Rozdział 4 – ciepły letni deszcz
Hak i Yona spacerowali po ogrodzie. Staw pławił się w słońcu. Był jeden z tych ślicznych, wiosennych dni, tak cichych, że dało się dosłyszeć szelest niemalże każdej trawki. Przy brzegu znajdowała się niewielka wysepka, obsadzona różnokolorowymi kwiatami i krzewami. Dostać się na nią można było jedynie po wąskim, półkolistym mostku.
– Jest ślisko. Złap się mnie – zaoferował Hak.
Przystanęli na środku i przechylili się przez poręcz, podziwiając widok. Kolorowe ryby koi leniwie do nich podpływały, licząc na przysmaki.
– Wyglądamy niczym para z malunku na parawanach – powiedziała, zdając sobie sprawę, że nadal wspiera się na ramieniu Haka i zmieszana, spuściła wzrok.
Uśmiechnął się i zaproponował, by przeszli do pawilonu. Krętą kamienną ścieżką ruszyli ku budynkom, minęli wielką wierzbę rosnącą nad jeziorem, gdy zza rogu wynurzyła się wysoka postać. Yona drgnęła, lecz za moment śmiała się ze swojej głupoty – to był jedynie Tae-Jun.
– Pani, wyglądasz cudownie, niczym kwiat.
Zaskoczyło ją jego szarmanckie zachowanie. Na twarzy Haka zauważyła napięcie. Chwycił jej dłoń.
– Trzymaj się mnie – polecił.
Ogród był pełen ludzi. Biegli przed siebie. Serce Yony biło jak oszalałe, czuła się niczym ścigane zwierzę. Przebierała nogami, lecz miała wrażenie, że jakaś niewidzialna siła sprawia, iż stoi w miejscu. Nagle potknęła się i runęła na ziemię. Napastnicy uskoczyli do niej. Była pewna, że za moment zginie, ale Hak ją osłonił.
– Zabijcie go! – Usłyszała głos Tae-Juna.
– Nie! – krzyknęła.
Na próżno, jakaś nieokreślona siła szarpnęła Hakiem. Pobladł i upadł na kolana. Z nosa i kącików ust popłynęła mu krew. Usiłował złapać oddech i coś powiedzieć, ale nie mógł. Zrobił się jeszcze bledszy na twarzy i osunął się na ziemię. Próbowała go ocucić, rozpaczliwie wzywając jego imię, lecz nie odpowiadał – był zimny, nieruchomy, martwy.
Yona z drżącym sercem wyrwała się z dręczącego snu, przerażające sceny z koszmaru nadal kłębiły jej się w głowie. Podkuliła nogi i ze łzami w oczach, wyszeptała „Hak". Pragnęła go ujrzeć i przekonać się, że jest cały, ale szukanie go w środku nocy, było wykluczone.
Wstała, narzuciła na siebie szal i uchyliła drzwi do ogrodu. Odetchnęła głęboko, pozwalając, by owiał ją niezmącony spokój nocy. W powietrzu roznosił się cichy śpiew owadów. Kwadratowe podwórze, z pyszniącym się na środku rozłożystym klonem, ze wszystkich stron okalały kamienne zadaszone tarasy. Tutaj, w głębi pałacowych apartamentów, mieściły się jedynie pokoje cesarzowej, Yony i Lili.
Po chwili po drugiej stronie dziedzińca zauważyła bielejącą wśród cieni kobiecą sylwetkę. Lili siedziała skulona na brzegu werandy. Yona podeszła bliżej i w nikłym świetle księżyca dostrzegła spływające po policzkach dziewczyny łzy. Nie wiedziała, czy to ciemność, sen, czy jej intuicja, ale poczuła nagły niepokój. Przykucnęła obok.
– Noc wyolbrzymia nasze lęki... – usiłowała ją pocieszać.
Lili ukryła twarz w rękawach swojego kimona. Była nieszczęśliwa i miała potrzebę znalezienia spowiednika, ale ze wszystkich osób, Yona wydawała się najgorszym wyborem, gdyż to, co ciążyło jej na duszy, dotyczyło Soo-Wona. Choć byli oficjalnie zaręczeni, do tej pory nie otrzymała od niego nic ponad elementarną uprzejmość. Czuła się upokorzona. Gdyby po ślubie nadal tak się zachowywał, zostałaby wzgardzona przez wszystkich, nawet służbę.
