ROZDZIAŁ 3
„Biedronka"
– Co powiedziała Pomfrey? – Severus zagadnął jeszcze z salonu.
– Nic – burknęła Granger, a on natychmiast skierował swoje kroki do sypialni i wywrócił oczami, widząc zaschnięte ślady łez na jej policzkach.
– Czyli? – warknął zbyt ostro.
– Czyli dokładnie nic, profesorze – odparła ze smutną miną. – To znaczy mówiła podczas rzucania jakiegoś czaru uzdrawiającego – wyjaśniła. – Ale jak zapytałam co z moją nogą to udawała, że mnie nie słyszy.
W duchu obdarzył starą wiedźmę najgorszymi klątwami jakie znał.
– A jak się czujesz? – spytał, siadając w fotelu.
– Dobrze – mruknęła.
– Myślę, że po kolacji możesz pójść spać – próbował zagadnąć, ale Hermiona nie bardzo chciała podjąć temat stanu jej zdrowia. – Widzę, że Biedronka przyniosła ci piżamę. – Dziewczyna przytaknęła i pokazała ramiączko.
– Była bardzo pomocna, profesorze – wyszeptała. – Nie tylko przyniosła kilka ciuchów, ale też wszystko dopasowała do mojego rozmiaru. Dziękuję.
– Co robiłaś? – spytał konwersacyjnym tonem.
– Odpoczywałam, jak pan kazał, profesorze – odparła, a jej przesadna grzeczność zaczynała go irytować.
– Nie jestem już twoim profesorem – syknął, powstrzymując złość.
– Wiem, przepraszam. – Pochyliła głowę ze skruchą. – To kwestia przyzwyczajenia.
– Czytałaś coś? – Próbował znaleźć jakiś temat do rozmowy, ale Granger najwyraźniej nie chciała mu niczego ułatwiać i zaprzeczyła ruchem głowy. – Jest coś co miałabyś chęć zjeść na kolację? – spytał z rezygnacją.
– Obojętne. Nie jestem głodna – odparła, bawiąc się rąbkiem kołdry.
Zamówił dania jakie były na standardowej kolacji i z irytacją obserwował, jak Hermiona dziobie w talerzu, przerzucając kawałki wołowiny z jednej strony na drugą.
– Planujesz ułożyć z tego jakiś wymyślny wzór, Granger? – sarknął w końcu.
– Chciałby pan jakiś konkretny? – odgryzła się.
– Chciałbym, żebyś to zjadła – odpowiedział poważnie, spodziewając się ponownego ataku z jej strony, ale ona jedynie z ociąganiem uniosła widelec do ust i zaczęła powoli przeżuwać mięso. Sam już nie wiedział co gorsze; wiecznie paplająca, wymądrzająca się czy ta cicha i osowiała. W końcu doszedł do wniosku, że po stokroć woli gadatliwą Hermionę, z której można chociaż drwić. Ta wyglądała tak żałośnie, że jedyne na co miał teraz ochotę to pogłaskać ją po włosach, a następnie udusić poduszką, gdyby była gadatliwa, część z głaskaniem mógłby sobie darować.
– Mam do sprawdzenia prace, chcesz bym zrobił to tutaj czy wolisz zostać sama? – spytał w końcu, mając nadzieję na to drugie.
– Jeśli nie ma pan nic przeciwko, chciałabym położyć się spać – odpowiedziała, podając mu pusty talerz. – Było bardzo dobre, dziękuję.
– Nie ja to przygotowałem, ale przekażę skrzatom – odparł z cichym westchnieniem.
– Mam spać tutaj? – Spojrzała na niego, jakby oczekiwała, że wylewituje ją na kanapę.
– Tak – skinął lekko głową.
– A pan? – spytała z lekkim niepokojem i to było cholernie dobre pytanie, bo jak do tej pory nie zastanawiał się nad tym. Kanapa w salonie nie wyglądała na specjalnie wygodną, a łóżko w sypialni było duże i spokojnie mogli spać na nim razem, nie dotykając się przez całą noc. To jednak wydało mu się bardzo niestosowne po tym co przeszła i nie sądził, by była zadowolona z jego nocnego towarzystwa.
– Przetransmutuję kanapę w salonie w coś wygodniejszego – odparł, siląc się na uprzejmość. Podziękowała mu lekkim skinięciem i z grymasem bólu ułożyła się na boku. – Dobranoc, Hermiono. Gdybyś mnie potrzebowała wystarczy, że zawołasz – zapewnił i pogasił palące się w pomieszczeniu świece.
Kolejne dni nie przyniosły niczego pozytywnego. Tuż po tym, jak odzyskała przytomność zamieniła z nim więcej słów niż przez cztery następne dni. Starał się być uprzejmy, spał na kanapie, której nie dało się transmutować w nic wygodnego i przymuszał lekko, by jadła kolacje, a ona wciąż jedynie wykonywała jego polecenia i przytakiwała grzecznie. Do tego dochodziły jej nocne koszmary. On wciąż śnił o szczęśliwej dziewczynie, która była jego żoną i z irytacją wstawał w nocy, gdy Hermiona budziła go swoim krzykiem. Wiedział, że nie może mieć do niej pretensji o sny, ale sytuacja zaczynała go mocno frustrować. Podczas drugiej nocy nawoływała rodziców do wyjścia z domu i domyślił się tylko, że przeżywa koszmar sprzed roku, gdy spłonęła część ich domu. Obudzona nie miała ochoty zwierzać mu się z tego o czym śniła, ale zaczynał podejrzewać, że te koszmary ciągną się znacznie dłużej niż wydarzenia sprzed kilku dni. Była świadkiem pożaru, w którym spłonęli jej rodzice i zapewne widziała ich zwęglone ciała. To musiało być dla niej gorsze niż cokolwiek co stało się później, a on nie miał pomysłu, jak jej pomóc.
Na początku wydawało mu się, że całkiem dobrze poradzi sobie z sytuacją, ale teraz zaczynało być coraz gorzej i zastanawiał się co mogło być tego przyczyną. Czy powiedział coś, co mogło ją doprowadzić do takiego stanu, czy może fakt, że głównie leżała i rozmyślała powodował nasilanie się depresji. Jej noga wciąż pozostawała w magicznym opatrunku, ale Poppy zapewniła go, że Hermiona może już zacząć się poruszać z pomocą kuli. Przyniósł jej dwie, które dyrektorowi udało się zdobyć w świętym Mungu z nadzieją, że może jak trochę się porusza to będzie jej lepiej, ale ona jedynie podziękowała i zawinęła się w kołdrę, dalej myśląc o Merlin wie czym. To przelało czarę goryczy. Starał się i zachowywał jak skończony pacan, a ona w najlepsze sobie leżała i umartwiała nad swoim losem. Tak się składało, że to teraz także jego los i on nie zamierzał spędzić reszty życia z mruczącą pod nosem i wiecznie chlipiącą w poduszkę panną. Jego życie było wystarczająco do dupy, by teraz miały jeszcze udzielać się mu jej zmartwienia.
