- No przykra sprawa, to wczoraj wieczorem... Porządny kwas, nie powiem.
- Ciii, Angouleme, nie rozmawiajmy o tym. - wampir przerwał jej chłodno - I zapamiętaj, nieporozumienie i ocenianie ludzi z góry tak się kończy.
- Mhm, dobrze wujciu. - rozbójniczka pomacała obolały bark, w który Milva ją uderzyła pasem - A masz coś, by mnie to, kurwa, ramię...
- Okład z kapusty, sprawdzony ludowy sposób. Ale niestety, nie mam przy sobie. To tylko siniak, kości obręczy barkowej masz całe. Młody organizm sobie sam z tym poradzi, bez ingerencji medykamentów...
- Ech, wampirze, zagadasz się na śmierć kiedyś.
- Regis, a czy mógłbyś mi jakoś pomóc z tymi snami? Chyba powoli umieram... - Jaskier był blady, miał podkrążone oczy, trzęsły mu się dłonie. Nawet nie narzekał, jak była kolej Angouleme na gotowanie. Mówienie, że jest antytalentem kulinarnym to za mało. Ale nadrabiała osobowością.
- Znowu miałeś koszmary, poeto? Przeszło I ekwinokcjum, i Dziki Gon. Każdemu śniło się coś nieprzyjemnego. Wam, znaczy, ludziom. Wampiry nie miewają snów. Nie w ścisłym znaczeniu tego słowa... A do śmierci ci daleko. Kto napisze "Pół Wieku Poezji" jak teraz umrzesz? Myśli dla potomności- Regis uśmiechnął się ciepło. Łagodnie.
Jaskier uśmiechnął się pod wąsem. Niektóre elementy tych snów były nieprzyjemne, owszem. Ale ten dzisiejszy... Poeta spojrzał na jadącego obok niego wampira. Jakby nie patrzeć, w latach młodości, na pewno miał powodzenie u kobiet. Ba, spokojnie do teraz mógł mieć. Głównie przez te czarne, gorejące oczy.
- Taaak, miałem. Zmęczony już tym jestem. Nie wiem co to znaczy, ale w tych snach czuję sie, jakby mi ktos narzucał swoją wolę. Jestem ubezwłasnowolniony, gdy tylko Julian się pojawia. To jest najgorsze, mniejsza o te ekscesy z wami. Tak... ekscesy to dobre określenie.
Wampir doszedł do wniosku, że musi dać Jaskrowi więcej swobody. Wszystko bardziej rozciągnąć w czasie. Do granic możliwości. Czerpał z tego czysto erotyczną przyjemność. Zapytał go o treść snu.
Nie to, żeby że jej nie znał.

XXX UPIÓR OPERY XXX

Julian złapał Upiora za dłoń w czarnej rękawiczce. I przekroczył ramę lustra. Był w transie. Nie słyszał nawet jak do drzwi garderoby dobija sie Geralt.
Jaskier, tymczasem, zobaczył Regisa w Upiorze. Gdy minął pierwszy wstrząs, poeta stwierdził, że to było do przewidzenia. A czemu nie? Widział nawet jego kły gdy śpiewał. Chyba po prostu zaakceptował już wszystko.
Upiór prowadził Juliana labiryntem korytarzy pod operą. Nagle Jaskier został sam. Julian w ułamku sekundy się ulotnił. Podobało mu się to... To, przecież on, Anioł Muzyki... Regis... Słyszał organy.

Ten głos nawiedzał mnie,
Przybywał w snach,
Wymawiał imię me,
Aż nastał brzask.
I chyba dalej śnię...
Lecz razem z nim!
To on – to Upiór tej Opery!
Ma we władzy sny...

Jaskier zamknął oczy, podąrzajac za Upiorem. Regisem. Jedno licho. Czuł jego silną dłoń obejmującą go w pasie. Po jego ciele rozchodziło się rozkoszne ciepło. Wampir się odwrócił, a oczy w masce płonęły.

Niezwykły duet nasz,
Usłyszy noc,

Bo mam nad tobą już...

Nadludzką moc!

Poeta obejrzał się, ale korytarz za nim ginął w ciemnościach. Szedł dalej, prowadzony przez Upiora.

A choć odwracasz się!

Spoglądasz w tył...

To ja – to Upiór tej Opery!

Mam we władzy sny!

