką nadzieję, bo jeśli nie, to po prostu kompletnie poprzewracało mi się w głowie. Zaczynam myśleć, że to zły pomysł. Może nie powinienem podejmować takich decyzji, jak wylewanie na list, co mi leży na wątrobie, po trzech godzinach snu. Zakończę już ten list i od razu wyślę Hedwigę, zanim wybiję sobie ten pomysł z głowy. Gdy Cię następnym razem zobaczę, będę okropnie zażenowany. Obiecaj mi, że będziemy udawać, że tego listu nie było.

Harry

Gdy Ginny skończyła czytać, łzy spływały jej po twarzy. Och, Harry, proszę, proszę powiedz, że to wszystko – modliła się w myślach. Proszę, powiedz, że nic przede mną nie ukrywasz. To wystarczająco okropne.

Widząc jej łzy, Hedwiga podeszła bliżej, a Ginny nieświadomie wyciągnęła dłoń, aby pogłaskać ptaka.

- Widziałaś, jak mu tam jest, prawda? Wiesz, że potrzebuje mojej pomocy? Nie martw się, Hedwigo, jakoś mu pomożemy.

Przysięgając sobie w duchu, że znajdzie sposób, żeby pomóc Harry'emu, w końcu wygrzebała się z łóżka. Włożyła list do szuflady, po czym ubrała się. Gdy opuszczała pokój, powiedziała Hedwidze, że może tu zostać przez jakiś czas, zanim wróci do Harry'ego.

- Nie powinien być sam zbyt długo, prawda? Nie musisz czekać na moją odpowiedź. Wyślę później coś przez Świnkę albo Errola. Powodzenia, Hedwigo.

Gdy Ginny wyszła z pomieszczenia, Hedwiga otworzyła szufladę szafki. Potem podniosła z kosza brudną koszulkę i zawiesiła ją na półotwartej szufladzie. Po ukończeniu zadania, wyskoczyła za okno i poleciała do domu, w którym była teraz najbardziej potrzebna.

Ginny spotkała Molly Weasley w salonie.

- Mamo, możemy porozmawiać?

Molly przestała dziergać i podniosła wzrok.

- Och, chwila zbliżenia matki i córki! Czekałam na jedną z nich. Co się stało, Ginny? Problemy z chłopcami? Czy ten chłopak – Darin mu chyba na imię – robi ci problemy?

Ginny spojrzała na matkę z irytacją.

- Mamo, proszę, powiedz, że to nie było na serio.

- Przepraszam kochanie, twoi bracia wrzucili mi do porannej herbatki trochę swojego Roztrzepium. Zapewnili mnie, że efekty niedługo przejdą. Powiedz, co się dzieje. Zrobię wszystko, co mogę, żeby się kontrolować.

Ginny oparła się o ścianę i zaczęła.

- Cóż, pisałam tego lata z Harrym. Wiedziałaś o tym, prawda? Dostałam od niego list dziś rano. Mamo, myślę, że nie radzi sobie najlepiej. Opowiedział mi parę rzeczy i martwię się o niego. Powiedział, że ma kłopoty z jedzeniem i z zasypianiem. Nikt do niego nie zagląda? Kiedy był ostatni raz, gdy ktoś z nim rozmawiał?

Molly spojrzała na córkę i wskazała, żeby usiadła obok niej na kanapie.

- Przykro mi, kochanie, ale chyba nikt u niego nie był. Wiem, że co trzy dni wysyłał listy, ale zawsze były krótkie. Pani Figg mówiła, że nie wychodził zbyt dużo z domu. Naprawdę ma problemy z jedzeniem? Myślisz, że jeśli wysłałabym mu jego ulubione słodycze, pomogłoby to?

- Och, mamo, myślę, że to świetny pomysł. Jego list po prostu był taki smutny. Może moglibyśmy go odwiedzić? Myślę, że bardzo by się ucieszył. Może udałoby się zabrać też Rona i Hermionę. A może wyszlibyśmy gdzieś z tej jego nory? Wiesz, jakieś wyjście na miasto, żeby przez chwilę zapomniał o problemach.

Molly chwyciła ręce córki.