Piątego dnia nie wytrzymał i rzucając na łóżko kule, ściągnął z niej kołdrę, modląc się w duchu, by jego babka nie sypiała w zbyt kusych piżamkach.
– Rusz się do cholery, Granger – warknął do zaskoczonej dziewczyny. – Zrób coś ze sobą albo uwierzę, że twoją nową ambicją jest stanie się moją utrzymanką do końca życia i umilanie moich wieczorów o wmuszanie w ciebie kawałka chleba. – Hermiona spojrzała na niego z wyrzutem, ale nic nie odpowiedziała. – Jeśli nie zamierzasz reszty swojej marnej egzystencji spędzić w moim łóżku to może łaskawie ubierzesz jedną z tych kiecek, które przyniosła Biedronka i pomożesz mi dziś w laboratorium. Pracuję nad eliksirem, który zapewni ci noce bez koszmarów, wskazana byłaby twoja pomoc. – Dziewczyna nadal patrzyła na niego tępym wzrokiem i po chwili pod jej powiekami zebrały się łzy. Tego było już dla niego za wiele. – Głucha jesteś? – warknął ze złością. – Rozumiem, zgwałcono cię i torturowano prawie na śmierć, jakiś kretyn pobawił się magią i przez to utknęłaś jako żona starego, znienawidzonego profesora, straciłaś z nim dziewictwo, co jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności wyleciało ci z pamięci, ale możesz mi wierzyć na słowo, warto było pamiętać. Wyrzucono cię ze szkoły, spalono twój spadek, tak kamienica twojej babci spłonęła, a dom twoich rodziców dokończono, twoi przyjaciele mają cię gdzieś, a w gazetach wciąż piszą o tym, jak rozpustna jesteś, wielkie mi rzeczy. Zdarza się każdemu. – Hermiona patrzyła na niego z otwartymi ustami i zaczynał się zastanawiać, kiedy rzuci w niego jakąś paskudną klątwą, ale ta jak na złość pozwoliła płynąć swoim łzom. – No dobra – skapitulował – może to faktycznie trochę dużo, jak na jeden miesiąc dla jednej osoby, ale chyba nie planujesz kisić się tutaj w nieskończoność? Ostrzegam, że niebawem zamierzam odzyskać swoje łóżko. Kanapa jest cholernie niewygodna – dodał już łagodnie i po chwili mocno chwycił ją w ramiona, pozwalając, by wyrzuciła z siebie cały żal. Przylgnęła do niego z ufnością i płakała przez dobre kilka minut, by w końcu oderwać się od niego. Spojrzała mu prosto w oczy z wdzięcznością i po chwili ponownie wtuliła w jego ramię, ale już spokojna. – Będzie dobrze, Hermiono – obiecał, gładząc jej plecy.
– Zapomniał pan, że straciłam dostęp biblioteki – szepnęła z powagą, ale po chwili na jej twarzy pojawił się maleńki uśmiech.
– To w istocie przebija wszystkie nieszczęścia, jakie wymieniłem – prychnął. – Dla twojej informacji, w naszym domu jest biblioteka, w której znajduje się magiczny księgozbiór gromadzony na przestrzeni ponad czterystu lat, a oprócz tego całkiem spora kolekcja mugolskich książek. – W oczach Hermiony pojawiło się w końcu coś, czego wypatrywał od kilku dni. – Jeśli cię to uspokoi, mogę porozmawiać z dyrektorem na temat korzystania z biblioteki, a jeśli nie da się nic załatwić to mogę przynieść ci co tylko zechcesz. I przypominam, że nie potrzebuję zezwolenia na wstęp do działu zakazanego. – Uśmiechnął się. – Posłuchaj – zaczął, odsuwając ją nieco od siebie i spojrzał w jej oczy – Zanim stało się to wszystko co się stało, jeszcze przed końcem roku zamierzałem zaproponować ci praktykę u siebie. Wiem, że Minerwa planowała to samo i obawiam się, że jej plany są nadal aktualne, dlatego chciałbym ją uprzedzić i spytać już teraz, czy zechciałabyś mi asystować przez najbliższe trzy do pięciu lat. Możesz zacząć od zaraz, ale musisz mi obiecać, że będziesz się uczyła sumiennie i przestaniesz ryczeć i się zamartwiać.
Na twarzy dziewczyny zaczął błąkać się nieśmiały uśmiech i Severus dobrze wiedział, że jest bliska wybuchu, miał nadzieję, radości, gdy nagle na powrót spoważniała.
– To czysty nepotyzm – odparła w końcu.
– Owszem, ale kogo to obchodzi? – zaśmiał się, widząc, że jego potrząśniecie nią nieco pomogło.
– Nie mam się w co ubrać i powinnam poszukać pracy, profesorze – westchnęła. – Nie wiem czy znajdę czas …
– Nie denerwuj mnie, Granger – warknął. – Żartowałem z tym utrzymywaniem cię i całkiem sporo zarobimy na eliksirach, które będziesz ze mną wykonywać. A dodam tylko, że wiele też będziemy robić dla skrzydła szpitalnego.
– I będzie pan udawał, że nie widzi, jak czasem dosypię tego czy tamtego? – Spojrzała na niego z niewinną miną.
– Jeśli będziesz warzyła dla Pottera to z dużym prawdopodobieństwem nie będę patrzył w ogóle – odparł i pozwolił jej się jeszcze na chwilę przytulić. – Idź pod prysznic, a później zabiorę cię na chwilę do domu. – Pogładził ją zachęcająco po plecach. – Nie mam zielonego pojęcia, jak to się stało, ale ostatnio odkryłem tam całkiem pokaźną garderobę wypełnioną jakimiś durnymi kieckami. Nie są w moim rozmiarze, więc podejrzewam, że są twoje.
Za zgodą dyrektora wyjawił Minerwie, że Hermiona się odnalazła i poprosił, by ta kupiła dla niej kilka ciuchów. Kufrów po babci było całkiem sporo, ale były to ubrania zdecydowanie nie dla młodej kobiety i chyba najzdolniejsza krawcowa nie zdołałaby z tego niczego ładnego wycisnąć. McGonagall oczywiście wczuła się w rolę i nawet nie chciał wiedzieć o ile stosów złota uszczupliła jego skrytkę. Zrobiła zakupy nie tylko na Pokątnej, ale z tego co widział po licznych papierowych torbach, była też w mugolskich butikach. Nie zamierzał tego oglądać i miał tylko nadzieję, że czarownica zadbała o wszystko, czego młoda dziewczyna potrzebuje.
– Dziękuję – wyszeptała ze ściśniętym gardłem i mocno, ku jego irytacji, się w niego wtuliła. Po chwili skapitulował i poklepał ją delikatnie po plecach.
– Nie masz za co – zapewnił i niepostrzeżenie zaciągnął się zapachem jej włosów.
– O bogowie – jęknęła Hermiona, wchodząc do wielkiej biblioteki. – Gdybym nie była pana żoną poprosiłabym pana o rękę – dodała z powagą. – Jeśli o mnie chodzi to mogę tutaj zostać.