Regis doprowadził go do podziemnego jeziora. Co dziwne, waliło kanalizacją, tylko wszechobecnym zapachem ziół I przypraw korzennych. Ruszyli brzegiem jeziora, przy samej ścianie jaskini. Wampir trzymał Jaskra mocno, by się nie ześlizgnął do wody. Poeta zastanawiał się, czemu Regis ma maskę, przecież to Eskel był pocharatany. Przypatrzył mu się.
Wampir był ewidentnie młodszy. Nie o wiele. Ale włosy miał prawie całkowicie czarne. Co kontrastowało z białą maską.

Kto widział twoją twarz,

Ten poznał strach

Dla świata maskę masz

- Świat głos mój zna! - Regis, nawet jak mówił, głos miał bardzo melodyjny. Głeboki, ciepły baryton. A gdy śpiewał... Jaskier czuł, jak jego dusza się rozpuszcza.

W harmonii splata się,

I głos i myśl!

O tak – to Upiór tej Opery,

Ma we władzy sny!

Wychodzili w nowy korytarz, z którego wiało ciepłem. W oddali widział niewyraźną łunę światła świec.

Fantazji odrzuć dziś,

Nieostry kształt!

Bo czas, by miała już...

- Twój głos, I twarz! - Poeta znał słowa. Wypływały z podświadomości nieprzerwanym strumieniem. Śpiewali unisono.

Noc labiryntem jest,

Zabłądźmy w nim!

O tak – to Upiór tej Opery,

Ma we władzy sny!

Upiór wprowadził Jaskra do jaskini oświetlonej setkami świec. Jaskier machinialnie pomyślał, że na to idzie 20 tyśięcy franków miesięcznie. Ściany były obwieszone grubymi, aksamitowymi zasłonami. Z za niektórych zasłon było widać fragmenty luster. Niedaleko stało ogromne łoże z szkarłatnym baldachimem, inkrustowany złotem. Wszystko było ozdobione złotem.
I wtedy Jaskier je zobaczył.
Gigantyczne organy Upiora... od których dźwięku wibrowało powietrze. Potężne, mosiężne rury!
- Śpiewaj, mój Aniele Muzyki!
Poeta zaczął wokalizę, wyciągając najwyższe nuty. I jeszcze wyższe.
- Śpiewaj dla mnie! Mój Aniele Muzyki! Śpiewaj! Śpiewaj, mój Aniele!
Jaskier zakończył śpiew rejestrem tak wysokim, że dochodził do pisku. Opadł z sił. Regis chwycił go w ramiona, podtrzymał. Puścił go, I zamaszystem ruchem zrzucił peletynę I rzucił ją pod najbliższą zasłonę. Odwrócił się do niego.
- Julianie! Ja cię wniosłem, na wyżyny muzyki! W królestwie, gdzie hołd się oddaje mym nutom! - Regis przerwał, dotknął jego twarzy. Delikatnie. Jaskrowi zmiękły nogi – To ja cię prowadziłem, gdy celem był głos... Tego dnia, gdy usłyszałem twój śpiew... Zapragnąłem, byś oddał swe życie I głos mej muzyce... muzyce...

Jaskier nie zważał na to, że ten Regis to nie jest tym prawdziwym. Nie czuł się speszony. Do tego Regisa, tutaj, tęsknił na jawie. Odkąd zorientował się, kim tak naprawdę jest Upiór.
Wamipr odwrócił się do organów, dotknął ich swoja smukłą, silną dłonią.

Noc napływa i pobudza zmysły,

Ciemność głaszcze twoje skryte myśli...

Wchłania cię powoli i nie ma już obrony...

Poeta był jak w transie. Nie mógł się ruszyć. Regis wyciągnął do niego dłoń, I subtelnie poprowadził go do maej galerii na jednej z ścian.

Lekko, zwiewnie noc odsłania czary,

Weź ją, wchłoń ją – przeczuj jej rozmiary!

Śmiało odwróć twarz, gdy fałszywy bije blask!

Jasne myśli zgaś i zdmuchnij światło dnia,

I słuchaj, kiedy noc muzykę gra...!

Wampir miękko wskoczył na podest, na którym znajdowało się łoże. Jaskier w pełni zaakceptował to miejsce. Ten wypaczony świat. Zapomniał nawet o napawającym go obrzydzeniem, wypacykowanym, Geralcie.

