Rozdział 4
Warning : Nijimura ( nazwisko ) Reika ( imię ) – starsza siostra Nijimury, nigdzie w oficjalnych źródłach nie jest podane czy Niji ma rodzeństwo, ale my z An mamy taki kanon więc postanowiłam ją również wpleść do opowiadania. Nie umiem opisywać pseudo seksu - również ze względu na pojawienie się takowych scen zmieniłam raiting na M. Zabijcie mnie. Co do NijiHaików – mogę Wam zagwarantować, że oni jako jedyni będą szczęśliwie się ruchać i w ogóle aw aw i sparkle, bo mam dość, że fandom non stop pisze z nimi angesty. Trochę więcej zrozumienia charakteru postaci i fluffa, pysiaczki.
Kise patrzył się tępo na wyniszczoną twarz Ryuu, nie mając najmniejszego pojęcia dlaczego postanowiła przyjść na pokaz, ani kto wpuścił ją do budynku tak wcześnie. Mocnym makijażem próbowała ukryć swój prawdziwy wiek, jednak nie za bardzo jej to wychodziło. Pomarszczona, jednak opalona na ciemny brąz skóra, cienie pod oczami i pożółkłe od papierosów zęby przynosiły odwrotny efekt i koszmarnie ją postarzały. Do tego przez krótko obcięte, blond włosy i zdecydowanie za luźne ubrania - przez które kompletnie nie było widać jej i tak małego biustu - wyglądała jak jakaś bezdomna.
Mężczyzna westchnął ciężko, w głębi serca będąc w szoku jak bardzo udało jej się stoczyć. Ponad dziesięć lat temu ich starsza siostra zmarła przy porodzie. Lekarze pomimo usilnych prób nie byli w stanie uratować ani jej ani dziecka. Ryouko odeszła zdecydowanie zbyt młodo, co było prawdziwym wstrząsem dla kobiety. Wpadła w dziwne stany depresyjne, zerwała ze swoim narzeczonym, a nawet usunęła ciążę. Strach odebrał jej zdolność trzeźwego myślenia.
Wpadła w alkoholizm, najprawdopodobniej też brała różne świństwa. Ryouta próbował jej na początku pomóc, nie mogąc patrzeć na cierpienie kolejnego członka rodziny, ale Ryuu wyśmiała go i stwierdziła, że od pierdolonego w dupę pedała nie chce żadnej litości. Wcześniej nie przejmowała się orientacją swojego brata, ba! Dopingowała jego związek z Aomine najbardziej ze wszystkich, a nawet przekonała rodziców, że bycie homoseksualnym nie czyni z ich syna degenerata. Jednak szok i bolesna utrata zmieniła jej charakter nie do poznania. Od tamtej pory nie utrzymywali kontaktów ani nie widzieli się, aż do teraz.
- Miło mi cię widzieć, siostrzyczko – Kise uśmiechnął się do niej wymuszenie, starając się na uprzejmy ton głosu.
- Daj sobie siana - odparła chłodno.
- Haha...ha... jak zwykle niemiła.
- Zawsze jestem, kurwa, miła – zmierzyła go pogardliwym spojrzeniem – Coś taki zmarnowany? Czyżby murzyn zostawił cię dla jakiejś piękności z cyckami i cipą zamiast fiuta? – zaśmiała się, jakby powiedziała właśnie wyśmienity żart.
Chłopak drgnął, jednak nie pozwolił wyprowadzić się z równowagi. Pomimo swojej głupoty, kobieta najprawdopodobniej trafiła w sedno i to cholernie go zabolało. Żałosne, jak łatwo było go rozczytać.
- Oho, chyba trafiłam – zachichotała i wyciągnęła z torebki paczkę fajek.
- Tutaj jest zakaz palenia...
- Oh, przestań pierdolić – żachnęła się, przygryzając mentolowy filtr zębami – I tak ta spasiona ochrona jest zbyt zajęta podrywaniem okolicznych modeleczek, które dają dupy, żeby tylko utrzymać się w tej robocie – wydmuchnęła dym prosto w jego twarz – A jak tam twoje statystyki? Ile cię już wyruchało, kochasiu?
