W znajdowaniu się na szczycie zawsze było coś przyjemnego; i niezależnie od tego, czy był to szczyt góry, który dawał piękny widok na dolinę, szczyt budynku, z którego czułeś się jak władca miasta, a może też sam czubek hierarchii społecznej, który dawał ci prawo do wszystkiego? Był również szczyt rozkoszy, który odbierał wzrok i słuch, pozostawiał tylko dotyk i smak.
Akashi Seijuro, właściciel firmy zajmującej się obsługą banków i klientów prywatnych na giełdzie, podziwiał właśnie zachodzące słońce nad Tokio. Kładło się krwawym cieniem, powoli pokrywając miasto mrokiem. Akashi wiedział, że większość ludzi wraca właśnie do domu, ale nie zazdrościł im; dom był tylko miejscem do spania. Nienawidził tego pustego mieszkania, które urządził mu dekorator wnętrz. Zatrudnił najlepszego człowieka, a mimo to, dom nie stał się domem. Miał piękne meble, drogie obrazy i ciepłe dywany sprowadzone z odległych krajów, a mimo to, miejsce to przypominało raczej reklamę katalogu z Ikei, aniżeli dom. Wiedział jednak, że musi wrócić, gdyż jego ciało potrzebowało odpoczynku i jedzenia, powinien się również wykąpać i przyjąć leki, które przepisał mu Midorima. Lekarz poradził również, by zamiast karnetu na siłownię, Akashi sprawił sobie psa, ale ten pomysł był chybiony; pies potrzebował tresury i czasu.
-Akashi-sama, czy mam kazać kierowcy przyprowadzić samochód? – głos jego asystenta przerwał jego rozmyślania. Odwrócił się w jego stronę i uniósł kąciki warg w coś, co u innych ktoś nazwałby uśmiechem; dla Akashi'ego była to tylko maska, grymas, który miał wyćwiczony, by zaspokajać potrzeby rozmówcy.
-Daj spokój, Kouki – machnął ręką. –Mieszkam dwie ulice dalej. Przejdę się.
-Tak jest. Czy coś jeszcze mam przygotować, proszę pana?
-Nie, możesz iść do domu. Pozdrów swoją narzeczoną – dodał uprzejmie, a Furihata Kouki, jego asystent, pokraśniał z dumy. Dopiero od niedawna miał tę posadę i wciąż rzadko powierzano mu ważne zadania, ale sam fakt, że Akashi Seijuro – ten Akashi Seijuro – znał jego imię i nazwisko, wiedział, że ma narzeczoną i po prostu dostrzegał go, znaczył dla niego wiele.
-Oczywiście, dziękuję – zawołał, uśmiechając się do swojego pracodawcy ciepło. –Dobranoc, Akashi-sama. Proszę, niech pan uważa w drodze do domu i weźmie parasol, zapowiadali deszcz – ukłonił się lekko i wyszedł, a Akashi słyszał, jak jego kroki cichną na korytarzu.
Sięgnął po swoją teczkę i sprawdził, czy na pewno wszystko skończył, nim wyłączył firmowego laptopa i wyszedł z gabinetu. Gdy mijał sprzątaczki i sekretarkę, te w milczeniu kłaniały się i wracały do swojej pracy. Akashi nigdy nie zastanawiał się, co o nim myślą i czy go lubią; emocje nie miały znaczenia, dopóty, dopóki kobiety go szanowały i dobrze wykonywały swoje obowiązki.