Czy mogła ją zrozumieć dziewczyna, mająca u boku mężczyznę tak szaleńczo w niej zakochanego? Obserwując ich wczoraj na bankiecie, Lili zastanawiała się, jak to się skończy, a raczej jak szybko się skończy, bo była przekonana, że żadna kobieta nie oparłaby się takiej adoracji.
Poczuła dotyk ręki Yony na swojej dłoni. Podniosła dotychczas pochyloną głowę i spojrzała w pełne współczucia i wyczekiwania oczy. Wiedziała, że musi odpowiedzieć, bo dziewczyna nie spocznie, dopóki tego nie zrobi.
– Tęsknię za domem... za Suiko... – skłamała.
Yona uśmiechnęła się delikatnie i usiadła obok.
– Opowiesz mi o nich? – zaproponowała.
Lili przemknęło przez myśl, że na próżno się stara, nie zamierzała się zwierzać. Zaczęła jednak snuć swoją opowieść, wykazując przy tym niezwykły entuzjazm. Stolica prowincji Wody była największym portem w kraju, obfitującym w towary z odległych zakątków świata. Lili twierdziła, że targ jest tak wielki i różnorodny jak cały zamek Hiryuu, a w powietrzu nieustannie unosi się zapach kadzideł i przypraw.
– Niesamowity jest widok olbrzymich statków wypływających w morze – mówiła jak natchniona – gdy podnoszą się ich białe żagle i powiewają na wietrze, suną po wodzie niczym ptaki po niebie.
– Widziałaś to wszystko na własne oczy? – dopytywała Yona.
– Oczywiście – potwierdziła.
– Zazdroszczę ci, mi nie wolno nigdzie wychodzić.
Lili nie odpowiedziała, tylko spojrzała na napięty łuk księżyca. Jej piękna twarz spochmurniała. Słowa Yony potwierdzały jej obawy dotyczące życia w zamku. Czekała ją złota klatka u boku mężczyzny, który był nią całkowicie niezainteresowany.
– No nic, tak się stać musi... – westchnęła.
– Słucham? – spytała Yona.
Wyrwana z transu Lili, jakby zaskoczona jej obecnością, zamrugała.
– Piękny księżyc, prawda? – rzekła zmieszana.
Yona uznała, że nie powinna naciskać i z półuśmiechem odparła:
– Owszem. Przywodzi na myśl co najmniej kilka wersów.
– Lubisz poezję?
– Gdy na niego spoglądam, na krótko zaznaję pociechy, jednak miasto, do którego powraca księżyc, jest tak odległe* – brzmiała odpowiedź.
Wiersz ten doskonale oddawał tęsknotę Lili za domem. Do tej pory miała Yonę za trzpiotkę zainteresowaną jedynie zabawą, ale może łączyło je więcej, niż przypuszczała. Zaczęły cicho rozmawiać o poezji. Szybko okazało się, że obie wolą tę, która ma źródło w sercu, od tej zgrabnie skomponowanej i opartej na zabawie słowem. Lili posiadała wrodzoną inteligencję, a uwagi Yony były trafne i zabawne. Obydwie otrzymały wykształcenie odpowiednie dla dziewczyn z dobrego rodu i czerpały prawdziwą przyjemność z rozmowy ze sobą.
Szarzejący świt zastał je nadal skulone na dziedzińcu, dyskutujące z taką swobodą, jakby znały się od dawna.
– Cieszę się, że się spotkałyśmy. Teraz jest mi o wiele lepiej – wyznała na pożegnanie Yona.
– We dwie łatwiej znieść samotność – odparła Lili.
– Samotność? – powtórzyła zdziwiona.
Brak odpowiedzi mówił sam za siebie. Yona wróciła do swojego pokoju i wślizgnęła pod kołdrę, zastanawiając się sennie nad słowami Lili. Nie śmiała dopytywać, co miała na myśli, ale przeczuwała i bardzo jej współczuła.
Dzień zapowiadał się ponuro, pochmurnie i nudno. Mężczyźni z samego rana wyjechali na polowanie. Udali się do letniej rezydencji cesarza, położonej pośród pięknych, szeroko rozpościerających się lasów. Towarzyszyło im wiele ważnych osób z dworu i gdy opuścili pałac, opadła na niego zasłona ciszy.
Panie przebywały we wspólnym pokoju, zajęte tym, czym zwykle: muzyką, kaligrafią, grą w go i plotkami.