Mężczyzna skrzywił się, czując nikotynę zmieszaną z zapachem tanich perfum. Miał wielka ochotę mocno nią potrząsnąć, a najchętniej zrzucić ze schodów, ale jakoś udało mu się zachować spokój. Nie zniży się do jej poziomu. Za nic nie da jej tej satysfakcji.
- Nie porównuj mnie ze sobą, tania dziwko.
- Ohohohooo, a to zabawne – wbiła w niego lekko rozbiegany wzrok – Ryoutuś pyskuje swojej ukochanej starszej siostruni? Myślałam, że się tego nigdy nie doczekam – wybuchła szaleńczym śmiechem, prawie dławiąc się własną śliną.
- Ty popieprzona wariatko...
- Przestań się zgrywać, jebany pedale – czknęła głośno gasząc tlącego się papierosa na własnej dłoni – Myślisz, że, kurwa, sama tego nie wiem? Naprawdę...
- Czego chcesz? – przerwał jej, mając już powoli dość tej pseudo rozmowy.
Nie miał ani siły ani ochoty wysłuchiwać jej bluzgów i obelg. Już dawno skreślił ja ze swojego życia. Próbował jej pomóc, ale go odepchnęła tym samym stając się dla niego praktycznie obcą osobą. Więzy krwi nie mają w takiej sytuacji żadnego znaczenia.
- Aaa, prawie bym zapomniała. Myślałam, że będę musiała cię wyciągnąć siłą z przebieralni, ale widzę że już jesteś gotowy na kręceniem tą obwisłą dupą na wybiegu.
- Konkrety.
- Nie ma z tobą żadnej zabawy – wydęła usta w dziubek i zachichotała.
- Ryuu...
Momentalnie spoważniała, a na jej twarzy pojawił się wstręt wymieszany z niedowierzaniem. Zmrużyła mocno pomalowane oczy, zmarszczyła duży, złamany w kilku miejscach nos i wywarczała :
- Nie nazywaj mnie po imieniu, skurwielu!
- To mów w końcu o co ci chodzi!
- Rodzice nie żyją – powiedziała prosto z mostu z niewzruszoną miną.
Kise poczuł jak zaczyna tracić grunt pod nogami. Zatoczył się i oparł o witrynę jakiegoś sklepu, żeby nie stracić równowagi. Z ledwością łapał oddech, a przed oczami zaczęły pojawiać mu się czarne mroczki. Nie był na to przygotowany. Nie w tym momencie. Nie w taki sposób. Nie, nie, nie...!
- J-jak to? – wychrypiał łamiącym się głosem – Czemu powiadomili tylko ciebie. Co...?
– Dzwonili dzisiaj do mnie ze szpitala. Wiesz, bycie pierdolonym modelem od siedmiu boleści to jedno, a ciągle wyłączona komórka to drugie – posłała mu jadowity uśmiech.
Machinalnie pomacał się po kieszeniach spodni i wyciągnął drżącą ręką komórkę. Ledwo udało mu się ją włączyć i zamarł widząc ilość nieodebranych połączeń. Trzy od matki, dwa od ojca i siedem z numeru prywatnego. Nie wierzył. Nie chciał wierzyć. Zaklął pod nosem czując, że oczy zaczynają go niemiłosiernie piec.
- Podobno zginęli na miejscu w jakimś wypadku samochodowym dzisiaj rano – ciągnęła dalej, kompletnie nie zważając na jego niemal błagalny wzrok - Zgadnij do kogo pewnie jechali, Ryoutuś - jej tęczówki szaleńczo błysnęły.
Coś kwaśnego podeszło mu do gardła. Zachciało mu się wymiotować. Szloch wstrząsnął ciałem. W głowie pozostała pustka. Skulił się, jakby dostał mocnego kopniaka w brzuch i zawył głośno, krztusząc się łzami.
- Ojoooj, małe dzidzi się rozbeczało – kobieta zakpiła, uważnie mu się przyglądając.
- Zamknij się...