Gdy w końcu wyszedł z biura (w międzyczasie jeszcze musiał odebrać telefon), postanowił wrócić do domu okrężną drogą i odwiedzić plac zabaw, który był dla niego szczególny. Nie żeby korzystał z huśtawek czy bujanych koników; lubił siadać na ławce i patrzeć na jezioro i drzewa, co działało na niego kojąco. Nawet tutaj, w sercu Tokio, ta oaza spokoju i ciszy była wolna od zgiełku i hałasu. Akashi usiadł na ławce i położył swoją teczkę obok. Poluzował sztywny krawat i rozpiął górny guzik koszuli. Słyszał o pożarze, który wybuchł w jego dawnym gimnazjum. Był zadowolony z szybko przeprowadzonej akcji i z tego, że nikt nie ucierpiał. Rozważał również, jaką sumę powinien przelać na konto szkoły, by pokryć wydatki związane z remontem. Jego firma od zawsze wspierała edukację, a gimnazjum Teiko było Akashi'emu szczególnie drogie. Nie żeby mógł nazwać ludzi, których tam poznał swoimi „przyjaciółmi", ale ci, z którymi grał w koszykówkę byli mu na swój sposób bliscy. Najlepszy kontakt wciąż miał z Midorimą, który pracował w pobliskim szpitalu, najgorszy z Aomine, który został policjantem.
Kiedy już ustalił kwotę, jaką może przelać na rzecz szkoły, postanowił wrócić do domu. Wtedy tez usłyszał cichy płacz; przez chwilę chciał go zignorować, ale jako iż dźwięki brzmiały niepokojąco, postanowił to sprawdzić. Wziął swoją teczkę i zszedł z chodnika na trawnik, po czym, kierując się słuchem, zaczął szukać płaczącej osoby. Szybko odnalazł dziecko, które siedziało w krzakach.
Właśnie dlatego Akashi nie zdecydował się jeszcze na dziecko. Nie rozumiał ich. Oczywiście, on nie zajmowałby się wychowaniem własnego potomstwa, od tego byłyby nianie i jego potencjalna żona. Kolejny drażliwy temat dla niego – zarząd firmy chciał, aby Akashi ożenił się najlepiej już i żeby wkrótce na świat przyszedł jego „prawowity dziedzic".
Dziewczynka wyglądała tak, jakby miała nie więcej niż pięć lat. Czarne włosy, zaplecione w dwa warkocze sięgały jej do połowy pleców. Po mundurku, jaki na sobie miała, Akashi skojarzył, że zapewne chodziła do przedszkola, w którym pracował Kuroko. To ułatwiałoby sprawę, chociaż opieka nad zagubionym, w dodatku zapłakanym (i z całą pewnością zasmarkanym) dzieckiem jawiła mu się równie miło, jak wizyta u dentysty. Akashi kucnął jednak tuż obok niej i przywołał na twarzy swój wyćwiczony uśmiech.
-Witaj – powiedział, starając się brzmieć łagodnie.
Mała poderwała główkę, pociągnęła żałośnie nosem i otarła oczy.
-Nie rozmawiam z obcymi – oznajmiła wyniośle.
Akashi szerzej otworzył oczy; dziecko okazujące brak szacunku? JEMU?
-Nie jestem obcy – wymamrotał, zaciskając zęby. Już widział te nagłówki jutrzejszych gazet: „Akashi Seijuro odmawia pomocy zagubionemu dziecku". Dział PR wpadnie w szał. Westchnął ciężko i wyjął z kieszeni garnituru swoją wizytówkę, chociaż wątpił, aby mała umiała czytać. –Jestem Akashi Seijuro. Pracuję niedaleko – dodał.
Dziewczynka wzięła wizytówkę i, tak jak przypuszczał, tylko bezradnie obróciła ją w rękach.
-Pracuje pan dla tych złych? – zapytała podejrzliwie.
-„Złych?"
-Dla tych, którzy chcą zabrać mnie od cioci – wyjaśniła, patrząc na niego nieufnie. Cofnęła się lekko, kiedy zobaczyła jego oczy. Nigdy nie widziała człowieka o dwóch różnych tęczówkach. Były fascynujące, ale jednocześnie przerażające.
-Czy twoja ciocia zrobiła coś złego? – no pięknie, nagłówek właśnie uległ zmianie na „Akashi Seijuro pomaga uciec dziecku przed opieką społeczną". Szef działu PR podetnie sobie żyły w biurze.
