Bunny

Kiedy obudziłem się w środku nocy, księżyc, który widziałem za oknem, stał już wysoko na ciemnym niebie. Widocznie chmury przez te kilka godzin zdążyły się przerzedzić.

Ze spokojnego snu wyrwał mnie nieprzyjemny koszmar. Ten sam, co zwykle. Pojawił się w nim Jake. Znów bawił się ze mną w kotka i myszkę, po czym nagle, odwracał się, tyłem do mnie, i celował ze swojej broni, tej którą zabił moich rodziców, w stojącego nieopodal Kotetsu. Za każdym razem, kiedy mam zamiar krzyknąć ostrzegawczo, wszystko kończy się, a ja budzę się z krzykiem, cały zlany zimnym potem.

Lecz dziś, odzyskałem świadomość, w miejscu innym niż zazwyczaj. Księżycowy blask był nieco przytłumiony przez rolety zasłaniające okna, które były stanowczo mniejsze, niż te, znajdujące się w moim mieszkaniu. Uświadomiło mi to, że coś jest nie tak. Poderwałem się z miękkiego miejsca, w którym dotychczas leżałem, założyłem okulary, leżące przedtem na poduszce obok i zacząłem energicznie rozglądać się, po nieznajomym mi dotąd pomieszczeniu.

Nagle, od strony podłogi, wydobyło się głośne chrapnięcie. Z zaskoczeniem spojrzałem w dół, i zobaczyłem śpiącego w najlepsze Kotetsu, rozłożonego na całej długości szerokiego materaca. Ubrany był w zieloną, dwuczęściową piżamę. Obydwa ramiona rozłożył szeroko dookoła swojej głowy, a fryzurę miał w kompletnym nieładzie. Wyglądał naprawdę komicznie. Na jego widok wybuchnąłem śmiechem, ale szybko uświadomiłem sobie, że mogłem go tym obudzić. Lecz śpiący Tiger tylko głośniej zachrapał, nie przejmując się zupełnie, tym, co działo się wokół niego. Jakie szczęście, że nie zostaliśmy wezwani do nocnej służby. Za nic nie oddałbym możliwości oglądania Kotetsu w takim stanie. Usiadłem na jego łóżku i zacząłem mu się z uwagą przyglądać. Miło było widzieć jego twarz, na której wyjątkowo, nie malowały się emocje inne niż spokój, którego każdy zaznaje we śnie. Nie był smutny ani zagniewany. Po prostu leżał przede mną i odpoczywał po całym dniu, prawie bezustannego wysiłku. Cieszę się, że mógł się zrelaksować, choć przez te kilka godzin, które spędziliśmy razem, po tym gdy przyszedłem pod jego drzwi.

Dostrzegłem, że mimo zimna panującego w domu i na dworze, on leży bez żadnego cieplejszego okrycia. Podniosłem się ciężko, po czym wziąłem w dłonie zieloną kołdrę, leżącą wcześniej w moich nogach i go nią przykryłem. Po chwili zastanowienia, położyłem się, tak, aby obydwóm nam było wygodnie. Leżąc tak obok niego, rozmyślałem. Był piękny, mimo wszystkich tych odgłosów, wydobywających się z jego ust.

Jakimś cudem, po krótkim czasie, zaczął morzyć mnie sen. Nieświadom do końca, tego, co robię, na wpół przytomnie, przytuliłem się do jego ciała, po czym zapadłem w głęboki, pozbawiony zmartwień sen.

I w takim stanie po przebudzeniu zastał mnie Kotetsu.

Tiger

W momencie gdy promienie wschodzącego słońca, przedostają się przez szyby okna na górnym piętrze, zazwyczaj szybko uświadamiam sobie fakt, że nastał już ranek i nadchodzi czas pobudki.

Także i tym razem, moim porannym zwyczajem, zamierzałem pójść na dół by zaparzyć sobie kawy. Lecz z chwilą w której się obudziłem spostrzegłem, że nie będzie to takie proste, jakim mogło by się zdawać. Bunny, zamiast znajdować się na łóżku, leżał skulony obok, z głową na moim brzuchu, ramionami obejmując mnie w pasie. Zrezygnowany, postanowiłem porzucić, wszystkie swoje dotychczasowe przyzwyczajenia na rzecz tego, by mój gość, mógł porządnie się wyspać. Westchnąłem głęboko i podparłem się łokciami o poduszkę. Pozostało mi tylko czekać na to, aż sam zechce ze mnie wstać. Wyglądało na to, że nie stanie się to zbyt prędko.

Takim sposobem, zostałem całkiem unieruchomiony w swojej własnej sypialni.

Gdy słońce przesuwało się po niebie, swoim zwyczajnym torem, równocześnie coraz bardziej oświetlało pomieszczenie w którym się znajdywaliśmy. Bunny, jakby zirytowany tym, że coś ośmieliło się wyrywać go z przyjemnego stanu w którym się znajdował, mocniej zacisnął swoje dłonie, nieomal pozbawiając mnie przy tym tchu.

