Epilogu dwie wersje, bo nie mogłam się zdecydować.

EPILOG (WERSJA PIERWSZA)

DWA LATA PÓŹNIEJ, DZIEŃ SĄDU

Oho, Tess podniosła głowę. Czyli ja za kilka sekund dowiem się tego, co ona już wiedziała.

- Generał Williams. – Usłyszałam.

Rudowłosy Christian, mój najlepszy strzelec, zasalutował, zaglądając do namiotu.

- O co chodzi? – zapytałam, odkładając manierkę z wodą.

- Złapaliśmy jeszcze jednego.

- Chip wyjęty, a reszta zapakowana na ciężarówkę?

- Nie, pani generał. Przepraszam, ale...

- Ludzie Keatsa podśmiewają się z ciebie – powiedziała do mnie Tess. – Chodzą plotki, że zardzewiałaś od siedzenia w Radzie.

- Nie możemy im na to pozwolić – dodał Christian. – To...

- Chwilkę. Chcesz, żebym poszła tam i walczyła z tym blaszakiem? – zapytałam powoli.

- Nie, my chcemy, pani oddział, generale.

Wstałam, uśmiechając się.

- Zardzewiałam, tak? – Klepnęłam chłopaka w ramię. – Pokażemy im, prawda?

Wyszliśmy z namiotu. Tess szła obok mnie, uśmiechając się. Nadal jej nie rozgryzłam, ale stała się moją wierną towarzyszką i przyjaciółką. Ponieważ Cameron znowu była blisko Johna, Tess przybierała różne postaci. Teraz wyglądała jak Alex, moja Alex.

Wyszliśmy z obozowiska i ruszyliśmy w stronę ruin jakiegoś motelu.

- Nie musi pani tego robić! – Podbiegła do nas Lily, najmłodsza w moim oddziale, a chyba najdojrzalsza z nas. – Pani Williams! Wcale pani nie zardzewiała! Kamień nie rdzewieje, prawda, pani Tess?

- Prawda, pani Lily.

Zobaczyłam grupkę żołnierzy. Coś otaczali. Po chwili stanęłam na skraju zbiorowiska. Do resztki ściany przypięli grubym łańcuchem terminatora. Ten szarpał się, ale na próżno. Słychać było śmiechy.

- Nowa zabawka, panowie? – zapytała, podchodząc bliżej; wyjęłam broń. – Ale co to za zabawa na odległość? – Wystrzeliłam dwa razy; łańcuch zsunął się na ziemię i terminator wstał. Rozejrzał się po nas. Widział karabin w dłoniach ludzi Keatsa, ale to ja byłam dla niego większym zagrożeniem. Ruszył bez wahania w moją stronę, wyciągając ramię.

Ostrze przecięło powietrze tak szybko, że gdyby nie odbity w nim błysk słońca, nikt nie zauważyłby tego ruchu. Opuściłam dłoń; ta od razu przybrała normalny kształt. Cięcie podzieliło maszynę – i jej chip – na pół. Obie połowy upadły ciężko na piasek.

- Posprzątać – rzuciłam, patrząc na ludzi Keatsa. Puściłam oko w stronę mojego oddziału. – A potem pakować się. Wracamy do domu.

- Cieszysz się? – zapytała mnie Tess, kiedy rankiem usiadłyśmy w pace ciężarówki.

- Oczywiście. Wracam do domu. Po dwóch tygodniach siedzenia na cholernej pustyni.

- Po dwóch tygodniach piasku w majtkach? – podsunęła. Pokiwałam głową z uśmiechem.

Minęły dwa lata, odkąd wróciłam. Działo się tyle, że w pierwszych miesiącach zupełnie nie myślałam o tamtym życiu, ale potem zaczęłam tęsknić. Tu także miałam przyjaciół, ale czułam pustkę.

Z pomocą Tess przekonaliśmy płynne terminatory do stanięcia po naszej stronie. Zaczęły nam pomagać. A było przy czym. Dołączyłam do grup Likwidatorów, polując na cyborgi. Szybko awansowałam i usiadłam w Radzie Generałów zaraz przy Alex. Zebrałam swój własny oddział. Brałam dzieciaki jak Alex kiedyś wzięła mnie. I te dzieciaki uwielbiały mnie tak, jak ja Alex. Rose zaręczyła się i zaszła w ciążę, Roxy tęskniła za bratem, ale udało się jej dołączyć do Eskadry jako pilot śmigłowca. Mucha została łączniczką, a ja nadal byłam z Damienem. Poznałam nową Marie. Tess zabrała ją z innej wersji przyszłości; nie pytałam o szczegóły, ale Adams był wniebowzięty, a kobieta naprawdę go pokochała, więc byłam zadowolona.

Brakowało mi wielu rzeczy, do których przywykłam, żyjąc w przeszłości, od najbardziej przyziemnych jak ciepła woda do tak wyszukanych, jak orzechowa gorąca czekolada w Starbucksie. Ale najbardziej brakowało mi rodziny. Damiena kochałam najbardziej na świecie i cudownie było się wciąż budzić się obok niego. Oczywiście, jeśli akurat nie wysyłano mnie na Pustynię na dwa tygodnie.

Czułam podniecenie na myśl, że już jutro odwiedzę przeszłość. Byłam ciekawa, jak wygląda ich życie, jak sobie radzą...

Kiedy wjechaliśmy do Miasta, moje serce zaczęło bić szybciej. Miałam nadzieję, że Damien będzie na mnie jak zwykle czekał. Kiedy samochody zatrzymały się i wyskoczyłam z paki, uderzyło mnie, jak wiele ludzi wyszło nam na spotkanie. Pewnie część z nich czekało na tych, których przywieźliśmy. Rozejrzałam się.