– Zamek Shirotora* to ponoć zachwycająca budowla – paplała Midori. – Słyszałam, że z jego murów widać całą dolinę i rozpościerające się u podnóży miasto.
– Och! – krzyknęła inna, zaaferowana dama. – Ten widok musi zapierać dech w piersiach!
Mówiły o siedzibie szogunów prowincji Wiatru. Ekscytowały się ostatnio wszystkim, co związane z Hakiem. Wydawał im się absolutnie fascynujący. Ciągle wspominały, z jaką galanterią odnosił się do księcia, jak przegonił Tae-Juna i przede wszystkim, że padł na kolana przed cesarzem, zapewniając go o swojej lojalności.
Yona westchnęła, czuła się tym niezrozumiale rozdrażniona. Wkrótce tłumacząc się bólem głowy, udała się do swoich pokoi. Asami podążyła za nią, niosąc ze sobą dzbanek świeżej herbaty. Przyklękła przy stoliku, powoli nalała napój do dwóch małych czarek i podała jedną Yonie.
– Napijesz się ze mną? – zagadnęła.
– Tak, dziękuję.
– Wszystko w porządku?
Były same i mogły swobodnie rozmawiać.
– Wybacz, jestem tylko trochę zmęczona – odpowiedziała Yona.
– Dlaczego? Czy coś się stało?
– Nie, po prostu w nocy rozmawiałam z Lili.
– W nocy? – zdziwiła się.
– Spotkałyśmy się na dziedzińcu – wyjaśniła.
– A co ty tam robiłaś? – dociekała przyjaciółka.
– Miałam złe sny. Śnił mi się Hak.
– No wiesz co, gdyby mi się przyśnił, nie nazwałabym tego złym snem. Bądź co bądź to bardzo atrakcyjny mężczyzna – zażartowała.
– Przestań! To był koszmar. Gonili nas jacyś uzbrojeni ludzie – powiedziała Yona głosem pełnym wyrzutu.
– Wybacz. Nie wiedziałam.
Yona upiła łyk herbaty i odstawiła czarkę na spodek. Myślami wróciła do Lili. Przypuszczała, że była tu bardzo samotna. Nie chciała się nawet zastanawiać nad tym, jak czułaby się na jej miejscu? Jak dałaby radę wytrzymać bez bliskich? Bez cioci, Soo-Wona i przede wszystkim bez ojca. Nagle, niespodziewanie uderzyła ją pewna myśl i z głębokim westchnieniem, oznajmiła:
– Ojciec musi się na mnie gniewać.
Ciemne oczy przyjaciółki spoczęły na niej.
– Dlaczego tak uważasz?
– Od wyjazdu nie otrzymałam od niego ani jednej wiadomości.
– Z pewnością jest bardzo zajęty – wyjaśniła Asami.
Yona pokręciła głową, wyglądała na strasznie zmieszaną.
– Myślę, że nie o to chodzi. Widzisz, przed wyruszeniem chciał ze mną porozmawiać... o małżeństwie... – wyznała skruszona. – Ale ja zachowałam się bardzo niegrzecznie...
Przyjaciółka nie wiedziała, co na to odpowiedzieć. Choć na dworze nie rozmawiano o tym otwarcie, a tylko czasami czyniono niejasne wzmianki, panowało ogólne przekonanie, iż Yona wkrótce wyjdzie za lorda Haka. Asami wiedziała, że gdy to nastąpi, na zawsze opuści zamek Hiryuu. Takie były fakty i nic tego nie mogło zmienić.
– Obiecaj mi coś – rzekła nagle z przejęciem.
– Co takiego?
– Obiecaj mi, że jak już zostaniesz panią zamku Shirotora, zaprosisz mnie do siebie choć raz.
– Nie opowiadaj takich rzeczy! – zaprotestowała Yona.
Starała się, by w jej głosie zabrzmiała irytacja, lecz z delikatnym rumieńcem na twarzy, prezentowała się jeszcze bardziej uroczo niż zwykle.
– Niby czemu? Przecież wszyscy wiedzą, że tak się stanie – powiedziała Asami cicho i spokojnie, jakby stwierdzała coś oczywistego.
Yona zwiesiła głowę. Przyjaciółka nie potrafiła stwierdzić czy jest niezadowolona, czy zmieszana. Cokolwiek to było, jej policzki zaróżowiły się mocniej. Przez moment panowała cisza, którą w końcu przerwała Yona:
– Ciekawe jak to jest… jak to jest być mężatką? – wymamrotała.
