Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do ry123red. Prawa do sagi, bohaterów należą do Stephenie Meyer.


Od autorki: Mam nadzieję, że nowy rozdział przyniesie równie entuzjastyczną odpowiedź, jak poprzedni!


Od tłumaczki: Nie mam nic więcej do dodania. Zaczynamy!


Poprzednio…

- Podwiozę Bellę do domu – powiedziała cicho z ewidentnym jadem w głosie i oczach, wiedząc, że Edward ją usłyszy. – Możesz spotkać się z nami w domu. Nie dbam o to, czy zabierzesz stąd swoje Volvo.

- Już jej powiedziałaś? – Edward spytał się, a ja chwilę poczekałam przed odpowiedzią.

- Nie, tak się składa, że jeszcze nic nie wie. Po prostu wiedziałam, że nie zniosę siedzenia obok ciebie tak, jak gdyby wszystko było w najlepszym porządku, jak gdybyś właśnie nie zniszczył naszego fałszywego małżeństwa – powiedziałam ozięble. Nawet nie musiałam na niego spojrzeć, by wiedzieć, że moje słowa spowodowały jego wzdrygnięcie się.

Kiedy dobiegłam do Rosalie, oplotła mnie swoją chłodną ręką, próbując pocieszyć. Udałyśmy się do samochodu.

W tym momencie pomyślałam, że może, z moją rodziną, wszystko będzie dobrze.


Rozdział 3: Jedna Noc, Jedna Pomyłka

Usiadłam na miejscu pasażera, odrętwiale patrząc się przed siebie. Czy naprawdę w ciągu dwudziestu czterech godzin zmieniłam się ze szczęśliwej mężatki w okropnie zdradzoną dziewczynę? Nawet myślenie o dostaniu rozwodu wydawało mi się surrealne. Czy naprawdę to się działo? Boże, nawet nie wiedziałam, że to możliwe, ale moje małżeństwo okazało się większym fiaskiem, niż małżeństwo moich rodziców.

- Wiem, że prawdopodobnie nie chcesz o tym rozmawiać, ale co się wydarzyło między waszą dwójką? – spytała zainteresowana Rosalie, przerywając ciszę, która trwała od momentu wejścia do samochodu.

Byłam wdzięczna, że od razu nie zaczęła zasypywać mnie pytaniami, ale też i wiedziałam, że pewnie zżerała już ją ciekawość. W końcu zdawałam sobie sprawę, że będę musiała wszystkim powiedzieć, dlaczego ja i Edward nie pędziliśmy ku wschodowi słońca, szczęśliwi po wieki wieków amen. Jeżeli miałam być ze sobą szczera, wiedziałam, że miałam względem nas zbyt wysokie oczekiwania. Co ja chciałam, żyć już na zawsze szczęśliwa? Moje życie obracało się wokół wampirów, na miłość boską.

- Sądzę, że będzie lepiej, jeżeli wszyscy razem się o tym dowiecie – w końcu odpowiedziałam.

Przytaknęła w zrozumieniu i przycisnęła pedał gazu.

- Naprawdę chcesz wiedzieć, co się stało, co nie? – powiedziałam, lekko się uśmiechając, kiedy blondynka już dawno przekraczała limit prędkości.

- Więc… tak, chcę wiedzieć, dlaczego zadzwoniłaś do mnie zalana łzami i dlaczego nie wybrałaś kogoś innego. Na przykład Alice czy coś w tym stylu – powiedziała, starając się brzmieć troskliwie. Wiedziałam jednak, że po prostu była zakłopotana i sfrustrowana, a ja nie mogłam jej za to winić.

Wiedziałam również, że Rosalie zauważyła, jak od razu zamarłam, a moje serce zabiło szybciej na wspomnienie Alice, ale nie dbałam o to. Już wkrótce dowie się o wszystkim.

- To odpowiada na część mojego pytania… - powiedziała, zdenerwowana.

- Czy Edward nas śledzi w drodze do twojego domu? – spytałam się, szybko zmieniając temat.

- Oczywiście. On naprawdę nie wie, kiedy należy pozwolić komuś na odrobinę prywatności – rzekła, a ja wiedziałam, że coś jeszcze pomyślała na jego temat między wersami.