– Ale nikt cię tym razem nie pocieszy i nie przytuli.
- Zamknij się...!
- Bo mamusi już wśród na nie ma.
- ZAMKNIJ MORDĘ, SZMATO! – wrzasnął i kompletnie już nad sobą nie panując, spoliczkował ją.
Wydawał z siebie ni to krzyk ni to jęk i zatoczyła się do tyłu, mocno uderzając plecami o barierkę. Złapała się jej jedną ręką, głęboko wciągając powietrze przez usta, żeby nie zemdleć. Jej brat jednak potrafił mocno przywalić, kiedy chciał, pomimo bycia spedaloną ciotą. Patrzyli się na siebie z nienawiścią, w kompletnej ciszy, mając ochotę skoczyć sobie do gardeł. Atmosfera była tak napięta, że jeden nieostrożny ruch mógłby doprowadzić do rozlewu krwi.
Pierwsza poddała się Ryuu. Warknęła pod nosem wiązankę przekleństw, przeczesała krótkie włosy palcami i wyprostowała się z godnością.
- Naprawdę nisko upadłeś skoro zaatakowałeś bezbronną kobietę.
- Zabawnie to brzmi w twoich ustach – mężczyzna otarł mokrą twarz wierzchem dłoni.
- Zapewne – posłała mu cierpki uśmieszek – Dobra, nie mam tutaj nic więcej do roboty. Życzę ci kurewsko udanego pokazu. Obyś spierdolił się z tego wybiegu i złamał kark, morderco.
Kise wytrzeszczył w szoku oczy i patrzył się oniemiały na oddalające się plecy siostry, mając nadzieję, że to tylko omamy słuchowe. Jednak jej ostatnie słowo dudniło mu w uszach, nie pozwalając zebrać myśli. Kolana odmówiły mu posłuszeństwa i osunął się po ścianie na podłogę, mając wrażenie, że nagle czas stanął w miejscu. Odgłos jej kroków, gwar ludzi na dole, czy nawet szum wentylacji – wszystko umilkło.
On mordercą...?
Takao zmarszczył brwi, patrząc się na grubego gościa, który jeszcze chwilę temu siłował się z mikrofonem, najwyraźniej chcąc przekazać coś naprawdę ważnego. Był na tyle blisko sceny, że bez problemu usłyszał najnowsze wieści i wcale mu się one nie podobały. Cholera, ale zjebali mu plany. Teraz to nawet gdyby uwijał się jak w ukropie to nie zdąży na czas. Bez chwili namysłu wybrał numer redaktora naczelnego i podzielił się informacją. Przymknął jedno oko, odsuwając telefon od ucha, kiedy po drugiej stronie rozległy się zwyczajowe wrzaski. Jeszcze przez chwilę słuchał wesołego opierdolu, po czym zaproponował, żeby jeszcze dwóch dziennikarzy do niego dołączyło. Po kolejnym ochrzanie, mężczyzna jednak przystał na jego propozycję, oznajmiając że zaraz mu kogoś podeśle i będą pracować nad artykułem na bieżąco, żeby wyrobić się z jutrzejszym wydaniem gazety.
Kazunari z ulgą się rozłączył i niemal natychmiast wykonał kolejny telefon, starając się żeby zabrzmiał tak samo radośnie jak zwykle.
- Shin – chan, Shin- chan, Shin – chaaan, tęsknisz już za mną?
- …co ty za głupoty wygadujesz!?
Głos po drugiej stronie był święcie oburzony, przez co brunet zaśmiał się cicho pod nosem. No tak, przecież Midorima to Midorima. Ten facet nie zmieni się przecież tak łatwo i nigdy nie przyzna się do czegoś wprost – zawsze będzie udziwniał.
- I tak wiem, że się stęskniłeś, już nie udawaj takiego niedostępnego!
- Takao jeśli zadzwoniłeś tylko po to, żeby gadać takie bzdury to lepienie nie marnuj mojego czasu.
- Awu, jaki niemiły – Kazunari skrzywił się lekko i westchnął – A tak serio serio, to właśnie nam powiedzieli, że pokaz się nieco opóźni czyli pewnie dopiero odbędzie się gdzieś późnym popołudniem.