Podjąłem decyzję. Wystarczy już tego leniuchowania, czas wstawać! Śniadanie przecież nie zrobi się samo. Wyplątałem się z jego uścisku, sprawiając tym samym że i on mimo swojej niechęci, musiał się obudzić. Był wyraźnie zdziwiony tym, że nagle, w skutek zrzucenia z materaca, znalazł się na podłodze. Wcześniej jakimś sposobem, musiał owinąć się moją kołdrą, więc jego lądowanie nie było wcale tak twarde, jakim być powinno. Przeturlał się tylko, odrobinę w stronę łóżka z którego wcześniej się wydostał i raczył zaszczycić mnie tym że podniósł się do pozycji siedzącej. Po chwili ziewania i ocierania oczu wierzchem dłoni, chyba stwierdził, że by szybciej doprowadzić się do stanu używalności, trzeba dowiedzieć się ode mnie gdzie jest łazienka. W czasie kiedy on, zażywał odrobiny prywatności, w pomieszczeniu które mu wskazałem, rozpocząłem przygotowywanie dla nas obu, czegoś w miarę jadalnego. Przed pokazaniem się szefowi, lepiej jest mieć cokolwiek w żołądku. Zawsze możemy być pewni, że czeka na nas z całą listą, nowych poleceń i propozycji wydajniejszego treningu.

Kiedy ja krzątałem się, po swoim kuchennym królestwie, on usiadł w poprzednio zajętym, przez siebie miejscu na kanapie i przyglądał się moim poczynaniom. W jednej chwili, po całym domu, rozniósł się zapach jajka, smażonego na bekonie. Ani się nie spostrzegłem, a Bunny stanął za moimi plecami i zaczął przyglądać się temu co robiłem. Gdy śniadanie, piekło się na patelni, zdążyliśmy kilka razy, sobie po docinać i zaplanować, gdzie udamy się najpierw, przed obowiązkowym wstępem do biura szefa.

Krótkie kłótnie z samego rana, w naszym przypadku są obowiązkowe. Niezależnie od miejsca w którym się znajdujemy, musimy się ze sobą posprzeczać. To oczyszcza atmosferę. Wykonując naszą pracę, lepiej jest nie być zdekoncentrowanym byle błahostkami. Nie chcę zginąć z takiego powodu. A o to, jest bardzo łatwo. My, herosi, jesteśmy szeroko rozpoznawalni, nie możemy pozwolić sobie, nawet na odrobinę nieuwagi.

Raptownie, przypomniałem sobie sytuację, w której się poznaliśmy. W momencie, gdy spadałem w dół, w kierunku twardej, oblodzonej powierzchni, byłem przekonany że już jest po mnie. Pozwoliłem sobie na zbyt wiele i miałem za to zapłacić. Gdyby nie nagłe, pojawienie się Bunnyego, nie miał bym żadnych szans na przeżycie. Co powiedział wtedy, kiedy pierwszy raz się zobaczyliśmy..? "Nie przeciążaj się" a potem "To staromodne"...

I zaczął nazywać mnie staruszkiem... Jakie to było denerwujące.

Z szerokim uśmiechem, wspominając, wyżywałem się na bekonie, krojąc go w plasterki.

Bunny spytał się mnie czemu, nie mogłem zastosować jakiejś innej, delikatniejszej metody budzenia. Poinformowałem go, wymachując w jego kierunku drewnianą łyżką, że akurat mi, rzadko zdarza się to że ktoś robi sobie ze mnie poduszkę, więc miałem prawo być na tyle zaskoczonym, by pozbyć się z siebie ciężkiego balastu. On tylko odwrócił się ode mnie z prychnięciem i odszedł, z zamiarem dokładniejszego zwiedzenia, miejsca mojego zamieszkania. Widocznie jednak, szybko znudziło go to zajęcie, bo wrócił i znów wyglądał zza mnie, ku skwierczącemu na tłuszczu jajku. Stwierdziłem że równie dobrze może postać tu i popilnować śniadania, podczas gdy ja, będę mógł skorzystać z toalety.

Nie mogłem przecież, iść do pracy w zielonej piżamie. Chociaż nie wątpię, w zdolności i fantazję naszych sponsorów. Oni z wszystkiego, potrafią stworzyć sytuację, korzystną dla reklamy.

Podałem mu, wszelkie potrzebne przyrządy, w tym łyżkę i wybyłem się przebrać. Kiedy przyszedłem z powrotem, gotowe jedzenie leżało już na talerzach, które Bunny musiał znaleźć w moich szafkach. Czym prędzej, zjadłem swoją porcję i próbowałem poganiać swojego towarzysza. Nie możemy pozwolić sobie, na spóźnianie się! To niedopuszczalne. Przynajmniej w moim wypadku... Już dość sobie nagrabiłem.

Szybko, z kawałkiem chleba w zębach, zamknąłem drzwi na klucz, po czym wsiedliśmy do Jeepa, zaparkowanego nieopodal i ze mną, jako kierowcą, odjechaliśmy w dal. Ku kolejnemu dniu, spędzonemu w swoim wzajemnym towarzystwie.