-Moja ciocia jest super! – warknęła dziewczynka. –Ale ja sprawiam jej tylko problemy. Przeze mnie oni chcą zabrać jej dom. Więc u-uciekłam, żeby jej nie zabrali.
-Zabrać dom? – Akashi nie rozumiał, dlaczego dziecku może zależeć na domu. Przecież to tylko miejsce, umowne pomieszczenie, które stanowiło schronienie przed zjawiskami atmosferycznymi i można było w nim mieć swoje rzeczy.
Mała tylko na nowo zaczęła płakać, a Akashi znów westchnął i podał jej chusteczkę.
-Jak masz na imię?
-M-Miyu.
-Miyu-chan więc – podniósł się i rozejrzał. Nikogo nie było w zasięgu wzroku. Czy powinien zadzwonić po policję? Ale to byłaby oznaka słabości, a on takowych nie przejawiał. –Jak ma na imię twoja ciocia?
-Ciocia.
-… a jak mówi do niej kobieta pracująca w sklepie? – wymruczał z wymuszonym spokojem, czując, że chyba nigdy nie spłodzi własnego dziecka.
-I-Izuki-san.
-Izuki – powtórzył, czując, że to już coś. Powoli w myślach policzył do dziesięciu, by z czystym umysłem pomyśleć, co dalej.
Na szczęście, Akashi nie musiał improwizować. Z oddali usłyszał krzyki dwojga ludzi, a wkrótce w zasięgu jego wzroku pojawiła się para dorosłych, którzy z paniką w oczach biegli przez park.
-Miyu!
-Miyu-chan!
-To ciocia – szepnęła dziewczynka, ciągnąć Akashi'ego za spodnie od garnituru. Mężczyzna z przerażeniem pomyślał o plamach z trawy, których zapewne nie da się usunąć. –Niech pan sobie idzie, bo mnie znajdzie!
Dziecko wyrzuciło JEGO?
-Ciocia musi cię znaleźć, pewnie jest zmartwiona twoim zniknięciem – burknął i uniósł rękę, by skinąć do czarnowłosego mężczyzny. Ten złapał swoją towarzyszkę za ramię i pociągnął w stronę Akashi'ego.
-Ale pan jest – warknęła mała i uszczypnęła go w łydkę. Akashi syknął cicho i spojrzał na nią karcąco, ale Miyu tylko pokazała mu język. Mężczyzna z trudem opanował chęć pokazania jej własnego.
-P-pan znalazł Miyu? – wydyszała drobna, czarnowłosa kobieta, opierając dłonie na udach i kłaniając mu się lekko. Stojący obok niej mężczyzna spojrzał w krzaki i uśmiechnął się czule.
-Miyu, narobiłaś nam strachu – powiedział, kucając obok niej.
-Ale jak zostanę z ciocią, to źli panowie znów nie dadzą jej spokoju – wymamrotała mała, na nowo zaczynając płakać. Mięła chusteczkę Akashi'ego w dłoniach, nim w końcu przylgnęła do nóg nieznajomej.
-Coś wymyślimy, Miyu-chan – kobieta wzięła ją na ręce i przytuliła do siebie. Skinęła lekko Akashi'emu głową i odeszła parę kroków.
-Proszę uważać na państwa córkę, mogła wpaść do jeziora – Akashi zimno spojrzał na czarnowłosego, ale ten uśmiechał się dalej.
-Dobrze, że ją pan znalazł. Hikari już chciała dzwonić po policję i rozpoczynać akcję na szeroko zakrojoną skalę. To nie pierwszy raz, kiedy Miyu próbuje uciec, ale pierwszy, gdy zaszła tak daleko sama. Ach, i to nie nasza córka. To córka naszej siostry – tutaj jego uśmiech nagle znikł.
Akashi miał to gdzieś.
