Wiosna sprawiła, że Karol zrobił się jeszcze bardziej radosny. Podśpiewywał piosenki po polsku, których Bellatrix nie rozumiała, ale brzmiały przyjemnie. W rytm piosenki szła w tę i z powrotem po celi.
- Dużo ich znasz? – zapytała. Karol skinął głową i rozpoczął nową.
- W niedzielę rano, w niedzielę rano, drobny deszcz pada... a moja dziewczyna, a moja jedyna, ze mną nie gada...
Konrad długo nie przychodził, ograniczając się do podania życia Karolowi przez zakratowane okienko w drzwiach.
- Obraził się? – zapytała Bellatrix. Karol potrząsnął głową.
- Nie sądzę. Nie wiem zresztą, o co miałby się obrazić. Niejeden raz miałem tu towarzystwo...
-W takim razie dlaczego nie wchodzi?
-Może ma gorszy czas albo... o szlag.
-Co się stało?
-Przetrzymuje mnie. Przyzwyczaja. Musi zbliżać się... – Karol zbladł jeszcze bardziej, jego oczy się rozszerzyły. – Lipiec.
-Co jest złego w lipcu? – zmarszczyła brwi Bellatrix. Karol machnął ręką.
-W lipcu umarłem – powiedział. Może nie miał ochoty o tym mówić, ale ciekawość już zżerała Bellatrix.
-A jak umarłeś? Zagłodziłeś się, jak większość?
Karol potrząsnął głową.
-Nie miałem jak się zagłodzić.
-Jak to?
-Widzisz, Bellatrix... zagłodzenie się polega na tym, że odmawiasz jedzenia.
-No... tak.
-A więc ktoś, kto nie dostaje jedzenia, nie ma możliwości „się zagłodzić".
-Nie... nie dawali ci jeść?
Karol skinął głową.
-Ani jeść, ani spać. Ja tu nie miałem spędzić dużo czasu... tylko do końca życia. A z założenia nie miało to być długo...
-Za co cię tu zamknęli?
-Za zorganizowanie grupy samokształcenia.
-Żartujesz, prawda?
-Jakżebym śmiał? Jestem śmiertelnie poważny!
Zapadła martwa, wręcz – grobowa cisza. Karol odwrócił wzrok.
-Wcale nie żartowałem – mruknął. – Chcieli, żebym wydał pozostałych.
-I... to dlatego rzucili na ciebie tę klątwę?
-Niezupełnie. Rzucili ją, gdy próbowałem uciec. Potem mnie bili... aż w końcu mnie złamali.
-Wydałeś swoich kolegów?
-Co? Nie, nie mógłbym. I tak czekała mnie śmierć, więc pomyślałem... pomyślałem, że nie mam nic do stracenia. Popełniłem samobójstwo.
-Jak? Powiesiłeś się?
Karol milczał.
-Zbyt... zbyt osobiste? – domyśliła się Bellatrix. Karol potrząsnął głową.
-Nie, już za dużo czasu minęło... po prostu bardzo wcześnie o to zapytałaś. Przed lipcem.
-No to... jak?
-Spaliłem się.
Tym razem to Bellatrix nie mogła wykrztusić ani słowa. Patrzyła tylko na Karola szeroko otwartymi oczami. Jej towarzysz z celi uśmiechnął się szeroko.
-Masz minę, jakbyś ducha zobaczyła – powiedział. To wywołało histeryczny śmiech ze strony Bellatrix.
-A ty to niby co jesteś? – zapytała kobieta. Karol wzruszył ramionami.
-Duchem – przyznał.
-No ale jak to: spaliłeś się? Jak można się spalić?
-Na sienniku. Kaganek pod siennik i... rano zimny trup. Myślałem, że śmierć mnie uwolni. Ale niestety. Nie przewidziałem, że strażnicza klątwa mnie przytrzyma. A potem jeszcze doszła Klątwa Feniksa.
-Ale... przecież ona jest zakazana!
-Zgadza się... zakazali jej z trzy lata po mojej śmierci.
-I to znaczy, że...
-...że będę teraz przeżywał moją śmierć. Przykro mi. Nie będę zbyt dobrym towarzystwem.
Karol odwrócił się plecami do Bellatrix. Nie chciał już więcej mówić.
Następny rozdział będzie ostatnim. To ostatnia szansa na odgadnięcie tożsamości Karola! (25 punktów)