- Ginny, zwolnij. Przesadzasz. – Nienawidziła zawodzić swojej córki, ale chciała być realistką. – Przykro mi, ale nikt nie może odwiedzić Harry'ego. To nie byłoby bezpieczne. Wiesz, że nie możemy wywoływać podejrzeń co do jego miejsca pobytu. A osłony wokół domu jego krewnych chronią tylko jego, nikogo innego. – Zamyśliła się na moment. – Powiem ci coś. Poinformuję Zakon o twoich zmartwieniach na następnym spotkaniu. Może w końcu uda mi się przekonać Albusa, że już czas, żeby Harry wrócił do domu.

Ginny spojrzała matce w oczy.

- Myślę, że to nie wystarczy. Będę nadal do niego pisać. Wiem co nieco na temat tego, przez co przechodzi. Muszę mu pomóc, mamo. Powiem ci, gdy będę wysyłać kolejny list, wyślesz mu swoje słodycze.

Molly uśmiechnęła się.

- To wspaniały pomysł. Zanim uciekniesz, jest coś, o czym chciałabyś porozmawiać? Jacyś inni chłopcy, z którymi tego lata pisałaś?

Ginny zaczerwieniła się lekko, zastanawiając się, czy jej matka wiedziała o jej rzekomym romansie z Deanem.

- Nic, o czym warto rozmawiać. Pójdę do lasu, nazbieram trochę orzeszków koszałkowych. Możesz dodać je do swoich ciasteczek dla Harry'ego. Dzięki, mamo.

Dała mamie całusa w policzek, wzięła koszyk i wyszła z domu. Molly patrzyła na nią przez chwilę, po czym wstała i poszła pozbierać brudne ubrania do wyprania.

Gdy weszła do pokoju Ginny, zauważyła jakieś ubrania wiszące na szufladzie szafki. Gdy je podniosła, zobaczyła list. Spojrzała przez okno w kierunku lasu. Wiedziała, że Ginny nie wróci przynajmniej przez godzinę. Powinna szanować prywatność Harry'ego, przecież nie napisał listu do niej. Ale zmartwienia Ginny nie wyglądały na bezpodstawne. Jej córka była rozsądna. Jeśli mówi, że Harry potrzebuje pomocy, to tak jest. Jako osoba, której najbliżej było do rodzica dla tego biednego chłopaka, musiała coś zrobić. Wyciągnęła list i zaczęła czytać. Gdy skończyła, jak jej córka, miała łzy w oczach. Wzięła z biurka Ginny kawałek pergaminu i szybko skopiowała treść listu. Włożyła list z powrotem do szuflady i zamknęła ją, po czym schowała kopię. Przekaże ją Albusowi przy najbliższej okazji.

Ginny czekała do późna z napisaniem listu do Harry'ego. Wiedziała, że musi odpowiedzieć ostrożnie, bo Harry niewątpliwie żałował jego wysłania. Jeśli odpowiedziałaby zbyt szybko, mógłby pomyśleć, że ona myśli, że nie jest sobie w stanie z niczym poradzić. Jeśli czekałaby zbyt długo, mógłby pomyśleć, że właściwie jej to nie obchodziło. A jeśli powie coś nie tak, może przestać do niej pisać. Od razu skierowała się po kolacji do swojego pokoju, a jej matka o dziwo zwolniła ją z sprzątania po posiłku. Najpierw napisała szybko list o Hermionie. Nie zdradziła jej sekretów Harry'ego, ale napisała, że w końcu udało jej się do niego dotrzeć i otwiera się przed nią. Opisała też obszernie, co tego lata robił Ron, żeby zobaczyć, jaką otrzyma odpowiedź. Napisała też szybką notkę do Deana, a gdy to robiła, uświadomiła sobie, że jej listy do Harry'ego były dużo dłuższe i bardziej osobiste. Wyciągnęła kolejną kartkę pergaminu i zaczęła pisać.

To był najbardziej osobisty list, jaki kiedykolwiek napisała. Przelała w niego swoje serce. Opisała swoje doświadczenia z lata po jej pierwszym roku, swoje koszmary, które wtedy ją dręczyły, i wyznała, że wciąż je miewa. Przyznała, że były chwile, gdy czuła się, że nie potrafi żyć ze swoimi wyrzutami sumienia. Tylko rozmowa z rodziną jej pomogła i właśnie to potrzebował zrobić – znaleźć kogoś, z kim mógłby porozmawiać. Zakończyła prośbą, żeby obiecał jej, że porozmawia z kimś przy pierwszej okazji, zanim jego smutek i poczucie winy doprowadzą do tego, że zrobi coś, czego później będzie żałował.