- Oh... to niedobrze. Wyrobisz się ze wszystkim?
- Raczej tak, mają mi jeszcze podesłać parę osób do pomocy, ale hej heeej, czy naprawdę tylko tym się przejmujesz?
- Co masz na myśli?
- No wiesz Shin - chan, wrócę później do domu. Nie pomyziamy się, bo będę miał zapierdol, a jednak pracy to nie chcę jeszcze stracić i tak dalej... trochę mi smutno.
- Nie martw się na zapas, Takao, na pewno znajdziemy na to jakieś rozwiązanie – Shintarou chrząknął lekko – Będę na ciebie czekał więc wracaj do mnie szybko.
Gdyby mężczyzna wierzył w horoskopy to na pewno dałby sobie rękę uciąć, że dzisiaj jego znak zodiaku jest na pierwszym miejscu w rankingu Oha Asy.
Aomine z ulgą wysiadł z auta, czując jak wszystkie kości mu strzelają. Dzisiaj pomimo zmęczenia, powinien jednak pojechać na siłownię, żeby chociaż trochę poćwiczyć. Niedługo jego ciało kompletnie się zastanie i zmieni się w niedołężnego dziadka. Ale nie mógł się przemóc. Był tak osłabiony, że jedyne czego teraz pragnął to ciepła kąpiel albo prysznic i wygodne łóżko.
Gdy tylko udało mu się wtoczyć do mieszkania to rzucił buty wraz z teczką i czapką policyjną w kąt. Ziewną przeciągle, drapiąc się po karku i powolnym krokiem zmierzając w stronę sypialni. W momencie, gdy ściągał mundur wcześniejsze myśli na temat ciepłej wanny przestały być priorytetowe. Uśmiechnął się leniwie pod nosem, zawinął kołdrą tworząc prowizoryczny kokon i opadł na miękki materac.
Nie sprawdził wiadomości ze świata jak zazwyczaj, nie zjadł niczego porządniejszego i nawet olał rozładowany telefon głęboko schowany w jednej z kieszeni spodni – w tym momencie liczył się dla niego tylko głęboki sen, który choć trochę pozwoli mu zregenerować rozstrojony organizm.
Światło latarni było tak nikłe, że Nijimurze z ledwością udało się trafić kluczami do zamka. Przy akompaniamencie cichych przekleństw, wszedł do mieszkania i zamknął za sobą drzwi starając się narobić jak najmniej hałasu. Było już dobrze po drugiej w nocy i nie chciał, żeby Haizaki przypadkiem obudził się przez jego nieuwagę. Od jakiegoś czasu pracował nad wyjątkowo niewdzięczną sprawą, a na dodatek jego klient nijak nie chciał mu tego ułatwić. Jeszcze nigdy nie spotkał człowieka, który aż tak bardzo wierzył w fakt, że wynajęcie jednego z najlepszych prawników w Japonii sprawi, że wygra proces bez żadnych problemów.
Nawet Shuuzou, pomimo wieloletniego doświadczenia, miał spore trudności z rozwikłaniem jego przypadku. Musiał pociągnąć za liczne sznurki i wykorzystać stare znajomości, żeby sprawa chociaż trochę ruszyła z miejsca. Brak współpracy ze strony poszkodowanego drażnił go, jednak nie miał zamiaru się poddawać. W końcu nie narazi swojej bardzo dobrej reputacji niezawodnego adwokata przez jakiegoś skończonego idiotę żyjącego we własnym, wyimaginowanym świecie.
A tym bardziej nie mógł dopuścić, żeby facet jednak zmienił zdanie i wybrał Reikę. Kobieta była jego rodzoną, starszą siostrą, ale uwielbiała z nim rywalizować dosłownie o wszystko – nasilało się to szczególnie w pracy, pomimo tego, że razem prowadzili kancelarię cieszącą się ogromną popularnością. Wspólny biznes to jedno, a kradnięcie sobie nawzajem klientów to drugie. Przynajmniej dzięki temu oboje dawali z siebie wszystko co przekładało się na ilość wygranych procesów.
