Rozdział III, składa się z Rozdziału IV i Rozdziału V z bloga.
Rozdział III
Całe życie mnie okłamują
Harry Potter był w szoku. Nie rozumiał jak to wszystko, o czym mówił Mathew, mogło być prawdą. Jego matka nie mogła zdradzić ojca z Syriuszem. Przecież obaj mężczyźni byli przyjaciółmi. Tak nie postępują przyjaciele, ewentualnie wrogowie, ale nigdy przyjaciele. Zresztą, to tak, jakby on zabrał Hermionę Ronowi. Wiedział, że czegoś takiego kumpel w życiu by mu nie wybaczył. Chłopiec przygryzł lekko wargę. Mie miał pojęcia co robić, a to był odruch bezwarunkowy w takich sytuacjach.
– To niemożliwe, przecież Syriusz powiedziałby mi o tym – wyrwało mu się w końcu, kiedy usłyszał własne słowa, sam się zdziwił jak żałośnie one brzmiały.
Chłopak nie mógł już dłużej powstrzymywać łez. Wszystkie jego ideały okazały się kłamstwem. Dopiero teraz zorientował się, na jak marnych fundamentach je postawił, co było bolesnym rozczarowaniem.
– Prawdopodobnie sam nie wiedział. – Usłyszał po chwili Harry. Spojrzał na Mathew, jego twarz jednak niczego nie wyrażała. Nastolatek od razu zrozumiał, że mężczyzna próbuje go pocieszyć, pomimo iż sam jest szczęśliwy.
– Jak mógł nie wiedzieć, że jestem jego synem, a nie ta...Jamesa? – spytał bezradnie i zacisnął ręce w pięści.
– Podejrzewam, że właśnie dlatego Cat rzuciła zaklęcie adopcyjne. Zresztą, może nikt ci tego nie mówił, ale jej małżeństwo wcale nie było idealne. Z tego co wiem ona i James mieli wziąć rozwód – powiedział spokojnie Venir.
Oczy Harry'ego rozszerzyły się w szoku.
– Nie miałem o tym pojęcia – zaczął tak szybko mówić, że Mathew ledwie go rozumiał. – To wszystko przez Dumbledore'a! Pewnie powiedział wszystkim, aby mi o tym nie mówić dla mojego własnego dobra! – wrzasnął nagle, a jego w oczach pojawił się dziki blask.
– To całkiem możliwe, jednak nie powinieneś wykluczyć tego, że sami zdecydowali, iż jesteś za młody, aby wiedzieć o wszystkim – powiedział mężczyzna, zwracając tym na siebie uwagę Pottera. Ten zmrużył oczy, a potem westchnął i odwrócił wzrok.
– Może zrobimy ten test? – zapytał Harry Venira, żeby zmienić temat. Jednak nie dostał odpowiedzi, spojrzał na mężczyznę, a ten po prostu czekał. Przez chwilę chłopak marszczył brwi i dopiero po paru sekundach zorientował się, o co chodzi. – Może zrobimy ten test, wuju? – spytał ponowne i dostrzegł aprobatę w oczach krewnego.
– Jeśli czujesz się na siłach możemy go zrobić, Harry – odpowiedział i nawet lekko się uśmiechnął.
– Tak, zróbmy go... – rzekł wstając, a po chwili dodał– ...wuju.
– W takim razie nie ma na co czekać – stwierdził mężczyzna, po czym zaprowadził chłopca po przez korytarze do komnaty w podziemiach. Po zapaleni światła, nastolatek zobaczył kociołki z różnych metali, składniki, mikstury i nawet kilka słojów z dziwną zawartością. W całym pomieszczeniu rozchodził się dziwny zapach. – Witaj w pracowni eliksirów, mam nadzieję, że spędzisz tu trochę czasu w trakcie swoich wakacji, aby nadrobić chodź trochę zaległości. Zresztą chętnie ci w tym pomogę – powiedział Mathew, a Harry się skrzywił na samą myśl o eliksirach.
Venir tymczasem wziął z półki na prawo od drzwi jakąś misę, po czym podszedł do jednego z kociołków. Nalał z niego czerwonego eliksiru, po czym postawił naczynie na stole po środku pomieszczenia.
– Harry, podejdź tu – zawołał chłopaka, który natychmiast znalazł się we wskazanym miejscu. – Podaj mi rękę – powiedział, a dzieciak wykonał polecenie. Następnie Mathew wyjął różdżkę i muskając jej końcówką nadgarstek chłopca, wyszepnął zaklęcie: – Incido*. – Na skórze pojawiło się nacięcie, z którego zaczęła płynąć krew. Mężczyzna przesunął dłoń chłopca nad misę, żeby czerwona ciecz ściekła do niej. Parę sekund później ponownie wycelował różdżką na ranę i powiedział cicho: – Episkey**. – Nacięcie zniknęło, nie zostawiając po sobie nawet śladu.
– To już? – zapytał się Harry, niepewnie patrząc na ciecz w misie.
– Nie, jeszcze trzeba rzucić zaklęcie – odpowiedział Venir, po czym skierował różdżkę na naczynie: – Genuinus Aliquanto*** – powiedział, a eliksir zaczął bulgotać. Po chwili się uspokoił, a jego kolor powoli zaczął się zmieniać na czarny.
– Och... – wyrwało się Harry'emu, gdy zobaczył wynik ich badań.
– Zanim zaczniemy rozmawiać na temat tego, czego się dowiedzieliśmy, przenieśmy się do salonu. Tak będzie nam się lepiej rozmawiało – powiedział Mathew, a chłopak tylko skinął głową, co tym razem zostało mu to puszczone płazem.
Razem poszli z powrotem do salonu, gdzie zajęli takie same miejsca, jak poprzednio.
– Czy to znaczy, że będziesz chciał zdjąć ze mnie zaklęcie adopcyjne? – zapytał Harry mężczyznę, nie mogąc wytrzymać w ciszy, która między nimi zapadła.
– Tak, chciałbym. Jednak musimy to jeszcze omówić – odpowiedział, nie zwracając uwagi na to, iż chłopak zwrócił się do niego na ty.
– A co tu jest do omawiania? – zapytał się dzieciak i spojrzał zaciekawiony na Mathew, ten jednak nie odpowiadał. – Proszę pa... znaczy się wuju?
– Nie zapominaj tego, nie życzę sobie byś zwracał się do mnie na ty – powiedział, a po chwili odpowiedział na pytanie. – Zapewne domyślasz się, że miałoby to mieć pewne konsekwencje – widząc zdziwienie na twarzy siostrzeńca, tylko westchnął. – Zmiana twojego wyglądu wywołałaby spekulacje na temat twojego pochodzenia. Niedługo potem ujawniłaby się prawda na temat twoich rodziców. Dodatkowo narazisz się na dziwne spojrzenia znajomych oraz zszokowane Dumbledore'a i jego świty. Oczywiście, żeby tego uniknąć mógłbyś przyjąć nazwisko Syriusza, bądź moje i spróbować zacząć wszystko od nowa. To by się jednak wiązało z porzuceniem całej swojej przeszłości, a wątpię abyśmy w dwóch miesiące byli w stanie, aż tak cię zmienić. Na pewno zachowałbyś niektóre gesty czy odruchy – wytłumaczył Mathew.