Wyśmiałam go, przewracając oczami na stwierdzenie Rosalie. Istniała również i rzecz nazywana zbyt dużą przestrzenią, która, rzecz jasna, dzieliła mnie i Edwarda, a to doprowadziło go do przespania się z moją najlepszą przyjaciółką... poprawka. Aktualnie ex-najlepszą przyjaciółką. Edward powiedział, że zdarzyło się to w noc, w którą zostawił mnie samą w lesie. Gdzie podziała się wtedy cała reszta? Dlaczego akurat tej nocy Alice wybrała powrót do Forks? (Od autorki: W „Księżycu w Nowiu" reszta Cullenów wyniosła się przed Edwardem, który pozostał z tyłu, by zerwać z Bellą.)

Dlaczego los był aż tak bardzo przeciwny mnie i Edwardowi jako parze? Po pierwsze fakt, że byłam jego La Tua Cantante, jego śpiewaczką. Następnie tropił mnie James, zmuszając nas do separacji. Wtedy, chwilę po tym, zdarzyła się katastrofa na moim przyjęciu urodzinowym - Jasper stał się przytłoczony żądzą krwi i próbował mnie ugryźć, co zaskutkowało determinacją Edwarda, by się wynieść. I wtedy to całe nieumyślne zaprzyjaźnienie się z Jacobem i wilkołakami. Całkiem niedawno zaczęła się wojna rozpoczęta przez Victorię, gdzie główną rolę grała banda żądnych mojej krwi nowonarodzonych, co zagrażało mi i mojej rodzinie. No i oczywiście nie mogłam zapomnieć o Volturi, którzy życzyli sobie mojej zmiany w wampira oraz Edwarda w ich straży. Jak przez mgłę pamiętałam również, że Alice również należała do ich zachcianek. Może teraz obydwoje powinni tam dołączyć i stworzyć perfekcyjną, szczęśliwie ze sobą sypiającą parę, bez krzywdzenia otaczających ich osób?

- Bella? Bello, jesteś tutaj?

Potrząsnęłam głową w celu oczyszczenia myśli i skierowałam uwagę w stronę Rosalie, która patrzyła się na mnie z ewidentnym rozbawieniem na jej doskonałej twarzy.

- Wszystko w porządku? Byłaś całkiem cicho przez dłuższą chwilę – spytała się z troską w głosie.

- Po prostu rozmyślam – powiedziałam, pokrzepiająco się do niej uśmiechając. – Jest okej, naprawdę.

- Czy dobrze się czujesz z wyjawianiem tego ogromnego sekretu, który niewątpliwie tak bardzo cię skrzywdził? – zapytała, a ja zdałam sobie sprawę, że zaparkowaliśmy na podjeździe u Cullenów.

Mrugnęłam w szoku. Moje serce przyspieszyło i zaczęło kręcić się mi w głowie. Próbowałam coś odpowiedzieć, ale w moim umyśle panował chaos. Wszyscy tam byli, prawdopodobnie chcąc dowiedzieć się, dlaczego Edward i ja wcześnie wróciliśmy. Łącznie z Alice. Czy miała wizję związaną z Edwardem wyjawiającym mi prawdę? Czy była równie nieświadoma, jak każdy inny? No dobra, istniała tylko jedna droga, by się o tym dowiedzieć…

Wzięłam głęboki oddech i sięgnęłam po klamkę, jednak zanim dosięgnęłam celu, drzwi się otworzyły. Ignorując bladą, wyciągniętą, by mi pomóc rękę, wysiadłam z czerwonego samochodu.

- Niepotrzebnie – wymruczałam, mijając Edwarda. Wkroczyłam do domu Cullenów. Jeżeli myślał, że poprzez otworzenie pieprzonych drzwi mnie odzyska, grubo się mylił.

Rosalie w mgnieniu oka pojawiła się obok mnie i otworzyła drzwi. Wchodząc do przestrzennego domu, który nagle sprawiał wrażenie wypchanego i zatłoczonego, znalazłam się od razu w matczynym uścisku Esme.

- Bello, kochanie, słyszeliśmy o twoim telefonie do Rosalie. Mam nadzieję, że nic się nie stało – wyszeptała mi do ucha, na co zaschło mi w gardle. Ledwo się odsunęła, a już znalazłam się w innej parze ramion.