– Po pierwsze, musisz porządnie wydobrzeć zanim cię tutaj zostawię – odparł – a po drugie, przypominam ci, że jak już wydobrzejesz zaczynasz u mnie pracę.
Hermiona uśmiechnęła się do niego i dopiero po chwili zorientował się, że wpatruje się w ten uśmiech z rozmarzeniem. Nie miał pojęcia co się z nim działo, ale ta więź chwilami zaczynała go irytować. Robił z siebie przy niej kompletnego durnia, a już maksymalnie zwątpił w swój rozum, gdy w jej garderobie nieopacznie otworzył szufladę z bielizną. Był pewien, że zamorduje Minerwę szybciej niż ta zdoła zmienić się w kota i rzuci sklątkom na pożarcie. Nakupowała dla Hermiony dziesiątki jakichś paskudnych, koronkowych, skąpych majteczek i ku jego przerażeniu znalazły się tam też biustonosze. Oczywiście Granger musiała wykorzystać sytuację i z niewinną miną wyciągała jakieś pozbawione materiału gacie, oglądając je ze wszystkich stron, drwiąc w najlepsze z jego rumieńca. Posłał jej mordercze spojrzenie i prychając, wyszedł do dużej sypialni, którą kazał przygotować dla niej skrzatom.
– Dziękuję, profesorze – szepnęła, stając za nim, gdy wyglądał przez duże okno.
– Nie masz za co, poszło ze wspólnej skrytki – odparł, nie odrywając wzroku od widoku.
– Wspólnej? – zdziwiła się.
– Zaraz po twoim odejściu dostałem spory stos dokumentów z ministerstwa – zaczął. – Oprócz aktu małżeńskiego były tam też papiery dotyczące naszego majątku. Z tego co się zorientowałem twoi rodzice, zaraz po rozpoczęciu przez ciebie nauki w Hogwarcie, założyli ci skrytkę – Hermiona przytaknęła. – Z chwilą, gdy się pobraliśmy gobliny połączyły nasze skrytki w jedną. Na szczęście ministerstwo nie ma żadnych danych dotyczących nieruchomości, które obydwoje posiadamy.
– Rodzice odkładali tam pieniądze jedynie na książki – odparła z zakłopotaniem. – Nie sądzę, by starczyło to na chociaż połowę tych ubrań, a stąd nie mam dostępu do ich kont w mugolskich bankach.
– Nie martw się o to. – Odwrócił się do niej i spojrzał łagodnie. – Hermiono, czy ci się to podoba, czy nie, jesteś moją żoną i … obawiam się, że to jeszcze długo się nie zmieni. Czytałaś te książki, które ci dałem? – spytał sceptycznie.
– Próbowałam – wyszeptała – ale wykłady u Binnsa przy tym to super rozrywka. Nie mogłam się zmusić, przepraszam.
– I liczysz, że powiem ci o wszystkim co wiem? – prychnął. – Ja mam się męczyć, a ty chcesz przyjść na gotowe? – drwił.
– Chyba tak to właśnie wygląda – mruknęła bez cienia skruchy.
– Z papierów i badania obrączek ślubnych wynika, że to magiczne, nierozerwalne małżeństwo, a oddanie względem drugiej osoby umacnia więź coraz bardziej – zaczął, opierając się o parapet i gestem nakazując, żeby usiadła i nie przeciążała chorej nogi. – Nie wiem czy pamiętasz, ale zanim jeszcze się pobraliśmy uratowałem cię po ugryzieniu pająka – wyjaśniał, widząc jej pytające spojrzenie. – W noc poślubną oddałaś mi swoje dziewictwo – starał się mówić o tym tak swobodnie, jak tylko się da. – Ty poświęciłaś się dla mnie, biorąc całą winę na siebie. Później broniłaś przed Malfoyem, a ja zabiłem Draco w obronie ciebie. To wszystko uczyniło naszą więź nierozerwalną i zanim coś powiesz, byłem tego świadom, idąc po ciebie i zrobiłbym to ponownie. – Hermiona spojrzała na niego ze zdumieniem. – Dumbledore uważa, że magia zmusza nas do przestrzegania przysięgi małżeńskiej, ale ja nie jestem do końca pewien, czy to tylko to.
– Przysięga małżeńska? – zdziwiła się.
– To chyba standard podczas ślubu – mruknął z ironią.
– Czyli z tego co pamiętam, jesteśmy zmuszeni do troski o siebie nawzajem, między innymi – odparła, próbując sobie przypomnieć tamten dzień ze snu.
– Jestem mężczyzną, Hermiono. – Wzruszył ramionami. – Zrobiłbym to samo względem każdej innej kobiety, która została moją żoną, bez względu na okoliczności w jakich doszło do ślubu.
– Każdej? – Hermiona spytała sceptycznie.
– Masz rację. – Snape się zastanowił. – Nie mam pojęcia, jak przetrwałbym, gdybym musiał znosić życie z Minerwą, Sprout, albo nie daj Merlinie którąś z tych idiotek, które uczą się na twoim roku. Zdajesz się być osobą, z którą jakoś się dogadam, mam nadzieję.
– A miłość? – spytała nieśmiało Hermiona. – Czy ta przysięga zmusza nas żebyśmy …
– Kochasz mnie, Hermiono? – Dziewczyna wyraźnie się zmieszała i oblała rumieńcem. – Tak myślałem – zaśmiał się.
– Ja po prostu pana nie znam, profesorze – odpowiedziała po chwili. – Nie miałam okazji, by chociaż móc się w panu zakochać. – Zaskoczyła go tym stwierdzeniem, ale starał się nie dać tego po sobie poznać. Przez jego umysł już wcześniej przelatywały podobne wnioski, chociaż myśli o tym, że mógłby się zakochać w uczennicy odsuwał od siebie w najdalsze zakamarki.
– Magia, jaka nas połączyła jest w dzisiejszych czasach bardzo rzadko wykorzystywana podczas zawierania małżeństw – wyjaśniał. – Już w tamtych czasach nie było to zbyt popularne i nie wiem co nami kierowało, by złożyć takie przysięgi. Pewnie miłość i zaufanie w dużej mierze, ale podejrzewam, że oprócz poświęcenia niesie to też za sobą jakieś korzyści. – Zawahał się przez moment. – Miłość jest jedynym przyrzeczeniem, do którego spełnienia zmusić magia nie może, chociaż jak widać nie potwierdza się to w naszym przypadku, bo ślubną przysięgę magiczną mogą złożyć tylko szczerze zakochani w sobie małżonkowie. Tego w tym wszystkim nie rozumiem – westchnął. – Można komuś podać miłosny eliksir albo rzucić czar, ale to uczucie wówczas omamia jedynie umysł, nie płynie z serca i magia się na to nie nabierze. – Hermiona słuchała uważnie słów Severusa. – Z tego co pamiętam, ślubowałem cię ochraniać i tego możesz być pewna dotrzymam. Myślę, że to dlatego Lucjusz tak bardzo chciał cię dopaść. Widział nasze papiery małżeńskie i liczył, że dotrze do mnie przez ciebie. Nie przewidział, że ktoś ośmieli się go zdradzić.