– A gdyby się udało? Gdybym robił wszystko, co mi karzesz? – zapytał niepewnie chłopak, co prawda perspektywa porzucenia wszystkiego była dla niego nieco straszna, ale z drugiej strony dzięki temu mógłby uciec od wielu swoich problemów.
– Wiele zależy od ciebie. To ty musisz się zmienić, nie ja. Do tego koniecznie musiałbyś się nauczyć Oklumencji, inaczej niektórzy ludzie mogliby poznać cię po twoich wspomnieniach – stwierdził Venir i spojrzał na chłopaka niepewnie, po czym westchnął. – Istnieje też inne wyjście z tej sytuacji. Możemy poczekać ze zdjęciem zaklęcia, do czasu aż załatwisz wszystkie sprawy, abyś potem mógł po prostu zniknąć przed opinią publiczną – powiedział mężczyzna.
– Jeśli mowa o zabiciu Voldemorta, to raczej on zabije mnie – powiedział chłopak, odwracając wzrok, kiedy zobaczył jak Venir zacisnął nieco wargi na dźwięk wypowiedzianego przez niego imienia.
– Z takim nastawieniem na pewno mu to ułatwisz – rzekł Mathew, po czym położył chłopakowi rękę na ramieniu. – Jednak nie o tym rozmawialiśmy – zaznaczył.
– Tak, wiem, wuju. Tylko w tym przypadku, żaden wybór nie jest dobry. Porzucenie wszystkiego jest oczywiście lepszym wyjściem z tej sytuacji, ale mimo to… – Chłopak rozłożył ręce w bezsilności.
– Rozumiem. Pamiętaj jednak, że nie wszyscy zareagują naprawdę tak, jakbyś chciał. Już nie mówię o pochodzeniu, ale to, iż twoi rodzice pochodzą z jednych z najstarszych i najbogatszych magicznych rodów, nie wspominając o tym, że należy do ciebie również fortuna rodziny Potterów, który też nie jest mały – rzekł i zauważył zdziwienie na twarzy chłopaka. – Nie wiedziałeś? Doprawdy, czy oni nic ci nie mówili? – zapytał z niedowierzaniem Mathew.
– Nigdy nie sądziłem, że jestem tak bogaty – szepnął chłopak, a mężczyzna prychnął, aby ukryć swoje rozbawienie.
– Doprawdy myślałeś, że jesteś biedny tak jak na przykład rodzina Weasleyów – odpowiedział z ironią. Tak naprawdę Venir doskonale wiedział, że Harry Potter, Hermiona Granger i Ronald Weasley stanowią Świętą Trójcę Hogwartu. Powiedział mu o tym Severus, który po prostu uwielbiał na nich narzekać. Dlatego celowo wspomniał o rodzinie rudowłosego przyjaciela Złotego Chłopca.
– Oni są, aż tak biedni? – usłyszał nagle pytanie dzieciaka.
– O tak. To jedna z najbiedniejszych rodzin czystokrwistych, nie dziwię się, że tak się trzymają Dumbledore'a. Pewnie mają nadzieję, iż dzięki temu coś zyskają. Zresztą nie wiem czy wiesz, ale kiedyś byli całkiem bogaci. Dopóki jeden z ich przodków nie przepuścił wszystkiego w karty. Notabene grał wtedy z Malfoyami, to stąd ta nienawiść między tymi dwoma rodami – odpowiedział, sprawiając, że Harry zamarł. – Widzę, iż nie miałeś pojęcia i o tym. Nic dziwnego, ta sprawa jest raczej znana tylko w kręgach czystokrwistych i bogatych czarodziei. Powstało nawet kilka powiedzonek, opierających się na tej historii, ale Weasleyowie, jak można się po nich spodziewać, starają się wszystko zatuszować, co jest całkiem naturalne w takiej sytuacji – dodał mężczyzna, rozkoszując się zdziwionym spojrzeniem siostrzeńca.
– Ja nigdy nie myślałem, że nienawiść między rodzinami Weasleyów i Malfoyów mogła się wziąć z takiego powodu – szepnął chłopak.
– A sądziłeś, że niby skąd się ona wzięła?– zapytał Mathew.
– Sądziłem, że to przez to, iż zawsze byli oni po przeciwnej stronie. No bo przecież Weasleyowie zawsze trafiali do Gryffindoru, a Malfoyowie do Slytherinu, a te dwa domy od zawsze ze sobą walczą – rzekł chłopak.
– No cóż, poprawię cię w jednym. Ta wojna nie trwała od zawsze, tylko od tej pamiętnej gry w karty – dopowiedział Venir z rozbawieniem.
– Czyli cała ta kłótnia między domami jest z tak prymitywnego powodu?– zapytał nagle poruszony Harry. – Przecież to głupie.
– Dobrze, że to zauważyłeś. Swoją drogą jak dobrze wiesz, Gryfoni zawsze popierają swoich, nie ważne czy mają rację czy nie, tymczasem Ślizgoni raczej zastanawiają się nad tym, do kogo jest się korzystniej przyłączyć. Dlatego właśnie powstały dwie opozycje. Nie wiem czy zaobserwowałeś, ale w tą wojnę między dwoma domami nigdy nie wtrącają się Krukoni, ani Puchoni. Oni raczej nie słyną ze szczególnej aktywności w walce, zamiast tego wolą spokój – stwierdził bezbarwnym głosem Mathew.
– Ty chodziłeś do Slytherinu, tak? – zapytał, ale szybko zauważył spojrzenie Venira. – Chodziłeś do Slytherinu, tak, wuju?
– Dokładnie tak.
– W takim razie, skąd znałeś moją mamę, wuju?
– Jestem od niej o dwa lata starszy. Kiedy Lily pojawiła się w Hogwarcie na swój pierwszy rok, ja właśnie byłem w trzeciej klasie. Poznaliśmy się w bibliotece, ona tak samo jak ja spędzała tam sporo czasu. Mogę powiedzieć, że się dogadywaliśmy całkiem nieźle, pomimo tego z jakich domów pochodziliśmy – powiedział Mathew.
– A znałeś wujku ta... Jamesa? – spytał chłopak, a Venir ledwo powstrzymał krzywy uśmiech, kiedy usłyszał pomyłkę siostrzeńca.
– Tak, znałem go, jak i resztę Huncwotów.
Powiedział prawdę. Nie zamierzał okłamywać chłopca.
– Znałeś ich? – zawołał chłopak, a potem szybko się poprawił pod spojrzeniem mężczyzny. – Znałeś ich, wuju?
