Pijacka burda, czy statek... widmo?
-No, Chris. Koniec tej nauki na dzisiaj- usłyszałam nad sobą głos kapitana.
Już
cała zdrętwiałam od siedzenia na zwoju lin. Teraz był wieczór
i słońce powoli zachodziło oblewając całe niebo pomarańczową
łuną. Podniosłam się niepewna, co się teraz stanie.
-Kamraci,
wyciągnąć z ładowni rum! Robimy sobie balangę!- wrzasnął na
całe gardło Sparrow. No tak, mogłam się tego spodziewać! Załoga
rozbiegła się w radosnym podnieceniu i po chwili każdy stał na
pokładzie z butelką w ręku. Gunter przyniósł napój
kapitanowi i mnie. Jack wepchnął mi w rękę pełną butelkę
miodowo-złotego płynu.
-Hej, który tam, może Zack. Ty
dziś nie pijesz.- wskazał na któregoś z mężczyzn. A gdy
temu zrzedła mina, wydarł się na niego- Ktoś chyba musi trzymać
kurs, chyba nie chcesz rozbić się o jakieś skały!
W tym
czasie ja zastanawiałam się co mam zrobić z tą butelką. Nie
zamierzałam jej wypijać i potem, pijana, zrobić nie wiadomo co.
Jack chyba nie uwierzy mi, że jestem abstynentką. Co prawda piłam
już w swoim życiu alkohol. I to nawet często. Moja mama była
Francuską, a ojciec chcąc uczcić jej pamięć często praktykował
francuskie tradycje. A tam np. do obiadu piło się wino. Tylko, że
był to zwykle jeden
kieliszek, góra dwa. No i zawsze był
to trunek pasujący do jedzenia- nigdy rum. Nigdy jeszcze nie byłam
pijana, nie wiem jak schlanie się w trupa może być przyjemne.
-No,
skarbie. Na co czekasz?- spytał Jack między jednym łykiem, a
drugim. Chcąc nie chcąc odkorkowałam butelkę. Wzięłam potężnego
łyka, ale tak naprawdę wypiłam tylko trochę. Postanowiłam wylać
resztę do morza, kiedy się trochę rozpiją. Ale na razie nie
mogłam tego zrobić niezauważona.
Niebo ciemniało, słońce
już zaszło. Jack ciągle siedział przy mnie i ponaglał. Chyba
chciał mnie szybko upić, ciekawe po co? Udawałam, że piję, ale
nie mogłam w nieskończoność mieć pełnej butelki. Inni o wiele
szybciej je opróżnili i teraz na pokładzie panował świetny
dla nich nastrój.
Usłyszałam wycie, które miało
być chyba śpiewem. Jack odwrócił się i coś tam robił,
ale nie zwróciłam na niego uwagi, tylko podeszłam do burty.
Chyba jednak wypiłam trochę więcej niż zamierzałam bo zakręciło
mi się w głowie. Oparłam się o burtę i odwróciłam
butelkę do góry nogami, pozwalając by cała jej zawartość
zmieszała się z pieniącą morską wodą. Nagle statkiem
zakołysało, a ja poczułam, że mi niedobrze. Wszyscy byli już
porządnie wstawieni, jeden z marynarzy podszedł i chciał mnie
objąć, ale udało mi się wywinąć z jego ramion i skierowałam
się w stronę zejścia pod pokład. Drogę zastąpił mi trochę
chwiejący się Jack.
-Dokąd szię to wybierasz?- wyseplenił.-
Nie zaśpiewasz nam pirackiego hymnu?
-Jakiego znowu hymnu? –
zapytałam próbując go wyminąć, ale nie dałam rady bo
objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. – Zaśpiewaj coś
o piratach.- rozkazał dysząc mi do ucha.
Zrobiło mi się
jeszcze bardziej nie dobrze, ale stwierdziłam, że i tak pewnie mnie
nie puści. Na myśl przyszła mi pewna piosenka.
-Dobra, ale mnie
puść.- wysapałam próbując go odepchnąć. Po chwili prawie
się przewróciłam, tak nagle mnie puścił.
-Jak sobie
panienka życzy. A teraz piosenka.
-Śpiewaj!- inni, którzy
byli jeszcze w stanie stać, przyłączyli się do kapitana. Teraz
już nie miałam wyboru.
-We pillage, we
plunder, we rifle and loot.- Zaczęłam śpiewać. Po chwili
inni się dołączyli, ale wszyscy powoli zaczęli zasypiać na
pokładzie.