– Czyli pan nie jest bezpieczny, dopóki i ja nie jestem – przerwała mu nagle. – Zawsze będzie pan starał się mnie ratować. Dlaczego więc profesor Dumbledore mi o tym nie powiedział? Dlaczego był tak zdeterminowany, by tylko pana chronić? Nie bardzo go interesowało co się ze mną stanie – wyznała z nutką pretensji.
– Po pierwsze, był przekonany, że Potter wyśle cię do siedziby Zakonu, a po drugie, nie był świadomy, jak silna jest nasza więź. Nie wiedział, że uratowałem ci już życie, że … spędziliśmy noc poślubną. Wiedział tylko, że sobie przysięgaliśmy. Z tego co przeczytałem w tych książkach, przysięga jaką sobie złożyliśmy jest wiążąca tylko i wyłącznie wtedy, gdy małżonkowie są wolni od złowrogich klątw i uroków. Mimo to wciąż podejrzewam, że jesteśmy pod wpływem jakichś czarów, ale … Hermiono, musisz liczyć się z tym, że nie zdejmiesz tej obrączki do końca życia. – Odetchnął głęboko i usiadł w fotelu obok niej.
– Czyli jest pan na mnie skazany. – Uśmiechnęła się nieznacznie.
– Mniej więcej w takim samym stopniu, jak ty na mnie – odparł. – Na całe szczęście podczas naszego obrzędu ślubnego to jedynie nasze przysięgi nas związały i nie musimy wypełniać nakazów pastora, który nam udzielał ślubu – dodał z lekkim rozbawieniem.
– Nie pamiętam o czym mówił. – Hermiona wyglądała na nieco zawstydzoną.
– Nie dziwię ci się. – Severus spojrzał na nią z krzywą miną. – Byłaś nieco … skołowana podczas ślubu. Pamiętam, że się martwiłem.
– Byłam oszołomiona, chyba … z miłości – mruknęła pod nosem.
– Pastor nakazywał nam zawarcie małżeństwa w celach prokreacji – odpowiedział na niezadane pytanie.
– Uch – jęknęła.
– Dokładnie to samo przyszło mi do głowy, gdy to sobie przypomniałem – odparł z powagą. – Byłoby to trochę uciążliwe, gdyby magia zmuszała nas do nieustannego rozrodu. – Spojrzał na nią groźnie, gdy wybuchnęła gromkim śmiechem. – To nie jest śmieszne, Granger. Jesteś jeszcze młoda, w dodatku jesteś czarownicą, wiesz ile lat płodności cię czeka?
– Ma pan niezwykły dar do wyszukiwania jak najbardziej niewłaściwych słów – śmiała się, a on musiał przyznać, że był to bardzo przyjemny dźwięk.
– Masz rację, rozród to niezbyt trafne wyrażenie – przyznał z krzywą miną. – Niech ci będzie – zaśmiał się. – Niemniej nie mam pojęcia co wówczas by nam zostało. Na szczęście magia bywa rozsądna.
Hermiona była pod dużym wrażeniem Chatsworth House i nie mogła się nadziwić, że przez tyle lat niczego tu nie zmieniono. Była zaskoczona, gdy Severus wyznał jej, że praktycznie nigdy nie korzystał z tego domu i zajmował go jedynie ogród zielny i biblioteka. Kpiła z niego i drwiła, że jest nieczuły na prawdziwe piękno i gdyby ona tylko mogła spędzała by tutaj każdą wolną chwilę. Chciała jeszcze obejrzeć rzekę i stajnie, w których nie było żadnego konia i Severus nie mógł pojąć co może być w tym pociągającego, ale zanim jeszcze opuścili dom mocno pobladła i widać było, że cierpi. Dom podobał jej się tak bardzo, że kompletnie zapomniała, żeby nie obciążać chorej nogi i w najlepsze ciągnęła za sobą kule, przemierzając korytarze, zamiast podpierać się na nich. Nie pozwolił jej na dalsze zwiedzanie, zapewniając, że jeszcze jej się tam zanudzi, tylko zabrał od razu do zamku, by Poppy obejrzała jej nogę.
Hermiona wyglądała bardzo źle, gdy dotarli już do jego kwater i miał poważne wątpliwości, czy aby nie pospieszył się z tak długim wyjściem. Pomógł jej się położyć i niezwłocznie wezwał do siebie pielęgniarkę. Nie krył swojej irytacji, gdy ta zjawiła się, mrucząc coś pod nosem o tym, że nie jest wiedźmą na posyłki i skoro Granger nie uważała to niech teraz się sama leczy. Weszła jednak do dziewczyny i rozpoczęła rutynowe diagnozowanie. Nie wchodził do sypialni, ale kręcił się w pobliżu i starał się dowiedzieć czegoś więcej o tajemniczych wizytach Poppy. Dotychczas Hermiona utrzymywała, że Pomfrey nie mówi nic i za każdym razem, gdy pytał o wizytę pielęgniarki, dziewczyna zbywała go jakimś frazesem.
– Wciąż będziesz uparcie milczeć, dziewczyno? – Zmarszczył brwi i podszedł nieco bliżej drzwi.
– Na jaki temat, proszę pani? – odparła wojowniczo Hermiona i musiał przyznać, że taka podoba mu się dużo bardziej, o ile można w ogóle mówić, że ta pozbawiona chęci do życia dziewczyna podobała mu się w ogóle.
– Dobrze wiesz – burknęła pielęgniarka, owijając jej nogę jakimiś okładami. – Co cię skłoniło do tego, żeby uwodzić profesora? Młoda, ładna dziewczyna, mogłaś mieć każdego chłopca, a ty wybrałaś profesora Snape'a. Nie rozumiem.
– Co tu rozumieć, proszę pani. – Granger wzruszyła ramionami. – Jest młody, inteligentny, błyskotliwy, odważny i nieziemsko przystojny. Czego mogłabym chcieć więcej od męża?
– Mnie to wcale nie śmieszy, dziewczyno – warknęła Pomfrey. – Severus to porządny człowiek i nie zasłużył na coś takiego. Powinnaś go szanować.
– Ja go szanuję, proszę pani – odparła z powagą Hermiona.
– Albo milczysz, albo stroisz sobie głupie żarty – prychnęła ze złością starsza kobieta. – Przyznaj się w końcu jaki urok na niego rzuciłaś.
– Och, nie mogę – jęknęła Granger. – Wówczas istniałoby zagrożenie, że jakaś inna czarownica mi go odbierze.
– Uważasz, że to śmieszne? – wykrzyknęła z irytacją Poppy. – Cóż, przynajmniej masz za swoje. Gdyby nie twoje głupie żarciki wobec profesora uczyłabyś się teraz spokojnie, nikt by cię nie napadł i nie zgwałcono by cię – dodała z przekąsem. – Masz za swoje, a Severus powinien cię przekląć, za to, że dopuściłaś by inny był z tobą. Ma pełne prawo...