– Oczywiście, a kto ich nie znał? Powiem ci jednak, że nigdy nie uważałem ich żartów za śmieszne. Często były one nieodpowiedzialne i mogły sprawić, iż osoba, na której je wypróbowywano spędzała kilka dni w Skrzydle Szpitalnym. Jednak najgorsze było to, że nigdy nie ponosili oni konsekwencji swoich czynów, zawsze puszczano im to płazem. Zresztą to dlatego drogi moje i Cat się rozeszły. Nie mogłem zrozumieć, jak ona mogła im przebaczyć to wszystko, co robili – powiedział cicho, po czym zamilkł, a jego spojrzenie stało się odległe.
– W takim razie skąd wiedziałeś, że ta... James z mamą mieli się rozwieść? – zapytał się niepewnie Harry, nie chciał przerywać mężczyźnie rozmyślania, ale jego ciekawość była zbyt silna.
– Powiedział mi o tym znajomy. Zresztą kilkakrotnie zachęcał mnie do tego, żebym z nią porozmawiał. Twierdził, że się zmieniła. Myślę jednak, iż nawet on nie podejrzewał, iż moja siostra mogłaby zdradzić Jamesa z Syriuszem – odpowiedział spokojnie, chociaż jego również rozpierała ciekawość, jak do tego doszło.
– Nie mógłbyś się dowiedzieć o tym czegoś więcej, wuju? – spytał Potter, jednak jedyną odpowiedzią jaką uzyskał było rozbawione spojrzenie Mathew. – Tak czy Nie? – zapytał się ponownie.
– Raczej tak, ale nie jestem pewien, czy powinienem się o to pytać. Przeszłość jest przeszłością i nic jej już nie zmieni, więc po co ja dodatkowo rozkopywać – odpowiedział, a Harry spojrzał ciekawie na mężczyznę.
– Skoro tak mówisz, wuju – niechętnie zgodził się Harry z Venirem, tracą nieco zapał.
– To, że ja nie chce szukać na ten temat informacji, nie znaczy, iż w przyszłości, ty nie będziesz mógł tego zrobić – oświadczył po chwili Mathew. – Wrócimy może do sprawy zaklęcia adopcyjnego. Podjąłeś jakąś decyzję?
– Ja nie wiem. Z jednej strony mam już tego wszystkiego dość i najchętniej zostawił swoje życie za sobą. Najchętniej bym im pokazał, że nic mnie nie obchodzą, przecież oni całe życie mnie okłamują. Jednocześnie są wśród nich osoby, na których mi zależy. Na przykład Remus – zobaczył, jak Mathew lekko się skrzywił – czy bliźniacy Weasley – dokończył mimo wszystko.
– Cóż, jeśli ci na nich zależy i uważasz, że nie zdradzą cię Dumbledore'owi, to zawsze możesz im powiedzieć prawdę – powiedział i nagle sobie o czymś przypomniał. – A co z tą twoją koleżanką... Hermioną, tak?– spytał, pamiętając o tym, iż nie powinien zdradzać, jak dużo wie o życiu chłopaka w szkole.
– Nie wiem czy mogę jej ufać, czy nie powie wszystkiego Trzmielowi – powiedział żałośnie Harry, a Venir podniósł brew zainteresowany.
– Trzmielowi? No, no, ładnie to się Złoty Chłopiec wyraża o dyrektorze – zaśmiał się mimowolnie.
– Nie nazywaj mnie tak. Mam na imię Harry, a nie Złoty Chłopiec czy Chłopiec–Który–Przeżył. Jestem tylko Harry.
Mathew lekko uśmiechną się do chłopaka, słysząc zrezygnowanie w jego głosie.
– Doskonale o tym pamiętam, Harry.
– To dobrze – powiedział dzieciak z ulgą.
Przez chwilę siedzieli w ciszy. Mathew przyglądał się chłopcu z ciekawością, nie byłoby tak, gdyby nastolatek od razu podjął decyzję, bez chociażby cienia niezdecydowania. Osobiście zamierzał pomóc mu, niezależnie od tego, co wybierze. Wiedział jednak, że dużo prościej byłoby, gdyby chłopak zdecydował się nie zdejmować zaklęcia. Mieliby wtedy mniej pracy. Tak jak mówił Harry'emu, nie wystarczy zmienić jego wygląd, aby inni wzięli go za całkiem inną osobę. Jeśli Potter podejmie ten krok, będą musieli poświęcić pełne dwa miesiące na pracę nad jego umysłem i ciałem. A i to mogło nie wystarczyć.
Tymczasem chłopak nie wiedział, jak ma postąpić. Doskonale zdawał sobie sprawę, że mężczyzna dawał mu wolną rękę, co do wyboru, ale pierwszy raz poczuł jak wielka odpowiedzialność spoczęła wraz z tym na jego barkach. Szybko do niego dotarło, iż sam będzie winien tego, co stanie się później. Jednak jakaś część jego cieszyła się z tego powodu, coś mu mówiło, że niezależnie od tego jakiego wyboru dokona, to przynajmniej sam dokona tej decyzji, bez manipulacji ze strony innych ludzi. – A co ty byś zrobił, wuju? – wyrwało mu się po chwili.
– Co ja bym zrobił? Dobre pytanie – powiedział mężczyzna, lekko przeciągając wyrazy, jakby dawał sobie czas do zastanowienia nad odpowiedzią. – Myślę, że wolałbym zacząć wszystko od początku. Może odpowiednie osoby powiadomiłbym o swojej zmianie, jednak tylko te zaufane. Całą resztę bym odtrącił. Brzmi to pewnie okrutnie, ale dla mnie wydaje się właściwe. Nie wiem jak ty, ale ja nie lubię fałszywych ludzi.
Harry nie zauważył, jak wiele kosztowało go, aby zachować spokój.
– Myślę, że masz rację, wuju – szepnął chłopak. Mimo swojej niepewności zapytał: – Jak wygląda zdjęcie zaklęcia adopcyjnego?
– Niezbędny będzie do tego eliksir. Niestety cały proces może być całkiem bolesny, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że jesteś pod jego wpływem od swoich urodzin, kto wie jak wiele zmian zaszło w twoim organizmie za jego sprawą. – Zauważył, że chłopak się krzywi. – Chciałbym powiedzieć, że potrafię temu zaradzić, ale byłoby to kłamstwem.
– Ale poza tym, wystarczy tylko jeden eliksir, aby odwrócić działanie zaklęcia? To takie proste?
– Tylko dlatego, że mam ten eliksir – odpowiedział mężczyzna chłodnym tonem.
– Jak to?
– Jest to jeden z najtrudniejszych znanych mi eliksirów. Gwarantuję ci, że jeśli przed siedemnastymi urodzinami, będziesz w stanie poprawnie go wykonać, to spełnię każde twoje życzenie – rzekł z szelmowskim uśmiechem.
– Dobrze, zrozumiałem. Czy mógłbym pomyśleć jeszcze o tym w samotności, wuju? – zapytał mimowolnie.
– Jak najbardziej. Popiołka zaprowadzi cię do twojego pokoju. – Wraz z jego słowami, pojawiła się skrzatka. – Przyjdź jednak za godzinę na kolację.
– Dobrze, wuju.
– Popiołka zaprowadzi panicza do pokoju – powiedziała skrzatka.