Zanim wysłała list, odczekała do rana – musiała najpierw upiec z mamą ciasteczka dla Harry'ego. Gdy paczka była gotowa, Molly zaczarowała list, żeby tylko osoba, do której był zaadresowany, mogła go odczytać. Molly wzięła paczkę i listy (Ron też jeden napisał) i teleportowała się do domu pani Figg. Figgy, jak na nią mówiono, obiecała, że osobiście dostarczy paczkę, gdy tylko skończy doglądać kotów.


Gdy Harry usłyszał, że przyszedł ktoś do niego, był lekko zaniepokojony. Nikt nie miał tu przychodzić. Mając w głębokim poważaniu, co może sobie pomyśleć jego ciotka, wyciągnął różdżkę i podszedł do drzwi.

Ciotka Petunia stała obok pani Figg z kwaśną miną na twarzy.

- Odłóż ten przyrząd, gdy drzwi są otwarte, chłopcze. I załatw to szybko, nie lubię tego gatunku w moim domu.

Najwyraźniej ciotka pamiętała, że pani Figg miała coś wspólnego z atakiem dementorów.

Staruszka obruszyła się.

- To nie zajmie nawet minuty twojego czasu, Petunio. Mam paczkę dla Harry'ego od jego przyjaciół. Powiedzieli mi, żeby ci przekazać, że „Ronowi naprawdę odjęło rozum", cokolwiek to znaczy. – Spojrzała na niego krytycznie. – Dbaj o siebie, Harry. Nie miałabym nic przeciwko zobaczeniu cię na zewnątrz tego lata.

Pani Figg podała mu paczkę i wyszła.

Harry szybko wrócił do pokoju z paczką w ręce, zanim jego ciotka zdążyła cokolwiek powiedzieć. Wiadomość, która dla pani Figg nic nie znaczyła, upewniła go, że paczka była od Ginny. Tylko ona powiedziałaby coś takiego. Otworzył pudełko i zobaczył dwa listy oraz talerzyk pełen ciastek. Na talerzyku była notka od pani Weasley, w której napisała, że ma nadzieję, że dobrze sobie radzi i że Ginny nazbierała orzeszków koszałkowych do ciastek i pomogła przy ich pieczeniu. Spróbował jednego z nich. Wciąż były ciepłe i przepyszne.

Przeczytał list od Rona i odłożył na bok. Odpowie na niego później. Zjadł kolejne ciasteczko i spojrzał na list od Ginny. To była jej odpowiedź na jego ostatni list. Czy myśli, że jest kompletnym idiotą? Że mu odbiło? A może go rozumiała, jak już wcześniej zasugerowała? Czy list spowoduje, że poczuje się lepiej, czy może poczuje się jeszcze gorzej, że obarcza ją swoimi problemami? Cóż, jest tylko jeden sposób, żeby się przekonać.

Usiadł wygodniej na łóżku i zaczął czytać. Po raz pierwszy naprawdę zrozumiał, co czuła Ginny po Komnacie. Nigdy naprawdę nie pomyślał, przez co przeszła. Ale wtedy miał tylko dwanaście lat, a ilu dwunastolatków ma tak głębokie myśli? Teraz już wiedział. Nie miała żadnego magicznego leku na jego problemy - nie miała dla niego cukierków „Szczęśliwy Harry", nie żeby tego oczekiwał. Zamiast tego dała mu nadzieję. Nadzieję, że będzie lepiej. Że musi po prostu jeszcze trochę wytrzymać. A potem poprosiła go, żeby jej obiecał, że z kimś porozmawia „zanim powie albo zrobi coś, czego później będzie żałował". Czy ona wie, o czym myślałem? Czy może jej to obiecać? Wiedział, że jeśli to zrobi, to wiąże się to z jej dotrzymaniem. Ale czy to aż tak dużo? Czy nie był jej winien tej jednej obietnicy? Zawdzięczał jej dużo więcej. Dotrzyma obietnicy i porozmawia z kimś, gdy tylko nadarzy się okazja, bez względu na to, jak trudne może się to okazać.

