Cisza panująca w Norze od kilku dni powoli zaczynała mnie denerwować. Rozumiałam, że wszyscy chcieli dać mi trochę czasu na żałobę i zebranie myśli. Ale to nie tego potrzebowałam. Niestety nikt nie słuchał, kiedy usiłowałam to wytłumaczyć. Podczas dzisiejszego obiadu również panowała cisza. Pani Weasley była na tyle uprzejma, aby zaprosić moją mamę i mnie na obiad po tym jak pogrzeb się skończył. Wszyscy wciąż w czarnych ubraniach spożywali w milczeniu pieczeń przygotowaną przez panią Weasley. Nie miałam apetytu, ale nie chciałam sprawić jej przykrości. Wystarczy, że cała jej rodzina musi znosić ten niezręczny obiad.

Próby nawiązania jakiejkolwiek normalnej rozmowy zakończyły się, kiedy ja i moja matka przekazałyśmy Weasleyom i Harry'emu informację o tym, że proces odzyskiwania wspomnień mojej mamy musi zostać tymczasowo przerwany, ze względu na to, iż w obecnym momencie jej umysł nie jest wystarczająco silny. Wszyscy dookoła mnie myśleli, że z tego powodu wybuchnę płaczem lub zareaguję w jakikolwiek inny sposób. Ja natomiast po prostu przyjęłam do wiadomości to, co powiedział nam Uzdrowiciel ze Św. Munga. Rozumiałam to. Rozumiałam dlaczego musieli przerwać. Mimo to wszyscy oczekiwali łez i krzyków z mojej strony.

Wtedy moja mama powiedziało coś, co zaskoczyło wszystkich zebranych przy stole. Poza mną oczywiście. Ja po prostu zastanawiałam się, kiedy moja mama zdecyduje się na podzielenie się ze mną swoją decyzją. W końcu znałam ją całe swoje życie.

– Hermiono, chcę sprzedać nasz dom – oczy wszystkich zwróciły się najpierw w stronę mojej matki, a później mnie. – Nie mogę tam wrócić, kochanie. Nie bez twojego taty.

– Wiem, mamo. Rozumiem – odparłam, posyłając jej pokrzepiający uśmiech i ściskając delikatnie jej dłoń leżącą na stole.

– Naprawdę? – jakby próbowała się upewnić, że nie będę z tego powodu zła. Kiwnęłam tylko głową, dalej się uśmiechając. – Czym ja sobie zasłużyłam na takie wyrozumiałe dziecko? – również się do mnie uśmiechnęła.

Prawda jest taka, że od dwóch dni wiedziałam, że moja mama planuje wrócić do Australii. Nie miałam nic przeciwko temu. Potrzebowała trochę czasu, aby pobyć sobą, zaadaptować się do swojego nowego życia.

Pani Weasley zaproponowała, abym zamieszkała w Norze. Przynajmniej do czasu, aż będzie mnie stać na własne mieszkanie. Nie cierpiałam myśli o tym, że pani Weasley, najukochańsza czarownica na świecie będzie miała jeszcze jedno dziecko, które nawet nie jest jej, pod swoim dachem. Ale zaakceptowałam jej zaproszenie. Szczerze, nie miałam innej opcji.

Pomogłam mojej mamie spakować wszystkie nasze rzeczy i na dobre wyprowadziłyśmy się z domu, w którym spędziłam całe swoje życie. Moi przyjaciele i reszta Weasleyów dalej nie wierzyli w to, że się z tym pogodziłam i wszystko jest w porządku. Nie wierzyli również kiedy towarzyszyli mi na lotnisko w Londynie, gdzie odprowadziłam swoją mamę przed jej lotem do Australii. Wszyscy oczekiwali, że pod wpływem tych wszystkich zmian i żałoby się rozpadnę. To się jednak nie wydarzyło.

Po około dwóch tygodniach od pogrzebu mojego ojca prawie wszyscy w domu Weasleyów obchodzili się ze mną niezwykle ostrożnie, jakbym była tykającą bombą. Mimo tego, że pani Weasley kazała swoim dzieciom zostawić mnie w spokoju pewnego wieczora, gdy spokojnie czytałam książkę o eliksirach na kanapie w salonie Nory, bliźniacy usiedli po obu moich stronach.

– Dalej nie wiem o co wam poszło, ale przyrzekam, że Fred będzie cywilizowany – powiedział szybko George, zanim zdążyłam się odezwać. Po raz pierwszy od kilku tygodni spojrzałam na Freda na dłużej niż dwie sekundy. Kiwnął głową, potwierdzając słowa brata.

– Nie pytajcie – mruknęłam tylko, bo wiedziałam, dlaczego mnie osaczyli. Właśnie wtedy Ginny, Harry i Ron wyłonili się z kuchni. – Och, na brodę Merlina. Nie potrzebuję interwencji! – jęknęłam, gdy trójka moich przyjaciół usiadła przede mną na podłodze. Ginny zaczęła:

– Miona, my tylko chcemy wiedzieć, czy wszystko w porządku. Czy czegoś potrzebujesz…

– Potrzebuję, żebyście mi w końcu uwierzyli, kiedy mówię, że pogodziłam się ze wszystkim, co stało się w ciągu tych paru tygodni – przerwałam jej. – Naprawdę – dodałam łagodniejszym tonem. – Chcę tylko wrócić do normy.

– Ale Herm… Martwimy się o ciebie – powiedział George, klepiąc mnie lekko po kolanie.