– Wynoś się stąd, Poppy – wtargnął do sypialni i stojąc w progu, nakazał kobiecie wyjść. Pomfrey spojrzała na niego zaskoczona i nie bardzo wiedziała co zrobić. – Wynoś się albo za chwilę sam cię stąd wykopię. – To poskutkowało. Pielęgniarka pospiesznie zwinęła swoje rzeczy i ruszyła do wyjścia.
– Omotała cię widzę doszczętnie – mruknęła na odchodne. – Jesteście siebie warci.
Zamknął za pielęgniarką drzwi i głęboko odetchnął zanim ponownie wszedł do sypialni. Hermiona leżała zasępiona na łóżku i miał tylko nadzieję, że nie wróci do tego co było wcześniej. Przywdział na twarz maskę obojętności i z ironicznym uśmieszkiem usiadł obok niej.
– Czyli uważasz, że jestem przystojny – mruknął z zadowoleniem. Hermiona wzruszyła ramionami, wywracając oczami.
– Z jakiego innego powodu miałabym za pana wyjść? – sarknęła. Chciał jej coś odpowiedzieć, ale uprzedziła go zadając kolejne pytanie. – Czy to prawo działa w obydwie strony? Czy żadna inna kobieta nie ma prawa pana dotykać? – spytała z powagą.
– Żadna – odparł spokojnie – prócz ciebie – dodał z przekornym uśmieszkiem.
– To dlatego pani Pomfrey się mnie czepia – zamyśliła się Hermiona.
– Dlaczego? – zdziwił się.
– Jest zazdrosna. – Nie mógł się powstrzymać i wybuchnął śmiechem.
– Możesz być pewna, że ty nie musisz. – Spojrzał na nią z rozbawieniem. – Gdybym miał sporządzić ranking kobiet, których mógłbym ewentualnie dotykać, Pomfrey miałaby problem, by znaleźć się na szarym jej końcu, nawet gdyby lista zawierała tysiąc nazwisk.
– A kto jest na szczycie? – spytała z powagą Hermiona. – Weszłam w drogę jakiejś kobiecie? Czy jakaś może rościć sobie prawa i poczuć się zraniona? – Spojrzała mu głęboko w oczy, jakby oczekiwała, że wyzna jej o miłości swojego życia, którą musiał poświęcić dla niej, a jemu przez chwilę wydawało się, że widzi w jej oczach iskierkę zazdrości. Mimowolnie poszerzył swój uśmiech.
– Dzięki twoim zeznaniom dla rady szkoły moje notowania wśród żeńskiej części czarodziejskiego świata znacznie podskoczyły i sądząc po ilości listów miłosnych i propozycji, jakie dostaję, mógłbym całkiem śmiało przebierać w kobietach – odparł z wyższością i po chwili westchnął z rezygnacją. – Ale jestem już żonaty – Hermiona uśmiechnęła się – i wierny – dodał szeptem co wywołało na jej twarzy uroczy rumieniec. – Wszystkie liściki trafiają do kominka, a ja obchodzę się smakiem. Muszę ci się przyznać – zaczął w przypływie szczerości – jeszcze nigdy nie umówiłem się z żadną kobietą na drugą randkę.
– A ożenił się pan z taką, której nie zaprosił nawet na pierwszą – zaśmiała się Hermiona.
– Czy to dlatego pan Weasley się na ciebie obraził? – spytał, uważnie się jej przyglądając. – Byliście parą? – dodał, widząc jej pytające spojrzenie.
– Nie – odpowiedziała pospiesznie. – Ja i Ron? No wie pan? – prychnęła z oburzeniem. – Byliśmy przyjaciółmi – dodała po chwili. – Wydawało mi się, że nic nie jest w stanie tego zepsuć, a oni … on i Harry zachowywali się tak, jakbym naprawdę pana uwiodła i spała z panem za dobre oceny.
– Nie postawiłbym ci dobrej oceny tylko za łóżkowe wyczyny, Granger – mruknął żartobliwie.
– Ale zaprosił mnie pan na praktykę, bo jestem jego żoną – odpowiedziała.
– Owszem, poniekąd, ale głównie dlatego, że twoje dobre stopnie są w pełni zasłużone – zapewnił. – W przeciwieństwie do tych dwóch idiotów, którzy swoje przeciętne noty zawdzięczają głównie tobie. Będę daleki od prawdy, stwierdzając, że każdego wieczoru sprawdzałaś im pracę domową i goniłaś przed egzaminami? – Zaprzeczyła ruchem głowy. – Cokolwiek im powiedziałaś, żegnając z nimi, powinni ci zaufać, Hermiono. Lepiej się czujesz? – spytał łagodnie.
– Całkiem dobrze, dziękuję – odparła.
– Na randkę cię dziś nie zaproszę, ale co powiesz na kolację w salonie? – Uśmiechnął się do niej zachęcająco. – Przez ostatni tydzień próbowałem się dowiedzieć jaka jest twoja ulubiona potrawa, ale uparcie twierdziłaś, że jadasz wszystko, więc dziś zjemy to co ja lubię najbardziej.
– Wcale nie zabrzmiało zachęcająco – Hermiona lekko się skrzywiła.
– Trzeba było od początku współpracować, a nie odstawiać te szopki z leżeniem i udawaniem, że nie jest się najbardziej gadatliwą wiedźmą na świecie – odparł z rozbawieniem.
– Teraz to naprawdę boję się tego co mogę zobaczyć na talerzu i poważnie rozważam rezygnację z kolacji. – Dziewczyna zapadła się w poduszkę.
– Wstawaj, Granger – warknął. – Chyba ci już zapowiedziałem, jakieś trzy dni temu, że jeśli nie będziesz jadła dobrowolnie, zmuszę cię siłą – zagroził. – Obiecuję, że będzie ci smakowało – zapewnił już spokojniej.
Zaczynał się już gubić w tym co jest jego prawdziwym uczuciem, a co powodowanym przez więź, jaka ich łączyła i zmuszała do wypełniania przysięgi. Nie mógł już zbyt stanowczo twierdzić, że nie lubi gadatliwej panny Granger. Im lepiej ją poznawał, tym bardziej przekonywał się, że jej gadulstwo nie jest tylko czczą paplaniną o niczym, ale całkiem sensownym prowadzeniem dyskusji. Co gorsza zaczynał się łapać na tym, że lubi przebywać w jej towarzystwie i wcale nie był zadowolony, gdy kładła się wcześnie spać. Wciąż jednak była słaba i jeszcze w pełni nie wydobrzała, a bez opieki Pomfrey rany goiły się znacznie dłużej, dlatego nie starał się jej zatrzymywać do późna, tylko odsyłał do łóżka tuż po kolacji.