- Bellarina! Dlaczego tak szybko wróciłaś? Czy mały Eddie nie ściągnął spodni? – zażartował Emmett, mieszając mi we włosach po tym, jak postawił mnie na stopy.

- Nie całkiem – wymamrotałam. Coś wręcz przeciwnego sprowadziło mnie z powrotem do domu…

- Witajcie w domu – powiedział Carlisle wchodząc do pokoju, w dalszym ciągu w ubraniach roboczych. Podszedł do Esme i objął ją ramieniem.

- Bella! – zaskrzeczała zbiegająca po schodach Alice. Objęła mnie swoimi szczupłymi ramionami. Zamarłam, trzymając ręce po bokach. – Tak bardzo za tobą tęskniłam! Nie że się nie cieszę, że ty i Edward jesteście już z powrotem, ale dlaczego już teraz?

Nie potrafiłam wymówić ani słowa i tylko spojrzałam z nadzieją na Rosalie.

- Ludzie, przytłaczacie ją – wtrącił się Jasper, intensywnie się we mnie wpatrując, czytając moje emocje. Wszyscy nagle zamilkli. (Od autorki: Jasper mówi! Hehe.)

Wtedy, wyczuwając mój dyskomfort, Rosalie wskazała mi wolne przy niej miejsce. Chętnie wyrwałam się z ramion Alice i je zajęłam. Wszyscy poszli w nasze ślady i zasiedli w pokoju gościnnym. No, wszyscy prócz Edwarda, który pozostał, wmurowany w ziemię, przy wejściu. Sądzę, że w dalszym ciągu był w szoku z powodu zaistniałej sytuacji.

- Pewnie wszyscy zastanawiacie się, dlaczego ja i Edward tak szybko wróciliśmy – zaczęłam, mój głos już się powoli łamał. Przerwałam, zbierając siły. Po chwili kontynuowałam.

- Przejdę od razu do sedna sprawy. Edward i ja bierzemy rozwód – powiedziałam prosto z mostu, ignorując odgłosy zdziwienia i zmieszania, które spowodowane były moim twierdzeniem. – I – co bardzo mnie boli – nie będę dołączała do waszej rodziny – cicho skończyłam, mój głos pewny i zarazem pełny żalu.

- Nie rozumiem – powiedziała Esme, potrząsając głową. – Wszyscy bardzo cię kochamy, już jesteś częścią naszej rodziny. Co się stało?

- Bello, proszę… - Edward wykrztusił, zaskakując swoją rodzinę.

- A może ty chcesz im to powiedzieć? – spytałam z akcentem, zaciskając zęby w odpowiedzi na jego emocjonalną manifestację. Co dało mu prawo do takiego smutku? Jak mógł mieć czelność, by grać ofiarę?

Spojrzał na mnie z agonią w jego ciemnych, prawie czarnych, oczach.

- Och – powiedziała Alice, która załapała, co się dzieje, kierując na mnie jej wypełnione szokiem oczy. – Och, Bello.

- Co się tu, do cholery, dzieje? – Emmett nagle przerwał. Jego donośny głos spowodował, że podskoczyłam. Chwilę później zdałam sobie sprawę, że Esme była równie zdezorientowana i – raz w życiu – nie skrytykowała Emmetta za jego słownictwo.

Alice spojrzała na Edwarda z wyraźną paniką na twarzy, ale oczy Edwarda widziały tylko mnie.

- Dlaczego ich nie spytacie? – powiedziałam nagle, czerpiąc pewność siebie z reakcji Alice. Wyglądała na bardziej zmartwioną faktem, że jej rodzina wszystkiego się dowie niż tym, że ja już wiedziałam. Alice bardziej dbała o wyjawienie jej sekretu niż nasz związek jako siostry. To odkrycie samo w sobie było dla mnie jasne, że nasza przyjaźń już nigdy nie będzie taka sama. Czy raczej to, co z niej zostało.

- Edward – powiedział Carlisle surowym głosem. – Mów, co się stało.