Poddaj się i na oślep oddaj mrocznym snom!

Otwórz myśl na nieznany dotąd los!

I na zew wolnej duszy w lot się wzbij!

Sam sprawdź, co naprawdę znaczy żyć...

Jaskier poczuł obejmujące go ramiona I dłoń błądzącą po szyi. Westchnął ekstatycznie. Czuł ciepły oddech na karku. Cała krew spłynęła mu do podbrzusza, mrowiąc przyjemnie.

Słodko, czule, pieści cię muzyka,

Wczuj się, wsłuchaj, pozwól się przenikać!

Odrzuć zwykły świat, odrzuć wszystko to co znasz!

Niech zapadnie mrok i ciemność niechaj trwa,

Słuchaj w niej, jak noc muzykę gra!

Poeta odwrócił się twarzą do Upiora, I po raz pierwszy w życiu, spojrzał w jego oczy. Głębokie, w których był smutek całego świata. Regis delikatnie pociągnął go w stronę organów. Odsunął się, chwycił za ramiona.

Nowy świat czeka, aż i ty wyruszysz w rejs!

Odrzuć precz całe życie jakie znasz!

I na zew sennych pragnień w lot się wzbij!

Po ścianach jaskini tańczyły odblaski świec, odbijające się w jeziorku. Jaskrowi kręciło się w głowie.

Tylko tak swą duszę oddasz mi!

Wznieś się, odpłyń, poddaj się omdleniu!

Chłoń mój dotyk, nakarm swe pragnienia!

Upiór wziął dłoń Jaskra, I przyłożył do nieosłoniętej części swojej twarzy. Poeta przylgnął do niego. Mógł mu oddać więcej jak duszę. Cokolwiek zechce.

Czas na nowy sen, mroczna strona wzywa cię!

Jest w niej moja moc i jest w niej wola ma!

To z moich nut ta noc muzykę gra!

Wzrok poety spoczął na łożu z baldachimem. W mocnym uścisku wampira brakło mu tchu. Jednak to nie uścisk był powodem powolnego, słodkiego tracenia przytomności.
Jaskier był pod działaniem uroku. Dzwięki, które do niego dochodziły, były ciche I niewyraźne.

Tylko ty mym pieśniom życie dasz!

Śpiewaj, gdy nam noc muzykę gra!

Ostatnie, co poczuł, to oszołamiający, korzenny zapach pościeli. I delikatny, ledwo wyczuwalny, dotyk dłoni Upiora na jego twarzy.

XXX

Regis przyglądał mu się uważnie. Uniósł brwi I zrobił minę którą elfy, w swoim języku, określają jako "twarz jesiotra". Doskonale, doskonale. Widział jak Jaskier się na niego patrzy, jak szuka kontaktu. Ziarno, które zostało zasiane parę dni temu, zaczynało kiełkować.

A on był panem sytuacji.
- Niecodziennie słyszy się takie rzeczy. Może powinienem dać Ci taki specyfik... Ale z dala od Angouleme, bo jak zobaczy, to też będzie chciała.
- I tyle? Nic nie powiesz? Przecież to... sam wiesz – Jaskier starał się nawiazać kontakt wzrokowy – to nie jest normalne, wampirze. Regis.
- Są rzeczy na ziemi I na niebie, które się filozofom nie śniły, poeto. Sny, jak na ironię, należą do nich.
Milva słuchała tego wszystkiego. Nie odzywała się. Tylko powoli cała ta sprawa zaczęła ją intrygować. Właściwie, tak jak wszystkich. Cahir I Angouleme potrafili pół dnia robić analizę snów Jaskra. Geralt czasem nawet się zaśmiał, przy co bardziej absurdalnych momentach.
A dla prostej, nieedukowanej Milvy, sny to było pojęcie zbyt abstrakcyjne. Sama niedawno przeszła przez koszmar po stracie dziecka, i dopiero zaczęła na powrót kontaktować się z rzeczywistością.
- Regis, pozwolisz na chwilę?
- Niezwłocznie, wiedźminie.
Wampir podjechał do Geralta, na początek kolumny. Rozmawiali o dalszym przebiegu wyprawy.
Regis widział, że to co teraz się działo, to będzie jedna z lepszych rzeczy, jakie go w życiu spotkały.