Jednak przez nawał roboty i wrodzony perfekcjonizm od dobrego tygodnia nie było go w domu. Nie spodziewał się również, że jak już znajdzie odpowiednio dobre dowody to reszta pójdzie z górki i skończy wszystko w niemal ekspresowym tempie, czego wynikiem było wrócenie do mieszkania nad ranem, a nie dopiero za kilka następnych dni - teraz wystarczyło jedynie poczekać na rozprawę i jak najszybciej pozbyć się natrętnego poszkodowanego.
Mężczyzna westchnął z ulgą, kiedy zdjął buty i dotknął stopami zimnych paneli podłogi. Dopiero teraz poczuł jak bardzo jest wykończony. Nie był już młody, lata płynęły nieubłaganie, a kręgosłup zaczynał się buntować przeciwko spędzaniu większej ilości czasu za biurkiem. Dobrze, że gdy był młody non stop się ruszał i grał w koszykówkę – dzięki temu jeszcze jakimś cudem nie nabawił się jakiegoś skrzywienia.
Przemierzył zaciemniony korytarz, mając nadzieję, że na nic nie wpadnie po drodze i uda mu się dojść w jednym kawałku do kuchni, a potem łazienki. Podrapał się po karku, głośno ziewając i kładąc wypchaną teczkę na stół. Odwrócił się z zamiarem znalezienia w lodówce czegoś do jedzenia, jednak jego uwagę odwróciło coś o okrągłym kształcie, leżące obok mikrofali. Zmarszczył brwi i podszedł bliżej czując wyraźny zapach orzechów oraz bitej śmietany wymieszanej z pokruszoną laską wanilii.
- Kupił ciasto? – mruknął ze zdziwieniem nabierając trochę kremu na palec - Całkiem dobre... eh?
Zamilkł, lekko wytrzeszczając oczy, kiedy w końcu udało mu się odczytać koślawe znaki zrobione z roztopionej, gorzkiej czekolady. Mimowolnie zaśmiał się, czując jak coś ciepłego zaczyna łapać go za serce.
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, co? – westchnął przeciągle – Uroczy debil.
Niemal natychmiast przeszła mu ochota na wzięcie prysznica, a drogę dzielącą go od kuchni do sypialni, pokonał w błyskawicznym tempie. Co prawda, na schodach prawie podwinęła mu się noga przez brak oświetlenia, ale w ostatniej chwili odzyskał równowagę.
Najciszej jak umiał wszedł do pokoju, uśmiechając się z rozczuleniem, kiedy zobaczył zawiniętego w kulkę Shougo, który spał na łóżku ściskając mocno jego poduszkę w specjalnie uszytej tęczowej poszewce. Nijimura pochylił się nad nim i lekko potrząsnął go za ramię.
- Oi, Haizaki, wstawaj.
Mężczyzna mruknął coś niezrozumiale i zmarszczył nos, najwyraźniej nie mając zamiaru wykonać polecenia. Shuuzou jednak nie należał do osób, które szybko się poddają. Mocniej złapał go za bark i przekręcił na plecy, opierając łokieć obok jego głowy. Skubnął lekko zębami jego dolną wargę, po czym obdarował wyjątkowo – jak na niego - delikatnym pocałunkiem.
- Obudź się, księżniczko – mruknął, opierając swoje czoło o jego.
Uważnie obserwował jak powoli otwiera powieki i mruga kilka razy, próbując przyzwyczaić się do padającego na niego światła ze stojącej obok lampki nocnej. Wciągnął głośno powietrze do płuc, najwyraźniej dostrzegając wiszącą nad nim postać. Orzechowe tęczówki zadrgały niebezpiecznie, jakby miał się zaraz rozpłakać, jednak udało mu się jedynie wyszeptać :
- Co tak późno ty skończony idioto?
- Zajęło mi to trochę dłużej niż podejrzewałem – uśmiechnął się do niego przepraszająco – A jak tam u ciebie? Przybyło nam kolejnych klientów?