Harry skinął głową i ruszył za stworzeniem. Musiał sobie to wszystko przemyśleć. Nie za bardzo był przekonany, co do motywów mężczyzny. Jednak przede wszystkim martwiło go, że po raz kolejny z taką łatwością wyszła z jego ust zgoda na to wszystko, przecież pomimo, iż Venir powiedział mu o wielu rzeczach, nadal był obcym, którego znał ledwie jeden dzień.
Skrzatka doprowadziła go pod drzwi jego pokoju, po czym zniknęła, on tymczasem wszedł do środka. Dopiero teraz rozejrzał się po pomieszczeniu. Było duże, a nawet bardzo duże. Sypialnia dla chłopców w Hogwarcie była niewiele od niego większa. Ślizgońskie kolory sprawiły, że Harry mimowolnie pokiwał głowa na boki z rozbawienia. Na podłodze leżał puchaty, czarny dywan. W tym samym kolorze, na olbrzymich oknach, wisiały zasłony, które teraz zostały rozsunięte, aby do pomieszczenia dostało się światło z zewnątrz. Na ścianie naprzeciwko drzwi stało olbrzymie łóżko. Posłano je w zielono–srebrną pościel. Obok niego znajdowała się szafka nocna, a na prawo, tuż pod jednym z okien, olbrzymie biurko z szufladami. Nieopodal, po tej samej stronie co drzwi wejściowe, umieszczono półki z książkami. Nie zabrakło też kominka, dwóch foteli, stolika i małej sofy. Natomiast na lewo od łóżka, prowadziła para drzwi; jedne do łazienki, w której rano Harry brał prysznic, a drugie do garderoby.
Chłopiec niepewnie podszedł do drugiego pomieszczenia. Wszystkie ściany były całe w półkach i wieszakach, na których znajdowały się nowe, idealnie poukładane ubrania, a w jednym z kątów stało duże, pięknie zdobione lustro. Nastolatek mimowolnie uśmiechnął się, po czym wrócił z powrotem do swojego pokoju. Położył się na miękkim łóżku, uprzednio zdejmując buty. Jakimś dziwnym sposobem, pomimo że był tu dopiero jeden dzień, miał wrażenie, iż w jakiś sposób tu pasuje i mógłby tu zostać na stałe. Czuł się jak w prawdziwym domu, a nie jak w Hogwarcie czy u Weasleyów.
Jednak to uczucie sprawiło, że ponownie zaczął myśleć o swojej sytuacji. Pomimo, iż był już prawie zdecydowany na całkowitą zmianę tożsamości, znowu miał wątpliwości. Bo pomimo, że zawsze mógł powiadomić zaufane osoby o prawdzie, ale już nigdy nie będzie tak jak wcześniej. A nie wiedział, czy to doprowadzi go do lepszej przyszłości. Rozmyślając o tym, całkowicie stracił poczucie czasu, więc kiedy pojawiła się skrzatka, z niedowierzaniem spojrzał na zegarek.
Po kolacji, która upłynęła w ciszy, Harry poszedł z powrotem do swojego pokoju. Tym razem zajął miejsce w fotelu przy kominku, po czym ponownie pogrążył się w myślach. Coraz mniej wierzył w to, że wydarzenia tego dnia to prawda. Miał wrażenie, iż zaraz się obudzi i znowu będzie w swoim zagraconym pokoju w domu wujostwa. Cokolwiek jednak robił, wszystko wydawało się prawdziwe. Jednocześnie zdał sobie sprawę, że jego życie nawet po zmianie nie będzie gorsze od obecnego, a jest duża szansa, iż się polepszy. Dlatego był już całkowicie pewny tego, co jest lepszy, wyjściem z tej sytuacji. Powstrzymywał go tylko strach przed tym, jak bardzo będzie musiał zmienić się, żeby inni nie zorientowali się kim jest, a raczej był.
Przez całe życie pragnął tylko jednego. Mianowicie chciał być sobą, nie jakimś Złotym Chłopcem, tylko zwykłym uczniem ze zwykłymi problemami, z całkiem normalną rodziną. Tymczasem los chciał czegoś całkiem innego, a teraz wreszcie miał szansę dostać to, o czym marzył. Prawdopodobnie to sprawiło, że z taką łatwością zaufał Mathew, tak samo jak wcześniej Syriuszowi.
Po pewnym czasie z płuc Harry'ego wydobyło się westchnienie. Następnie wstał i ruszył w stronę drzwi. Ręce chłopca lekko drżały z obawy, jednak nie miało to znaczenia. Zdecydował i chciał poinformować o swoim wyborze wuja, zanim opuści go odwaga. Wyszedł ze swojego pokoju i szybkim krokiem przemierzył korytarze, aby stanąć przed progiem wejścia do salonu. Spodziewał się zobaczyć w nim mężczyznę i nie pomylił się.
Mathew siedział w swoim fotelu z kieliszkiem wina w jednej dłoni i książką w czarnej oprawie w drugiej. Kiedy chłopak wszedł do pomieszczenia podniósł wzrok znad lektury, aby po chwili z powrotem się w nią zagłębić.
– Zdecydowałem się, wuju – powiedział Harry, a jego głos lekko drżał z powodu emocji, jakie kłębiły się w nim.
– I jaką decyzję podjąłeś? – zapytał Mathew, odkładając książkę, a następnie zanurzył usta w winie.
– Chcę zdjąć to zaklęcie. Myślę, że powiem o tym kilku osobom, jednak najpierw musze przemyśleć, komu ufam na tyle, aby to zrobić.
Usta Venira ułożyły się w lekki ironiczny uśmiech.
– W takim razie będziesz musiał wypić ten eliksir – powiedział mężczyzna, po czym podniósł ze stolika małą buteleczkę. Kiedy Venir nim poruszył zaczęła mienić się różnymi kolorami. – Przyjdę do twojego pokoju za jakąś godzinę, wtedy ci go dam. Najlepiej zrobisz, jeśli przyszykujesz się wcześniej do snu.
Wstał ze swojego miejsca i postawił kieliszek z winem na stoliku. W zamian wziął do ręki książkę i skierował się w stronę drzwi.
– Dlaczego nie możesz mi go dać teraz? – zapytał Harry, ale momentalnie pożałował tego, gdy Mathew posłał mu ostre spojrzenie.
– Nie robię tego dlatego, że ci nie ufam, tylko ze względów na twoje bezpieczeństwo. Osoba, która zażyje ten eliksir, musi być pod stałą obserwacją – odpowiedział opanowanym głosem, a chłopak tylko kiwnął głową, nieco zawstydzony swoją niewiedzą. Chwilę potem Venir opuścił pomieszczenie i dzieciak uczynił to samo.
Potter postanowił zastosować się do polecenia wuja. Nie minęła godzina, gdy był gotowy do spania. Siedział w piżamie na łóżku i czekał na wuja. Całe jego wcześniejsze zdenerwowanie minęło podczas kąpieli. Za to pojawiło się całkiem inne uczucie. Była nim ciekawość. Harry zastanawiał się, jak będzie wyglądał po przebudzeniu oraz co jeszcze się zmieni. Pojawiło się też wiele innych pytań, lecz znikły wraz z miarowym pukaniem do jego drzwi.