Kolejne kilka dni zleciało bardzo szybko. Odpisał Ginny, dołączając obietnicę, że „szczerze porozmawia z dorosłą osobą, której będzie na nim zależało i która będzie mogła mu pomóc". Wiedział, że to automatycznie wyłącza z listy potencjalnych kandydatów na rozmówcę nie tylko jego ciotkę i wuja, ale także ludzi pokroju Mundungusa, czy jeszcze gorzej, Snape'a. Od tego momentu tematy ich listów znów stały się luźne. Ginny wciąż żartowała na temat Rona, opowiadała, co u reszty Weasleyów, i oczywiście, cały czas wplatała coś o bliźniakach. Teraz stwierdziła, że musieli znaleźć „mistyczny worek pieniędzy", jak to nazywała, w Ekspresie Hogwart. Planowała znalezienie takiego samemu, każdy z tych planów był jeszcze bardziej ekstrawagancki od poprzednich. Hedwiga, Świnka i Errol wymijali się w powietrzu z coraz to częstszymi listami.

Co dziwne, uczucia Harry'ego przez ten czas były bardzo zmienne i nieprzewidywalne. Odkąd podzielił się tak osobistymi myślami z Ginny, zauważył, że w ciągu dnia częściej miewa chwile, gdy czuł się prawie normalnie. Prawie, bo nie był już do końca pewien, czy pamięta, jak to jest normalnie. Najlepiej się czuł, gdy pisał lub otrzymywał listy, od Ginny bądź innych jego przyjaciół. Ale amplituda tych dobrych chwil i tych złych była wprost gigantyczna. Za każdym razem, gdy był zmuszony do przebywania z wujem w jednym pomieszczeniu, który wypowiada się na jego temat jakby jego w ogóle tam nie było, miał właśnie takie złe chwile. Miało to niezbyt przyjemny efekt. Przypominało mu to o tym, jak nisko cenił go jego wuj, oraz o tym, że Stworek miał o nim prawdopodobnie podobne mniemanie. To z kolei przypominało mu, że jego ojciec chrzestny nie żyje, przez Stworka oraz jego własny błąd. Czasami, gdy siedział pogrążony w smutnych rozmyślaniach w swoim pokoju, myślał o wyjęciu stłuczonego lusterka ze swojego kufra, ale zawsze tą myśl odpychał.

Wciąż miał problemy z zasypianiem i z jedzeniem. Prawdopodobnie jedyna rzecz, która naprawdę się poprawiła, to była jego relacja z kuzynem. Dudley zrobił taki postęp, że zaczął rozmawiać z Harrym jak z osobą, a nie workiem treningowym. Jednego wieczoru rozmawiali nawet o dziewczynach. Była to bardzo dziwna rozmowa, ale także było jej najbliżej do normalnej rozmowy nastolatków.

Jak dotąd, najgorsze przygnębienie Harry'ego miało miejsce rano, osiemnastego lipca, gdy do jego pokoju przyleciała nieznana sowa. Harry właśnie wrócił od wdowy, do której zanosił ciasto (kolejne przekupstwo ciotki Petunii), gdy ją zauważył. Obejrzał ostrożnie kopertę, po czym odwiązał ją. Była z Proroka Codziennego. Nie wiedząc, czego mogliby od niego chcieć, opadł na krzesło za biurkiem i otworzył list.

Panie Potter,

Prorok Codzienny, pańska gazeta dostarczająca zawsze najważniejsze i najświeższe wiadomości z czarodziejskiego świata, z całym szacunkiem prosi pana o wywiad. Czarodziejskie społeczeństwo ma prawo poznać pańskie zdanie na temat pośmiertnego uniewinnienia Syriusza Blacka, który jak pan wie, został uznany przez Departament Życia i Śmierci za zmarłego dnia piętnastego lipca tego roku. Proszę o odpowiedź z załączeniem czasu i miejsca, który najbardziej odpowiadałby panu na spotkanie z naszym reporterem. Zdjęcia opcjonalne.

Oczekuję pańskiej odpowiedzi,

Richard Woolsey, Korespondent Naczelny.