Shougo pracował razem z rodzeństwem Nijimura - i resztą zatrudnionych przez nich prawników - jako ich sekretarz. Zajmował się nie tylko umawianiem ludzi na terminy, sprawami finansowymi, porządkiem w papierach, ale również czasami przysłuchiwał się całej sprawie i obiektywnie doradzał co w tym przypadku poszkodowany mógłby zrobić. Nie wyglądał, jednak był bardzo wyczulony na czyjeś cierpienie i posiadał ogromne pokłady empatii, które pieczołowicie w sobie głęboko skrywał. Był niezastąpiony w tym co robił i bez niego cały biznes okazałby się jedną, wielką klapą, bo jednak ludzie w tym fachu bardzo często nie zwracają uwagi na drobnostki, które w niektórych przypadkach potrafią ostro namieszać i ostatecznie wszystko zepsuć.
- Zawsze tak mówisz. To zaczyna się stawać coraz dziwniejsze – skrzywił się – I przestań mnie zbywać. To oczywiste, że Reika – chan uparła się wziąć prawie wszystko na siebie, żeby ci dogryźć. Z ledwością udało mi się reszcie wepchnąć chociaż po jednej osobie.
- Cholerny pracoholik, mam nadzieję że jej się to w końcu odbije na zdrowiu – brunet warknął pod nosem.
- Oi!
- Shhh – chłopak pochylił się i po raz kolejny obdarował delikatnym pocałunkiem – I nie gadaj bzdur, niby co innego mogłoby mnie tak długo od ciebie odciągnąć? – poruszył sugestywnie brwiami.
Shougo zmierzył go powątpiewającym wzrokiem, ale postanowił nie wdawać się z nim w nic nie wnoszącą dyskusję. Szanse na jej wygraną i tak były równe zeru, więc równie dobrze mógł sobie tym razem odpuścić. Odpłaci mu się kiedy indziej. Wydął lekko usta i pociągnął go za nos, burcząc :
- Kretyn.
- Nie większy niż ty – mężczyzna zaczesał mu pieszczotliwie kosmyk szarawych włosów za ucho, lekko je szczypiąc.
Jednak Haizaki nie wydawał się być usatysfakcjonowany tego typu odpowiedzią. W głębi serca, naprawdę zaczynał się bać, że jego partner po prostu się nim znudził i przebywanie w jego towarzystwie go nuży. Wydawało mu się, że z upływem lat Shuuzou coraz bardziej się od niego oddala, a on – pomimo ciągłych prób – nie może go dogonić.
Również ciągle dręczące go koszmary miały w tym swój duży udział. Przez nie, coraz trudniej było mu zachować trzeźwe myślenie. Co prawda, zdawał sobie sprawę, że to najprawdopodobniej tylko jego urojenia, lecz pomimo tego przestawał sobie radzić z narastającym problemem.
Nijimura obserwował go w milczeniu, próbując zgadnąć co takiego chodzi mu po głowie. Od jakiegoś czasu Shougo dość często odlatywał, a kiedy tylko zostawał na tym przyłapany to nawet nie umiał się porządnie wytłumaczyć. Z jakiegoś niewyjaśnionego powodu cholernie go to denerwowało i miał ochotę nim mocno potrząsnąć.
Do tego notorycznie tracił na wadze. Mężczyzna udawał, że niczego nie widzi, dając mu tym samym chore poczucie wyższości i niezależności, jednak powoli zaczynało to wymykać się spod kontroli. Przez takie zachowanie teraz trzymał w ramionach chuchro z lichym zdrowiem – miał wrażenie, że gdyby złapał go mocniej to skończyłoby się to wizytą w szpitalu. Jego partner stawał się powoli jedynie cieniem dawnego siebie, a on nie potrafił temu zaradzić mimo usilnych prób.
Cholerne gówno. Kurwa mać.
Zmarszczył brwi zirytowany wysuniętymi przed chwilą wnioskami i pacnął go w czoło. Haizaki zamrugał zaskoczony i warknął :
- A to za co?
- Właśnie pomyślałeś o czymś wybitnie głupim, prawda?