-Yo ho, yo
ho, a pirate's life for me...- przerwałam i zobaczyłam, że
wszyscy śpią, nawet Jack leżał oparty głową o schodki. Nie
sądziłam, że mam zdolności usypiające :P. Powiał chłodny
wiatr, co od razu mnie orzeźwiło. Wokół było już całkiem
ciemno, a statek powoli zagłębiał się w gęstą mgłę. Stojąc
na pokładzie zadrżałam z zimna i nagle dotarło do mnie jak Jack
jest nieodpowiedzialny. Przecież zostawiać statek pod opieką tylko
jednego człowieka? A teraz w dodatku otaczała ich mgła. Nawet w
dzień i przy całej załodze uważnie wypatrującej w morze to jest
cholernie niebezpieczne! Mogli w każdej chwili wpaść na inny
statek, albo przybrzeżne skały!
Postanowiłam sprawdzić jak
sobie radzi Zack, ale zanim zdążyłam zrobić w stronę mostku
kapitańskiego choćby krok usłyszałam chlupot fal. I cichuteńką
melodię, jakby marszu żałobnego. W pierwszym momencie wydało mi
się, że to złudzenie, ale potem mgła się trochę przerzedziła.
Przed sobą ujrzałam z daleka zarys kadłuba jakiegoś statku.
Statku, który płynął prosto na nas. Podbiegłam do burty i
spojrzałam na niego. Nie było praktycznie żadnego wiatru, a on
płynął szybko z rozwiniętymi żaglami. Przyjrzałam się mu
uważniej i aż wciągnęłam ze świstem powietrze. Statek wyglądał
identycznie jak Czarna perła... Na maszcie powiewała piracka
bandera, czarny materiał był tak poszarpany, że z daleka nie dało
się odróżnić, co przedstawia, ale byłam pewna, że jest to
czaszka. Żagle okrętu były czarne i w strzępach. Nie wisiały
jednak luźno, ale wyglądały jakby wiatr w nie dmuchał, mimo ich
stanu. Statek zbliżał się coraz bardziej. W przerażeniu cofnęłam
się kilka kroków. Nie miałam zielonego pojęcia co robić,
zaraz się zderzymy! W panice nie pomyślałam, że powinnam biec do
Zacka, że przecież powinien widzieć nadpływający statek i
zmienić kurs!
Zamiast tego gapiłam się nadal z
otwartymi ustami. Potem statek zbliżył się, jego kadłub był parę
centymetrów od lewej burty...
I nagle okręt wtopił się w
Czarną perłę. Płynął dalej, jakby jej tu nie było, albo jakby
była duchem...
Albo to tamten statek nim BYŁ! Przepływał
powoli przez pokład, a ja odwróciłam się w jego stronę.
Burta okrętu widmo mijała mnie ledwie o parę centymetrów,
ale bałam się wyciągnąć rękę, żeby sprawdzić, czy jest
rzeczywisty. Uniosłam wzrok i chciałam zobaczyć czy na statku jest
załoga, ale zdążyłam zauważyć jedynie mgliste zarysy sylwetek,
statek już przepłynął. Odwróciłam się, ale jego już nie
było. Po chwili mgła się rozwiała, jakby pogoda wcale się nie
zmieniała. Księżyc oświetlał pokład. Przetarłam oczy i
pomyślałam czy to co zobaczyłam było prawdziwe, czy tylko mi się
zdawało. Może to przez ten alkohol? Może mimo wszystko się
upiłam? Musiałam się przekonać i weszłam na mostek kapitański,
żeby zapytać Zacka czy też to widział. Podeszłam do steru i
zobaczyła opartego o niego Zacka, śpiącego, wciąż z do połowy
pełną butelką rumu. Teraz to dopiero się przeraziłam! Nikt nie
steruje, wszyscy pijani, a ja nie potrafię i jestem sama!
Pobiegłam
na pokład, ale nie udało mi się nikogo obudzić. Zauważyłam, że
wśród nich nie ma AnyMarii. Znalazłam ją całkiem trzeźwą
i nie śpiącą w naszej wspólnej kajucie. Siedziała oparta o
ścianę.
Kiedy dowiedziała się, że nikt nie pilnuje steru
wybiegła na pokład mrucząc pod nosem przekleństwa pod adresem
pana kapitana. Nie miałam odwagi spytać jej o ten statek.