Harry z zaskoczenia upuścił list. Syriusza uznano za zmarłego? Został uniewinniony? I musiał o tym usłyszeć od Proroka Codziennego? Harry'emu wydawało się, że czas stanął w miejscu. Mogło minąć pięć minut lub pięć godzin, zanim do Harry'ego dotarło, że Hedwiga, Świnka i inna nieznana sowa czekały na jego biurku z listami przywiązanymi do nóg. Odwiązał listy i przeczytał je, nieświadom tego, co w ogóle robi. Pani Weasley, Ron, Hermiona i nawet profesor Lupin napisali do niego listy, żeby przekazać mu wieści. Ale było już za późno. Harry usłyszał to z najgorszego w jego mniemaniu źródła. Nie odpowiedział na żaden z listów. Odesłał wszystkie sowy nawet bez żadnej nagrody. Hedwiga cicho zahukała i usiadła na poręczy łóżka, obserwując swojego właściciela.

Harry nie opuścił pokoju przez resztę dnia, pomijając szybkie wyjście za potrzebą. Nic nie jadł, odrzucił nawet nocną wizytę Dudleya. Do krainy żywych powrócił dopiero kolejnego dnia. Z nikim nie rozmawiał, ale odchwaścił ogród, jak kazała mu ciotka. Tego wieczoru Harry zmywał naczynia po obiedzie będąc myślami zupełnie gdzie indziej. Z transu wyrwał go dzwonek telefonu i dotarło do niego, że przez jakiś czas trzymał w ręce nóż, który miał wytrzeć. Odłożył nóż i poszedł do swojego pokoju. Zaczynał się martwić o to, co się z nim działo. Zdecydował, że musi zrobić coś na poprawę nastroju, więc wziął do ręki ostatni list Ginny.

Wyprostował go i przeczytał po raz kolejny. Tym razem zauważył sam list, a nie jego treść. Pismo było całkiem ładne – kształtne i czytelne. Pergamin miał jakiś lekki zapach, którego nie potrafił zidentyfikować, ale przywodził na myśl chwile na świeżym powietrzu. W rogu znajdowała się plama z trawy, zupełnie jakby leżała na ziemi, gdy to pisała.

Jego myśli powędrowały do Ginny, gdy wyobrażał ją sobie, leżącą pod ulubionym drzewem na podwórzu Nory. Prawdopodobnie przygryzała koniec pióra, gdy zastanawiała się, co napisać dalej. Przez lata z pewnością dorosła. I jeśli miał być szczery, to również jej ciało nabrało kształtów. Ginny była idealną kombinacją dobrego wyglądu i zachowań typowej chłopczycy. Była mądra, nie będąc jednocześnie pompatyczną jak Percy. I miała większe jaja niż niejeden facet, co było niewątpliwie niezbędne w jego towarzystwie. Tak, Ginny Weasley nie była już małą dziewczynką, niezależnie od tego, co mógł mówić Ron. Niestety ostatnio wyglądała na już zajętą. A może nie? W jej ostatnim liście było widać, że między nią a Deanem nie ma na razie nic poważnego. Może gdy odpisze, powinien ją o to spytać.


Od autorki:

Orzechy koszałkowe rosną tylko w magicznych lasach o powierzchni mniejszej niż 20 hektarów. Są niebieskie, mają kształt kół ratunkowych, i smakują jak kurczak (żartuję, smakują jak migdały). Moje dzieci je uwielbiają. Richard Woolsey to postać z serialu "Gwiezdne wrota", której osobowość pasowała mi do tego idioty z Proroka, a poza tym pomyślałam, że jego nazwisko brzmi brytyjsko. Tytuł tego rozdziału początkowo miał być tytułem tej historii. Pomyślałam, że będzie tu pasował, bo nie ma wątpliwości, że lato Harry'ego nie idzie tak perfekcyjnie jak Jo to sobie wymarzyła. Naprawdę jest takie miasto jak Perfection, znajduje się w Karolinie Północnej, w Stanach Zjednoczonych. Nigdy tam nie byłam, ale słyszałam, że jest perfekcyjne.


Od tłumacza:

Miasto Perfection przetłumaczyłem na polski, żeby uniknąć rozdwojenia językowego, więc odłóżcie te noże, powoli, tak, a teraz dziesięć głębokich oddechów. No bo kto będzie wam tłumaczył, jak mnie tu zlinczujecie?

A w następnym rozdziale:

- Spotkanie Zakonu,

- Harry'ego ciąg dalszy i ciekawszy.