– Wiem i dziękuję wam za troskę, ale nie musicie się już martwić – odparłam. Westchnęłam głęboko i kontynuowałam – Prawda jest taka, że już rok temu zaczęłam oswajać się z myślą, że mój ojciec może umrzeć w każdej chwili. Zarówno Uzdrowiciele jak i mugolscy lekarze powtarzali nam w kółko w jak złym stanie jest jego serce, więc zaczęłam się po prostu przygotowywać psychicznie na taką okoliczność. Oczywiście, gdybym miała nad tym jakąkolwiek kontrolę, chciałabym by był z nami dłużej, ale niestety, nie mam wpływu na takie rzeczy – nikt nie śmiał mi przerwać. Wszyscy słuchali uważnie, z oczami wbitymi we mnie. – A jeśli chodzi o moją mamę i nasz dom… Rozumiem dlaczego nie chciała tam zostać bez taty. Zależy mi na niej i na jej zdrowiu, dlatego myślę, że dłuższa przerwa w odzyskiwaniu wspomnień będzie dla niej dobra. Jeśli będzie chciała i uzna,że jest gotowa,będziemy kontynuować. Będę za nią tęsknić, ale w tym momencie to co ona uważa za właściwe dla siebie jest ważniejsze. Także proszę, nie pytajcie więcej, czy wszystko w porządku – zakończyłam, uśmiechając się nieśmiało.

Nim mój umysł zdążył zarejestrować, co się dzieje, byłam przygnieciona czterema młodymi Weasleyami i Harrym. Był to najbardziej niewygodny i duszący grupowy uścisk na świecie, ale nigdy nie czułam się tak kochana przez swoich przyjaciół, jak w tym właśnie momencie.

Kamień spadł mi z serca, kiedy Hermiona w końcu się przed nami otworzyła. Miałem dość sceptyczne podejście do pomysłu Ginny. Moja siostra natomiast uważała, iż Granger będzie zmuszona do rozmowy z nami, gdy poczuje się osaczona. Nie sądziłem, że ta taktyka będzie aż tak efektywna. Muszę to zapamiętać na przyszłość.

Ucieszyłem się, gdy Hermiona nie zaprotestowała na nasz nietypowy grupowy uścisk i poddała się, pozwalając nam na chwilę przyjacielskiej czułości. Jednak nie mogłem odgonić od siebie natrętnej myśli, że wolałbym jednak być z nią sam na sam, i otoczyć ramionami tylko ją.

Ale w tym momencie nie było to niestety możliwe. Kiedy już nasza grupa uwolniła Hermionę z niewygodnego uścisku, Ginny podjęła dalszą rozmowę, zmieniając temat. Zaczęła mówić o tym co będzie musiała kupić na Pokątnej zanim uda się z powrotem do Hogwartu oraz o planach na urodziny Harry'ego. Moja siostra usiłowała również przekonać Hermionę do wybrania się z nią na babskie zakupy, ale ta odrzuciła ten pomysł z miną, jakby Ginny prosiła ją właśnie o okiełznanie Rogogona Węgierskiego. Po chwili przestałem słuchać toczącej się właśnie rozmowy i skupiłem się na Hermionie. Uśmiechała się i zdawała się być rozluźniona. Jednak gładziła bez przerwy kartki książki, którą trzymała na kolanach. Po wielu latach obserwowania jej nauczyłem się już, że gdy Hermiona Granger jest zdenerwowana lub kiedy coś leży jej na sercu, jej palce zaczynają błądzić po różnych przedmiotach i powierzchniach, a ona zazwyczaj nie zdaje sobie nawet z tego sprawy.

Musiałem wiedzieć o czym myśli. Nie chciałem odrywać od niej wzroku, ale kiedy jej czekoladowe, ciepłe oczy napotkały moje na kilka sekund, nagle poczułem się zawstydzony moim wcześniejszym zachowaniem. Opuściłem wzrok na swoje kolana. Cała nasza bezsensowna kłótnia była moją winą. Gdyby nie moje urażone ego, wszystko byłoby w porządku. A teraz nie wiedziałem jak uratować sytuację.

Granger i ja kłóciliśmy się już przy wielu okazjach, ale Hermiona nigdy przedtem nie przestała się do mnie odzywać. Zawsze udawało nam się jakoś pogodzić, zazwyczaj to ja przepraszałem ją i przyznawałem, iż jestem idiotą, ale obecnie było to o wiele trudniejsze, ze względu na to, że Hermiona unikała mnie od kilku tygodni. Poza tym, chciałem dać jej trochę czasu na odnalezienie się w nowej sytuacji. Jej życie obróciło się o 180 stopni, nie chciałem do jej problemów dodawać skomplikowanych uczuć.

Mimo wszystko, fakt, że nie chciała nawet na mnie patrzeć przez tak długi czas, łamał mi serce. Tęskniłem za jej uśmiechem i ciekawskim spojrzeniem. Brakowało mi jej zapachu i ciemnych, czekoladowych oczu. Brakowało mi nawet jej przemądrzałego tonu. Oczywiście nigdy nie przyznałbym się do tego przed nikim, nawet Georgem, który wiercił mi dziurę w brzuchu, usiłując dowiedzieć się, dlaczego od naszej kłótni, Hermiona i ja się do siebie nie odzywamy. Muszę coś wymyślić, aby wybaczyła mi moją chwilę słabości. I to szybko.

A/N: Ten rozdział wyszedł nieco krótszy, co nieco mi przeszkadza, ale postanowiłam odpuścić i nie przejmować się tym tak bardzo. Jak zwykle dziękuję osobom, które odwiedzają moje skromne wypociny :) Następne rozdziały wrócą do lekkiego tonu i żartów. Ale potrzebowałam odrobiny dramatu w tej historii, stąd ten i poprzedni rozdział. Tak więc jeszcze raz dziękuję osobom, które czytają i zapraszam do komentowania, bo jestem ciekawa Waszych opinii :)