Asami nie spodziewała się, tak znaczącej zmiany w jej nastawieniu do zamążpójścia, w tak krótkim czasie. Nie dała jednak tego po sobie poznać i odpowiedziała w lekkim tonie:
– Będziesz miała to, czego tylko zapragniesz i będziesz mogła robić, co zechcesz. Będziesz wstawać, o której ci się spodoba, a gdy zamarzy ci się zupa ozoni* dostaniesz ją o każdej porze roku.
Zaśmiały się, po czym dalej snuły wyobrażenia na temat jej przyszłego losu. Wtedy Yona uświadomiła sobie, że Asami jest jedną z nielicznych osób, przed którą może otworzyć swoje serce. Była towarzyszką, o jakiej większość może tylko marzyć – inteligentną, pomocną, łagodną, znającą na wskroś jej charakter i szczerze przejętą wszystkim, co jej dotyczyło. Jak zniesie jej brak?
– Nie zostawisz mnie samej? Pojedziesz ze mną? – spytała niepewnie.
– Nawet na koniec świata.
Kolejne dni upływały podobnie, nie przynosząc ze sobą nic ciekawego. Długie godziny mijały, a kobiety z pałacu spędzały je snując się po pokojach, rozmawiając, zajadając przysmaki i narzekając na nudę. Jednak Yona nie zamierzała jej się tak łatwo poddać. Postanowiła ćwiczyć taniec z wachlarzami. Wybrała duet o nazwie „Odwieczne przyjaciółki", namówiła Lili na udział i przymusiła Asami do akompaniowania im na samisenie.
Przez ostatnie dni zachowanie Lili uległo wielkiej zmianie. Od przybycia do zamku, prawie cały czas przebywała wyłącznie w swoich pokojach, teraz zafascynowana Yoną wyszła z ukrycia. Bystra, otwarta i wesoła dziewczyna przyciągała ją jak magnes. Zupełnie poddała się jej urokowi i była niemalże przekonana, że w poprzednim wcieleniu musiały być sobie bliskie, tylko w ten sposób mogła wytłumaczyć to nagłe, intensywne uczucie. Yonie również odpowiadało jej towarzystwo. Nużyły ją monotonne pogawędki kobiet, a w Lili odnalazła interesującą partnerkę. Spędzały razem dużo czasu. Wspólnie czytały poezję, przetrząsały cesarską bibliotekę, grały na koto, malowały, czy sporządzały przeróżnego rodzaju listy. A jeśli tylko pogoda na to pozwalała, przeplatały te zajęcia spacerami po ogrodzie.
Któregoś razu Yona zaproponowała, by wybrały się do pałacowej kuchni. Lili z przyjemnością powitała propozycję odmiany. Wkrótce, jakby robiły coś zakazanego, zajrzały ukradkiem do pomieszczenia. Żelazny kocioł dyndał nad piecykiem w dołku obstawionym kamieniami, podłogę wokół tworzyła polepa, a na niskich belkach z hakami wisiały garnki i inne kuchenne przybory.
– Jak miło cię widzieć, pani! – ucieszyła się Juri, główna kucharka.
– Nie jestem sama – powiedziała Yona, ciągnąc za sobą Lili.
Obecni w środku kuchenni zmieszali się na widok ciemnowłosej piękności. Dobrze zdawali sobie sprawę, kim jest i że w przyszłości będzie panią tego zamku. Kilkoro chyłkiem umknęło z pomieszczenia. Z początku rozmowa kręciła się wokół zwyczajnych spraw. Yona zapytała, co dziś szykują. Juri wyjaśniła skład potraw, wyżalając się, że ma mniej pracowników, bo część służby odesłano do posiadłości cesarza. W końcu odważyła się spytać, ile jest prawdy w wieściach dotyczących młodej panny i pewnego szoguna. Yona zdawała sobie sprawę, że po przyjęciu w ogrodzie jest na językach wszystkich – dam dworu, urzędników, a nawet służby, ale i tak próbowała się tłumaczyć, argumentując, że znają się od dzieciństwa.
– Był tu kiedyś ze mną i Soo-Wonem? – Widziała, że Juri usilnie szuka go w pamięci. – Ciemne włosy, niebieskie oczy – próbowała ją naprowadzić, ale nic nie zaświtało w głowie kucharki. – Wywrócili z Soo-Wonem pół kuchni do góry nogami.
