A/N: DBZ nie należy do mnie prócz postaci które sama wymyśliłam.

Będę wrzucać nowe rozdziały co niedziela.

Miłego czytania.


Rozdział 4

Erasa Pencil-Satan nie miała dobrego dnia ani tygodnia a nawet piekielnego miesiąca. Najpierw pojawił się Złoty Wojownik, później ten błazen Saiyaman a teraz na dodatek jakieś dziwadło z ogonem. Wszyscy oni panoszyli się po jej mieście jakby mieli do tego prawo to ona była przyrodnią córką Herkulesa Satana i bohaterką miasta. Na dodatek wiedziała że Gohan miał z tym coś wspólnego. Wszystkie dziwne zdarzenia rozpoczęły się gdy pojawił się w szkole. Potwierdzał to tylko fakt że chłopak nie potrafił wymyśleć żadnej składnej historyjki choćby jego życie od tego zależało. Patrzenie na jego żałosne próby kłamania przyprawiały ją niemal o fizyczny ból. Dziś miała zamiar go przycisnąć i wreszcie dowie się co jest grane. Z determinacją wymalowaną na twarzy wsiadła do swojego helikoptera i poleciała do szkoły.


Trunks nie wiedział jak matka go do tego zmusiła. Nie miał najmniejszego zamiaru chodzić do liceum ale gdy Bulma Briefs coś sobie postanowi nie ma przebacz. Gdy Gohan przyleciał do CC by się z nim spotkać rozmowa jakoś zeszła na szkołę. Nastoletni demi pocieszał się faktem że drugi chłopak będzie cierpiał razem z nim. Zbyt skupiony na swoich własnych ponurych myślach nie zauważył jak ktoś za nim podąża.

Vegeta obserwował z bezpiecznej odległości Mirai Trunksa. Nastolatek nie wyglądał na zadowolonego z faktu że musi uczęszczać do ludzkiej szkoły. Saiyan mógł się z tym zgodzić miejsce wyglądało na raczej marną placówkę. Na dodatek uczęszczał tu bachor Kakarotto i przez chwile się bał że bardziej doświadczony w tej dziedzinie demi go wyczuje. Nic takiego jednak nie nastąpiło i wojownik był bardziej zainteresowany co takiego Gohan myślał wkładając na siebie ten kretyński kostium i kask. Nie będzie wspominał już o pozach kapitan Ginyu i jego skład pozielenieliby się z zazdrości. Wojownik pokręcił głową z obrzydzeniem, nie dość że dzieciak upokarzał cała saiyańską rasę swoim zachowaniem to nie trenował chyba ani dnia od Cell Game. Wojownik spojrzał na słońce dochodziło południe była najwyższa pora wracać. Widział dostatecznie dużo jak na jeden dzień.


Videl patrzyła bez wyrazu na swojego półtora rocznego syna. Mały Saiyan był do niej bardzo podobny tylko z większą ilością włosów opadających mu dziko do połowy pleców. Pomimo tego w jaki sposób został poczęty nigdy nie żałowała że go ma. Cress i reszta byli całym jej światem i była gotowa zniszczyć wszystko by byli bezpieczni. Delikatnie przeczesała palcami ciemne kosmyki dziecka, myśląc. Trageta i Cumin zniknęli gdzieś z samego rana, tak samo jak Vegeta i w bazie prócz nich został tylko Tarble. Przydałoby im się świeże mięso zwłaszcza że byli teraz na planecie i mieli nieograniczone możliwości do polowania. Krzycząc na młodszego księcia by miał oko na jej syna opuściła schronienie. Najwyższy czas by trochę się rozerwać.


C17 leniwym krokiem szedł przez las. Znajdował się gdzieś na północy kontynentu i teren był ty bardzo dziki i niemal całkowicie bezludny. Odpowiadało mu to zwłaszcza że większość z nich była po prostu żałosna. Jak jego siostra mogła go tak zdradzić i związać się z jednym z tych przeklętych wojowników. Przeklęty, knypkowaty mnich nie był nawet potężny a tym bardziej przystojny. Co takiego mogła w nim zobaczyć nie miał pojęcia. Zresztą kto by tam zrozumiał kobiety – stwierdził zgryźliwie w myślach.

Wszedł właśnie na niewielką polane gdy do uszu dobiegł go charakterystyczny ryk. Sekundę później spośród drzew wybiegła może osiemnastoletnia dziewczyna z krótkimi czarnymi włosami i luźnej szarzej bluzie do połowy ud. Tuż za nią wyskoczył rozwścieczony tygrys szablastozębny i ze zbolałym westchnieniem przyszykował się do wystrzelenia ki-blasta. Nie miał jednak szansy nic zrobić bo dziewczyna niespodziewanie wykonała imponujące salto w tył. Jednym zgrabnym ruchem chwyciła łeb wielkiego kota i szarpnęła w bok. Android aż się wzdrygnął na dźwięk łamanych kości. Jak ona to zrobiła? – pomyślał zaskoczony patrząc na jej wątłą sylwetkę.

- Co się tak gapisz? – prychnęła dziewczyna wbijając w niego lodowate, błękitne oczy.

Jej twarz była zupełnie pozbawiona wyrazu ale wiedział doskonale że czuje do niego niesmak. C17 miał wrażenie ze patrzy na żeńską wersje samego siebie. Dziewczyna wyraźnie uznała go za niegodnego uwagi bo bez najmniejszego wysiłku podniosła co najmniej pół tonowe zwierze i zarzuciła sobie na plecy. Chwile później wzbiła się w powietrze i nim zdołał otrząsnąć się z zaskoczenia już jej nie było.

- Nie wiem kim jesteś dziecinko ale cię znajdę – wymamrotał z determinacją pierwszy raz od lat czując iskierkę fascynacji.