– Proszę – zawołał i mimowolnie przełknął ślinę na widok mężczyzny w drzwiach.
– Mam nadzieję, że nie zmieniłeś zdania?
Mathew podstawił sobie krzesło, stojące koło biurka, obok jego łóżka.
– Nie. Nie zmieniłem zdania – odpowiedział Harry stanowczo.
– To dobrze. W takim razie zanim weźmiesz ten eliksir powiem ci jeszcze o kilku rzeczach związanych ze zdjęciem zaklęcia adopcyjnego – poinformował Mathew i uśmiechnął się lekko na widok zaciekawienia pomieszanego z niepewnością, które malowały się na twarzy siostrzeńca. – Pewnie sam się zorientowałeś, że musimy zmienić ci imię i nazwisko, a to będzie oznaczało, że twoje nowe JA nie będzie miało zaliczonych SUMów. W takiej sytuacji mamy kilka wyjść. Pierwsze jest najłatwiejsze, mianowicie nie pójdziesz do szkoły. – Zauważył, że chłopak chce coś powiedzieć. – Jednak zdaję sobie sprawę z tego, iż chcesz do niej iść. Według mojego drugiego pomysłu poszedłbyś po raz drugi na piąty rok. Chyba nie przypadł ci ten pomysł do gustu – stwierdził, gdy zobaczył, że chłopak zmarszczył brwi. – W takim razie zostaje nam trzecia opcja, zdecydowanie najtrudniejsza. Mianowicie w przeciągu półtora miesiąca musisz na tyle nauczyć się przedmiotów, aby zdać swoje SUMy tak, aby twój wynik nie wyróżniał się zbytnio od liczby uzyskanych punktów przeze mnie czy twoją matkę. A to nie będzie łatwe ani dla mnie, ani dla ciebie. Czeka nas multum nieprzespanych nocy i życie na eliksirach odżywczych oraz pobudzających. Myślę, że nie zaszkodzi ci też eliksir na koncentrację – zakończył mężczyzna, a Harry mimowolnie zadrżał na myśl o ilości pracy, jaka go czekała w najbliższej przyszłości.
– Jak mam zdać swoje SUMy w czasie wakacji? – zapytał chłopak po chwili ciszy. Nigdy nie słyszał o takiej sytuacji, aby ktoś zaiczał swoje egzaminy poza szkołą.
– Wyślemy prośbę do wydziały Nauki w Ministerstwie, żeby pozwolili ci zdać ten egzamin w dodatkowym terminie, ponieważ chciałbyś uczęszczać do szkoły ze swoim rocznikiem. Nie powinno być z tym problemu – odpowiedział Mathew, jednak myślami był całkiem gdzie indziej. – Zanim napiszę prośbę, wypadałoby, żebyśmy ustalili jak się nazywasz. A to z kolei będzie zależało od tego, co powiemy ludziom – dodał po chwili mężczyzna, spoglądając z powrotem całkiem przytomnie na Harry'ego.
– Jak to? – zapytał chłopak, a mężczyzna westchnął.
– W mojej rodzinie jest wiele tradycji, o których ja musiałem się nauczyć z dzienników. Jednak ludzie urodzeni w czystokrwistych rodach w pewnym stopniu je znają. Nawet jeśli powiemy prawdę, że jesteś synem Cat, to koniecznie twoim drugim imieniem musi być moje pierwsze.
– Czyli sprawę drugiego imienia mamy wyjaśnioną – stwierdził chłopak.
– To zależy, bo z kolei, jeśli uznamy, że chcesz udawać mojego syna to konieczne jest byś na pierwsze imię miał tak, jak ja na drugie – rzekł Mathew z ironicznym uśmieszkiem, a Harry po prostu zamarł.
– Czy więcej jest tych zasad odnośnie tego, co robić w jakiej sytuacji? – zapytał nastolatek słabym głosem.
– O, tak. Zasady dotyczą wszystkiego. Od tego co powinniśmy jeść do tego jakie kolory ubrań nosić na jaką okazje – odpowiedział mężczyzna z błyskiem w oku. – Dlatego właśnie ci powiedziałem, że czeka nas dużo pracy. Ty nie tylko musisz zdać SUMy ponadprzeciętnie, ale też czeka cię nauka wielu zasad odnośnie zachowania i tym podobnych – Mathew przyjrzał się badawczo nastolatkowi, siedzącemu przed nim i widocznie coś musiało mu się spodobać w spojrzeniu chłopaka, bo lekko uśmiechnął się. – Skoro jesteś pewien, to sądzę, że uporamy się z tym w trakcie tych dwóch miesięcy. Już się o to postaram, żeby nikt nie poznał w tobie Harry'ego Pottera. Możesz mi wierzyć, iż ja nie rzucam słów na wiatr.
Po skończeniu swojego wywodu wyciągnął rękę z eliksirem w stronę chłopca.
– Wszystko zależy od tego, jakie podejmiesz decyzje. A zastanów się dobrze czy wolisz być Złotym Chłopcem czy członkiem rodu Venirów?
Mathew doskonale wiedział, że gra na uczuciach swojego siostrzeńca. Już parę minut temu zauważył, iż chłopak znowu denerwuje się, a jego opanowanie odchodzi w niepamięć. Mimo wszystko wolał powiedzieć mu to teraz, niż czekać, aż dzieciak stanie przed faktem dokonanym. A wcale nie chciał mieć do czynienia ze wściekłym nastolatkiem. Tak samo nie miał ochoty pokazywać, jak wiele dla niego znaczy jego decyzja. Nie było już więcej Venirów, znaczyło to, że należeli oni do ostatnich z całego rodu. Co prawda on nadal mógł mieć potomstwo, jednak póki co nie zapowiadało się na to. Tymczasem Harry był synem jego zmarłej siostry i niezależnie od wszystkiego wiedział, że był zobowiązany do opieki nad tym dzieciakiem, aby mógł żyć tak, jak na to zasługuje. Mathew czuł, iż jest winien to Cat za odtrącenie, kiedy zaczęła chodzić z Potterem, a również za niezgodzenie się na bycie świadkiem na jej ślubie, pomimo trzykrotnej prośby. Teraz czekał spokojnie na decyzję dzieciaka. Co prawda ręka z eliksirem zaczęła mu trochę drętwieć, ale przecież to nie było teraz ważne.