– Ach! Ten nieznośny łobuziak! – krzyknęła, przypominając go sobie wreszcie i od razu pożałowała swoich słów.
Mówiła przecież o przyszłym mężu młodej damy. Ta jednak roześmiała się.
– Lord Mundok, by się z tobą zgodził!
Juri odetchnęła z ulgą. Wtedy odważyła się odezwać inna kucharka.
– Pani, czy rzeczywiście jest taki, jak powiadają? – spytała.
– To znaczy?
Dziewczyna uśmiechnęła się wesoło.
– Ponoć jest zainteresowany tylko tobą, pani i nie spojrzy nawet na żadną inną pannę.
Yona pragnęła dowiedzieć się więcej, ale bała się okazać zbyt duże zaciekawienie. Odruchowo sięgnęła po drewnianą łyżkę i zaczęła nią powoli obracać w dłoni.
– Kto tak twierdzi? – spytała, starając się nie pokazać, jak ją to interesuje.
Dziewczyna zerknęła niepewnie na koleżankę, która nie wiedziała, gdzie podziać wzrok.
– Brat Sue, pani, usługuje w stajniach.
– Na jakiej podstawie wysnuł takie przypuszczenia? – dociekała.
W spojrzeniu Yony było coś takiego, że podkuchenna mimo woli spuściła wzrok.
– Wybacz, pani – wydukała po chwili – on usłyszał... jak lord odmówił ministrowi Zheng, gdy zapraszał go na kolację... na której miała być jego córka...
Serce Yony zatrzepotało w proteście. Wiedziała, jak to działało – podsuwano mężczyźnie dziewczynę, w zamian za co, jej ojciec, bracia, czy nawet dalsi krewni, otrzymywali stanowiska i zaszczyty. A Hak miał co rozdawać, zarządzał przecież całą prowincją.
– Nie sądzę, by to miało coś wspólnego ze mną – odezwała się najspokojniej, jak potrafiła.
Na usta Lili wystąpił uśmiech powątpiewania, a cichy szmer rozbawienia rozniósł się po całym pomieszczeniu. Yona była nieco zakłopotana, ale ich zachowanie sprawiło jej przyjemność. Nie umknęło to uwadze Juri, która wymamrotała pod nosem „bardzo dobrze".
– Co masz na myśli?
– Lubisz go, pani, on lubi ciebie, tak powinno być, gdy młodzi się pobierają.
– Juri! O niczym takim nie było mowy! – zaprotestowała.
– Przecież wiemy, co cesarz powiedział na przyjęciu – broniła się kucharka.
Yona nie miała na to kontrargumentu. Właściwie, musiała przyznać, że Juri ma rację, ale nie była zaręczona z Hakiem, nie mogła więc pozwolić sobie na podobną rozmowę ze służbą.
– Chyba nie mam możliwości przekonać was, że jest inaczej – rzekła, prostując się z godnością – zmieńmy więc temat, ale wcześniej przyjmijcie moje zapewnienie, że nic mnie nie łączy z lordem Hakiem.
Na te słowa Juri skłoniła się nisko, a zaraz za nią pozostali. Niedługo potem młode panny wyszły z kuchni, pozwalając im powrócić do obowiązków.
Niebo było zaciągnięte chmurami, dziewczyny postanowiły jednak zboczyć w stronę ogrodu. Szły powoli, z przyjemnością obserwując otoczenie. Mimo panującej wkoło szarości, z każdej strony coś przyciągało ich wzrok, to ptak, to kępka kwiatów, to obsypane kwieciem krzewy. W pewnym momencie Lili oznajmiła beztrosko:
– Muszę przyznać, że twój lord Hak to niezwykły mężczyzna.
– On nie jest mój! – zaprotestowała natychmiast Yona.
– Sposób, w jaki cię adoruje, sugeruje coś innego.
– Mylisz się. Zachowuje się tak tylko ze względu na cesarza.
Lili parsknęła śmiechem.
– Pozwól, że coś ci wyjaśnię. To cesarzowi zależy na tym związku, lordowi nie przyniesie nic poza zaszczytem – powiedziała, w głębi duszy czując, że jest odrobinę niesprawiedliwa.
Yona zamilkła. Zupełnie nie wiedziała, jak interpretować to, co usłyszała.
– A ty i Soo-Won? – spytała po chwili wahania.