Nigdy by się do tego nie przyznał, ale łapał się na tym, że z każdą chwilą odnajduje w niej coraz więcej zalet, które spostrzegł Severus ze snów. Zastanawiał się, czy i ona ma podobne odczucia względem niego. Tamta Hermiona kochała swojego męża szczerze i co do tego nie miał żadnych wątpliwości. Wiedział, że ta dziewczyna nie darzy go tak głębokim uczuciem, ale czy czuła do niego choć nić sympatii, nie miał pojęcia. Zwykle nie miał problemów z odczytywaniem ludzkich uczuć, gestów i zachowań, ale tutaj starał się być ostrożny w wyciąganiu wniosków. Owszem, Hermiona dość często dotrzymywała mu towarzystwa, gdy w salonie sprawdzał prace uczniów i czasem nawet oferowała swą pomoc, jadała z nim kolacje i sama prowokowała rozmowy o niczym. Zdarzało się, że prowadziła jakieś gierki i czasem miał wrażenie, że z nim flirtuje, ale był niemal pewien, że jej zachowanie jest podyktowane w głównej mierze przez nudę i brak innego towarzystwa, a nie sympatię.
Wiedział, że Hermiona śni o wydarzeniach z pamiętnika, ale nie był pewien, czy śnią dokładnie to samo, czy może ich wersje się różnią. Nigdy nie poruszali tego tematu, nie wiedział dlaczego. Sam fakt, że w jakiś sposób wtargnęli w życie tamtej dwójki był, jak się zdawało dla nich obojga, dość krępujący, a rozmowa o tym wydawała się czymś intymnym. Wiedział jednak, że prędzej, czy później coś zmusi ich do poruszenia tej kwestii.
Wciąż udawało mu się utrzymywać jej powrót do zamku w tajemnicy. Na prośbę Hermiony powiadomił jednak pannę Weasley, że wszystko w porządku i jest już bezpieczna, a po rozmowie z dyrektorem zgodził się przekazać list dziewczynie. Po reakcji Gryfonów, domyślał się, że młodsza uczennica przekazała także swoim kolegom dobre wieści, chociaż nie wszyscy zdawali się być z tego faktu zadowoleni. Potter wyraźnie odetchnął, ale Weasley chodził teraz obrażony na wszystkich, którzy przestali złorzeczyć na jego przyjaciółkę. Doszedł do wniosku, że chłopak był zakochany w jego małżonce i teraz nie mógł się powstrzymać przed demonstrowaniem swojego serdecznego palca, na którym z obojętną miną obracał obrączkę podczas lekcji z nim.
Hermiona zdawała się powoli godzić z tym co się stało, a co więcej do całej sprawy z małżeństwem zaczynała podchodzić z humorem. Czytała o magicznych małżeństwach i ze znużoną miną przeglądała wszelkie dostarczane jej od dyrektora archiwa dotyczące lat, o których czytali w pamiętnikach, w poszukiwaniu wzmianki o tajemniczej parze Snape. Zdarzało się, że witała go popołudniem jakimś stwierdzeniem w stylu Severus kupił mi nowy powóz, a raz udając wielkie oburzenie, wyciągnęła stare, pożółkłe wydanie gazety i postukała przed nim w zdjęcie, na którym widniały jakieś wyglądające na ciężkie i niebotycznie drogie klejnoty.
– Severus mi to kupił na aukcji w Londynie. – Spojrzała na niego z taką pretensją, jakby w ogóle kiedykolwiek obiecywał jej choćby najmniejszy drobiazg, a później zszokowana, gdy przyniósł jej z domu naszyjnik ze zdjęcia, przepraszała go i obiecywała, że już nie będzie kpić z jego skąpstwa względem małżonki.
Zdawało się, że znalazła wszystko, tylko nie rozwiązanie ich problemu. Wiedzieli już, że nie mogą rozstawać się na długo i będą zawsze odczuwać jeśli, któreś z małżonków będzie chore. Przez obrączki mogli przekazywać sobie swoje nastroje względem drugiego i Severus zwykle dość boleśnie przekonywał się, gdy przegiął w docinkach, i Hermiona jest na niego zła lub smutna. Na szczęście to działało w obydwie strony i tak samo on mógł przesyłać jej swą złość, gdy go denerwowała. Niepokoił go fakt, że z każdym dniem ich więź dość widocznie się umacniała. Czuł potrzebę przebywania w jej towarzystwie, ale i ona dość wyraźnie lgnęła do niego. Nie miał nawet czasu zastanowić się, czy lubi tę dziewczynę. Po prostu potrzebował jej obok, czy im się to podobało czy nie. Na ten temat nie mogli znaleźć żadnej wzmianki, ale po tygodniu w jego komnatach było dla nich dość oczywiste, że to więź nakazuje im spędzać wspólnie wieczory.
Noga Hermiony bez czarów leczących goiła się bardzo powoli i dyrektor przekonywał go, by pozwolił w końcu Poppy, by zajęła się na powrót jego żoną. Podobno pielęgniarka wykazywała skruchę, a gdy Albus powiedział jej, że dziewczyna nie jest niczemu winna chciała przeprosić ich oboje. Granger jednak zdała się na jego eliksiry i spokojnie znosiła dyskomfort spowodowany odbudową mięśni, ścięgien i kości. Dał jej kilka lektur, z którymi chciał, by zapoznała się przed rozpoczęciem praktyki, ale do laboratorium obiecał zabrać dopiero, jak wyzdrowieje całkowicie. Zapewnił też, że w czasie wakacji nie zaprzestaną nauki i będą warzyć w jego prywatnym laboratorium w ich posiadłości.
Wciąż była mocno zaskoczona, gdy Chatsworth nazywał ich wspólnym domem, ale czynił to z premedytacją. Pomijając fakt, że tak w istocie było i Hermiona naprawdę była jego panią, to chciał w taki sposób zapewnić ją, że ma dom, do którego zawsze może wrócić. Po tym, jak śmierciożercy dowiedzieli się, że to w kamienicy, którą odziedziczyła po babce, zabito Malfoyów, podpalili ją i tylko dzięki szybkiej interwencji aurorów udało się zapobiec tragedii w całej dzielnicy.
Tymczasem w wieku osiemnastym …
Severus z niepokojem obserwował, jak jego młodziutka małżonka dochodzi do siebie po śmierci babci i przykrych wydarzeniach, których padła ofiarą chwilę później. Zanim nieszczęsny skrzat pojawił się przed nim tamtej nocy, był już w drodze do Londynu, by zdążyć na pogrzeb i wesprzeć Hermionę po stracie ukochanej osoby i mógł z powodzeniem teleportować się do miejsca, w którym przebywała. Pani Snape, miała kwaterować w domu po jej rodzicach, ale z uwagi na ciężki stan staruszki zmieniła plany i została razem z nią w jej kamienicy. Nie chciała nocować w miejscu, gdzie dopiero co zmarła jej babka i jeszcze tej samej nocy poleciła przygotować powóz i wraz z służbą chciała przenieść się do posiadłości Grangerów. Nie dotarła jednak na miejsce. Wynajęty w Londynie woźnica okazał się zwykłym łotrem i sprzedał miejscowym przestępcom informacje o nocnej eskapadzie bogatej damy. Tylko cud i poświęcenie służby sprawiły, że kobiecie udało się wyjść z tego z niewielkimi obrażeniami.
