Rozdział IV
Wielka Sala przez wakacje świeciła pustkami. Nie było uczniów, którzy zapełniliby cztery stoły, ani zbyt wielu nauczycieli. Większość grona pedagogicznego korzystała z przerwy i wracała do swoich rodzinnych domów, bądź też wybierała się za granicę.
W tym roku w zamku zostali tylko Albus Dumbledore, Minerwa McGonagall, Severus Snape i Hermiona Granger. Nie było nawet Hagrida, który pojechał do Francji już tydzień temu. Jego związek z Olimpią kwitł, a półolbrzym chodził cały w skowronkach.
Hermiona weszła do Wielkiej Sali. Lekko zaskoczył ją widok pomniejszonego stołu nauczycielskiego. Jeszcze wczoraj, kiedy wybrała się na spacer w celu zapoznania się z zamkiem, stół był duży i stał na podeście. Teraz został zmniejszony do standardowych rozmiarów i stały przy nim tylko cztery krzesła. Dwa zajmowali już dyrektor i nauczycielka transmutacji.
- Dzień dobry, Hermiono – powiedział Albus i uśmiechnął się do dziewczyny. – Jak się spało?
- Dzień dobry – odparła. – Bardzo dobrze, łóżko i całe kwatery są wspaniałe. – Młoda kobieta usiadła przy stole obok Minerwy. Wzięła kromkę chleba i zaczęła smarować ją wiśniowym dżemem, kiedy do pomieszczenia wszedł Severus Snape. Przywitał się skinięciem głowy i usiadł na wolnym miejscu.
Podobnie jak wczoraj, miał na sobie białą koszulę, czarną kamizelkę i spodnie. Długie, czarne włosy sięgały mu łopatek i były luźno puszczone tak, że przy każdym ruchu lekko falowały. Wszystko to Hermiona zobaczyła kątem oka, nie chciała, by powtórzyła się wczorajsza sytuacja. Niechybnie spłonęłaby rumieńcem.
- Jakieś plany na dziś, Severusie? – zagadnął Dumbledore smarując jednocześnie kromkę marmoladą.
- Te same co zawsze – odparł młodszy mężczyzna, nawet nie spoglądając na dyrektora.
- Ależ mój drogi, nie zapominaj, że masz gościa – ciągnął Albus, a Snape o mało co nie zakrztusił się kawą. JA mam gościa? - Na pewno masz już przygotowany rozkład dnia…
Tak, zacznę od utopienia cię w Wywarze Żywej Śmierci, pomyślał Mistrz Eliksirów, ale uśmiechnął się ironicznie do starszego czarodzieja, którego oczy świeciły dziwnym blaskiem. To nie spodobało się czarnowłosemu mężczyźnie.
- Zapoznałeś już Hermionę z jej obowiązkami? – zapytała Minerwa, a Severus odłożył na talerz kromkę ciemnego pieczywa. Dziś chyba nie dane mu będzie zjeść śniadanie.
- Nie miałem jeszcze okazji.
- Więc najwyższa pora by to uczynić. Im szybciej weźmiecie się do pracy, tym większe prawdopodobieństwo zrobienia eliksiru, który pomoże Hermionie odzyskać pamięć…
Snape słuchał McGonagall i zastanawiał się jak ktoś taki został wicedyrektorem. Chociaż Albus jako dyrektor wyjaśniał wszystko.
Czas nie ma nic do rzeczy w warzeniu nowych mikstur, w tej trudnej sztuce chodzi przede wszystkim o odpowiedni dobór składników, otwarty umysł, wyczucie i intuicję. Stworzenie lekarstwa może udać się już za pierwszym razem. Albo wcale.
Severus spojrzał na młodą kobietę siedzącą obok niego, wzrok miała utkwiony w Minerwie i chyba myślała o tym samym co on, gdyż czoło miała zmarszczone a między brwiami pojawiła się maleńka zmarszczka. Mężczyzna uśmiechnął się w duchu, dobrze pamiętał ten wyraz twarzy.
- Chyba żartujesz!
- Język, Granger! Nie przypominam sobie, byśmy przeszli na ty.
Hermiona prychnęła z oburzenia. – Myli się pan.
- W czym?
- Mugoloznawstwo jest potrzebnym przedmiotem.
- Granger, czy choć przez chwilę mogłabyś posłuchać mnie uważnie? Czy gniazdo na twojej głowie całkowicie zakłóca odbiór? I nie zapowietrzaj się tak, nie mam ochoty na udzielanie ci pierwszej pomocy.
Dziewczyna zmrużyła oczy, a między brwiami pojawiła się pojedyncza zmarszczka.
- Słuchałam pana – odparła, jednocześnie skanując umysł w potwierdzeniu czy aby na pewno czegoś nie pominęła.