– To co innego – odparła Lili z lekkim westchnieniem. Yona miała wrażenie, że jej piękne oczy zgasły, choć może tylko jej się wydawało. – Mój ojciec... Prowincja Wody – poprawiła się – potrzebuje silnego sojusznika. Gdy Kai i Sei zaatakują...
– Zaatakują?!
– Nie mów, że nic nie wiedziałaś?
Wstrząsnęło to Yoną i przez moment nie potrafiła odpowiedzieć.
– Nie... nie wiedziałam... – wydukała w końcu – ale... to w sumie pasuje... brak ambasadora Uiry na przyjęciu... wysłanie ojca na negocjacje... – dodała w zamyśleniu.
– Ambasador Kai nie był obecny na przyjęciu? – powtórzyła zdziwiona nowiną Lili.
Yona skinęła głową.
– Jestem pewna. Usiłowałam się czegoś dowiedzieć od Haka, ale zbył mnie żartami. Nie powinnam mu dać się wykpić!
Lili uśmiechnęła się pod nosem, oczami wyobraźni widząc rosłego szoguna usiłującego się wykręcić od odpowiedzi przed tą drobną istotką. Pokonały właśnie lekkie wzniesienie i znalazły się tuż przy stawie. Przystanęły na chwilę, w milczeniu zapatrując się na zmarszczoną taflę wody, obok której kępy białych i purpurowych irysów pochylały się, kołysane wiatrem.
– Jak tu jest cudownie spokojnie – wyszeptała Lili, nie odrywając wzroku od krajobrazu. – Aż trudno uwierzyć, że to wszystko niedługo się rozpadnie.
– Nie mów tak! – wzburzyła się Yona.
– Ale to prawda. Chyba tylko twoje Xing nie jest do nas wrogo nastawione.
– Xing też nie jest moje – odparła tym razem bez pretensji, ogarnięta podziwem, że Lili jest tak dobrze zorientowana. – Skąd to wszystko wiesz?
– Od ojca, od jego doradców, od moich dwórek.
Yona westchnęła, z nią nikt nie poruszał takich tematów, a zwłaszcza ojciec.
– Orientujesz się, z jakiego powodu zostały zerwane stosunki z Kai? – spytała.
Lili niedbale pokręciła głową. Jej myśli kłębiły się wokół ukochanej prowincji i wszelakiego zła, jakie mogło ją spotkać. Pragnęła ją ocalić, a środkiem do tego miało być małżeństwo z przyszłym cesarzem. Jednak książę, którego serce miała zdobyć, okazał się całkowitą enigmą. Nie rozumiała go i obawiała się, że nigdy nie zrozumie. Czuła się rozczarowana i zła na samą siebie. Soo-Won był inteligentny, obyty, uprzejmy, ale sposób, w jaki Hak odnosił się do Yony, sprawiał, że Lili nie mogła się pozbyć myśli, iż wolałaby być traktowana tak samo.
– Wiesz, gdyby nie zaręczyny z Soo-Wonem, ojciec sprzymierzyłby się pewnie z prowincją Wiatru – zdradziła po chwili, nieświadoma podwójnego znaczenia swoich słów i dopiero kiedy zobaczyła zaskoczenie malujące się w oczach Yony, zdała sobie z tego sprawę. – Lord Hak stanowi pożądanego sojusznika – pospieszyła z wyjaśnieniami – i, prawdę mówiąc, ojciec był zaskoczony, gdy tak żarliwie zadeklarował swoją lojalność cesarzowi.
– Uważa, że nie powinien tego robić?
– Raczej, że nie musiał się do niczego zobowiązywać. Najwyraźniej jednak nie zapomina o długach wdzięczności. – Yona domyślała się, co chciała powiedzieć. Siedem lat temu wybuchł konflikt o ziemie na granicy prowincji Wiatru i Xing. Pojawiły się wtedy głosy, że nie dotyczy to całej Kouki i naciskano na jej stryja, by się nie mieszał, jednak gdy w jednej z bitew zginął ojciec Haka, cesarz, nie zważając na nic, wkroczył i zdecydowanie stłamsił zapędy Xing. – Zresztą Jego Wysokość nic nie zostawia przypadkowi – kontynuowała Lili. – Lord Hak jest już mu oddany, a przez małżeństwo z tobą, zwiąże go jeszcze bardziej.
