serce w Paryżu
Kilka pierwszych dni podróży do Europy było dla Lily okropne. Prawie nie interesowały ją widoki za oknem samochodu i atrakcje turystyczne. Wciąż na nowo i na nowo analizowała ostatnią rozmowę z Severusem próbując dojść do jakichś sensownych wniosków. Na razie jedyną konkluzją jaką osiągnęła było to, że utrata starego przyjaciela zabolała ją o wiele bardziej, niż przypuszczała na początku. Nadmiar złego sowy jej szkolnych koleżanek nie mogły nadążyć za częstymi zmianami adresów, bo jak dotąd nie dostała od nich żadnego listu. Sowa Jamesa Pottera oczywiście za każdym razem trafiała bezbłędnie i przynosiła głównie nalegania by ustosunkować się do spotkania z Huncwotami w drugiej połowie wakacji. Lily nie odpisywała, głównie dlatego, że nie miała pomysłu co mogłaby napisać.
Remus i Syriusz nie wysłali do niej ani jednej sowy. Fakt – Peter też tego nie zrobił, ale chyba po prostu był na to zbyt nieśmiały, natomiast oni do tej pory jakoś nie mieli problemu z napisaniem listu. Może coś im się stało? Syriusz po raz pierwszy wracał do domu sam, a Remus przez ostatnie dni Hogwartu marnie wyglądał. Może ma nawrót swojej dziwnej choroby?
Zmęczona całym dniem jazdy i zwiedzania Lily kładła się w hotelowym pokoju i próbowała zasnąć, ale sen nie przychodził. Gdy wreszcie udawało jej się zdrzemnąć, śnił jej się Severus pojedynkujący się o nią z Jamesem za pomocą trzonków od mioteł lub chochli do mieszania w kociołkach. Gdy wreszcie dotarli do Paryża, w którym mieli zatrzymać się na kilka dni, młoda czarownica była już tak blada i zmęczona, że rodzice surowo nakazali jej zostać w hotelu i porządnie się wyspać. Sami zabrali Petunię i udali się na nocne zwiedzanie miasta.
Lily znów nie wiedziała co ze sobą zrobić. Wyjęła z podróżnej torby listy od Jamesa, przejrzała je i sięgnęła po pióro i pergamin by nareszcie coś mu odpisać, ale w głowie miała pustkę. Następnie próbowała napisać list do Severusa, zresztą z takim samym efektem. Wreszcie zdecydowała się, że napisze do Remusa. Tym razem poszło jakoś łatwiej. Pióro skrzypiało po pergaminie. Pisała o tym, że się o niego martwi i żeby dał jakąkolwiek odpowiedź gdy tylko będzie się czuł na siłach by to zrobić. Wspomniała też, że dotarła już do Paryża, czuje się tu bardzo samotna i odcięta od czarodziejów i nie bardzo wie co zrobić z zaproszeniem od Jamesa. Położyła skończony list na szafce przy łóżku, po czym położyła się i próbowała zasnąć. Przyśnił jej się Severus we fraku i pelerynie krojący krogulcze jelita, więc ocknęła się zniesmaczona i włączyła telewizję. Leciał jakiś francuski film dokumentalny, z którego rozumiała co dziesiąte słowo, mimo że swego czasu uczyła się tego języka.
Cholerny Paryż. Z okna hotelowego pokoju widać było rozświetlone Pola Elizejskie. Niebo nad miastem gdzieniegdzie miało odcień ciemnego granatu, ale jaśniejsze odcienie zdradzały, że niedługo nadejdzie świt
Lily wstała i na boso przemknęła do apartamentu rodziców. Znalazła paczkę papierosów ojca i zapalniczkę, po czym z jednym zapalonym papierosem i drugim zapasowym zatkniętym za ucho wróciła na fotel przed telewizorem. Film się już skończył i po chwili pojawił się pasek informujący o zakończeniu emisji programu na ten dzień. Dziewczyna wpatrywała się w nieruchomy ekran, paląc papierosa i starając się przy tym nie krzywić. Paliła do tej pory może raz czy dwa, przy czym była to inicjatywa Petunii nie chcącej, by młodsza siostra wygadała coś rodzicom.
Skrzypnęły drzwi od apartamentu i dziewczyna szybko zagasiła papierosa i rzuciła go na okienny parapet, po czym zaczęła machać ręką, by rozwiać unoszące się po pokoju kłęby dymu. Do pokoju wślizgnęła się Petunia. Na widok Lily siedzącej w kucki na fotelu przed włączonym telewizorem i machającej szaleńczo ręką, starsza panna Evans stanęła w bezruchu i uniosła brwi do góry.