- Gdyby tak było, to teraz nie zarzucałabyś mi mówienia takich głupot. I nie przerywaj mi! – Hermiona od razu zamknęła usta. – Nie lubię się powtarzać, ale jak widzę, będę musiał zrobić wyjątek dla Niedosłyszącej-Panny-Wiem-To-Wszystko. Powiedziałem, że czarodzieje, którzy wychowali się wśród mugoli zazwyczaj nie potrzebują tego przedmiotu. Wiem co mówię, bo uczęszczałem na te zajęcia a jak wiesz, mój ojciec był mugolem.
- Ale…
- Ale co? Twój pęd do wiedzy jest godny podziwu, naprawdę. Ale nie możesz być najlepsza we wszystkim, nie możesz wiedzieć wszystkiego lepiej, tak nie można… Czemu tak mi się przyglądasz?
- Czy pan właśnie mnie pochwalił? – Na policzkach dziewczyny pojawiły się lekkie rumieńce. Takiej reakcji Severus nie oczekiwał. Uśmiechnął się więc ironicznie, tak jak tylko on potrafił, po czym nachylił się, tak że ich twarze dzieliły centymetry.
- Ja nie chwalę, Granger. Najwidoczniej znów nastąpiło zakłócenie w odbiorze.
Ta drobna sprzeczka miała miejsce podczas siódmego roku Hermiony w Hogwarcie. Albus rozdzielał zadania dla członków Zakonu Feniksa i Hermiona, jako uczennica uzdolniona we wszystkich przedmiotach i jako jedyna potrafiąca uwarzyć Veritaserum, została przydzielona Severusowi do pomocy. Miała razem ze swoim nauczycielem warzyć eliksiry dla Zakonu. Mistrz Eliksirów dobrze pamiętał pierwsze tygodnie ich współpracy. Toczyła się nieustająca wojna, gdyż jak się okazało panna Granger nie była tak potulną Gryfonką za jaką ją wszyscy uważali. Podczas ich dyskusji lubiła mieć ostatnie słowo, co silnie kontrastowało z uczuciami Snape'a, który pod tym względem był taki sam. I nawet nie wiedzieć kiedy obopólna nienawiść zamieniła się najpierw w tolerancję, szacunek a potem przyjaźń, której kulminacyjnym momentem był… Stop! Tego nie będziesz roztrząsał.
.::.
Hermiona zapukała w masywne drzwi do pracowni Mistrza Eliksirów. Chwilę potem rozległo się stłumione „wejść" i kobieta nacisnęła klamkę. Pierwszym co ujrzała był kociołek stojący na środku pracowni, z którego buchały kłęby pary.
- Długo będziesz tam stać, panno Granger? – Czarownica drgnęła na to niespodziewane pytanie. Spojrzała w prawo skąd dobiegał głos. Przy biurku, na którym leżały różne książki siedział Severus i niedbale przerzucał stronice opasłej księgi oprawionej w czarną skórę. Nie musiał podnosić wzroku, by wiedzieć kto nadal stał w drzwiach. – Czy muszę się powtarzać, by dotarło do pani to, co przed chwilą powiedziałem?
- Nie, ja…
- Świetnie. – Zatrzasnął książkę i spojrzał na byłą Gryfonkę. – Jak widać znów będę musiał przechodzić przez to samo. Siadaj!
To polecenie poskutkowało natychmiast. Hermiona czuła respekt do tego człowieka, nie wiedziała jednak skąd on wynikał. Nie wiedziała jakie stosunki między nimi panowały, ani co on o niej myślał i myśli. Od wyjaśnienia tych kwestii chciała zacząć dzisiejsze spotkanie, ale jak widać jej towarzysz miał inne plany.
Zamknęła drzwi i usiadła na krześle stojącym naprzeciwko Snape'a. Odruchowo wygładziła granatową spódnicę i spojrzała na swojego rozmówcę. Wydawał się spięty i patrzył na nią dziwnym wzrokiem. Takim jak drapieżnik na swoją ofiarę. Hermiona poczuła ciarki na plecach, które pogłębiły się, gdy mężczyzna przemówił jedwabistym głosem. Takiego tonu jeszcze u niego nie słyszała.
- Oboje wiemy dlaczego pani tu przebywa…
- Hermiona. Wolałabym gdyby używał pan mojego imienia. – Severus uniósł brew, nie przywykł by mu przerywano. – Oczywiście jeśli panu to nie odpowiada…
- Nie ma problemu… Hermiono. – Tym razem to mężczyzna nie pozwolił jej dokończyć. Już zapomniał jak melodyjnie brzmiało jej imię, którego tak długo nie wymawiał. – Rozumiem, że w twoim interesie leżało to, byś mogła zwracać się do mnie po imieniu.
- Nie. Naprawdę, ja…
- Jestem honorowym człowiekiem i nie poniżam ludzi, którzy okazują mi szacunek. Nie widzę zatem problemu w tej ukrytej propozycji. Skoro ja mam się zwracać do pani po imieniu, niech pani robi to samo w stosunku do mnie. Sądzę, że to ułatwi też naszą współpracę.