Yona słuchała z uwagą, ale była w wielkiej rozterce. Przez pewien czas nie odezwała się słowem. Lili, choć nie było to jej zamiarem, obawiała się, że ją uraziła, że może to, co mówiła, zabrzmiało podle i zazdrośnie. Chciała już wyrazić skruchę, gdy przyjaciółka wreszcie przemówiła:
– Nie rozumiem... jeśli Hak nie będzie miał z tego pożytku, czemu miałby się na to godzić?
– Tu się mylisz. Masz silne koneksje z Xing, a to może mu pomóc w poprawie relacji z sąsiadem, chociaż moim zdaniem jest w tym coś jeszcze... – powiedziała, odzyskując nieco humoru. Czuła zadowolenie, że może się zrehabilitować. Yona spojrzała na nią z zainteresowaniem. – Przypuszczam, że jeśli chodzi o ożenek z tobą, lord Hak kieruje się po prostu własną wolą.
Efekt był natychmiastowy.
– Wykluczone! – krzyknęła Yona.
W głębi serca odczuła jednak ogromną ulgę. Gdy usłyszała, że jest w tym coś więcej, przeszył ją niezrozumiały niepokój, że znów chodzi o jakieś polityczne przesłanki.
– Z pewnością tak jest, inaczej nie odmówiłby ministrowi, mężczyźni nie zachowują się w ten sposób bez powodu – orzekła z przekonaniem Lili.
– Za surowo ich oceniasz.
– Tak sądzisz? – Dziewczyna spojrzała na nią przenikliwie. – W takim razie powiedz, co twoim zdaniem robią w letniej rezydencji cesarza?
– Polują!
Lili zaśmiała się.
– Jak możesz być tak naiwna? W dzień może i tak, ale co z wieczorami? Słyszałam to i owo o atrakcjach tego miejsca.
– Nie masz racji!
– Nigdy nie wiesz, co się dzieje za twoimi plecami. Im szybciej dowiesz się prawdy o świecie, tym lepiej.
– Nie! Nie uwierzę w to! – protestowała Yona.
Była tak słodko niewinna i za żadne skarby nie chciała dać się przekonać, że dalsze ciągnięcie tematu nie miało sensu. Lili dała więc za wygraną. W międzyczasie wiatr zmienił kierunek i postanowiły wracać do pałacu. Nim do niego dotarły, deszcz uderzył o ziemię, zacinając z ukosa. Zmoczone, ale roześmiane wbiegły do środka, strzepując krople ze swoich włosów i ubrań.
– Wiesz, lubię ciepły letni deszcz – przyznała beztrosko Lili. – Jest bardzo orzeźwiający.
Kwadrans później obie panny przechadzały się po wspólnej sali, przeczesując palcami wilgotne od deszczu włosy.
– W ogóle się nie układają – zamarudziła Yona.
Lili nie zareagowała, damy dworu zaczęły grzecznie zaprzeczać, ale cesarzowa nie zamierzała schlebiać jej próżności.
– Nie udawaj, kochanie, dobrze wiesz, że są piękne – powiedziała.
– Nie twierdzę, że nie są... ale sprawiają tyle kłopotów...
Te utyskiwania przerwało nagłe wejście służącej, która wpadła do pokoju gwałtownie, z wyrazem twarzy świadczącym, że ma do oznajmienia coś niezwykłego. Pokłoniła się nisko.
– Wasza Wysokość, cesarz wrócił do pałacu i pragnie natychmiast cię widzieć. Prosi również o obecność lady Yony i lady Lili – wyrzuciła z siebie jednym tchem, po czym z trudem złapała oddech i dodała: – Przed pałacem oczekuje eskorta.
W sali w mig nastała cisza. Twarz cesarzowej pobladła niczym płatek śniegu. Nie była zmuszona do poruszania się po pałacu z eskortą od czasu zamachu na matkę Yony. Zadrżała z niepokoju o syna.
– Czy powiedziano ci, o co chodzi? – spytała, starając się zachować jak największe pozory spokoju.
– Wybacz, pani – odparła dziewczyna. – Polecono mi jedynie przekazać wiadomość i że wskazany jest pośpiech.
Cesarzowa skinęła głową, po czym podniosła się powoli, jakby nie była pewna, czy starczy jej sił.
– A więc nie zwlekajmy – powiedziała.
*wiersz Murasaki Shikibu
*zamek Shirotora – zamek białego tygrysa (shiro – biały, tora – tygrys)
*ozoni – tradycyjna zupa podawana w nowy rok
