Smarowałam chleb masłem, kładąc na niego dwa plastry sera i całość polewając sosem. Rodzina milczała, więc i ja postanowiłam zachować ciszę. W końcu jednak mama nie wytrzymała i walnęła pięścią w stół. Nóż leżący na rogu stołu upadł ostrym czubkiem obok mojej nogi. Nie zareagowałam specjalnie wystraszona. Humory mojej mamy po nieprzespanej nocy to normalka. Spojrzałam na nią monotonnie. Podnosiłam wzrok bardzo powoli i obojętnie co zdenerwowało moją rodzicielkę. - Żądam wyjaśnień!

- To bardzo proste - westchnęłam.

- Doprawdy? No to słucham!

- Grupa Autobotów walczących o dobro tej planety zaprzyjaźniła się z nami i razem walczymy przeciw złym Decepticonom.

- Co?

- Ciężko to sobie wyobrazić, ale to prawda szwagierko.

-Ty też w tym siedzisz?

- Od niedawna. Te roboty mają uczucia. Jeden z nich chodzi z Selen.

- A Optimus…

- To właśnie ich przywódca - powiedziałam z lekkim uśmiechem.

- Ale on był przecież człowiekiem!

- No generalnie tak. Potrafią utworzyć hologramy ludzkie ,które czują tak samo jak i my - wyjaśnił Artur.

- Oficjalnie to roboty, które zmieniają się także w samochody. Spotkałam ich przypadkiem wraz z Arsen. Postanowili, że będziemy ich przewodniczkami, z czasem wszystko się pozmieniało i teraz walczymy dla nich. Artur dopiero co dołączył.

- I tak po prostu mam pozwolić mojej córce walczyć z robotami większymi od niej samej o jakieś kilkanaście metrów z uzbrojeniem?

- Ja też mam broń.

Wyjęłam All Spark z kieszeni. Zawsze mam go przy sobie. Moja mama przez chwile skamieniała. Po chwili jednak ocknęła się z szoku i dodała całkowicie ironicznie:

- Ach tak! No bo przecież kamyk pokona legiony złych ,ogromnych robotów!

- To All Spark. Jest silnym odłamkiem kości. Potrafi odebrać życie lub wskrzesić każdego robota. Był u nas w szafie, to wręcz niesamowite.

-A ja nadal uważam, że jesteś idiotką. Spotykasz się z robotami czy nie… mam cię w dupie - Jaden odezwał się po raz pierwszy. Nie żebym bardzo się cieszyła.

- Ja ciebie też idioto.

- Spokój!

Udało mi się w końcu zjeść kanapkę. Odeszłam od stołu. Artur za mną. Weszliśmy do mojego pokoju.

- Ale kicha co nie? Jak na jakimś przesłuchaniu - westchnął. Przytaknęłam po czym włączyłam telewizor. Już na pierwszym kanale był pokazany filmik nagrany z wczoraj. Mianowicie wielkie roboty stojące obok lasu i trójka ludzi stojących tuż obok nich. Media podawały ,że to inwazja.

- ludzie nie dadzą nam już spokoju - stwierdziłam z żalem.

- Nie tak wyobrażałem sobie moją karierę.

- Ja sobie w ogóle nie wyobrażałam kariery.

- A tu proszę gramy główną rolę w filmie o obcych z kosmosu. Szczerze, to miałem zupełnie inne wyobrażenie o kosmitach. Bardziej widziałem ich jako zielone ludki, a nie potężne roboty. Nie żebym narzekał.

- Życie nas zaskakuje.

- I to jak. A teraz? Próbujemy żyć jak normalni ludzie? - zapytał poważnie.

- Nie. Nie potrafię tak żyć - stwierdziłam po czym chwyciłam All Spark do ręki i zeszłam na dół. Założyłam trampki i wyszłam z domu. Było dość ciepło. Chłód powodowany był wiatrem. Ale poza tym było na prawdę ciepło. Rozejrzałam się po okolicy.

No i jak ty to zrobisz, Selen? Jak zwabisz tu decepticony? Muszę pomyśleć. Zazwyczaj wpadam w tarapaty przechadzając się wzdłuż lasku. Może jak po prostu pójdę tam spacerkiem to natknę się na jakiegoś zbira? Należy mieć taką nadzieję.

A więc znany już scenariusz - słuchawki w uszach, muzyka i spacer wzdłuż lasu. Zastanawiałam się przez chwilę co czuję. Strach? Żal ? Nie mam pojęcia. To tak jakby podekscytowanie, niepewność, a także rozpacz kotłowały się we mnie nieznośnie. Idąc samotnie można rozmyślać jak jeszcze nigdy. Gdy byłam z autobotami nie miałam czasu by zająć się własnymi myślami. Nie oznacza to jednak, że teraz jest lepiej. Zakręciło mi się w nosie. Po chwili przymknęłam oczy i kichnęłam dwa razy. Pociągnęłam nosem i w ciszy wytarłam go o rękaw. Zaczynam być chora czy mi się zdaje? Lepiej aby nie, bo mama znowu każe mi jeść ten ohydny rosół babci. Nie przepadam za zupami, ale rosołem już gardzę. Głównie dlatego, że moja babcia nie umie go dobrze doprawić. Uwielbiałam u niej jeść, ale to co ona wyprawia z tą zupą, łohoho! Skrzywiłam się lekko. Po chwili nastąpił odruch wymiotny. Przeczekałam go i postanowiłam zająć myśli czymś innym. Przyglądałam się drodze. Nie było widać żadnego auta, pogoda była przeciętna, słońce zakryte chmurami. Ziemia nie była tutaj spalona. Już dawno minęłam odcinek dotknięty pożarem. Spojrzałam znowu na drogę. Przede mną pojawił się radiowóz. Zeszłam mu z drogi, widząc ,że się spieszy. Gdy znalazł się bliżej mnie zwolnił przez moment. Okno w wozie uchyliło się i ujrzałam młodego chłopaka w ciemnych okularach. Przyglądał mi się uważnie po czym docisnął gazu. Niedługo potem straciłam go z oczu. Dziwna sytuacja - pomyślałam po czym skierowałam głowę z powrotem na przód. Wtedy zauważyłam trzy ogniste kule.