– Jak się czujesz, najdroższa? – spytał z troską, gdy w końcu się obudziła.
– Muszka – jęknęła ze łzami – moja skrzatka … gdyby mnie nie osłoniła, ten sztylet …
– Nic nie mów, kochana – polecił i delikatnie pogładził ją po włosach. – Jesteś już bezpieczna.
– Ale ona … ona nie żyje, przeze mnie. – Hermiona rozpłakała się w ramionach męża.
– To nie twoja wina – warknął twardo i miał ochotę opowiedzieć o torturach, jakimi uraczył pechowego mugolskiego woźnicę, zanim go zabił, ale stwierdził, że szczegóły zachowa dla siebie. – Prosiłem, byś nie rozstawała się z różdżką – dodał po chwili łagodnym tonem.
– Nie rozstawałam się – odparła z pretensją i ponownie rozpłakała. – Nie znam żadnych czarów, którymi mogłam się obronić – szlochała. – Uczono mnie, jak naprawić rozbity wazon albo wezwać szklankę z wodą, nie jak rzucić tarcze obronne albo pozbawić kogoś przytomności.
– Przepraszam, najdroższa. – Przytulił ją mocno i gładził po plecach. – Nauczę cię wszystkiego, obiecuję, jak tylko wrócimy do domu, będziesz się uczyła, jak korzystać ze swojej mocy naprawdę, nie jak naprawiać potłuczone talerze.
– Zabierzesz mnie do … do domu? – poprosiła słabym głosem. – Nie lubię tu być. Londyn mi się już nie podoba – dodała z goryczą.
– Zabiorę, jak tylko dojdziesz do siebie – obiecał.
– Lubiłam tę skrzatkę – jęknęła ponownie. – Była dla mnie miła. – Usiadła na łóżku i oparła głowę na ramieniu męża. Objął ją i przycisnął do swego boku.
– Gdy za mnie wychodziłaś, pan Dumbledore podarował nam malutką, niedoświadczoną skrzatkę z przykazaniem, że ma się uczyć od starszych stworzeń i służyć ci wiernie – zaczął, starając się trochę ją rozweselić. – Jest bardzo malutka, ale aż pali się, by móc ci pomagać. Wydaje mi się, że byłaby szczęśliwa, gdybyś w końcu zrobiła z niej jakiś użytek. Nazywa się Biedronka.
Gdzieś pomiędzy salonem a sypialnią Snape'a, Hogwart.
Z trudem utrzymał równowagę, gdy Hermiona odbiła się od niego kuśtykając z sypialni do salonu, ale sądząc po głośnym huknięciu o podłogę i sporej dawce inwektyw rzucanych w jego kierunku, dziewczynie nie udało się uniknąć upadku.
– Język, Granger – warknął, gdy nazwała go nieuważnym i jak mu się wydawało palantem.
– Och, cierpię przez pana i może mam jeszcze przepraszać? – odburknęła ze złością, próbując wstać.
Zapalił światło i oparł się o futrynę, z rozbawieniem obserwując, jak jego żona próbuje podnieść się z podłogi przy pomocy kuli. Wciąż z jej ust padały przekleństwa pod jego adresem i nie zamierzał jej pomóc dopóki nie przestanie go obrażać.
– Zastanawiam się, czy za kupę mięśni mam się obrazić czy podziękować – zadrwił z ironicznym uśmieszkiem.
– Mógłby je pan wykorzystać i mi pomóc – mruknęła obrażonym tonem i po chwili kierowany jedynie falą złości, jaka rozchodziła się z obrączki podniósł ją z podłogi i posadził na łóżku.
– Mogę się teraz dowiedzieć, dlaczego mnie zaatakowałaś? – spytał z miną cierpiętnika.
– Ja, pana? – krzyknęła z oburzeniem, a jemu coraz bardziej zaczynało się to podobać. Wyglądała jak mała rozkapryszona dziewczynka i przeuroczo marszczyła nos, gdy złościła się na niego. Puknął się mentalnie w głowę i po chwili oprzytomniał, wyrzucając ze swojego słownika wyrażenie urocza i temu podobne. Na jego szczęście Hermiona nie skorzystała z seksownych piżamek, jakie zakupiła jej Minerwa i mógł teraz na nią spokojnie spoglądać. Gdy była w długich bawełnianych spodniach i zwykłych koszulkach wyglądała znośnie. Kompletnie nie mógł, a raczej nie chciał wyobrażać jej sobie w zwiewnych, kusych jedwabiach i sam nie wiedział, dlaczego wciąż o nich myślał.
– Żyjesz? – spytał, gdy uprzytomnił sobie, że wpatruje się w nią od dłuższej chwili.
– Tak – odburknęła.
– Nie było moim zamiarem powalenie cię na podłogę. Nie moja wina, że jesteś taką niezdarą. – Wydało mu się, że takie przeprosiny powinny jej starczyć i chyba widząc, że nie dostanie więcej skapitulowała.
– Po co szedł pan do mojej sypialni nocą? – spytała podejrzliwie.
– Przypominam ci, Granger, że póki co to moja sypialnia – odparł z powagą. – I będę sobie do niej wchodził, kiedy mi się podoba – dodał.
– Jeśli woli pan spać tutaj, to trzeba było …
– Nie wolę – westchnął – i zdaje się dobrze wiesz co mną kierowało, by tu przyjść.
– Biedronka? – spytała niepewnie, a on przytaknął. – Myśli pan, że to możliwe, żeby to była ta sama skrzatka?
– Nie wiem – odparł. – Jest w mojej rodzinie odkąd pamiętam. Nie wiem, jak długo żyją skrzaty, ale szczerze mówiąc, nigdy nie słyszałem, by któryś po prostu umarł. Zwykle są zbijane przez niezadowolonych właścicieli, czasem, jak w przypadku tej …
– Muszka – szepnęła Hermiona.
– Muszki, w obronie swojej pani – dokończył. – Chyba nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy zapytali.
– Profesorze? – Dziewczyna posłała mu skruszone spojrzenie. – Przepraszam, że tak na pana naskoczyłam. Myślę, że tę kupę mięśni możemy uznać za komplement.
– A za co uznasz palanta z długim wszędobylskim nochalem? – spytał obrażonym tonem.
– Ma pan jakiś pomysł? – Spojrzała na niego z niewinną miną.
– Powiedzmy, że uznam to za przejaw chwilowej niepoczytalności. I również przepraszam – dodał po chwili. – Jako, że jestem mądrzejszy powinienem zapalić najpierw światło zanim ruszyłem do swojej sypialni.
– Z moją nogą jest już dobrze i myślę, że może mnie już pan odesłać – odpowiedziała, mu siląc się na swobodny ton. – Jeśli to problem, to ja naprawdę mogę zamieszkać w dom...
– Lepiej zamilcz, kobieto, bo nie mam ochoty o pierwszej w nocy przerabiać ponownie sprawy z twoim zamieszkaniem w Bath, Londynie albo innym równie podejrzanym miejscu i chociaż marzę, by wyspać się w końcu w swoim łóżku, to nie, nie mogę cię odesłać, bo sądząc po dyskomforcie z powodu bólu, jaki odczuwasz, to wcale nie jest dobrze – odparł z powagą i po chwili nie pozwalając jej na ponowne zapewnienia, że może spać na kanapie, wezwał Biedronkę.