- Wydarzyło się to po osiemnastych urodzinach Belli. Po tym, jak już opuściliście Forks. Po tym jak… skończyłem sprawy z Bellą. Wróciłem tutaj, by opłakiwać stratę mojej jedynej miłości – zaczął Edward, akcentując końcówkę zdania. – Kiedy tu byłem, wróciła również i Alice.

Wtedy Alice przerwała.

- Miałam wizję ciebie zostającego w Forks i rozważającego opcję udania się do Volturi – powiedziała, jej zwykle dźwięczny głos tym razem spięty. – Więc wróciłam, kiedy wszyscy polowali, by ci pokazać, że w dalszym ciągu miałeś rodzinę.

Pokazała mu trochę więcej, niż tylko to…

- Prawda. I wtedy Alice i ja zaczęliśmy rozmawiać. Ja na temat bólu związanego z opuszczeniem Belli.

- I ja na temat… mojej frustracji związanej z walczącym z wegetarianizmem Jasperem – skończyła Alice, patrząc przepraszająco na blondyna.

Jego oczy lekko się przyciemniły, ale pokrzepiająco ścisnął jej rękę, by w ten sposób wyrazić, że wybaczył jej za tą drobną, nie przynoszącą żadnych konsekwencji rzecz w porównaniu do tego, co oni zrobili.

- To wtedy popełniliśmy błąd. Jedna rzecz poprowadziła do innej i wtedy… zaczęliśmy się całować. Nie wiem, kto zaczął ale… ale po prostu się stało – Edward powiedział w takim pośpiechu, że prawie go nie zrozumiałam.

Nie mogłam znieść zarówno jego widoku, jak i widoku Alice, więc wzrok wbiłam w podłogę. To jeszcze nie był koniec historii…

- Nie skończyliście na tym, czyż nie? – zgadł Jasper, jego twarz bez wyrazu. To nie było pytanie, tylko bardziej stwierdzenie faktu.

- Jazzy, tak bardzo mi przykro… - wypaplała Alice. – Nie wiem co się stało. Znaczy się nie miałam pojęcia, co ma się wydarzyć, żadnych wizji, czy czegokolwiek. Po prostu oboje byliśmy bardzo przygnębieni i zawiedzeni i szukaliśmy komfortu…

- Jak wiele razy? – przerwał jej Jasper, zabierając od niej rękę. – Jak często zdradzałaś mnie z moim bratem?

- To była tylko jedna noc… ale więcej niż raz – wyznała, jej głos wypełniony skruchą i obawą. – Ale kocham tylko ciebie Jazzy, wiesz to! To była tylko chwila naszej słabości. I chciałabym, żeby ta sytuacja się nigdy nie wydarzyła.

- Ona mówi prawdę, Jasper. To wszystko, co się wydarzyło, przyrzekam – wtrącił Edward, w końcu wkraczając do pomieszczenia, gdzie reszta Cullenów siedziała w szoku.

Głośny trzask odbił się echem po pokoju. Edward znalazł się na ziemi z ręką na jego szczęce, a jego oczy wyrażały szok. Czy właśnie Jasper uderzył Edwarda? Zwróciłam oczy na blondyna, wzdrygając się w szoku. W tej chwili Jasper naprawdę wyglądał jak wampir.

- Dlaczego, Edwardzie? Możesz mi odpowiedzieć? Dlaczego spałeś z Alice? – rozkazał Jasper, prawie warcząc, nie mogąc powstrzymać wściekłości.

- Po prostu stało się! Przepraszam, że to była ona, ale nie mogę cofnąć przeszłości – odparł młodszy z nich, przyjmując pozycję obronną.

Jasper zawarczał w odpowiedzi na jego żałosne wymówki i wtedy Carlisle zadecydował o interwencji.

- Chłopaki! Wiem, że emocje buzują, ale ostatnią rzeczą, jaką tu chcemy, jest bójka – powiedział, stając między braćmi.

Nie zdałam sobie sprawy, że płaczę, dopóki nie poczułam wokół siebie rąk Esme.

- Shh, jest okej, Bello. Coś na to poradzimy.

- Bello ja… - Edward zaczął.

- Nie – przerwał chłodno Jasper, a jego spojrzenie, gdyby to było możliwe, mogłoby zabić. – Jak śmiesz odzywać się do niej po tym, co zrobiłeś?

