Witam ^^ Postanowiłam dzisiaj opublikować notkę z powodu tego, że idę na Harrego Pottera do kina z mamą :D xD Nie dałam rady napisać jej lepszej bo miałam za dobry humor :D cz.5 jest już w drodze, ale dopiero napisałam ćwiartkę, ćwiartki kartki :D Już bez zbędnego gadania zapraszam do czytania ;)

Siedział na jakimś kamiennym tronie, czując niewyobrażalną złość, wściekłość. Patrzył przed siebie, na wielkie, czarne drzwi. Po 10 minutach z rozdrażnieniem zerwał się z siedzenia. Obrócił się w około własnej osi, poszukując czegoś, sycząc. Dopiero teraz ujrzał całe pomieszczenie. Były to lochy. Na ścianach widniała świeża i nawet nie zmyta, skrzepnięta krew. W niektórych kątach leżały martwe w połowie zjedzone, ciała. Przy nich pełznął ogromny wąż.

Voldemort zasyczał coś do swojego "pupila" a on w odpowiedzi wypełzł z pomieszczenia. Po chwili w komnacie obok słychać było mrożący krew w żyłam krzyk. Po pięciu minutach pod szparą w drzwiach, wpłynęła czerwona ciecz. Na ustach Riddle'a zagościł szyderczy uśmiech. Do sali w końcu wkroczyli ludzie w czarnych szatach i z maskami na twarzach. Śmierciożercy. Stanęli wszyscy przed swoim rozwścieczonym panem i ukłonili się niżej niż dotychczas. Wściekły syk rozniósł się po pomieszczeniu. Z ociąganiem odwrócił głowę do swego najwierniejszego sługi, Severusa Snape'a...

- Severusie... Jak przebiegła wasza missssja? - wysyczał.

- Panie... Wszystko szło jak po maśle... Dotarliśmy na miejsce, udało nam się zabić 2 członków jasnej strony... Lecz kilka minut później w środku bitwy pojawił się... Albus Dumbledore... Nie mieliśmy innego wyjścia niż się wycofać. Przepraszamy Panie, że zawiedliśmy... - Zakończył ze skruchą Snape. Na codzień był twardy, nie miły, z założoną na twarz obojętną maską. Lecz przed swoim panem musiał grać, co wychodziło mu doskonale.

- Przepraszacie, mówisz? No cóż, zastanówmy się... Czy warto wybaczyć ludziom którym wyznaczyłeś WAŻNE zadanie, a oni je zawalili po całości... Hmmm... NIE! Zasłużyliście na potępienie! - Już podniósł rękę, by rzucić klątwę, lecz w połowie, zatrzymał się, a Śmierciożercy cichutko odetchnęli z ulgą. - Jeśli powiecie mi jakich dwoje czarodziei zabiliście, to złagodzę wam karę.

Zapadła cisza, przerywana jedynie cichymi szeptami między nimi, by ustalić kto ma odpowiedzieć Czarnemu Panu. W końcu jeden ze śmierciożerców, wyszedł z tłumu, by uklęknąć na jedno kolano przed Voldemortem, ukłonić się lekko i zdjąć maskę. Był to Lucjusz Malfoy.

- Panie mój, - zaczął nieśmiało- Byli to Dedalus Diggle, członek Zakonu Feniksa i Hestia Jones, także członkini Zakonu. - Zakończył poczym ukłonił się jeszcze niżej.

- A więc. - Zaczął Riddle - Mówisz mi, że wyeliminowaliście 2 członków jasnej strony... To duży postęp... Ale i tak oni nie byli ważni! Niestety dla was kara nie zostaje zmniejszona! - Krzyknął. Machnął różdżką. - Magicus Extremos!* Crucio, Crucio! - wołał, raniąc wszystkich ze zdwojoną siłą. Po chwili zaczął się opętanie śmiać, słuchając wrzasków podwładnych. - Już niedługo Harry Potterze, kolej nadejdzie na ciebie!

Przebudził się w środku nocy z przyśpieszonym tętnem i potem na całym ciele. Oddychał szybko i ciężko. Sięgnął ręką do szafki nocnej. Złapał okulary i nałożył je na nos. Rozglądnął się dookoła. Dopiero teraz zauważył , że chłopcy wcale nie śpią, tylko siedzą na swoich łóżkach z zaniepokojeniem na twarzy. Tylko Rona nie było we własnym posłaniu. Siedział po jego prawej stronie, patrząc na niego z troską, strachem i czymś czego nie mógł rozszyfrować...