Stworzenie pojawiło się przy nich natychmiast i z radością zaczęła opowiadać im o swojej pierwszej pani. Severus odwiedzał posiadłość, będąc dzieckiem, a po śmierci prababki, przez długie lata tam w ogóle nie zaglądał. Dopiero, gdy został już jedynym spadkobiercą odwiedził dwór i dopiero wówczas Biedronka odnalazła w nim łudzące podobieństwo do mężczyzny, któremu służyła dwieście pięćdziesiąt lat temu. Nie dziwiło jej to, bo i jego ojciec i dziadkowie dziedziczyli te same cechy wyglądu, ale wyznała, że gdy pojawiła się po raz pierwszy przed Hermioną to nie bardzo wiedziała co się dzieje. Rozpływała się nad dobrocią swoich dawnych państwa i nie mogła przestać zachwycać się panną Granger, podkreślając w każdym zdaniu, że pani Snape jest taką samą wspaniałością jak pani Snape. Severus miał ochotę powiedzieć jej, żeby zwracała się do Hermiony Granger, ale uznał, że małe stworzonko mogłoby nie zrozumieć jego żartu i nadużywać tego nazwiska w niezbyt pożądanych momentach.
– Długo służyłaś swoim pierwszym państwu? – Hermiona zwróciła się grzecznie do Biedronki. Zmarszczył brwi i posłał żonie ostrzegawcze spojrzenie. Jakkolwiek mocno żyli życiem swoich przodków, wydawało mu się nie do końca bezpiecznym poznawać ich przyszłość ze zbyt dużym wyprzedzeniem i dopiero teraz dotarło do niego, że skoro on dziedziczył po babce Snape, to z całą pewnością, dawny Severus musiał spłodzić potomka. Z przerażeniem spojrzał na Hermionę, gdy uświadomił sobie, że jest ona jego praprababką, a właściwie on sam był swoim prapradziadem. Dziewczyna spoglądała na niego z takim wyrazem twarzy, jakby myślała dokładnie to samo co on. Nie mógł pozbyć się z głowy obrazu dziecka o wielkiej czuprynie Granger i dziękował bogom, że dziedziczył urodę po męskiej stronie rodu. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że wciąż wpatruje się w dziewczynę. Dziecko pozostawało wciąż maleńkie, a czupryna w jego wyobraźni rosła i nie chciała przestać.
– Mogłabyś zrobić coś z tymi włosami – mruknął i dopiero, gdy Hermiona zaskoczona chwyciła się za głowę i desperacko zaczęła przylizywać swoją fryzurę zorientował się, że powiedział to na głos.
– Próbuję – odburknęła.
– Mówiłaś, że jak długo służyłaś swoim pierwszym państwu, Biedronko? – spytał, odzyskując przytomność.
– Biedronka nie wie dokładnie, proszę pana – powtórzyła ze skruchą.
– Jak to? – wykrzyknęli oboje.
– Biedronka zachorowała, zaraz po tym, jak pani urodziła dziewczynkę. – Nie miał odwagi teraz spojrzeć na swoją żonę i tylko kątem oka dostrzegł, że mocno się zarumieniła i o mało sam nie udławił się własnym językiem, gdy skrzatka z wniebowziętą miną kontynuowała. – Państwo długo czekali na pierwsze dziecko, ale gdy bliźniaki przyszły na świat nie posiadali się z radości. To były takie śliczne dzieciątka. Później już poszło szybko i rok po chłopcach urodził się kolejny, a później …
– Opowiesz nam to innym razem – przerwał jej pospiesznie i zerknął na Hermionę, której twarz przybrała dziwny buraczkowy kolor. – Powiedz, dlaczego nie pamiętasz, jak długo im służyłaś.
– Biedronka zachorowała i pani była bardzo zmartwiona – opowiadała. – Dlatego pan Snape i ten drugi pan pracowali nad eliksirem dla Biedronki. Później, jak Biedronka się obudziła, po tym jak wypiła eliksir, to państwa już nie było. – Skrzatka się rozpłakała i zajęło chwilę, by mogła kontynuować. – Dzieci były już dorosłe i Biedronka nie wiedziała co się dzieje. Powiedziano jej tylko, że państwo zaginęli w lesie kilka lat wcześniej. – Severus wymienił spojrzenia z Hermioną, która na szczęście odzyskała swój kolor. – Biedronka sama szukała po lesie, ale nigdy państwa nie znalazła, aż do teraz – ucieszyła się.
– To nie my, Biedronko – ostudziła ją Granger. – Tylko tak wyglądamy.
– Skoro pani tak mówi – stworzenie wzruszyło ramionami, ale nie przestawało się uśmiechać.
Odesłali ją i przez kilka minut siedzieli w ciszy, trawiąc rewelacje. Nie miał pojęcia o czym myśli Hermiona, ale on swoich chciał pozbyć się jak najszybciej.
– Znalazłaś w tych archiwach coś na temat tego zniknięcia w lesie? – spytał od niechcenia, a ona zaprzeczyła jedynie ruchem głowy.
– Profesorze – zaczęła z zamyśleniem. – To wszystko jest jakieś dziwne. To znaczy, rozumiem, że mogło się tak zdarzyć, że moja babka i pana dziadek byli małżeństwem i mamy wspólne korzenie, ale Dumbledore, Syriusz, Katie, profesor McGonagall i Ginny? Oni wszyscy tam są w moich snach.
– Nie wiem czym były te pamiętniki, Hermiono – westchnął – ale podejrzewam, że to nasza wyobraźnia podsyła nam twarze i nazwiska tych, których już znamy.
– Czyli to nie profesor McGonagall opiekowała się mną? – spytała.
– Chciałbym, by był to dowód potwierdzający, że jesteśmy pod wpływem uroków, ale nie chcę oszukiwać ani siebie, ani ciebie – odparł z rezygnacją. – Gdy przyszłaś do Hogwartu to niejako Minerwa i Albus przejęli nad tobą kontrolę, dlatego tak łatwo jest wyobrazić ich sobie tam w przeszłości, jako twoich zastępczych rodziców. Dużo faktów jednak się nie zgadza. Choćby śmierć twoich bliskich albo niemożność używania magii. Nie wiem, Hermiono – westchnął i zmęczony przetarł twarz dłońmi. – Połóż się spać, powinnaś odpoczywać. – Spojrzał na nią z lekkim uśmiechem i bezwiednie wplótł palce w jej włosy. Jakby pozbawiony świadomości przyciągnął jej głowę i delikatnie pocałował w jej czubek. Oddała się tej pieszczocie z cichym westchnieniem i dopiero po chwili obydwoje oprzytomnieli. – Przepraszam – wyszeptał i pospiesznie wyszedł z jej sypialni.
Kolejny rozdział: „Wypadki, przypadki i przewinienia"
