Rozdział IV Spadanie
Minęło kilka dni od zajścia w łazience, kiedy Bea musiała przypomnieć Juice kto rządzi w więzieniu i jakie zachowania nigdy nie będą tolerowane. Była zadowolona, że dziewczyny jej słuchają i nie próbują się stawiać. Nawet załoga Kaz nie stwarzała żadnych problemów, co dziwiło Rudą, gdyż ciągle pamiętała co powiedziała jej Proctor. Nie zamierzała jednak zaprzątać sobie tym głowy, wszystko było ok i tak miało zostać. W między czasie załatwiła widzenia dla par i wszystkie kobiety chciały ją za to nosić na rękach, nie było powodu do zmartwień, nie było aż do teraz.
Tina szarpała kogoś nerwowo krzycząc przy tym głośno czym zwróciła uwagę Rudej. Bea nie lubiła Tiny i jej załogi szczególnie. Dziewczyny handlowały narkotykami, których Bea nienawidziła najbardziej na świecie. Narkotyki były czymś co wywoływało w niej szczególny rodzaj gniewu, narkotyki zabrały jej Debbie i nie chciała aby zabrały jej kogoś jeszcze. Więc kiedy zauważyła, że Tina szarpie kogoś zawzięcie poszła zobaczyć co się dzieje. „Co jest Tina?", rzuciła z pogardą w twarz dziewczynie. „Wisi mi kasę", odparła Tina bez emocji. „Kurwa, Tina! Przecież wiesz, że nie toleruję tego gówna tutaj! Znowu handlujesz?". Oczy Bea zwęziły się, a ręce złożyły się w pięści. Tina nic nie odpowiedziała, ale Bea wiedziała. Narkotyki są znowu w więzieniu. „Booms!", zawołała Bea. „Co jest Bea?" zapytała Boomer. „Trzeba zrobić rewizję i to już!". „W końcu jakieś atrakcje!", zażartowała Boomer. „No dalej Tina! Wyskakuj z towaru, albo będę musiała sama Cię przeszukać, a uwierz mi, że tego nie chcesz" syknęła Boomer. Tina wykrzywiła twarz w grymasie, ale pokornie oddała torebkę z towarem. „Kurwa!", Tina mamrotała pod nosem. „To wszystko?" zapytała Bea. „Wszystko", odparła pewnie Tina. „Ok, następnym razem nie będę taka miła", skomentowała Bea i puściła zawartość woreczka z wiatrem.
Reszta dnia minęła dla Bea spokojnie. Koszykówka, siłownia i rozmowy z dziewczynami. Chwilowo wszystko wróciło na właściwe tory i nie było powodu do zmartwień. I gdy sielanka trwała w najlepsze w drzwiach H1 pojawiła się Allie. „Cześć wszystkim" powiedziała uśmiechając się tym swoim wielkim i szczerym uśmiechem. „Bea, masz chwilkę? Możemy porozmawiać?". Bea zastanawiała się przez chwilę co może od niej chcieć Novak, ale kiwnęła głową na znak, że się zgadza. Kobiety odeszły na bok po czym Allie kontynuowała. „ Chciałam Ci raz jeszcze podziękować za uratowanie mi tyłka przed Juice. Wiem, że to niewiele, ale naprawdę ciężko tutaj o coś sensownego.", powiedziała i wyjęła butelkę czerwonego wina zza pleców. Bea zaśmiała się. „RRH ma jakiś ukryty zapas alkoholu czy jak?" „Można tak powiedzieć", odparła również rozbawiona Allie. „Nie trzeba było" Bea zaczęła wpadać w lekkie zakłopotanie. Rzadko ktoś dziękował jej w ten sposób. „Nie ma sprawy, Bea. Naprawdę zasłużyłaś, a ja naprawdę jestem Ci wdzięczna" powiedziała Allie. I już miała odejść kiedy Bea krzyknęła w stronę załogi. „Hej, dziewczyny! Novak przyniosła nam wino. Czas zacząć imprezę!". „A Ty Allie" powiedziała Bea zwracając się w stronę dziewczyny „mam nadzieję, że napijesz się z nami".
Wieczór minął w bardzo miłej atmosferze, kobiety żartowały i wypytywały Allie o RRH. Allie odpowiadała zgodnie z prawdą i widać było, że siedzenie pomiędzy załogą Bea sprawiało jej przyjemność. Bea chciała zadać dziewczynie kilka osobistych pytań, ale jakoś nie mogła zebrać odwagi, szczególnie przy załodze. Pomyślała, że jeszcze będzie czas i była zaskoczona kiedy nagle wszystkie zerwały się od stołu i ruszyły w stronę pokoju z telewizorem. „Sorry Allie", powiedziała Booms, ale wiesz. „Mamy teraz serial". „Nie ma sprawy, rozumiem", Allie odsłoniła zęby w uśmiechu. Kiedy dziewczyny zniknęły Bea wzięła głęboki oddech i zapytała. „Co robiłaś przed tym całym RRH?". Uśmiech Allie zniknął nagle z twarzy i Bea już wiedziała, że nie było to najlepsze pytanie. „Włóczyłam się", odpowiedziała Allie ze smutkiem w głosie. Bea chciała coś powiedzieć, ale Allie przerwała jej. „Byłam bezdomna, byłam prostytutką i narkomanką. Kaz uratowała mnie i wzięła pod swoje skrzydła. Teraz jestem czysta. Przeżyłam wielkie gówno, ale jestem już ok. To moja historia, Bea". Ruda posmutniała i nie do końca wiedziała co powiedzieć. Popatrzyła Allie w oczy i szepnęła „byłaś bezdomnym kotem, Alliecat." Uśmiech wrócił na twarz dziewczyny i odparła. „Tak, Alliecat to całkiem trafne określenie". Kobiety rozmawiały jeszcze długo, aż przyszedł czas kiedy trzeba było wracać do swoich cel. Allie wstała od stołu i zaczęła żegnać się z Bea życząc jej dobrej nocy, przy czym odruchowo położyła jej rękę na ramieniu. Bea zamarła. Czas się zatrzymał, a ona poczuła, że spada.