Nawet nie wiedział czemu jest taki uprzejmy. To było do niego niepodobne, zachowywać się ten sposób. Już dawno nauczył się nie ulegać emocjom, a mimo to do głowy nie przychodziło mu żadne sensowne wytłumaczenie jego zachowania. Najwidoczniej obecność tej kobiety tak na niego działała, znowu. Po tylu latach nadal potrafiła wskrzesić jego ludzkie oblicze.
.::.
Księżyc w pełni był doskonale widoczny na granatowym, usianym gwiazdami niebem. Jego blask oświetlał błonia Hogwartu, zalewał także sypialnię Hermiony. Młoda kobieta leżała na łóżku i wpatrywała się w ziemskiego satelitę. Obok niej leżała książka, z którą miała się zapoznać – Najsilniejsze lecznicze eliksiry. Nie potrafiła się jednak skupić na tekście, gdyż jej myśli wciąż krążyły wokół lochów i mieszkającego w nich mężczyzny.
Jej pierwsze spotkanie z nim, sam na sam, po początkowych trudnościach przebiegało bez problemów. Severus wyjaśnił jej na czym będzie polegała ich współpraca oraz opowiedział pokrótce o eliksirze, który będzie ich priorytetem. Mikstura, która ma przywrócić jej pamięć. Hermiona doskonale zdawała sobie sprawę z jak trudnym wyzwaniem przyjdzie im się zmierzyć. Amnezja nie objęła jej magicznej wiedzy, doskonale pamiętała to, czego się nauczyła. Jednak ta wiedza, teraz nie napawała optymizmem. Wynalezienie eliksiru o takiej mocy graniczy z cudem. Severus był z nią szczery i była mu za to wdzięczna. Nie mamił jej obietnicami, że wszystko pójdzie po ich myśli. Wręcz przeciwnie, wolał przygotować ją na najgorsze niż rozpalać nadzieję, która potem mogła przynieść rozczarowanie.
Hermiona zamknęła oczy chcąc przypomnieć sobie jego twarz. Pierwsze co ujrzała to oczy niczym bezdenne tunele, czarne jak onyks. Czarownica zdawała się topić pod ich intensywnym spojrzeniem. Działały na nią hipnotyzująco, podobnie jak jego głos – głęboki i jedwabisty. Aż dziw, że wytrzymała w jego pracowni tyle czasu.
- Czemu on tak na mnie działa? – Pytanie uleciało w mrok, a kobieta odwróciła się plecami do okna z nadzieją na zbawienny sen.
.::.
Severus Snape siedział na łóżku w sypialni i wpatrywał się nieobecnym wzrokiem w ścianę naprzeciwko. Myślał. Ostatnio robił to bardzo często i, o dziwo, jego myśli krążyły wokoło jednej osoby.
- Jesteś idiotą – rzekł z mocą i machnięciem różdżki zgasił światło w pokoju. Nie położył się jednak do łóżka. Gdyby teraz to zrobił, niechybnie męczyłby się przez całą noc. Jego wyobraźnia była okrutna.
Nie powinien myśleć o Hermionie. Zamknął ten rozdział dawno temu i nie zamierzał otwierać go na nowo. Sam tego chciał. Wtedy. Robił wszystko, by tak się stało i dopiął celu. Nie bawił się w słodkie słówka i przeprosiny, łgał, byle tylko odeszła, by go zostawiła. Im szybciej tym lepiej, dopóki jeszcze nie był do niej tak przywiązany… Kolejne kłamstwo. Usidliła jego uczucia już na początku, a marne próby wyrwania się z tych więzów kończyły się jeszcze silniejszym ich zaciskaniem. Przepadł. Tego był pewny. Zdawał sobie z tego sprawę za każdym razem, kiedy na niego spojrzała, kiedy uśmiechała się, kiedy wkładała swoją drobną dłoń w jego. Kiedy szeptała, że kocha go takim jaki jest, z jego przeszłością, czynami - wierzył jej. Pierwszy raz w życiu czuł się chciany, czuł że ktoś go potrzebuje i pragnie.
Jednak szczęście nie leżało w naturze Severusa, było zbyt idealne. Należało zakończyć całą tę farsę.
Teraz też tak będzie. Został wmanewrowany w cały ten teatrzyk Dumbledore'a, ale on nie da się już podejść. Nadal będzie Naczelnym Postrachem Hogwartu, który nie jest miły dla nikogo. Skoro Hermiona zdecydowała się, by mieszkać w zamku i z nim pracować, niech przygotuje się na męki. Nie będzie jej nadskakiwał, będzie traktował ją jak zwyczajną osobę. Żadnych spoufaleń, tylko praca nad eliksirem.