- Ha? A ty co? Wróżka z telewizji? To nie... – zamilkł widząc niebezpieczny błysk w stalowych oczach.
Przełknął głośno ślinę, zdajać sobie sprawę, że tym razem przesadził.
- Nie biiij – wyskamlał, kuląc się lekko – Na serio nie masz powodu do zmartwień.
- Nie kłam. Nienawidzę tego.
- Ale ja naprawdę...!
- Ile masz jeszcze zamiar ciągnąć? Nie rozumiesz, że nie potrafię patrzeć jak cierpisz?
Shougo wytrzeszczył szeroko oczy, nie wiedząc kompletnie co na to odpowiedzieć. To wyznanie brzmiało okropnie w jego ustach. Poczuł się, jakby to on sam zranił osobę najbliższą jego sercu. Z jednej strony miał już dość życia w ciągłym strachu jak Kise - który ostatnio mu się żalił, że jego związek z Aomine chyli się niechybnie ku upadkowi – jednak bał się wyśmiania i odtrącenia.
W końcu wszystkie jego podejrzenia były pewnie gówno warte i po prostu sam je sobie ubzdurał. Shuuzou nigdy nie dał mu powodu do bycia zazdrosnym. Nigdy go nie zdradził. Nigdy nawet nie obejrzał się z jakąś przypadkową babą na ulicy, pomimo że wiele próbowało go poderwać. Był po prostu chłopakiem idealnym, pożądanym przez wszystkie kobiety, które pragnęły spotkać swojego księcia z bajki, który kochałby je do grobowej deski miłością perfekcyjną pod każdym względem. Więc dlaczego, do jasnej cholery, ktoś jego pokroju dostał taki prezent od losu? Niczym sobie przecież na niego nie zasłużył, a na dodatek swoim postępowaniem wystawiał ich związek na kolejne, nikomu niepotrzebne, próby przez własne widzimisię.
Był po prostu chory. Sfrustrowany. Osamotniony.
- Rany, nie rób takiej miny – Nijimura westchnął ciężko – Przecież nic ci nie zrobiłem.
- Robisz to specjalnie, żebym poczuł się winny!
- Skończ już.
- Ale...!
Przerwał i wzdrygnął się niekontrolowanie, czując ciepłą dłoń na policzku. Sam był wręcz lodowaty, więc to nic dziwnego, że po chwili całe jego ciało pokryło się gęsią skórką. Mimowolnie przykleił się do niego ciaśniej, wydajać z siebie zadowolony pomruk.
- Tylko nie zacznij się łasić, kocie – brunet parsknął śmiechem i podrapał go za uchem – Wiem, że coś się z tobą niedobrego dzieje, Shougo. Tylko jeśli nie powiesz mi dokładnie o co chodzi to nie będę w stanie ci pomóc. Nie uda ci się tego przede mną ukryć – dodał czując jak jego partner momentalnie cały się spina.
- Przecież wiesz, że jestem skretyniałym idiotą więc nie wymagaj ode mnie za dużo – wymamrotał – Muszę mieć swoje prywatne schizy.
- Haizaki, nie udziwniaj. Ty seryjnie nic nie rozumiesz.
- Masz rację. Nie rozumiem.
- Proszę, nie uciekaj znowu przede mną. Nie chcę ponownie tego przeżywać.
Orzechowe tęczówki rozszerzyły się w szoku, kiedy mężczyzna w końcu przyswoił do siebie powagę tych słów. W jednej chwili cały świat przestał mieć znaczenie. Wyolbrzymione problemy zniknęły, zdał sobie sprawę w jak wielkim był błędzie – pierwszy raz od paru dobrych tygodni miał kompletną pustkę w głowie.
- Ty kretynie. Ty skończony kretynie, nienawidzę cię! – wychrypiał, czując jak zaczyna się po raz kolejny przez niego rozklejać.