Harry oddał się rozmyślaniu w tej samej chwili, co Mathew i pomimo, że mężczyzna uświadomił mu jak wiele będzie musiał się nauczyć, żeby nikt nie rozpoznał w nim jego samego, to nadal wiele rzeczy przemawiało za tym, aby się pozbyć zaklęcia. A o jednej z nich przypomniał mu wuj w ostatnim pytaniu. Tak, nigdy więcej nie chciał być nazywany Złotym Chłopcem czy jakimkolwiek innym przydomkiem. Co prawda zdawał sobie sprawę z tego, że tym razem będzie postrzegany przez pryzmat nazwiska, jednak to nie wydawało się aż tak straszne. I przynajmniej nikt nie będzie czyhał na jego życie dwadzieścia cztery godziny na dobę. Poza tym zostaje jeszcze jedna kwestia. Mianowicie Mathew ofiarował mu rodzinę. Nie całkiem normalną, ale jednak rodzinę, a zawsze pragnął mieć kogoś, kto będzie go wspierał. Może i mężczyzna wydawał się być złośliwy oraz lubił się z nim drażnić, jednak Harry nie znał go na tyle, aby go ocenić, ale mimo wszystko miał pewność, że w trudnej sytuacji pomoże mu, a nie, tak jak ciotka i wuj, odtrąci. Nagle chłopak zamarł, uświadamiając sobie coś. Coś bardzo ważnego jakby się nad tym chwilę zastanowić.
– Magiczna ochrona w domu Dursleyów była kłamstwem – szepnął cicho, a Mathew zmarszczył brwi.
– Słucham? O czym ty mówisz, Harry? – zapytał go, zabierając rękę z eliksirem z jego zasięgu.
– Dumbledore zawsze mi mówił, że muszę wracać do Dursleyów, ponieważ działa tam jakaś starożytna magia, opierająca się na poświęceniu mojej mamy i jej krwi. Ponoć byłem tam bezpieczny dzięki temu, iż w moich żyłach płynie ta sama krew, co u Dursleyów. A jeśli mama jest twoją siostrą, to nie może być spokrewniona z nimi, co znaczy, że... – W tym momencie chłopak zacisnął mocno zęby żeby nie krzyknąć, a w pokoju zaczęło się robić stanowczo za ciepło.
– Harry, spokojnie. Teraz będzie już wszystko dobrze. Trzmiel już nigdy więcej cię nie oszuka, a jeżeli nawet będzie chciał, to jako przykładny opiekun sprawię, że pożałuje tego do końca życia – powiedział do dzieciaka, zdziwiony jego nagłym wybuchem.
Przeczuwał, że w chłopaku musiało się nagromadzić dzisiaj wiele emocji, ale nie sądził, iż mogło ich być aż tyle. Musiał uspokoić nastolatka, bo inaczej wylecą w powietrze razem z dworkiem. Nie za bardzo wiedział, co zrobić, zdawał sobie sprawę tego, że słowa teraz nie dotrą do dzieciaka. Dość niepewnie usiadł na łóżku, po drodze odstawiając eliksir, który do tej pory trzymał w dłoni, na szafkę nocną, a następnie przygarnął do siebie chłopaka. Jakaś jego część na szczęście wiedziała, jak się zachować, za co dziękował Merlinowi.
– Ciii... Uspokój się... Zobaczysz, jeszcze będą żałować tego, co zrobili, kiedy znikniesz i nie zostawisz po sobie najmniejszego śladu. A teraz się uspokój, nie czas na sceny – szeptał, pomimo że sam nie mógł zrozumieć, dlaczego to robi, ale ważne, iż pomagało, bo po chwili temperatura w pokoju wróciła do normy.
Dzieciak w jego ramionach zaczął się delikatnie trząść, opierając swoją głowę na piersi mężczyzny i zaciskając ręce na jego koszuli. Mathew zrozumiał, dlaczego chłopak to robi dopiero, kiedy poczuł jak mokry materiał zaczął przyklejać mu się do skóry. Wiedziony jakimś impulsem mocniej przycisnął nastolatka do siebie. Tak naprawdę to jeszcze dziecko, tylko dziecko, pomyślał, ale wiedział, że nie do końca było to prawdą, bowiem ten chłopak walczył więcej razy z Voldemortem twarzą w twarz, niż wielu innych ludzi. Jednak najbardziej niezwykłe było to, iż pomimo tego pozostał normalny, a przede wszystkim żywy.
– Zobaczysz wszystko będzie dobrze. Zamieszkasz przez wakacje ze mną, a potem pójdziesz do Hogwartu. Ja zgłoszę się tam na nauczyciela i razem będziemy grali na nerwach Dropsowi. Wreszcie zobaczy jak to jest, kiedy ktoś cały czas nie traktuje cię jak należy, tylko opowiada bajki. – Znowu zaczął na swój sposób pocieszać Harry'ego, ale tym razem w odpowiedzi otrzymał delikatny chichot.
– Nie zostawaj nauczycielem Obrony, wuju – usłyszał po chwili cichy głos.
– A dlaczego niby mam nim nie zostać? – zapytał zadowolony z faktu, że chłopak się uspokoił.
– Ponieważ to przeklęta posada, a nie pozwolę ci tak szybko się ode mnie uwolnić, skoro chcesz mnie przyjąć do swojej rodziny – odpowiedział dzieciak, a Mathew prychnął, aby ukryć rozbawienie, a następnie odsunął go od siebie nastolatka.
– Już wszystko dobrze?
Co prawda Harry miał zaczerwienione oczy i lekko różowe policzki, ale oprócz tego na jego twarzy znajdował się szeroki uśmiech, a w oczach błądziły wesołe iskierki.
– Tak, wszystko dobrze, wuju – odpowiedział spokojnie. – Myślę, że możemy wrócić do powodu twojego przyjścia tutaj.
– Nie jestem pewien, czy dobrym pomysłem jest dawanie ci dzisiaj tego eliksiru. W końcu i tak wiele się wydarzyło. Możemy z tym poczekać do jutra.
– Ale sam powiedziałeś, że i tak mamy mało czasu, żeby mnie nauczyć tego wszystkiego, co muszę wiedzieć. Jesteś pewny, iż możemy sobie pozwolić na ten jeden dzień zwlekania, bez żadnego ważnego powodu, wuju? – zapytał Harry, a Mathew westchnął zrezygnowany.
– W takim razie, jeśli chcesz, ale ostrzegam cię, że to nie będzie przyjemne. – Podniósł buteleczkę z błyszczącym płynem i podał ją siostrzeńcowi. – Wypij cały, do ostatniej kropli.
– Dobrze, wuju – odpowiedział chłopak odkładając okulary na stolik, następnie wziął eliksir.
Ostrożnie otworzył go, po czym wypił cały, dokładnie tak jak mu zalecił Venir. Mikstura zaczęła działać. Buteleczka wyleciała chłopcu z dłoni i poturlała się po pościeli. Prawdopodobnie spadłaby na podłogę, gdyby nie złapał jej Mathew. Mężczyzna postawił ją na szafce nocnej, po czym usiadł na krześle obok łóżka. Jedyne, co mógł teraz zrobić, to czekać.