Zobaczyłam Damiena. Stał z ramionami skrzyżowanymi na piersiach; już mnie zauważył. Uśmiechał się.

Wiedziałam, że tak nie przystoi, że powinnam tylko zasalutować. Ale to przecież nie było prawdziwe wojsko! Pobiegłam w jego stronę między ludźmi, żeby wreszcie znaleźć się w jego ramionach. Podniósł mnie z łatwością do góry, żeby po chwili całować jak szalony. Rozległy się oklaski. Roześmialiśmy się.

- Zaraz zacznie się zebranie Rady – powiedział, ciągnąc mnie w stronę windy.

- Żartujesz?! – wykrzyknęłam. – Teraz nie myślę o niczym innym, tylko o prysznicu, tobie i kubku normalnej kawy!

- A w jakim kontekście myślisz o mnie?

- Seksu, oczywiście. – Drzwi windy zasunęły się; zaczęliśmy się znowu całować.

- Ależ ty pachniesz – wyszeptał, całując moją szyję.

- No, woda na mycie skończyła się trzy dni temu – mruknęłam.

- Czy mogę być najpierw ja, a potem prysznic i kawa?

- Jasne. – Objęłam go mocno, kiedy nacisnął guzik STOP. Dziesięć minut później, idąc do Sali Zebrań, nadal czułam na sobie jego niecierpliwy dotyk. Seks był, teraz, błagam!, prysznic i kawa.

Trzy godziny później czekałam na Damiena przy wehikule. Byłam w wyśmienitym humorze, niemal nie czułam zmęczenia. Poczułam na sobie spojrzenie Tess.

- No co? – zapytałam.

- Chcesz usłyszeć dziewięć słów, które zmienią twoje życie na zawsze?

- Wal, Tess. – Uśmiechnęłam się.

- Okres ci się spóźnia i to już dwanaście dni.

***

- Gdzie jest Damien?

Sarah, słysząc pytanie, podniosła oczy znad kubka z kawą. Derek stał w drzwiach.

- Właśnie zasnął – odparła łagodnie.

- Jest na górze? U nas? – Mówiąc u nas, miał na myśli pokój, który zawsze zajmowali, kiedy zatrzymywali się u Eddiego. Kiwnęła głową. – Mogę do niego iść? Nie obudzę go.

- Idź. – Uśmiechnęła się. Derek uwielbiał Damiena. Kiedy go nie widział, wariował. Po chwili usłyszała jego kroki na schodach. Do kuchni wbiegła Hanami i zaszczekała. Czyli ktoś przyjechał.

Sarah wstała i wyszła z kuchni, idąc na taras. Na podjeździe zatrzymał się samochód Chrisa.

- Obudził się. – Usłyszała i obejrzała się. Derek wyszedł na taras z ich dzieckiem w ramionach. – Sam.

Pokiwała głową. Na schody wbiegła Keira; Sarah pozwoliła się objąć i cmoknąć w oba policzki.

- Cześć – rzucił Chris, niosąc dwie torby.

- Ojej, jaki on jest śliczny! – wykrzyknęła dziewczyna, wyciągając ręce po Damiena. Po chwili tuliła go w ramionach.

- Też chcesz takiego, co? – Chris roześmiał się w głos.

- Naprawdę zagadasz o to dla mnie z Derekiem? – odcięła się Keira. Sarah uśmiechnęła się, biorąc swoje dziecko.

- No wiesz. – Chris udał oburzonego. – Gdzie reszta?

- Powoli się zbieramy – odparł Derek. – John pojechał po Christine, bo zepsuł się jej samochód.

Derek miał rację, bo wkrótce potem wróciły Diane i Riley, przywożąc Orlando i Josha. Niecałe półgodziny później zjawili się Alex i Sam. Kobieta jak zwykle wycałowała Damiena. Natalie i Eddie obiecali zrobić wszystko, ale mieli małe opóźnienie na lotnisku.

John przywiózł nie tylko swoją dziewczynę, ale także Jessicę, Ryana i małą Erikę.

A potem już wszyscy czekali tylko na gości z przyszłości.

- Erica padnie jak zobaczy mój dyplom – zarzekała się Alex.

- Raczej jak dowie się, że nadal jestem z Chrisem – rzuciła Keira i obie się roześmiały.

Sarah spacerowała po tarasie, kołysząc w ramionach Damiena. Nie mogła uwierzyć, jak bardzo zmieniło się ich życie, jak bardzo zwolniło. Jak bardzo znormalniało. Czuła na sobie pełne miłości spojrzenie Dereka.

Przestali spać z pistoletami pod poduszkami.

Nagle psy zaczęły szczekać.

- Oho – mruknęła Alex, dołączając do niej na balkonie. – Czyżby?...

Najpierw pojawiły się błyskawice, a potem błysnęło. Sarah przytuliła do siebie mocniej synka.

Kiedy jasność zbladła, wszyscy spojrzeli na pomost. Poznali cztery znajome sylwetki.

- Erica! – krzyknęła Alex, wpadając na schodki.

- Jaka Erica?! – Usłyszeli jakże znajomy, rozbawiony teraz głos. – Generał Williams!

A potem Sarah poczuła wzruszenie, widząc, jak kobieta rzuca się na szyję Eriki.

- Ranyści, ale zbrzydłaś!

Wszyscy wybuchli śmiechem.