W następnej chwili Shuuzou został mocnym szarpnięciem zmuszony do położenia się na nim – nie żeby miał zamiar jakoś specjalnie narzekał. Chude ramiona oplotły go ciasno za szyję, oczy błysnęły długo ukrywanym pożądaniem. Zanim się obejrzał chłodne dłonie pozbawiły go koszuli i przesunęły się po jego nadal, pomimo upływu lat, umięśnionym ciele. Uśmiechnął się pod nosem, pozytywnie zaskoczony tym nagłym wybuchem namiętności. Zdążył już zapomnieć jak dobrze jest go mieć przy sobie tak blisko.
- Shou... zwolnij, muszę cię przyg...
Nijimura sapnął z zaskoczenia, kiedy długie nogi owinęły się wokół jego bioder tym samym jeszcze bardziej do siebie przyciskając. Haizaki najwyraźniej nie miał w planach dłużej czekać, a swoim zachowaniem jedynie pobudzał partnera do szybszego działania - podświadomie wiedział czego oboje teraz najbardziej potrzebują.
Pocałunki z nieśmiałych stały się agresywne, nagie ciała niecierpliwie ocierały się o siebie, serca biły coraz szybciej. Shuuzou stęknął czując znajome ciepło i ciasność, gdy wsunął się w niego kilkoma, płynnymi ruchami. Pochylił się, żeby scałować łzy płynące po zaczerwienionej twarzy. Czuł jak Shougo pod nim drży i pomimo wszechogarniającego bólu, ufa mu i czeka na więcej. Nigdy go jeszcze nie zawiódł - zbliżenie z nim zawsze przynosiło mu nieopisaną rozkosz.
Nie zważając na szalejące uczucia, kochali się powoli, ograniczając do najpotrzebniejszych pieszczot. Zwyczajowy chaos zastąpili przyspieszonymi oddechami i szelestem pościeli. Haizaki pomimo względnej delikatności dosłownie cały płonął, mocniej wczepiając paznokcie w plecy Nijimury i pozostawiając na nich czerwone pręgi. Zamruczał cicho, kiedy mężczyzna zaczął molestować jego ucho – jeden z wielu słabych punktów, które posiadał.
- Znowu schudłeś.
- Niepraw... nghyyy... – Shougo jęknął, czując zęby na swoim wystającym obojczyku.
- Uroczy – brunet uśmiechnął się z rozczuleniem i pocałował go mocno, zagłuszając tym samym próby jakiegokolwiek protestu.
Haizaki wygiął się lekko, kiedy niespodziewanie ruchy partnera stały się o wiele szybsze. Próbował zakryć usta nadgarstkiem, gdy dreszcze stawały się już niemal nie do zniesienia, jednak Shuuzou złapał go za dłoń, splatając z nim palce. Ścisnął je lekko, patrząc mu prosto w oczy i szepcząc dwa, proste słowa, przez które serce mężczyzny prawie eksplodowało z nadmiaru sprzecznych emocji - pomimo, że mogło być to jedynie puste wyznanie to postanowił mu w pełni zaufać.
Ponieważ kocham cię w jego ustach brzmiało na przepełnione ciepłem i nadzieją.
Kuroko momentalnie wybudził się z czujnego snu, mając wrażenie, że ktoś wylał na niego strumień zimnej wody. Przez chwile leżał z szeroko otwartymi oczami, próbując przyzwyczaić się do otaczającej go ciemności. Przełknął głośno ślinę, oddychając głęboko i przysłuchując się przyspieszonej pracy własnego serca.
Przekręcił się na bok i zerknął na oświetloną tarczę zegarka, który pokazywał godzinę trzecią w nocy. No tak, Kagami mówił, że ma dzisiaj nocną zmianę. To nic dziwnego, że go nie ma. Tylko bez niego było tak strasznie pusto i zimno w wielkim dwuosobowym łóżku...
Tetsuya potrząsnął głową i skarcił się w myślach za tak egoistyczne podejście. Ponownie przymknął powieki, chcąc znów zapaść w niespokojny sen. Jutro czeka go kolejny ciężki dzień w przedszkolu. Musi być w pełni wypoczęty, żeby dotrzymać tempa tym rozbrykanym dzieciakom.
Tylko nadal podświadomie czuł, że coś jest nie tak. Cholernie nie tak.