Tymczasem Harry czuł jak eliksir rozchodzi się po całym jego ciele. Najpierw było mu ciepło, a potem zaczęła się katorga. Jego mięśnie zaczęły się napinać do samych granic, co prawda nasilało się to stopniowo, ale na końcu było gorsze nawet od Crucio. Na domiar złego oczy chłopca piekły. Tak jakby je ktoś wypalał. Dzieciak zacisnął, więc mocno powieki, a po jego policzkach powoli zaczęły płynąć łzy. Niedługo potem zaczął rzucać się na łóżku i wrzeszczeć, przez swoją bliznę. Zaczęła bowiem go parzyć. Nastolatek nie wiedział, jak długo to trwało, dla niego były to dni. Jakaś część jego zaczęła żałować, iż zażył eliksir. Cały proces zdejmowania zaklęcia adopcyjnego był bolesny bardziej, niż wszystko to, co do tej pory przeżył. Mathew nie uprzedził go o tym. A może to zrobił, zapytał sam siebie, ale nie był na tyle przytomny, aby sobie przypomnieć. W pewnym momencie pomyślał, że mężczyzna jednak chciał go otruć, tylko czekał, aż będzie przytomny, aby móc oglądać większe widowisko. Jednak odepchnął tę myśl jak najprędzej, ponieważ był pewny, iż to nie może być prawda. Wijąc się na łóżku zauważył coś jeszcze. Ktoś położył rękę na jego czole. Była zimna i przyjemnie koiła ból blizny. Kiedy wreszcie wszystko się skończyło, odpłynął w objęciach Morfeusza do krainy snów.
Mathew odetchnął z ulgą, gdy Harry wreszcie przestał się rzucać. Opadł z powrotem na swoje krzesło, z którego wstał, żeby wesprzeć jakoś chłopca w bólu. Nawet nie myślał, że zwykłe położenie ręki na czymś czole, może dać tej osobie tyle ulgi. Moment, w którym jego siostrzeniec dosłownie przylgnął do jego dłoni, był dla niego zaskoczeniem. Niedługo potem dzieciak zaczął się uspokajać, ale mimo wszystko, Venir martwił się o nastolatka. Nie spodziewał się, że cały ten proces może być aż tak bolesny. Oznaczało to, iż ciało jego siostrzeńca musiało zmienić się bardziej niż myślał. Mathew, nawet w tym przyciemnionym pokoju, zauważył kilka szczegółów dotyczących wyglądu Harry'ego, które uległy radykalnej przemianie. Pierwszym z nich był kolor włosów; z czarnych zmieniły się blond, o takim samym kolorze jak jego. Zresztą miał wrażenie, że chłopiec miał trochę inne kości policzkowe, ale nie był tego pewny. Jednak najważniejszą rzeczą był brak blizny na czole, co zdziwiło mężczyznę o wiele bardziej, niż wszystkie zmiany razem wzięte. Nie sądził, że ten ślad po ataku Voldemorta na Potterów należał również do części wyglądu Harry'ego Pottera i po prostu zniknie. Co prawda było to dla Mathew całkowicie na rękę, ale nie znaczyło to, że nie zbada tej sprawy, a to oznaczało, iż ma już dwa powody, żeby pójść do biblioteki.
Cały proces zdejmowania zaklęcia adopcyjnego trwał trochę ponad pięć godzin, mimo że zarówno Mathew jak i Harry'emu wydał się on znacznie dłuższy. Tuż po tym jak chłopak zasnął, mężczyzna wyszedł z jego pokoju i skierował się do własnej sypialni. Był zmęczony czuwaniem przy dzieciaku. Jednak nawet kiedy ułożył się do snu, po wcześniejszym prysznicu i przebraniu w piżamę, nie mógł zasnąć. Jedna rzecz nadal nie dawała mu spokoju. Mianowicie, skoro nie był dla innych uprzejmy, no z wyjątkiem Severusa i Cat, kiedy chodził jeszcze do szkoły, to dlaczego teraz nagle nie wyobrażał sobie, żeby skrzywdzić tego dzieciaka? Przecież go nawet dobrze nie znał! Co prawda obserwował go od początku wakacji, a wcześniej śledził w gazetach jego poczynania, ale to nie oznaczało, że wiedział coś więcej o swoim siostrzeńcu. Ku swojemu zdziwieniu chciał móc powiedzieć spokojnie, iż rozumie Harry'ego. Nie miał ochoty jedynie udawać zmartwienia, które byłoby tylko obowiązkiem względem ich pokrewieństwa.
Z jego płuc wydobyło się jedno długie westchnienie, po czym przekręcił się na prawy bok, zakrywając jednocześnie szczelnie kołdrą. W ten sposób miał twarz ustawioną w stronę kominka i mógł na niej poczuć ciepło ognia. Mathew zamknął oczy z przyjemnością i chwilę rozkoszował się spokojem dookoła siebie. Niedługo potem zasnął.
Zegar w salonie zabrzmiał cztery razy, ale tego mężczyzna nie usłyszał.
# # #
Tymczasem na Grimmauld Place 12 pewien Mistrz Eliksirów miał ochotę zamordować Albusa Dumbledore'a, dyrektora szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Zrobiłby to teraz, jednak w kuchni było zbyt wielu świadków, żeby na wszystkich jednocześnie rzucić Zaklęcie Zapomnienia. Wzdychając tak, aby nikt tego nie zauważył, spróbował usiąść w lepszej pozycji na niewygodnym drewnianym krześle. Przez chwilę zastanawiał się, czy Blackowie nie zamówili ich po to, aby goście nie siedzieli za długo przy stole. Po tej rodzinie mógł spodziewać się wszystkiego, aczkolwiek szybko wyrzucił z głowy ten pomysł i wrócił do pierwotnych planów. Właśnie wymyślił jak ściągnąć swojego zwierzchnika do jakiegoś pustego domu, żeby tam popełnić na nim mord.
Jak można się było spodziewać, zebranie Zakonu trwało o wiele dłużej, niż wszyscy się spodziewali. Po tym jak Molly Weasley, ku zgrozie Severusa Snape'a, zaczęła płakać, stało się coś strasznego. Bowiem do kuchni wparowało rude stado dzieciaków z jedną brązowowłosą głową pośród nich. Cała grupa rozglądała się czujnie, aby w końcu zatrzymać swoje spojrzenie na Mistrzu Eliksirów, który przyjął to ze spokojem, podnosząc tylko brew w zainteresowaniu.
– Jak to Harry znikł? – zawołali na raz, sprawiając, że wszyscy sobie przypomnieli, jak hałaśliwi są Gryfoni.
– Ośmielę się zauważyć, że to pytanie powinniście skierować do dyrektora – powiedział głosem ociekającym w ironię, a dzieciaki przeniosły swoje spojrzenie na wymienionego, bez słowa sprzeciwu.
– Gdzie jest Harry? – zapytali, tym razem zrobili przy tym nieco mniej hałasu, za co w myślach podziękowali im wszyscy zebrani.
– Wcale nie znikł, zapewniam was, że jest bezpieczny i spędza wakacje ze swoimi krewnymi – odpowiedział pogodnie Dumbledore.
– Nieprawda, słyszeliśmy większość rozmowy. Pan profesor mówił, że nie wie, kto mógłby go porwać – powiedziała odważnie Ginny, a Severus po raz kolejny upewnił się, dlaczego tak nienawidzi Gryfonów.