- To nie twoja sprawa – kłapnął Edward, czyniąc krok w moim kierunku.

- Co dotyczy Belli, dotyczy i nas – powiedział Emmett, wstając z siedzenia obok Rosalie. – Ona również jest częścią rodziny.

Oczy Edwarda przeskoczyły na Emmetta i, najwyraźniej decydując, że nie może wziąć na siebie dwóch wściekłych wampirów, z warkotem wydostał się z pokoju, z wampirzą szybkością kierując się do lasu.

- Dziękuję – powiedziałam z wdzięcznością moim dwóm obrońcom.

- Kiedy tylko byś chciała. Zawsze i wszędzie, mała siostrzyczko. Nikt cię nie skrzywdzi bez ponoszenia konsekwencji – powiedział Emmett, targając mi włosy.

- Nie martw się, Bello, nie zostawimy cię – rzekł nagle Jasper, przykuwając moją uwagę.

- C- Jak? – wydukałam, a moje policzki się zaróżowiły. Jak mógł tak łatwo mnie czytać? – A tak, jesteś empatą.

Jego miłe spojrzenie napotkało moje. Potrząsnął głową.

- Wszystko było wymalowane na twojej twarzy. Strach przed porzuceniem.

Patrzyliśmy się na siebie przez kilka sekund.

- Czy chcesz jechać do domu? – spytał się Carlisle, jego głos szczery i żałujący.

Rozważyłam ten pomysł. Co ja będę robić w domu? Tylko z Cullenami czułam się kompletna i kochana. Akceptowali mnie taką, jaka jestem i zaprosili do ich domu, do ich rodziny. Jak mogłam to wszystko porzucić?

- Nie.

- Jesteś tu mile widziana – powiedziała Esme. – Idź do góry i odpocznij sobie.

- Możesz po prostu iść do pokoju Edwarda i… och – ucichła Rosalie.

- Może zostać w moim pokoju – zaoferował Jasper przed zwróceniem się do mnie. – Czy będzie ci to pasowało?

Przytaknęłam w zgodzie i ruszyłam za nim na piętro. Byłam zszokowana jego nagłą decyzją, jego byciem miłym w stosunku do mnie. Znaczy się, Jasper nigdy nie był nieprzyjemny czy coś w tym stylu, ale nigdy nie byliśmy ze sobą blisko. Głównie z powodu Edwarda, który uważał, że był on za bardzo nierówny, aby przebywać w jego pobliżu.

- Bello, czy mógłbym zadać ci pytanie? – spytał się Jasper, gdy powoli odpływałam.

- Hmmm?

- Dlaczego nie chciałaś iść do domu? Prędzej pomyślałbym, że chciałabyś uciec stąd jak najdalej – zapytał, zainteresowany.

- Nie chcę, by Charlie widział mnie w takim stanie. Już wystarczająco przeze mnie przeszedł, kiedy odeszliście – powiedziałam śpiąco.

- Bella. Jedyne, co się teraz liczy, to zajmowanie się tobą – powiedział skonsternowany Jasper.

- A co z tobą? – rzekłam cicho, zanim poddałam się senności i odpłynęłam.


Od autorki: Okej, ale to był długi rozdział! Uznajcie to za podziękowania ;)

Zeszłej nocy w końcu rozwikłałam, co zrobię z tą historią. Wszystko jest zaplanowane i jestem podekscytowana! Jedyne, co mogę wam powiedzieć to to, że będzie to Bella&Jasper wersja „Przed Świtem". Coś w stylu "co by było, gdyby Bella i Edward ze sobą zerwali", co oznacza, że szykują się drastyczne zmiany w głównych wątkach; tak więc nie będzie to dokładnie „Przed Świtem", ale będzie trochę podobieństw.

Dziękuję za czytanie!


Od tłumaczki: Uff, najdłuższy jak na razie rozdział, jaki napisałam. Dziękuję za wejścia, komentarze, każde zainteresowanie! Bardzo to doceniam i miło mi czytać i widzieć, że komuś się moja praca podoba. Poważnie. Dlatego ja również w nagrodę tak szybko publikuję ten rozdział :) Z kolejnymi… kto wie. Do następnego i zapraszam do czytania!