Zawsze nienawidziłem swojego brata. Był starszy, lepszy w Quiditchu, bardziej podobał się dziewczynom, był popularny i wszystko w życiu uchodziło mu na sucho. No, może poza decyzją o tym, by strażnikiem tajemnicy domu Potterów został Pettigrew, który zaraz wszystko wyjawił Czarnemu Panu.
Nie powinno mnie to obchodzić. Mój Pan jest szczęśliwy, poleje się krew. Moi rodzice cieszą się, gdy Pan jest szczęśliwy. Tak bardzo pragnęli by choć jeden z ich synów zachował się jak na Blacka przystało i walczył w obronie czystości krwi. Gdy teraz na mnie patrzą, widzę rozpierającą ich dumę. Z całej tej radości matka zdecydowała się obejrzeć dziś album z moimi zdjęciami z dzieciństwa. Syriusz takiego nie ma, matka wszystkie spaliła gdy okazało się, że trafił do Gryffindoru. Cieszyłem się, sądząc, że żadne świadectwo jego wyższości nade mną nie przetrwało. Nie miałem racji. Wśród wielu zdjęć moich i rodziców zobaczyłem jedno, na którym był. To było zdjęcie matki i kuzynki Bellatriks, która też służy Naszemu Panu. Syriusz był na nim w tle, uchwycony przypadkowo. Spod jego już wtedy długich włosów zobaczyłem kawałek swojej twarzy.
I wtedy sobie przypomniałem. To był dzień, kiedy mała Bella będąc u nas w odwiedzinach zachciała się bawić moją nową miotłą. Dostałem ją zaledwie dzień wcześniej i nie miałem zamiaru jej na to pozwolić. Ona jednak nie była przyzwyczajona do odmowy, użyła więc paru zaklęć z rodowego repertuaru Blacków. Była na drugim roku, ja miałem dziesięć lat i jeszcze nie miałem własnej różdżki. Nie miałem jak się obronić.
Po wszystkim matka zganiła mnie za słabość i zapozowała do zdjęcia z Bellatriks. To Syriusz wyleczył spore rozcięcie na brzuchu i siniaki na plecach.
To Syriusz, ten sam, którego tak sumiennie nienawidziłem przez ostatnie lata. Mój starszy brat, którego rodzice się wyrzekli. Mój brat, który się o mnie troszczył. A teraz jego przyjaciel może zostać zabity przez Czarnego Pana. Nie mogę na to pozwolić. Nie, nie pozwolę na to.