Chciał już wrócić do domu; zaczynała boleć go głowa, a to zły znak. Jeśli oznaczał nadchodzącą migrenę, nie da rady iść jutro do pracy. Uniósł dłoń i dotknął skroni. Jeszcze tylko chwilę i…
-Wszystko w porządku? Zbladł pan – kobiecy głos wyrwał go z zamyślenia. –Shun-nii, weź Miyu-chan – czarnowłosa kobieta wcisnęła partnerowi dziecko do rąk, a sama dotknęła czoła Akashi'ego. Powinien się oburzyć o brak manier, ale nie miał na to siły. Ten atak był zbyt gwałtowny, a dłoń kobiety była przyjemnie chłodna i delikatna. –Ma pan gorączkę.
-Pójdę już do domu – mruknął, odsuwając się od niej z firmowym uśmiechem.
-Shun-nii pana odprowadzi, co? Shun-nii – zwróciła się do brata. –Martwię się, pan wygląda naprawdę źle, nie powinien iść sam.
-Jasne. Pójdę z panem. Ty i Miyu wracajcie do domu.
Nim Akashi w końcu został sam w swoim mieszkaniu, głowa bolała go jeszcze bardziej. Nieznajomy mężczyzna (który przedstawił się jako Shun Izuki) był głośny i roześmiany, a on nie przepadał za takimi ludźmi. Odprowadzał go do domu, opowiadając o Miyu, o swojej siostrze, a także wszelkiej maści denne dowcipy, których nie rozumiał. Akashi czuł jednak, że mężczyzna coś ukrywa i obu ulżyło, kiedy znaleźli się pod jego domem. Podziękował Izuki'emu za pomoc i szybko się zmył. Teraz, wciąż w spodniach od garnituru i w białej koszuli, zwinął się na łóżku, w pokoju z zasłoniętymi oknami i wyciszonym do granic możliwości, a mimo to ból rozrywał jego czaszkę.
Kuroko spoglądał na Kagami'ego, który siedział po drugiej stronie barowego stolika. Strażak wyraźnie wydawał się być speszony i nerwowo zagryzał dolną wargę, co wyglądało nawet uroczo. Przypominał Kuroko jednego z jego uczniów, który zawsze rumienił się i unikał kontaktu z resztą.
-Nie gryzę, Kagami-san – powiedział łagodnie. –Poza tym, uratowałeś mnie przed tym człowiekiem. Jestem wdzięczny.
-Nie lubię takich jak on, ludzi, którzy nie rozumieją słowa „nie" – westchnął Kagami, trochę się rozluźniając. –Źle zaczęliśmy, ale wciąż jest szansa. Czego się napijesz?
Kise zsunął się niżej i niemal wtopił w tło, chichocząc pod nosem i bezradnie zasłaniając sobie usta dłonią. Ciężko mu było uwierzyć w to, co się dzieje i starał się na bieżąco pisać wszystko Aomine. Teraz wiedział, że nie musi go przekonywać pizzą, żeby po służbie wpadł do Siódmego Nieba. Informacja o tym, że Kagami umówił się z nikim innym, jak z ich znajomym ze szkoły, Kuroko Tetsuyą, z pewnością zaalarmuje pozostałych. Tokio było niesamowicie małe! Kise nie mógł się doczekać reakcji zarówno Kagami'ego, jak i Kuroko, gdy okaże się, że mają wspólnych znajomych i mogli się spotkać już wcześniej. Że też Aomine nie skojarzył faktów, kiedy Kagami kazał mu iść na lekcję do przedszkola!
Zabawa dopiero się zaczynała!
O tym, że zabawa dopiero się zaczynała, myślał również człowiek, który w wieczornych wiadomościach oglądał raport z pożaru w gimnazjum Teikou. Płomienie podniecały go do tego stopnia, że nie mógł utrzymać rąk z dala od swojego krocza. Zastanawiał się, czy przekaz trafił do odbiorcy. Jeśli nie, to niewielka szkoda.
Już on zadba o to, by następny trafił.
