Dzień dobry, powracam z kolejną dawką spaczenia mózgu wprost spod kanapy c: Miniaturka dla mensza (ten, co pisze I wojnę międzyświatową) na dobry dzień. Enjoy!
Tony nie upijał się łatwo - to znaczy, chodził w stanie wskazującym na spożycie przez większość swojego życia, nie przeszkadzało mu to jednak w normalnym wypełnianiu obowiązków Iron Mana, ekscentryka, filantropa i przodowego egoisty kraju. Rzadko jednak doprowadzał się do stanu w którym zupełnie tracił panowanie nad językiem a oświetlający jego twarz uśmiech szaleńca odstraszał wszystkich, który mieli we krwi mniej promili niż mieć powinni.
Teraz jednak był w połowie zwierzania się z łóżkowych problemów (bo nawet Tony je miał! Mógł ciągiem obsłużyć zaledwie pięć panienek, a nie osiem jak kiedyś) zupełnie przypadkowo zabłąkanemu agentowi SHIELDu - temu najwyraźniej wysłuchiwanie historii podbojów Starka umilała w połowie pusta butelka wódki. Tony dochodził wlaśnie do momentu gdy po raz pierwszy odkrył, że nawet będąc rozsławionym Cassanovą może uganiać się za męskimi tyłkami.
Tak w sumie to jednym, na dodatek całkiem - i dosłownie - boskim. Już otwierał usta by podzielić się ze światem tą konkluzją, gdy nieopatrznie uniósł wzrok napotykając spojrzenie tak lodowate, że zamarł na dobre trzy sekundy.
Chyba jeszcze poczeka z ogłoszeniem wszem i wobec, że w jego łóżku zagnieździł się poszlaczkowany smerf.