– Ależ oczywiście, panno Weasley. Nikt nie porwał Pottera, po prostu rozważamy czy na pewno jest bezpieczny u wujostwa – stwierdził Moody, czym zaskoczył większość zebranych, nikt nie sądził, że Szalonooki potrafi wymyślać na poczekaniu tak dobre kłamstwa. Jednak chwilę później okazało się, że nie tak łatwo przechytrzyć tą małą zgraję.
– W takim razie dlaczego mama płacze?– zapytał Ron, a reszta automatycznie zwróciła na to uwagę. Co prawda pani Weasley starała się ukryć łzy, ale nie szczególnie jej to wychodziło.
– Co się stało z Harrym? – zadali po raz koleiny pytanie, czym sprawili, że wszyscy w pomieszczeniu skierowali swoje spojrzenia na Dyrektora.
– Nie odzywał się do nas od początku wakacji – powiedziała Hermiona płaczliwym tonem. Mistrz Eliksirów posłał jej swoje najlepsze przerażające spojrzenie i tym razem podziałało, Granger została powstrzymana przed pokazem histerii w swoim wykonaniu, a Snape w myślach pogratulował sobie za szybką reakcje.
– Obawiam się, że to prawda. Harry został porwany – powiedział nagle Dumbledore i cała praca Severusa poszła na marne, po policzkach Panny–Wiem–To–Wszystko popłynęły łzy, tak samo zresztą wraz z nią zaczęła płakać rudowłosa dziewczyna.
Severus Snape miał dość. Wstał czym prędzej z zamiarem wyjścia z kuchni, jednak nie było mu to pisane, bo został z powrotem pociągnięty na krzesło przez Dumbledore'a, który posłał mu jedno ze swych lekko smutnych spojrzeń.
Jakiś czas później, gdy udało im się przekonać grupę nastolatków, iż Potter się odnajdzie cały i zdrowi i, ze na pewno żyje, ponownie w kuchni zostali sami członkowie Zakonu. Niektórzy spoglądali nieprzychylnie na państwa Weasleyów, ze pozwolili dzieciom na paradowanie do pomieszczenia, inni zbyt bardzo byli zniknięciem Wybrańca.
– Prawda, Severusie? – zapytał Dyrektor.
– Słucham? – wyrwało się profesorowi, zanim zdążył ugryźć się w język. Przecież mógł dla świętego spokoju przyznać rację Trzmielowi.
– Obawiam się chłopcze, że właśnie nie słuchałeś. Dlaczego zignorowałeś Dyrektora, przecież tak nie przystoi – powiedział Moody z dziwną satysfakcją w oczach.
– W takim wypadku, będę musiał powtórzyć wszystko jeszcze raz – stwierdził Albus, a Szalonooki nagle zbladł. Jego zadowolona mina zamieniła się w przerażoną, a chwile potem z nadzieją spojrzał na Severusa, bo może jednak mężczyzna słuchał wywodu Dumbledore'a.
– Myślę, że masz rację, dyrektorze – odpowiedział z błyskiem w oku i mściwym spojrzeniem w stronę starego aurora, który po prostu zamarł.
– Może ja zrobię w takim razie herbatę i kanapki? – zapytała Molly Weasley. Najwyraźniej również nie miała ochoty po raz drugi słuchać tego samego.
– Ależ Molly, to zebranie Zakonu, a nie kolacja w rodzinnej atmosferze – odpowiedział jej Mistrz Eliksirów zadowolonym głosem i widząc, że kobieta chce zaprotestować, dodał: – Poza tym na pewno nie zaszkodzi, jeśli wysłuchasz drugi raz dyrektora. A nóż wychwycisz jakieś szczegóły, które mogą być bardziej istotne dla sprawy, niż nam się wydaje.
Skoro ja muszę tu siedzieć, to oni też, pomyślał Snape, a na jego usta wpłynął złośliwy uśmiech.
– Myślę że Severus ma rację. W końcu jesteś matką siedmiorga dzieci, może ty zrozumiesz, dlaczego Harry uciekł z domu wujostwa – potwierdził miłym głosem Dumbledore, a profesor od eliksirów zaśmiał się w myślach. – Dobrze, więc mówiłem o tym, że Harry musiał mieć powód, żeby wyjść z domu w środku nocy, a jedyny jaki przychodzi mi do głowy to, że…. – Albus ciągnął dalej swoje wyjaśnienia, a wszyscy siedzieli i słuchali, nic nie mogli poradzić na to, iż nadal nie wiedzieli nic konkretnego.
Doprawdy, czy tylko ja tutaj uważam, że ważniejsze są czyny niż ciągłe powtarzanie informacji, pomyślał Mistrz Eliksirów. Ile można w kółko słuchać o Potterze?, dodał, widząc zmartwione miny większości obecnych.
– Czy ktoś jeszcze ma jakieś uwagi? – zapytał Dumbledore, a wszyscy pokiwali przecząco głowami. – W takim razie doskonale. Molly czy możemy liczyć na tę kolację? Myślę, że wszyscy są już głodni – zakończył wesoło staruszek, a w jego oczach zatańczyły iskierki na myśl o posiłku.
Tymczasem Severus wykorzystał okazję i wymknął się z kuchni, póki jego przełożony był zajęty czymś innym. Mężczyzna zaklął paskudnie, kiedy dyrektor zaczął się za nim rozglądać. Czym prędzej wyszedł przez drzwi i skierował się do kominka w salonie. Naprawdę nie miał teraz czasu, żeby siedzieć tu jeszcze kilka godzin. Musiał sporządzić kilka trudnych eliksirów, a potem udać się do Mathew. Był pewny, że Venir już wyjaśnił wszystko Potterowi. Nie miał w zwyczaju zwlekać i wyjawiać swoje informacje po trochu, jeśli chciał je komuś zdradzić, a nie wątpił, iż powie dzieciakowi o Lily i innych sprawach. Swoją drogą będzie musiał jeszcze raz ochrzanić przyjaciela za porwanie chłopaka. Przez niego Dumbledore miał kolejny powód do zwoływania zebrań, a na pewno i Czarny Pan niebawem zacznie działać w tej sprawie. Nie wspominając o tym, że to on, Severus Snape, powinien przekazać te informację Voldemortowi. Mężczyzna westchnął, a następnie skierował się do pracowni eliksirów w swoim domu. Czekała go długa noc i jeszcze dłuższy następny dzień.
CDN.
*Incido – w wolnym tłumaczenia z łaciny incido – ciąć, naciąć. Tworzy małe podłużne nacięcie na wskazanym przedmiocie. Zaklęcie wymyślone przeze mnie na potrzeby tego opowiadania.
**Episkey – w wolnym tłumaczeniu z greckiego eposkeyazo – reperować. Niweluje uszkodzenia ciała. Zaklęcie to pojawia się w VI tomie książek o Harrym Potterze.
***Genuinus Aliquanto – w wolnym tłumaczeniu z łaciny genuinus – prawdziwy, aliquanto – znaczenie. Działanie zaklęcia jest objaśnione jest w tekście. Zaklęcie wymyślone przeze mnie na potrzeby tego opowiadania.