- Udam że tego nie widziałam – stwierdziła surowo. – Za chwilę wejdę tu znowu i będziesz leżała w swoim łóżku pogrążona w głębokim śnie.
Rzeczywiście wyszła, zapukała i weszła do pokoju jeszcze raz. Nic się nie zmieniło.
- Na litość boską, Lily, jest czwarta rano! Nie ciągnęli cię na tą wycieczkę bo miałaś się porządnie wyspać. Wyglądasz już prawie jak widmo!
- Nie chce mi się spać – odparła obojętnie Lily, wyjmując zza ucha kolejnego papierosa. Petunia przez chwilę przyglądała jej się w napięciu, najwyraźniej oczekując na jakaś magiczną sztuczkę.
- Nie odpalisz go za pomocą czarów… czy coś? – spytała cicho, jakby zachłannie. W jej oczy wkradła się tęsknota za światem, który jej nie chciał, za to bardzo chętnie wziął w objęcia jej siostrę.
- Przykro mi, Tuniu. Od pięciu lat powtarzam ci, że nie wolno nam używać czarów poza szkołą.
- Poczekaj, poszukam zapalniczki. Albo – dziewczyna odłożyła torebkę na lóżko i zdjęła eleganckie pantofelki. – Możemy zejść na dół, do lobby. Hotel jest czynny całą dobę, na pewno będzie ktoś, kto nas obsłuży. Przynajmniej ktoś był kiedy wjeżdżaliśmy na górę.
- Super, prawie jak w Hog..- Lily nerwowo przeczesała włosy palcami. –Znaczy… to dobry pomysł. Nie mogę zasnąć, a rodzice są za ścianą i nie chciałabym ich obudzić.
- Ubierz się jakoś – rzuciła przez ramię Tunia i zmarszczyła brwi. – Tam będą normalni ludzie.
Lily posłusznie zmieniła rozciągniętą koszulę nocną na krótkie spodenki i bluzę od dresu, po czym wyślizgnęła się na korytarz w ślad za starszą siostrą.
Przez pierwsze lato po powrocie Lily z Hogwartu Petunia – zgodnie z przewidywaniami - była nie do zniesienia. Najpierw zrobiła awanturę, następnie nie odzywała się do nikogo przez dwa tygodnie, a przez następne na każdym kroku dowodziła, że jej siostra jest dziwolągiem. W następnych latach wyraźnie spuściła z tonu i przez większość czasu zachowywała się całkiem w porządku. Dało się z nią porozmawiać i liczyć na dyskrecję. Wystarczyło nie wspominać zbyt często o Hogwarcie lub przedstawiać go jako całkiem zwyczajną, wręcz nudną szkołę. I używać odpowiednio dostosowanego ideologicznie słownictwa: na przykład zamiast 'mugole' mówić 'normalni ludzie'.
- Musieli ci nieźle dokopać w tej szkole – przyznała Petunia, spoglądając nad nią sponad filiżanki herbaty. – Naprawdę nie wyglądasz dobrze.
- Nic mi nie jest – wzruszyła ramionami Lily i odpaliła papierosa.– Dlaczego powiedziałaś, że Sev mnie kocha? – spytała po długiej chwili.
Petunia upiła łyk herbaty.
- Potrafię rozpoznać nieodwzajemnioną miłość kiedy ją zobaczę – stwierdziła, uśmiechając się gorzko. – W głównej mierze z autopsji.
- Tuniu… - Lily popatrzyła na nią ze współczuciem. – Kto…?
- Nie ma o czym mówić – uśmiechnęła się krzywo dziewczyna. – Niestety nie mam tyle szczęścia co ty. Nie mam kolegów ze szkoły przynoszących mi bagaże pod sam samochód.
- Tuniu, proszę, nie mów tak…
- Swoją drogą całkiem niczego sobie ci koledzy. Jedziesz do nich na te wakacje, czy jak?
- Jeszcze nie wiem – przyznała. – Nie wiem, co zrobić.
- Dlatego nie sypiasz po nocach? – spytała siostra. Wyjęła jej papierosa z ręki i zaciągnęła się, wypuszczając z ust smużkę z dymu. – Bo nie wiesz czy przyjąć zaproszenie od nowych, wyglądających prawie normalnie kolegów czy dalej łazić z tym obszarpańcem od Snape'ów?