- Harry wszystko w porządku? - Zapytał z niepokojem Weasley, kładąc mu dłoń na jego.

Czy tylko jemu wydaje się to dziwne?

- T-tak, wszystko jest git. - powiedział uśmiechając się sztucznie. Wiedział, że to nie zadziała, ale warto spróbować...

- Harry, toż widzę, że nie. Mnie nie okłamiesz. - powiedział rudzielec.

- To znowu wizja prawda? - zapytał Neville.

- Uważam że trzeba to powiedzieć Profesor McGonagall. - wtrącił się Seamus.

- Nie okłamałem cię Ron. Naprawdę nie ma się o co martwić... Nawet jeśli to była wizja to sam sobie poradzę... Serio. - Powiedział twardo Harry.

- Dobrze... Jak nie chcesz mówić to nie, nie będziemy nalegać. Ale pamiętaj, jesteśmy twoimi przyjaciółmi, którzy zawsze cię wysłuchają, nie ważne o co będzie chodzić. - Powiedział Ron patrząc Wybrańcowi głęboko w oczy, uśmiechając się czule. Po chwili wstał i poszedł do swojego łóżka. Chłopcy jeszcze trochę czasu spoglądali na niego z niepokojem, lecz w końcu udali się w krainę Morfeusza.

Gdy wszyscy już spali, Harry nie mógł zasnąć. Wiercił się niespokojnie na łóżku dopóki nie rozległ się cichy szmer. W pełnej gotowości złapał za trzon różdżki, czekając na to co się wydarzy. Zarejestrował wzrokiem, że ktoś uchyla mu zasłony łóżka. Machnął różdżką i nie wymawiając zaklęcia zapalił Lumos. Bardzo powoli podniósł się na łokciu i wychylił różdżkę do przodu. Kamień spadł mu z serca, gdy zorientował się, że to Ron. Rzucił ciche Muffilato, poczym wpuścił rudzielca na łóżko, by ten mógł mu usiąść w nogach.

- Heh, myślałem , że śpisz Harry. – wyszczerzył się Weasley.

- No coś ty. Po koszmarze nigdy nie zasypiam…

- A więc, jednak to był koszmar… Czemu się nie przyznałeś od razu?

- A co miałem powiedzieć? Hej, ludzie miałem koszmar, chodźcie tu mnie rozpieszczać bym zapomniał? No raczej nie. Nie chciałem was martwić. Wolę… Wolę sam sobie jakoś radzić, bo prędzej czy później nikogo przy mnie nie będzie, nikt mi nie pomoże…

- Harry! Co ty wygadujesz? Toż przy tobie będę ja! Eu.. Luna, Neville… O! Saori też! Dzisiaj przyszła do szkoły, a ty od razu do akcji ruszasz! To też jest przyjaźń, wiesz? Ona będzie przy tobie jak my troje, na zawsze łapiesz? – odpowiedział mu Ron, kładąc mu dłoń na ramieniu.

- Jeszcze o jednej osobie zapomniałeś… - powiedział, odwracając głowę w stronę okna, patrząc na księżyc, kontynuował.- o Draco… On się zmienił, naprawdę. Mimo tego, że przez te wszystkie lata byliśmy wrogami to zawsze coś nas do siebie przyciągało… Pozwól mu też trwać przy mnie… Dołącz go do naszych przyjaciół. Nie zwracaj uwagi na to, – odwrócił głowę do Rona patrząc mu w oczy z jakąś dziwną determinacją. – że to ślizgon. On jest bliski memu sercu, przecież to mój przyjaciel… - zakończył.

Patrzyli przez chwilę na siebie w milczeniu, aż w końcu odezwał się Weasley.

- Dobrze Harry, jak ci tak na tym zależy to okej… - powiedział wstając. – Ale ja mam jeszcze do ciebie prośbę… Spotkaj się ze mną za tydzień o… trzeciej w opuszczonym korytarzu… Musimy pogadać. – To powiedziawszy, odwrócił się, poczym poszedł do swojego łóżka.

Harry jeszcze przez chwilę zastanawiał się o co może chodzić rudzielcowi, ale potem do jego głowy napłynęły myśli o Draconie. I właśnie dzięki niemu, ponownie zapadł w sen. Lecz tym razem bez koszmarów…

Koniec cz. 4

CDN