Lily przez chwilę milczała, pijąc swoje kakao i zastanawiając się intensywnie. Rzeczywiście, mniej więcej do tego sprowadzały się jej problemy. Wystarczyło tylko dodać do tego fakt, że jeden z tych kolegów jest prawdopodobnie chory, drugi natrętny, z trzecim niewiadomo co się dzieje, a wymoczek od Snape'ów prawdopodobnie niedługo zostanie sługą złego czarnoksiężnika.
- Tuniu – odezwała się dość nieśmiało. – Co byś zrobiła, gdyby ktoś kogo znasz bardzo długo i lubisz wpadł w… niebezpieczne towarzystwo?
- Jak narkotyki? – podchwyciła Petunia. – Zawsze podejrzewałam, że tamten gówniarz coś bierze. Wystarczy mu się dokładniej przyjrzeć.
- Bardziej jak organizacja terrorystyczna, czy coś… - zawahała się Lily. Znów zabrała siostrze papierosa i zaczęła zastanawiać się jak porównać sytuację z Czarnym Panem do właściwiej sytuacji w świecie mugoli. – Coś jak sekta… - Uśmiechnęła się posępnie, bo przyszło jej do głowy, że to akurat dość trafne porównanie. - W każdym razie ta organizacja tępi ludzi takich jak ja. Urodzonych w zwyczajnej rodzinie. I to sprawia, że trochę się boję i nie wiem, jak powinnam się wobec takiej osoby zachowywać.
- To zależy, jak bardzo dbasz o tego kogoś– odparła z zadziwiającym spokojem Petunia. Odpuściła sobie stwierdzenie że od dawna podejrzewała Severusa o tego typu pomysły chyba tylko dlatego, że napomykała o tym wystarczająco często przez ostatnie kilka lat. – Gdyby mi zależało i gdybym naprawdę dobrze go znała i wiedziała, że nie chce zrobić mi krzywdy, to pewnie starałabym się typa wyciągnąc z tego złego towarzystwa. A gdyby nie zależało mi specjalnie i gdyby ta znajomość była mi w pewnym sensie niewygodna, chyba wolałabym uznać, że nic nie mogę zrobić – uśmiechnęła się ironicznie. – i poszukałabym sobie innych, bezpiecznych przyjaciół.
Lily spuściła wzrok. Siostra wciąż spoglądała na nią znad krawędzi swojej filiżanki.
- Widziałaś się z nim po powrocie z Hogwartu, prawda?
- Skąd wiesz?
- Widzieliśmy go z rodzicami, stał pod oknem salonu. A później nie było cię w pokoju, gdy zajrzałam, więc to oczywiste, że poszłaś za nim.
- Tak.
- Pogodziliście się?
- Nie.
- Więc po co było to spotkanie? – dopytywała się Tunia.
- Pożegnalny prezent – wzruszyła ramionami Lily. – Dał mi coś… coś na szczęście – uśmiechnęła się do siebie na wspomnienie buteleczki z płynnym złotem. – To chyba znaczy, że nie jest taki zły i że chyba nie chce zrobić mi krzywdy, co?
- Normalnie bym się zgodziła, ale nie wiem, co siedzi w głowie typom takim jak ty czy on. Ale skoro za nim łazisz po nocy i przyjmujesz prezenty, to chyba wciąż mu ufasz, co?
- Chyba… chyba tak.
Przez dłuższą chwilę Petunia milczała, najwyraźniej walcząc z nadmierną ciekawością.
- Powiesz mi wreszcie, o co się pokłóciliście?
- Ci nowi wspaniali koledzy – zadrwiła Lily. – Wyśmiewają się z niego i robią mu głupie żarty. Wkurzało go to. Mnie też wkurzało, więc jak raz stanęłam w jego obronie to nazwał mnie… w taki sposób, jak ta sekta do której próbują go zwerbować nazywa dzieciaki z normalnych rodzin. To u nas jest postrzegane jako obelga. Od tego czasu się do siebie nie odzywamy.
- Obraziłaś się, bo twoje ulubione zwierzątko cię podrapało gdy twoi nowi koledzy ciągnęli je za ogon? – zadrwiła Petunia. Lily zmarszczyła brwi i popatrzyła na nią z niesmakiem.
- Nigdy nie podejrzewałam ciebie o to, że mogłabyś stanąć po stronie Severusa Snape'a – stwierdziła gorzko.
- Nie stoję po jego stronie. Po prostu powoli zaczyna mi się robić trochę żal dzieciaka.
- Czemu?
Prawie już wypalony papieros znów powędrował do Petunii.
- Wiem jak to jest, kiedy ktoś, kogo lubimy nagle znajduje sobie całkiem nowy świat, do którego my nie mamy dostępu.
